jak postepowac z rozstajacym sie z zona facetem?

16.11.01, 19:57
Zdecydowalam sie czekac na decyzje faceta...jestesmy razem, bedziemy, tak
zapewnia, ale musi rozstac sie z zona po gentelmansku...chce wszystko jej
wyjasnic... Brakuje mi sil, jak to wytrzymac, nie odejsc od zmyslow...wytrwac,
bo zalezy mi na nim i kocham go...On mnie tez...
Czuje, ze to dluga droga...Jak wytrzymac, poradzcie...moze jakies fachowe
strony www w stylu analiza dokonan zonatego faceta...
HELP!
Dzieki, femi, ktora chce bardzo byc silna i doczekac konca...
    • troche_smutna Re: jak postepowac z rozstajacym sie z zona facetem? 16.11.01, 21:16
      Droga Femi!
      Nie wiem jak Ci radzić i czy Ci radzić: być może facet, na którego czekasz to mój
      mąż. Powiem Ci jedno: najlepiej zrobisz jeśli zwiążesz się z kimś wolnym.
      Pamiętaj, że tkwiąc w takim związku unieszczęśliwiasz siebie i inną kobietę
      (możliwe, że jego w pewnym sensie też) - myślę, że nie znasz jej i nie wiesz co
      czuje, nie jesteś sobie tego w stanie wyobrazić. Ja tak. Pamiętaj też, że to co o
      niej wiesz od niego nie musi do końca być prawdą, a co najmniej jest relacją
      tylko jednej strony.

      troche_smutna

      femi napisał(a):

      > Zdecydowalam sie czekac na decyzje faceta...jestesmy razem, bedziemy, tak
      > zapewnia, ale musi rozstac sie z zona po gentelmansku...chce wszystko jej
      > wyjasnic... Brakuje mi sil, jak to wytrzymac, nie odejsc od zmyslow...wytrwac,
      > bo zalezy mi na nim i kocham go...On mnie tez...
      > Czuje, ze to dluga droga...Jak wytrzymac, poradzcie...moze jakies fachowe
      > strony www w stylu analiza dokonan zonatego faceta...
      > HELP!
      > Dzieki, femi, ktora chce bardzo byc silna i doczekac konca...

      • Gość: kwieto EJZE! IP: *.ipartners.pl 16.11.01, 22:39
        Femi nie unieszczesliwia drugiej kobiety. Unieszczesliwia ja jej maz, i jest to wylacznie JEGO
        wybor. Moze gdyby nie pojawila sie Femi, on i tak by odszedl? Albo znalazl sobie tak czy
        siak jakas Krysie-Zosie?

        Przerzucanie odpowiedzialnosci na "ta druga" to nie jest dobry pomysl...
    • Gość: Anna26/7 Re: jak postepowac z rozstajacym sie z zona facetem? IP: *.157.61.215.Dial1.Washington1.Level3.net 16.11.01, 22:43
      Najlepeij to wszystko zwalic na zone. Pewnie przytyla i sex przestala lubic.
    • Gość: dike Re: jak postepowac z rozstajacym sie z zona facetem? IP: *.icpnet.pl 16.11.01, 23:49
      femi napisał(a):

      > Zdecydowalam sie czekac na decyzje faceta...jestesmy razem, bedziemy, tak
      > zapewnia, ale musi rozstac sie z zona po gentelmansku...chce wszystko jej
      > wyjasnic...

      Na wstepie : nie jestem obiektywna, bo przezylam takie cos od strony zony.

      Ale uwazam (i przedtem tez tak samo uwazalam) ze uczciwy czlowiek nie wiaze sie z
      kims, kto nie jest wolny. I kropka.
      Chocby ten drugi mowil, ze jest nieszczesliwy w swoim zwiazku, ze tylko Ty go
      mozesz "uratowac", ze tak jak z Toba to z nikim i nigdy...Nie jest wolny i juz.

      Mysle tez, ze nikt nie jest niczyja wlasnoscia, jezeli maz nie moze wytrzymac z
      zona - niech sie rozwiedzie. Wtedy jest "do wziecia" dla amatorek ...I sam moze
      startowac...

