yagiennka
25.12.06, 01:09
Dziś na wigilii znowu skontestowałam że mnie ten facet irytuje i to chwilami
niemiłosiernie. Ja mam naprawde bardzo dużo dobrej woli, pod niebo, słucham
różnych superlatyw mojej siostry na jego temat, znam go juz jakiś czas ale
naprawde pewnych rzeczy nie rozumiem. Nie mam pojęcia czy to tylko ja tak
uważam i mi przeszkadza?? Czy inni sa ślepi? Totalny malkontent, pesymista do
granic możliwości, rochwiany emocjonalnie, a przy tym wszystkim przekonany o
swojej odwiecznej racji, nie przyjmujący do wiadomości że ktoś może miec inne
zdanie a on nie ma monopolu na prawdę. Miszanka totalnie chwilami niestrawna.
Nie sposób wejść z nim w żadną dyskusję bo jego i tak zawsze musi być na
wierzchu! A jak zaczyna się mu przedstawiać swoje racje to zachowuje się jak
furiat, ja zwykle wtedy pasuję bo nie wiem co on zrobi normalnie! Przy tym
wszystkim bywa obcesowy, klnie, używa określeń których się przykro słucha,
obrażą ludzi, mam wrażenie że on mało kogo wokół siebie szanuje, normalnie
otaczają go szuje i potwory. Nie wiem też skąd to bierze bo jego rodzina
zupełnie taka nie jest, chociaz jest dosyć dziwna. I powiem szczerze że 100
razy bardziej wolę swoją rodzinę, nawet ciotki. Jest potwornie jakiś
pesymistyczny. Ja się naprawde staram go akceptowac i nawet wydaje mi sie że
go lubię, potrafi być miły ale.. I zastanawiam się jakim cudem znosi to moja
siostra i jeszcze jej się wydaje że pana boga za nogi złapała. Ona jest do
mnie dosyć podobna, kobieta niezależna, mysląca, mająca swoje zdanie, nie wiem
czy ona mu we wszystkim wciąż przytakuje?? Jak można tak funkcjonowac w parze,
nie wiem. Mnie by szlag trafił.
Uff to się wygadałam. I tak chyba nie pozostaje mi nic innego jak go
tolerować, ale myśle że bardziej go toleruję niż lubię i to dosyć przykre bo
kocham moją siostrę.