olt
03.04.03, 15:01
nie, nie, to nie tak jak myslicie ;)))
pomyslalam o pewnym zjawisku, ktore wpadlo mi w oczy przy okazji zagladania na rozne listy dyskusyjne.
czesto okazuje sie, ze cos co jest pasja, czysta przyjemnoscia, dobra rozrywka, w swym wirtualno-dyskusyjnym wcieleniu staje sie czyms w rodzaju pornografii wlasnie.
fotografowie wiklaja sie w coraz bardziej drobiazgowe dyskusje o parametrach technicznych sprzetu. scrabblisci udoskonalaja i dyskutuja listy istniejacych wyrazow 2- i 3- literowych (czesto zreszta bez wnikania w znaczenia owych slow).
i tak dalej, i tak dalej.
nie twierdze, ze jest to podejscie bezwartosciowe czy naganne, jako takie. ale widze, ze gdzies w tym wszystkim gubi sie i traci ta poczatkowa motywacja, pasja sama-w-sobie. mowienie o aspektach technicznych, mierzalnych, przeliczalnych, klasyfikowalnych, finansowych itp staje sie wazniejsze niz sama czynnosc. srodek dominuje nad pierwotnym celem, w skrajnych przypadkach nawet rezygnujac z niego.
czesto owe mantry informacyjne staja sie zakleciem, zapewniajacym automatyczna przynaleznosc do okreslonej grupy.
mozna oczywiscie argumentowac, ze internet nie jest dobrym medium do niektorych spraw i tematow (osobiscie nie cierpie np ogladac fotografii na ekranie ? zupelnie ich wtedy nie czuje; blask monitora odbiera zdjeciom ich naturalne swiatlo?).
dlaczego niemniej tak chetnie z internetu korzystamy, odchodzac nierzadko od uprawiania pasji na rzecz dyskutowania o niej?
i co dzieki temu zyskujemy, skoro sie na to godzimy?
i na ile wyksztalcony sposob przekazu i internetowa specyfika wynikaja z naszych potrzeb, instynktow i diabli-wiedza-czego-jeszcze a na ile z faktycznych ograniczen medium?
interesuja mnie zywo wszelkie wasze spostrzezenia, dzieki nim bowiem temat powinien sie doprecyzowac ;)
OLT