      A z miloscia to wspolnego nie ma nic...
      • Gość: Kreska Re: jak postepowac z rozstajacym sie z zona facetem? IP: 10.129.132.* 17.11.01, 00:04
        Gość portalu: dike napisał(a):

        > femi napisał(a):
        >
        > > Zdecydowalam sie czekac na decyzje faceta...jestesmy razem, bedziemy, tak
        > > zapewnia, ale musi rozstac sie z zona po gentelmansku...chce wszystko jej
        > > wyjasnic...
        Znaczy - ma nie wyjaśniać?
        Zużyta żona - do smietnika? A jak Ty się zużyjesz? To jak będziesz śpiewać?
        >
        > Na wstepie : nie jestem obiektywna, bo przezylam takie cos od strony zony.

        A ja jestem - bo nie przeżyłam "takiego czegoś" - tylko mam znajome, przyjaciólki
        różne: i żony i te anty-żony.
        Żadna nie jest szczęśliwa.

        Dlaczego miłość jest takim utrapieniem? A bo dotyczy więcej niż dwu osób...

        Kreska, nagle aforystka

        PS. A na to: > Ale uwazam (i przedtem tez tak samo uwazalam) ze uczciwy czlowiek
        nie wiaze sie z
        > kims, kto nie jest wolny. I kropka.
        Ja, kreska, powiem że nieprawda. Kiedys też tak sądziłam. Ale widzę po ludziach,
        że nie istnieją uczciwi, tylko zimnokrwiści.
        Kreska
        • Gość: dike do Kreski IP: *.icpnet.pl 17.11.01, 00:26
          Gość portalu: Kreska napisał(a):

          Ale widzę po ludziach
          > że nie istnieją uczciwi, tylko zimnokrwiści.
          > Kreska

          Istnieja uczciwi.
          Ale nie maja tabliczek.
          Nieraz mowi sie na nich - naiwni, nieprzystosowani, glupi...

          Szczyce sie tym, ze niektorzy z nich sa moimi przyjaciolmi...

          Pozdrawiam
      • Gość: Anna26/7 Re: jak postepowac z rozstajacym sie z zona facetem? IP: *.157.61.215.Dial1.Washington1.Level3.net 17.11.01, 00:05
        Droga dike...
        Powinnas te Twoje slowa powtorzyc na kazdym watku o zdradzie, meskim
        niezadowoleniu z partnerki itd. Swiete twe slowa. I wszystkie amatorki
        zonatych powinny je klepac rano i wieczorem jak pacierz. Co takiego fajnego w
        tych zonatych jest? Ze tacy cwani i zony robia w bambuko?

        Bo dziewczyny mysla, ze malzenstwo faceta to nic wielkiego i jak nie kocha zony
        to ...hop siup...pocieszyc go trzeba. I on sie rozwiedzie i wszystko bedzie
        cacy, bo milosc silniejsza niz papierek...Gowno prawda! Papierek rozwodowy
        moze amanta wykonczyc finasowo i oby tak sie stalo ...
        • Gość: dike Re: jak postepowac z rozstajacym sie z zona facetem? IP: *.icpnet.pl 17.11.01, 00:41
          Moja ulubiona poetka Anna Kamienska napisala:

          "Iluz jest takich ktorym zbrzydla jedna zona
          co miala zly obyczaj zestarzec sie razem
          choc jej powinnoscia bylo pozostac swieza
          jak w dzien slubu..."

          Czy druga zona bywa starsza od pierwszej?
    • Gość: Toi Re: jak postepowac z rozstajacym sie z zona facetem? IP: *.cm-upc.chello.se 17.11.01, 00:38
      femi napisał(a):

      > Zdecydowalam sie czekac na decyzje faceta...jestesmy razem, bedziemy, tak
      > zapewnia, ale musi rozstac sie z zona po gentelmansku...chce wszystko jej
      > wyjasnic... Brakuje mi sil, jak to wytrzymac, nie odejsc od zmyslow...

      Dlaczego to takie trudne do zniesienia, ze on chce wyjasnic?


      • Gość: fanny Re: jak postepowac z rozstajacym sie z zona facetem? IP: *.chello.pl 17.11.01, 01:10
        Gość portalu: femi napisał(a):


        >
        > > Zdecydowalam sie czekac na decyzje faceta...jestesmy razem, bedziemy, tak
        > > zapewnia, ale musi rozstac sie z zona po gentelmansku...chce wszystko jej
        > > wyjasnic... Brakuje mi sil, jak to wytrzymac, nie odejsc od zmyslow...

        Femi pomysl sobie, ze odpukac, ale jednak, to Ty kiedys mozesz byc kobieta z
        ktora sie rozstaje... Wolalabys po gentelmansku, czy rach-ciach i po krzyku, bez
        slowa?
        • femi do troche smutnej i nie tylko... 17.11.01, 01:29
          Ja nikogo do nieczego nie zmuszam...nie odciagam go do zony, nie chce budowac
          swojego szczescia na cuchym nieszczeciu...
          Tylko jak ludzie juz maja odmienne cele i drogi zyciowe to co wtedy? Brnac
          dalej?

          Pozdrawiam wszystkich
          femi
          • Gość: dike Re: do troche smutnej i nie tylko... IP: *.icpnet.pl 17.11.01, 09:49
            femi napisał(a):

            > Ja nikogo do nieczego nie zmuszam...nie odciagam go do zony, nie chce budowac
            > swojego szczescia na cuchym nieszczeciu...
            > Tylko jak ludzie juz maja odmienne cele i drogi zyciowe to co wtedy? Brnac
            > dalej?

            Jezeli "nie tylko do smutnej", to moze do mnie tez...
            Powiem Ci, ze ja nie potepiam nikogo. Kazdy czlowiek sam dokonuje wyborow.
            Moj maz w trakcie jednej z naszych "rozmow ktore powinny wszystko wreszcie
            wyjasnic" wyrazil zal, ze nie moze miec nas obu...
            "Zeby tak dalo sie was polaczyc..."- i to bylo pewnie bardzo szczere.
            A ja zamiast dac mu w twarz...
            Ja teraz ponosze konsekwencje mojego wyboru sprzed laty.
            I przezylam juz ten okres, kiedy o wszystko siebie obwinialam.

            Ale pewne sprawy trzeba nazywac po imieniu. Bez eufemizmow.
            Jest takie powiedzenie "skadinad uczciwi ludzie..."
            Albo uczciwi, albo nie.
            Jajeczko nie moze byc nieswieze tylko czesciowo...
            Pozdrawiam.
            Postaram sie juz nie zabierac glosu w kwestii zdrad i czekania na rozwody..:))
          • Gość: ja Re: do troche smutnej i nie tylko... IP: *.ostrow-wielkopolski.sdi.tpnet.pl 18.11.01, 10:36
            a ty jesteś wszystkiego taka pewna...to czego do diabła, się tak boisz!?
            Bo on wcale nie chce odchodzić od żony? Cóż... i tak budujesz "na cudzym
            nieszczęściu" mimo twoim pustych deklaracji....
            Nie licz za bardzo na inne rady w tym tu "towarzystwie"
            • _kami Re: nie na temat (do jej/jego) 18.11.01, 13:37
              Gość portalu: ja napisał(a):

              [ciach]
              > Nie licz za bardzo na inne rady w tym tu "towarzystwie"

              Przepraszam, czy aby nie za bardzo uogólniasz? Nie sądzę, żebyś miał/miała jakieś
              prawo wypowiadania się za całość tego "towarzystwa"...

              Kami (z własnym zdaniem)
    • wredna_asia Re: jak postepowac z rozstajacym sie z zona facetem? 17.11.01, 01:46
      Alez z cibie swieta i niepokalana dziewica orelanska. A pewnie pocieszaj
      biednego zonatego, bo zona niedobra baba jest. I tyle. Ty to oczywicie
      anielica z sercem Matki Boskiej, pocieszycielka strapionych i arka przymierza.
      • Gość: wrdnaToi Re: jak postepowac z rozstajacym sie z zona facetem? IP: *.cm-upc.chello.se 17.11.01, 04:09
        asiu, ile wydajesz na krem przeciwzmarszczkowy, bo od wrednosci zawsze
        strasznie sie robia zmarszczki
    • _kami Re: To smutne, że jesteśmy tak nietolerancyjni... 17.11.01, 02:52
      Kurcze, dlaczego jesteście tak surowe dla tych kobiet? Dlaczego tak łatwo je
      szufladkujecie? Że niby zawsze jest sobie szczęśliwe małżeństwo i nagle pojawia
      się ta wstrętna perfidna "trzecia" i zabiera dzieciom ojca a lubiącej seks i
      dbającej o siebie żonie męża? Przecież to nie jest prawda! Wybaczcie, ale jak
      pilnujecie tych swoich mężów i dbacie o związek, że pozwalacie na to, by
      owa "trzecia" w ogóle mogła się pojawić? Moja Mama - od 45 lat mężatka - od
      zawsze mówiła mi, że każda żona sama wychowuje sobie męża... Może coś w tym jest?
      Jestem święcie przekonana, że między dwoje ludzi, którzy się _wzajemnie_ kochają,
      szanują, dbają o siebie i chcą być razem - nie ma wstępu już nikt,
      żadna "trzecia" ani "trzeci". Związek, jeśli będzie prawdziwy, uczciwy, szczery,
      oparty na zaufaniu i miłości - musi być stabilny. I niejako impregnowany. Bardzo
      w to chcę wierzyć.
      Poza tym istnieją przecież sytuacje - zapewne rzadziej, ale jednak - kiedy to
      pojawia się nie ona, lecz on, i zabiera mężowi żonę, a najczęściej również ojcu
      dzieci, bo niewiele matek, zaczynając "nowe" życie, zostawi dzieci przy ojcu bez
      mrugnięcia okiem.
      Zaraz się pewnie posypią na moją głowę gromy. Ale wiecie - ja byłam po obu
      stronach.
      Jasne, że najlepiej byłoby tak, żeby ludzie poznawali się, zakochiwali, brali
      ślub, i zawsze żyli ze sobą w szczęściu. Ale tak nie jest.
      Miałam kiedyś chłopaka. Kochałam go bardzo. Wyobrażałam sobie życie z nim.
      Mieliśmy wziać ślub. Gdyby tak się stało, dziś byłabym już pewnie po rozwodzie,
      właśnie dlatego, że on by mnie zdradzał. Tylko że ja dowiedziałam się o tym
      wtedy, kiedy jeszcze mogłam odejść. I zrobiłam to.
      Ludzie są różni. Czasem decyzje o ślubie/wspólnym zyciu podejmuje się zbyt
      szybko, a nie po wystarczająco głębokim przemyśleniu. Potem okazuje się, że ten
      związek nie jest idealny i być może nie ma szans na przetrwanie. Dlaczego
      zwalacie winę na tę nową kobietę? A dlaczego nie na męża? Może to szowinistyczne,
      co teraz napiszę, ale przecież to faceci chętniej uciekają od problemów, kiedy
      coś się wali - idą w diabły. Więc może tu by należało popatrzeć? A może jest tak,
      że na świecie są połówki, które mają szanse się spotkać. I czasem spotykają się
      zbyt późno? Z Waszego punktu widzenia? Bo przecież papierek został już podpisany!
      Facet _musi_ być szczęśliwy, i koniec! A jeśli nie jest?
      Jeśli w związku coś się pieprzy? W końcu ludzie - obie płcie - to ludzie, istoty
      ułomne z samego założenia. Może coś się wydarzyć, może przestają sobie
      wystarczać, spełniać swoje potrzeby, wreszcie - dawać sobie szczęście. Dotyczy to
      zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Tylko znów - kobieta zapewne zaciśnie zęby i
      kosztem siebie będzie próbowała utrzymać rodzinę. A może to nie tak trzeba? Może
      trzeba szukać szczęścia? Dlaczego ludzie tak usilnie odmawiają sobie prawa do
      niego?
      Jasne, że zawsze powinny obowiązywać zasady fair play, uczciwości, szczerości.
      Często bywa tak, że pojawia się nowa kobieta, mąż zaczyna zdradzać, wiele
      miesięcy ludzie żyją w kłamstwie, potem małżeństwo się rozpada, żona ma poniekąd
      słuszną pretensję do męża, ale przede wszystkim do "trzeciej". A czemu? Czy nie
      jest tak, że gdyby związek był szczęśliwy, to mąż by nikogo oprócz żony nie
      potrzebował? A może my źle wybieramy, głupich i tchórzliwych facetów, którzy
      zamiast powiedzieć "kochanie, coś się dzieje z nami, naprawmy to" uciekają do
      innej i okłamują nas miesiącami albo latami?

      Wiem, że zagmatwałam. Zbyt wiele jednocześnie chciałam powiedzieć.
      Nie odmawiajmy ani sobie, ani owym mężom, którzy postanawiają odejść, prawa do
      szczęścia. Źle się między ludźmi układa, ranią się. Z ich głupoty to wynika, z
      braku miłości, szacunku... Ale papierek nie daje gwarancji na szczęście. Jeśli
      zaczyna dziać się źle, wina _zawsze_ będzie leżała gdzieś pomiedzy dwojgiem
      ludzi, chociaż wcale nie musi to być środek. Uważam więc, że nie jest uczciwe
      zwalanie jej na kobietę, która pojawiła się przez zupełny przypadek, bądź była
      przeznaczona przez gwiazdy owemu prawie-byłemu mężowi.
      Jak napisałam - byłam po obu stronach. Byłam zdradzana, ale jeszcze nie byłam
      żoną. Wytłumaczenie może być proste: to był zwykły skur*.*syn. Ale ja wiem, że to
      nie było "obok" mnie, że to był mój związek, więc w przyczynach tych zdrad i ja
      miałam swój udział.
      Teraz jestem w przeciwnej sytuacji. Czekam na mojego Mężczyznę. Mam wyrzuty
      sumienia, ale nie dlatego, że rozbiłam związek, ale dlatego, że to nie tak
      powinno być. Ideałem byłoby coś innego. Ale ułożyło się tak. Więc nawet nie chcę
      od Niego słyszeć, że "tylko przy mnie", że "dopiero ja", że "nigdy wcześniej",
      chociaż tak jest i dla mnie z nim, i dla Niego ze mną. Wiem, że z Nią nie wyszło,
      że oboje w tym zawinili, coś pominęli, coś zawalili. Ale wiem też, że ja się będę
      starać, żeby tak nie było. Żeby między nami nie pojawiła się żadna "trzecia".
      Może jestem bardzo niesprawiedliwa i dopiero los i moje życie z Nim to
      zweryfikują, ale gdyby owa "trzecia" się pojawiła - miałabym pretensję i do Niego
      i do niej. Ale przede wszystkim do siebie - albo dlatego, że coś po drodze
      zawaliłam, albo dlatego, że to ja głupio i źle wybrałam - niewłaściwego faceta,
      który nie umiał stawić czoła problemom, przegadać ich i róbować rozwiązać, tylko
      uciekł do młodszej.

      Kami
      • toi Re: To smutne, że jesteśmy tak nietolerancyjni... 17.11.01, 04:03
        _kami napisał(a):


        Jeśli
        > zaczyna dziać się źle, wina _zawsze_ będzie leżała gdzieś pomiedzy dwojgiem
        > ludzi, chociaż wcale nie musi to być środek.

        Rzeczywiscie tak jest z reguly, ale chyba jednak nie zawsze, bo nic nie
        jest 'zawsze', poza tym wine dziele na trzy czesci, rowne lub nie. Pozdrawiam
        przed gromami i burza, nie zapomnij o kupnie rodzynek albo cynamonu. ;))) Toi
        • Gość: onnanohi Zdrada IP: *.devs.futuro.pl 17.11.01, 08:32
          Może to będzie prawdziwa Zdrada (Forum gazetowego), ale dla wszystkich Pań i
          Panów bezpośrednio bądź teoretycznie zainteresowanych tematem zdrady - polecam
          świetne forum Twojego Stylu. Kto nie sprawdzi, ten nie będzie wiedział, co
          traci! Pozdrawiam wszystkich.
          • femi Re: Zdrada 18.11.01, 00:08
            Kurcze, ale mi wcale nie chodzilo o zdrade...watek jakos tak zboczyl...
            A co zrobic z cierpieniem jak w w pierwszym poscie?

            Pzdr,femi
            • Gość: Toi Re: Zdrada IP: *.cm-upc.chello.se 18.11.01, 00:13
              femi napisał(a):

              > Kurcze, ale mi wcale nie chodzilo o zdrade...watek jakos tak zboczyl...
              > A co zrobic z cierpieniem jak w w pierwszym poscie?

              Dyskutowane jest prawo/ obowiazek cierpienia.
            • _kami Re: Powrót do tematu. 18.11.01, 02:29
              Celowo pominę wszystkie aspekty zdradowo-moralne, czy jemu rzeczywiście z żoną
              było źle, i czy można wiązać się z kimś, kto ma/miał ślubnego partnera...

              Wiesz co? Po pierwsze możesz czekać tylko i wyłącznie wtedy, jeśli jesteś
              absolutnie przekonana, że on rzeczywiście to zrobi. Bo zdarzają się sytuacje,
              kiedy mężowie już-już się rozwodzą, już prawie wszystko załatwili, już za
              moment będą z tą czekającą i znoszącą wszystko kobietą, tylko że... żona nic o
              tym nie wie, bo w domu wszystko gra, a jemu w tym domku jest całkiem dobrze,
              przytulnie i wcale nie zamierza tego zmieniać. Potem tylko rzuci kilka słów
              kochance, że dla dobra dzieci, albo nie był w stanie tego zrobić.
              Po drugie - porozmawiaj z nim szczerze i powiedz, że oczekujesz czegoś w
              rodzaju raportów. To ogromnie ciężkie, bo stawiasz się wtedy w roli kochanki
              knującej przeciwko żonie, ale jeśli to, co Was łączy jest prawdziwe, a on
              rzeczywiście chce być w miarę możliwości w zaistniałej sytuacji być fair wobec
              żony - da się. Niech mówi Ci, co się dzieje. Nie knujcie, nie snujcie planów
              działania, po prostu bądź uświadomiona.
              I po trzecie - co tu dużo mówić - uzbrój się w cierpliwość. Wszystko da się
              znieść, jeśli tylko będziesz przekonana o tym, że warto czekać, i jeśli
              będziesz widziała postępy, zmiany które w efekcie mają doprowadzić do tego, że
              Wy będziecie razem.

              K.

              P.S. Do Toi - kupiłam rodzynki :-))) Pyyyycha - od razu lepiej :-)
              • femi Re: Powrót do tematu. 18.11.01, 13:32
                Dzieki kami...
                wlasnie postanowilam isc w podobnym do Twojego kierunku...Jest male ale...moj
                facet to introwertyk, bardzo ciezko wyciagnac cos z niego, nawet
                przyjemnego...to tez daje mi do myslenia...
                Ale na razie uzbroje sie w cierpliowosc...zobaczymy co sie wydarzy...

                Pozdrawiam Ciebie,
                femi
                • Gość: oni Re: Powrót do tematu. IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.01, 14:18
                  My dalismy rade po prawie 8 miesiacach, czego i Wam zyczymy!!
                  Warto czekac na milosc....

                  szczesliwcy
                  • Gość: ed Re: Powrót do tematu. IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 26.11.01, 17:29
                    Jeżeli naprawdę się kochacie - wytrwacie. Tak jak my (3 lata).
                    Kolejni szczęśliwcy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja