kamfora
04.04.03, 12:29
Wszyscy się ostatnio "wywnętrzają" - dlaczego nie ja?
Mój problem polega na tym, że
oczekuję od ludzi, którzy zadeklarowali w jakiś sposób, że mnie lubią
trwania w tym stanie "aż do śmierci" - a przynajmniej przez ten
czas, gdy ja się nie zmieniam w głównych punktach osobowości
(z mojego punktu widzenia się nie zmieniam :-).
I zawsze, gdy się zdarzy sytuacja, że ktoś nagle przestaje
mnie lubić (bez podania wyraźnej przyczyny,wpadam w "dołek"
czuję się winna ! Zastanawiam się, czy to "lubienie" mnie nie
było jedynie wytworem mojej wyobraźni. Mam ochotę
"przeprosić, że żyję". I najlepiej schować się gdzieś
w mysią dziurkę...
Moja przyjaciółka napisała: "pracuj nad tym i walcz z uczuciami, które cię
ogarniają, a za 6 miesięcy będą rezultaty.Granice między tobą a innymi
muszą być stałe i solidne".
No tak - jak jeszcze do tego wszystkiego dołożyć moje "sto lat"
- to wyjdzie niezły pasztet...
(znowu mam ochotę kozy paść...)
Może jakąś psychoterapię zaproponujecie?