problem

17.12.06, 03:19
Pomóżcie mi ocenic sytuację,,,
przy załózeniu, ze oboje sie kochaja, ale ona/on nie jest w typie fizycznym
tej drugiej osoby, poznali sie przez net, spotkali kilkanascie razy i strona,
ktora jest akceptowana fizycznie w 100% walczy ze soba z powodu "niebycia w
jej typie" osoby partnera.
Dodatkowe zalozenie:oboje sa wrazliwi i szlachetni, gleboko i silnie zwiazani
sklonni do powiecen ale takze lekko cyniczni.
Jakie są szanse?
    • brak.chmur Re: Nie rozumiem.... 17.12.06, 18:26
      1. Oboje się kochają, ale jedno nie akceptuje drugiego?!
      2. Skoro brak akceptacji, po co spotykać się kilkanaście razy?
      3.Po co walczyć ze sobą , skoro można było poprzestać na pierwszym spotkaniu?
    • taisy Re: Ludzie są różni i są różne miłości. 17.12.06, 18:38
      I sposoby kochania. Smutne jest to kiedy ktoś kogoś, kocha a ta druga strona
      nie jest acceptowana z powodu fizjonomi.Miłość to tajemnica. Nie wiadomo jak
      losy tych dwojga sie potoczą i tego nikt nie wie.
      • brak.chmur Re:Miłość bez akceptacji nie jest "smutna"... 17.12.06, 18:50
        .....tylko NIEMOŻLIWA(!)

        I nie dotyczy to jedynie fizjonomii.
        Jaki był sens spotykać się tyle razy i łudzić tą drugę osobę?
        Ech, ktoś tu kogoś okłamuje, siebie samego również, a to już są MANOWCE.:(
        • taisy Re:Miłość bez akceptacji nie jest "smutna"... 17.12.06, 18:55
          tak zgadzam się,że miłość bez akceptacji nie jest możliwa.
          • lavinka Re:Miłość bez akceptacji nie jest "smutna"... 17.12.06, 19:19
            Ale można kogoś zaakceptować "z czasem". Może ta strona na to właśnie liczy...

            lav
            • brak.chmur Re:Miłość bez akceptacji nie jest "smutna"... 17.12.06, 19:21
              A ja myślę, że ta druga strona nie ma pojęcia, że nie jest akceptowana...
              Może się mylę? Oby....
              • meg303 Re:Miłość bez akceptacji nie jest "smutna"... 18.12.06, 00:31
                Jeśli to miałby być trwały zwiazek,fizyczna akceptacja jest bardzo
                ważna.Udawanie przed samym sobą nie ma sensu,kiedyś coś zacznie
                "zgrzytać"...Wcześniej,czy póżniej...
                Lepiej zdobyć się na szczerosc,przed sobą i tym kimś.Ale kilkanaście spotkań?Ta
                druga osoba może czuć się zaakceptowana,będzie jej tym bardziej przykro.
                • theologie Re:Miłość bez akceptacji nie jest "smutna"... 18.12.06, 18:04
                  to ja nie jestem akceptowana:(
                • theologie Re:Miłość bez akceptacji nie jest "smutna"... 18.12.06, 18:04
                  to ja nie jestem akceptowana:(
                  • lavinka Re:Miłość bez akceptacji nie jest "smutna"... 18.12.06, 21:00
                    To po co się z nim spotykasz? Sadomasohizm?

                    lav
                    • theologie Re:Miłość bez akceptacji nie jest "smutna"... 19.12.06, 02:54
                      bo jest mi bliski, cholernie
                      • lavinka Re:Miłość bez akceptacji nie jest "smutna"... 19.12.06, 16:58
                        E, tam taka bliskość. Moim zdaniem bardzo potrzebujesz kogoś bliskiego, bo gdy
                        jesteś sama chce Ci się wyć. Ale to ni musi być koniecznie on. Myślę,że
                        potrzebujesz stałego, normalnego związku tyle,że w dzisiejszych czasach
                        niebywale o taki trudno. Jakoś to będzie, ale im więcej o tym z nim będziesz
                        rozmwawiać tym lepiej. Może to wcale nie chodzi o Twój wygląd tylko to mała
                        wymówka by się Ciebie pozbyć... faceci czasem tak mają,że nie potrafią
                        powiedzieć wprost, i szukają tandetnych,popularnych wymówek typu:"jesteś za mało
                        sexi""jesteś za gruba""za chuda""za mało kobieca" itp. W rzeczywistości szukają
                        kogoś, nad kim mogliby panować i go krytykować za byle co. A Ty raczej na taką
                        nie wyglądasz. Nie obrazasz się,nie próbujesz na siłe dla niego zmienić... a on
                        jest penie o to zły. Bo nie moze się nad Tobą popastwić... Być może to co
                        wyprawia to jakaś nieudolna próba wmówienia Ci ,że jesteś be i fe-a to z
                        pewnością nieprawda. Spróbuj mu "oddzwonić" tym samym, skrytykuj za jakąś
                        bzdurę.. i poobserwuj jego zachowanie. Ząb za ząb, niech sobie nie myśli ;-D


                        lav
    • brak.chmur Re:Theo...... 19.12.06, 08:56
      On nie wart Twoich uczuć i czasu , jaki mu poświecasz.
      Są kobiety, dla których jest sprawą drugorzędną, czy mężczyżnie na nich zależy,
      ale Ty , jak widać, do nich nie należysz.
      Każde kolejne spotkanie, każde słowo i gest bedą Cię ranić coraz bardziej aż
      zaplączesz się w sieć , która doprowadzi Cię do depresji.
      Jeśli jesteś w stanie odejsć teraz, zrób to, ale porozmnwiaj z nim jeszcze .
      Daj sobie sznasę, jemu też, ale nie licz na zbyt wiele....
      Gdyby był uczciwy wobec Ciebie nie spotykał się wiele razy, ale on
      najprawdopodobniej w ten sposób chce Cie utrzymać "na dystans",abyś nie
      oczekiwała wzajemności.
      To nie fair z jego strony!
      Nie pozwól, aby zniszczył w Tobie zaufanie i wrażliwość.
      Masz wiele do ofiarowania meżczyżnie, ale takiemu, który to doceni i obdarzy Cię
      wzajemnością.
      W miłości nie można tylko dawać , wierz mi.....
      Powodzenia:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja