ja nie mam prawa nikogo tknąć, a mnie inni mogą?

17.12.06, 14:37
Chcialabym sie wreszcie wygadac na temat problemu, ktory mnie dręczy.
Aby dokładnie pokazac o co mi chodzi, przedstawie pewien dramatyczny obrazek,
co do ktorego nie pamietam, zeby faktycznie mi sie przydarzyl w dziecinstwie
(w ogóle nie pamiętam tego krótkiego, bo zaledwie kilkumiesięcznego okresu
gdy chodzilam do przedszkola), ale moglo tak być.
Jestem małą dziewczynką. Pewnego dnia wchodze w grupke dzieci i widzę
dziewczynke podobna do mnie. Chcę, zeby mnie zaakceptowała, żeby sie ze mna
bawila. Ale ona mnie nie chce, wycofuje sie. To ja za nią, dalej ją proszę
całym moim zachowaniem, żeby mnie polubiła. Dziecko się na mnie w końcu
wkurza, odpycha mnie. To ja jej oddaję. Jeszcze mocniej. Dziecko w płacz.
Znajdująca się w pobliżu dorosła osoba podbiega do mnie.
-Zostaw ją!!!- woła rozwścieczona. –Jak ona nie chce się z tobą bawić, to
jej nie dręcz!!!
Staję jak wryta, doprowadzona do rozpaczy. Nigdzie nie ma dla mnie
akceptacji, a jak ja chcę ją sobie sama wziąć, to mi jeszcze robią krzywdę,
odychając mnie i niemiło się na mnie wydzierając. A poza tym co to znaczy, że
ja kogoś dręczę? Dlaczego mnie nie wolno robić innym wszystkiego, co mi się
podoba, a mnie każdy może robić, co mu się podoba??? Na przykład dorośli mogą
mnie lać ile wlezie albo ciągle do czegoś zmuszać lub coś zakazywać- i to się
nie nazywa "kogoś dręczyć"? To ja mam wszystkich lubić, być dla wszystkich
grzeczna i miła, a dla mnie nikt?
Własnie tak sie teraz czuję, choć mam juz ponad 20 lat i tyle innych
doswiadczen za sobą. Właśnie te emocje z przeszłości dręczą mnie i muszę się
wyżalić.
I jeszcze coś. W tym momencie, gdy tak przelewam na papier moje rozżalenie,
jakis glos z podswiadomosci mowi do mnie:
-Olu, jesteś chyba na tyle dorosła, by pewne rzeczy zrozumieć. Przecież
wychowalaś się w religii chrześcijańskiej i uczyłaś się, że trzeba kochać
innych, nawet jeśli oni nas nie kochają i przebaczać im wszystkie krzywdy.
Zresztą nie tylko religia tak uczy, ale każdy zdrowy człowiek tak powinien
postępować. Nie można miec ciągle pretensji do wszystkich, że nam ktoś zrobił
krzywdę.
Niestety, ja nie rozumiem takich wypowiedzi, wkurzają mnie. Mam takiemu komuś
przyznać rację?!
Nie wiem, jak mam patrzeć na to, co się we mnie dzieje, czuję w tym momencie
w głowie pustkę, a w sercu żal.
    • wielki_czarownik ?? 17.12.06, 14:50
      "Dlaczego mnie nie wolno robić innym wszystkiego, co mi się
      podoba, a mnie każdy może robić, co mu się podoba???"

      A od kiedy tak jest?
      • yasemin Re: ?? 17.12.06, 15:19
        Takie poczucie mam od dziecinstwa. Wlasciwie nigdy nie mialam poczucia, ze mam
        wplyw na swoje zycie, bo ciągle co mi kazano lub zakazywano, nie mialam prawa
        sie sprzeciwic, bo kazdy moj sprzeciw byl przez doroslych surowo karany, nawet
        nie moglam wyrazac gniewu, bo mnie spotykal klaps. Teraz juz takie rzeczy sie
        nie dzieja, bo z czasem stałam się grzeczną i dobrze uczącą się dzieczynką, i w
        sumie jestem nią aż do dziś, chociaż od dłuższego czasu mam tego dość, jednak
        brakuje mi odwagi, siły i wystarczającej ilości zdrowego egoizmu, by się
        wreszcie zbuntować.
        A przyjaciół też nie mam i nie wiem, jak mam postępować z ludźmi...
        • saksalainen Mam taką radę 17.12.06, 16:46
          Zapisz sie na jakas sztuke walki. Nie po to zeby "kazdemu dołozyc", nie o to chodzi. Chodzi o to zebys nauczyła sie, ze mozesz sie "stawiac". Ze w momencie kiedy ktos cie zaatakuje, mozesz oddac - i ze ani Tobie, ani tej drugiej osobie nie stanie sie przez to krzywda.

          To takie... symboliczne, bo poza sportem nikt Cie fizycznie atakowac raczej nie bedzie. Ale nauczysz sie pewnych zachowan, pewnych reakcji które wpłyną na Twoj umysl i dadza Ci własnie to poczucie, ze mozesz sie "postawic".

          A poza tym moze by Ci sie przydał jakis psycholog.
        • lavinka Re: ?? 17.12.06, 17:01
          Są ludzie i ludzie.Nie można się wpychać z przyjaźnią nikomu na siłę.
          Chciałabyś,żeby ktoś obcy wybierał Ci przyjaciół? Albo żeby osoba,której nie
          lubisz,albo zupełnie nie znasz codziennie bywała u Ciebie w domu? Wydaje mi
          sie,że chciałabyś mieć przyjaciół na jedno Twoje kiwnięcie palcem. A do
          prawdziwej przyjaźni dochodzi się latami na podstawie wspólnych
          doświadczeń,pracy itp. Zaczyna się od luźnej znajomości, a potem to się
          przeradza w przyjaźń, albo nie. Ja mam prawie 30lat i dopiero niedawno wyłoniłam
          sobie grupę ludzi,których moge nazwać przyjaciółmi. Ale 10lat temu wcale nie
          podejrzewałabym,że nimi będą... nawet nie przyjaźniłąm się z nimi z początku, to
          byli tacy "znajomi" z trzeciego szeregu. Jak to się nieraz śmiesznie życie
          poukłada...
          Poza tym dlaczego myślisz,że bycie miłym i uprzejmym to sposób na dobre
          odbieranie przez innych ludzi? Kiedy poznajesz drugiego człowieka chciałabyś
          znać i tę ciemną stronę księżyca,prawda? Każdy ma prawo do tego by się kiedyś
          zezłośić, zakląć czy kopnąć w krzesło. Oczywiście robienie tego regły to
          pomyłka, ale robienie z siebie marmurowego pomnika robi z nas właśnie marmurowy
          pomnik. Idealny, nieosiagalny, doskonały i zimny. Nawet jeśli jesteś miła i masz
          w sobie wiele ciepła i dobroci, jeżeli pokazujesz tylko swoje "piękne" cechy
          daje to sygnał innym,że "pozujesz" nawet jeśli tak naprawdę nie jest. Myślę,że
          ludzie nie są doskonali i z tego powodu nie lubią przebywać w otoczeniu
          "doskonałych" osób. Spróbuj przyjrzeć się osobow na różnych forach,którzy
          wytykają innym błędy ortograficzne czy wulgarność. Szybko zostają wyśmiani lub
          odtrąceni mimo,że teoretycznie nie robią nc złego. Po prostu żyjąc tak, by inni
          nie mieli nam nic do zarzucenia, jesteśmy coraz wyżej i wyżej.. aż zostajemy sami.

          lav
        • wielki_czarownik Nie zrozumiałaś 17.12.06, 17:12
          To nie jest tak, że inni mogą wszystko a Ty nic. Chodzi o to, że:
          1. Jako dziecko masz mniej praw niż dorosły - to oczywiste.
          2. Jesteś osobą wolną i nikt nie może Twojej wolności naruszać. To samo działa w drugą stronę - nie masz prawa naruszać cudzej wolności. Jeżeli ktoś Ci robi krzywdę, albo wtrynia w Twoją wolność to masz prawo protestować i bronić się. Ale inni mogą robić tak samo. Jeżeli jakaś dziewczyna nie chciała się z Tobą bawić, to miała takie prawo.
          A jak postępować z ludźmi? Być sobą.
        • uhu_an Re: ?? 18.12.06, 00:40
          wypisz wymaluj- ja. wszelkie emocje(zwlaszcza zle) byly zakazywane. ale nawet z
          tymi dobrymi tez mam problem- wstydze sie komus powiedziec, ze kogos lubie, a
          co gorsza, ze kocham.;o).
          ja czulam sie wyjalowiona ze wszelkich uczuc, bez osobowsci, bez zdania, bo
          podporzadkowywalam sie innym. takie dziecko we mnie bylo pielegnowane i takie
          wyroslo fizycznie, ale niezmienione emocjonalnie.
          jestem na nterapii, bo kontakty interpersonalne to byla dla mnie czarna magia,
          leki, ujawnianie potrzeb to byla walka. istny horror show. widze znaczna
          poprawe, bardziej dbam o siebie, stawiam granice, mowie o potrzebach, a nawet
          nawiazuje glebsze kontakty.
          radze to samo- poszukaj terapii(DDD). Bo prawdopodobnie jestes dorosly
          dzieckiem z rodziny dysfunkcyjnej. mozesz tez zadzwonic do telefonu zaufania-
          na mnie podzialalo inapewno ci doradza- moga wesprzec psychicznie i podac
          namiary na jakas poradnie.
          pzdr.
    • yoanna_yo Re: ja nie mam prawa nikogo tknąć, a mnie inni mo 17.12.06, 23:13
      Witam
      Yasemin... rozumiem cię. Dzieciństwo to trudny czas, a wychowanie to trudne zadanie dla rodziców. Jeżeli taka postawa rodziców, wymagająca od dziecka neustającej ustepliwości i nieokazywania gniewu spotka się z łgodnym, wrażliwym usposobieniem dziecka - buduje to traumę na lata.
      I niełatwo nad nią zapanować w życiu dorosłym. Też byłam tak chowana "ustąp,bądź mądrzejsza bo jesteś starsza" lub " Bądź mądrzejsza i nadstaw drugi policzek" ,"oddaj zabawkę bo ktos inny chce się nią pobawić, tu i teraz" i tym podobne słowa, które zawsze ustawiały mnie na 2 pozycji bądź karciły za okazanie gniewu,złości i żalu.
      Dziś łapię się wciąż na tych samych odruchach,wg których "wytresowano" mnie w dzieciństwie.Odkad sobie uświadomiłam dlaczego moje własne łagodne usposobienie, ustępowanie budzi we mnie wewnętrzny żal i bunt ,którego nie umiem wyrazić ,pracuję nad sobą. staram się kontrolować i wykazywac większą "agresywnością" , uczyć się zdrowego egoizmu. Jednak odruchy pozostają i rozpoznanie ich, przeprogramowanie zajmuje lata.ale da się to zrobić. To ,że sobie pewne rzeczy uświadamiasz to już dużo.Teraz działaj !! zresztą samo życie Cię dotego zmusi:)
      tylko trzeba opanowac strach,strach przed tym że znowu ktoś nas odrzuci.
      No bo co się stanie jak odrzuci? nic . Co się stanie jak "oddasz" ? najwyżej część się obruszy,a druga część nabierze z miejsca szacunku.

      Pomyśl sobie - nie ma takiej możliwości żeby na 10/10 osób cię polubiło.Po prostu nie ma!! nie zadowolisz każdego,a już najmniej siebie. Na kompromis warto iść tylko dla wybrańców.I takie myślenie o sobie trzeba pielęgnować.
      To dotyczy kazdej dziedziny życia,przyjaciół, kochanków, pracy itd.

      Sama tez musisz określić,czy sporty walki mogą byc dla ciebie pomocne, czy może rzeczywiście zadry tkwią tak głęboko iż pomoc psychologa by się przydała.
      Z tego co wyłowiłam gdzies przelotem w internecie - działają takie miejsca typu "samopomoc babska" :)) nazywa się to chyba dojrzewalnia czy jakos tak i tam można też się wyżalić , pogadać i znaleźć trochę otuchy.
      Głowa do góry, cy...i do przodu i już !
      Pozdrowienia
    • yoanna_yo Re: ja nie mam prawa nikogo tknąć, a mnie inni mo 17.12.06, 23:46
      Aha, no i książki różne stosowne do potrzeb.Pomagają chociażby zdefiniować i nazwać różne rzeczy, do których trudno nam się przyznac przed samymi sobą, wskazać kierunek prac "remontowych" hehhe :) itd itp
      • yasemin Re: ja nie mam prawa nikogo tknąć, a mnie inni mo 18.12.06, 16:37
        Witam, dziekuje wszystkim za zrozumienie i wsparcie. Ja bym bardzo chciala,
        nawet JUZ, od razu zaczac zyc bardziej asertywnie, w zgodzie ze swoim wnetrzem,
        ale chyby najwiekszy problem mam w sprzeciwianiu sie rodzicom. Ciagle maja nade
        mna kontrole, nawet teraz, jak jestem za granica, codziennie mailuja do mnie,
        pytaja, jak posuwa sie do przodu moja praca magisterska, kaza mi ja przysylac po
        kawalku, chca zebym ten pobyt wykorzystala jak nejlepiej intelektualnie. Boje
        sie teraz na swieta wracac do domu, a mama juz w Polsce zalatwila dla mnie bilet
        powrotny "jako prezent mikolajkowy" jak to milo okreslila w mailu. Znow mam
        poczucie, ze wracam z wolnej przestrzeni w zamkniecie i ze bede musiala znow byc
        "grzeczna", niestety nie mam juz po prostu na to sily. Oni mnie bardzo kochaja,
        ale niestety miloscia toksyczna. Nie wiem, czy to sie nazywa "RODZINA
        DYSFUNKCYJNA"? pierwszy raz slysze to pojecie, kojarzy mi sie z okresleniem
        "patologiczna", a moja rodzina na pewno patologiczna nie jest, moi rodzice sa
        wyksztalceni i porzadni i klada nacisk na te rzeczy. Ale moze to wlasnie dlatego
        jestem pod takim kloszem. Brakuje mi WOLNOSCI... a pragne jej w tym momencie jak
        niczego na swiecie.
        • uhu_an Re: ja nie mam prawa nikogo tknąć, a mnie inni mo 18.12.06, 18:42
          a takim razie co to jest patologia?
          Nie trzeba bic zony i dzieci oraz biegac z siekiera by zaciachac rodzine, by
          zyc z brakiem bezpieczenstwa. twoi rodzice traktuja cie jak male dziecko, a w
          gruncie rzeczxy nim juz nie ejstes. teraz ty wiesz co dla ciebie jest najlepsze
          nie oni.
          Kontrola, roznego rodzaje szantaze emocjonalne- ktore w gruncie rzeczy czesto
          trudno wyczuc, bo rpzeciez one sa dlatego "bo rodzice tak mocno cie
          kochaja", "bo przecież robią to dla ciebie, tak się poswiecają, a ty?" a ty
          taka niedobra. to jest Przemoc psychiczna. nadopiekunczosc tez bywa szkodliwa.
          fajnie, ze widzisz problem,a to jzu polowa sukcesu. niestety bez pomocy
          specjalisty bedzie bvardzo ci trudno.
          polecam ci ksiazke "lek przed bliskością" Woititz, jest swietna. aczkolwiek ona
          sie odnosi sensu stroct do DDA, czyli dorosłych dzieci alkoholików, ale DDA
          iDDD mają wiele ze soba wspolnego, bo obie rpodziny sa dysfunkcyjne- niepelnia
          nalezycie swoich roli. polecam. jak bys chciala moge przeslac ci na maila.
          ps. tez myslalam, moja rodzina? dysfunkcyjna? skadze znowu. a jednak. i takie
          byly w niej anduzycia, ze szkoda gadac/pisac. rodzice mysla o sobie a nie o
          komforcie wlasnego dziecka. spytaj sie po co ci mama przyslala ten bilet. Jaki
          ona bedzie miala z tego pozytek, bo to, ze ty z poworotu do domu go nie masz to
          wiadomo.
    • yesamin Re: ja nie mam prawa nikogo tknąć, a mnie inni mo 18.12.06, 17:25
      trzeba kochać
      > innych, nawet jeśli oni nas nie kochają i przebaczać im wszystkie krzywdy.
      > Zresztą nie tylko religia tak uczy, ale każdy zdrowy człowiek tak powinien
      > postępować.
      Serio?.. Naprawdę to jest przykład zdrowego postępowania?... A mnie to
      przypomina niezdrowe upodobania hrabiego(?) Masocha...
      Nie jestem chrześciajnką i może dlatego odbieram jako absurd postulat
      aby "kochać innych nawet jeśli oni nas nie kochają". Musiałabym najpierw
      zwariować albo ostro się nacpać, żeby tak czuć!
      Przypomina mi się też film: Viridiana - kto oglądał, wie, jakie tam były skutki
      miłowania wszelkiego bliźniego: banda brudnych dziadów okradła i zgwałciła tę,
      która wpuściła ich do serca i domu...
      Miłowanie i usprawiedliwianie wszystkich, bez żadnych warunków, jest czymś w
      rodzaju publicznej deklaracji: krzywdźcie mnie, olewajcie, dręczcie - a ujdzie
      wam to na sucho! Jest to właśnie robienie z siebie kozła ofiarnego czyli
      etatowego masochisty.
      Jeśli uważasz, że zdrowe jest obrywanie od każdego, kto akurat ma chęć komuś
      dołożyć i szastanie za to w podziękowaniu nogą, to dobrze, ze nie jesteś jakims
      prezydentem czy władcą... W świecie pod twoim zarządzem nie byłoby wszak
      wiezień dla seryjnych morderców - a niech się, chłopaki, wygrzeją na plaży w
      Ustce, czemu im odmawiać?.. Także gangsterka mogłaby swobodnie odstrzeliwać
      ofiary i wymuszać haracze, gwałciciele gwałcić, urzędnicy brać łapówki...
      Rozumiem, że jesteś katoliczką, ale dziwię się, że nie miałaś styczności z
      ksieżmi, którzy inaczej tłumaczą pojęcie miłości bliźniego. Nie twierdzą, że
      miłość to bezgraniczna pobłażliwość i wybaczanie wszystkim wszystkiego.
      Twierdzą, że miłość to odpowiedzialność. Odpowiedzialność, czyli takie dbanie o
      świat, żeby była na nim sprawiedliwość i przestrzegane reguły szacunku do
      innych osób. Żeby dobrzy ludzie nie byli narażeni na przemoc ze strony ludzi
      bładzących, żeby ci bładzący dowiadywali się, że każdy czyn niesie konsekwencje
      i dzięki nim czuli się zmotywowani do zmiany na lepsze.
      Miłość bliźniego polega zatem także na sprawiedliwości, w zakres której
      wliczona jest nagroda i kara ( emocjonalnie: miłość za dobre, niechęć za złe)
      przy ogólnym wybaczeniu - czyli nie przekreślaniu drzemiacego w każdym
      człowieku potencjału na zmianę i bycie dobrym, uczciwym, odpowiedzialnym.
      Czyli sprawiedliwość ma się dziać, bo ona pozwala niektórym zacząć odróżniać
      dobro od zła i skłania do autorefleksji. I jest to właśnie miłosierne wobec
      człowieka - pozwolić mu dojrzeć, bardziej dobre, niż miłować go, miłować i
      patrzeć jak zjeżdża na moralne dno.
      Co do rodzin dysfunkcyjnych - nieważne, że rodzice nie piją i mają literki na
      wizytówkach. Utytułowanie nie jest rekojmią bezbłednego rodzicielstwa.
      • yasemin Re: ja nie mam prawa nikogo tknąć, a mnie inni mo 19.12.06, 14:51
        do yesamin: to nie ja tak mysle, ja wcale nie mam zamiaru ani juz sily wszystkim
        przebaczac ani bezinteresownie kochac, po prostu slysze nieraz w swojej
        podswiadomosci taki GLOS, ze trzeba tak, ze nie wolno sie buntowac, wybuchac
        zloscia i troszczyc sie o swoje- i ten glos mnie wkurza. Do kosciola tez juz od
        dawna nie chodze, miedzy innymi dlatego ze katolicyzm, w ktorym tyle lat
        siedzialam, kojarzy mi sie ze zniewoleniem, byciem grzeczna dziewczynka,
        niewychylaniem sie, rezygnacja z wlasnego ja (poza tym interesuje mnie inna
        bliskowschodnia religia, ale to juz jest temat na osobny watek)
        Przeczytalam na necie troche o rodzinach dysfunkcyjnych- i faktycznie widze, ze
        moja rodzina pod to podchodzi. Ciekawe, dlaczego akurat moja rodzina, a inne
        rodziny, nawet te inteligenckie, sa normalne?

        Ksiazka jestem zainteresowana, bardzo chetnie przeczytam, w ogole interesuja
        mnie ksiazki psychologiczne. Natomiast psychoterapia- rozumiem, ze takie cos
        trwa pol roku czy rok w jednym miejscu, a z tym ciezko bedzie -w Niemczech na
        tym stypendium mam pozostac do konca lutego, w marcu wracam do Krakowa, kwiecien
        i maj praktyki u mnie w Czestochowie, w czerwcu czy w lipcu obrona pracy...No
        coz, zobaczymy.
        • yellow9 . 19.12.06, 15:57
          Zachowujesz się jak małe, bezradne dziecko. Piszesz, ze masz ponad 20 lat! Nie
          jesteś malutkim dzieckiem! wydoroślej dziewczyno!
          Sama widzisz, że masz problemy (zresztą kto ich nie ma?). Na forum ich nie
          rozwiążesz. Warto skorzystać s profesjonalnej pomocy Psychologa. Życie w
          nienawiści, w złości nie jest dobrym wyjściem, nie jest żadnym wyjściem.
          • lavinka Re: . 19.12.06, 16:44
            Właśnie dlatego nie cierpię grzecznych dzieci... lizusy, są grzeczne i miłe
            tylko po to by się komuś przypodobac, a potem wyrasta z nich takie niewiadomo co
            bez własnej osobowości... yasemin,a czego Ty właściwie chcesz od życia?
            Zastanawiałaś się kiedyś? A czego nie chcesz? Nad tym pewnie tym bardziej nie...

            lav
Pełna wersja