intel.prac
04.04.03, 17:32
Jestem tu nowy wiec jesli temat juz byl to ja przepraszam.
Chodzi mi o to, ze lubie kobiety - lubie je podrywac, oczarowywac, pobyc
z nimi troche a potem sie szybko rozstac zeby szukac nastepnej.
Niektore kobiety to rozumieja i tez to lubia. Ale juz kilka bylo takich,
ktore nie rozumialy i zaraz chcialy mnie przedstawiac swoim rodzinom,
znajomym, przyjaciolkom. Potem byly lzy i poczucie krzywdy. Chociaz ja zawsze
mowie wprost - "nie jestem materialem na meza ale mozemy sie razem dobrze
zabwic". Sa jednak takie kobiety, ktorym sie wydaje, ze mnie zmienia. Ze mnie
w sobie rozkochaja czy cos takiego i ja sie dam namowic na obiad u mamy albo
pojscie do przyjaciolki na urodziny. A jak mowie "nie", to sie obrazaja.
Czy wy wiecie skad kobiety maja ta potrzebe zmieniania czlowieka i ulepiania
go jak ludka z plasteliny zgodnie z tymi ich wyobrazeniami o jakims ideale?
Ja tam nie chce zadnej kobiety zmieniac i nie znam facetow, ktorzy by tego
chcieli. A kobiety to zaraz chca "miec na mnie wplyw". Bardzo mnie to czasem
irytuje. Ale tak wogole to lubie kobiety, fajne sa. Zwlaszcza na wiosne.