hanryc1
19.12.06, 12:49
mam już dość,użerać się,kłócić, domawiać sie o pierdoły,czy sposobem na
rozmowe jest ustepowanie, przytakiwanie???bo tak wlasnie tesciowa rozmawia z
synami.Ja tak nie uwazam,blad?wmawianie ze jest nerwowy i unikanie go jak
wpada w szal zlosci,czy to metoda?mieszkamy z dziadkiem meza ktory jak to
stara osoba ma swoje przyzwyczajenia,doklada sie do zycia jak kot
naplakal,maz twierdzi ze mamy zapisany dom i nie wiem powinnismy chyba byc
wychwalac go pod niebiosa, tylko ze mi sie zle tam mieszka,bo czuje ze jestem
jak 5 kolo u wozu a potrzebna do gotowania,sprzatania,etc. czarownica jestem
tak czy siak, bo wymagam a nie wyreczam tych leni od roboyt.Mysle powaznie o
zmianie siedziby firmy zeby sie uwolnic od tych zaklamanych ludzi,choloty.
Pewnie i tak pojade sama z dzieckiem ale ja mam dosc tracenia czasu,zycia na
takie zycie a raczej meke. Jaki slub takie zycie; slub skonczyl sie klotnia i
takie mam zycie,wpieprzanie sie tesciowej za plecami-inteligentnie. moze ktos
mial podobna sytuacje zyciowa i jakos z tego wyszedl obronna reka?poradzcie
cos