nie wiem jak siebie zaakceptować

IP: *.radom.cvx.ppp.tpnet.pl 18.11.01, 19:41
Nie wiem jak sie pogodzic z tym ze jestem gejem. To naprawde trudne do
strawienia, nie jest łatwo pogodzić sie z tym ze nigdy sie nie będzie miało
normalnej rodziny. Aż boje się myśleć co będe robił mając 40 i więcej lat.
Szukam jakiegoś wsparcia, jakiejś motywacji do dalszej nauki i pracy.
    • Gość: sad Re: nie wiem jak siebie zaakceptować IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 18.11.01, 20:20
      Nie ma problemu z akceptowaniem samego siebie.Homoseksualistą się po prostu
      jest, tak samo jak heteroseksualistą.Nie traktuj siebie jak trędowatego,bo
      zarazisz innych.Perspektywa braku dzieci to rzeczywiście problem,ale może
      istnieje rozwiązanie ?
    • Gość: Toi Re: nie wiem jak siebie zaakceptować IP: *.cm-upc.chello.se 18.11.01, 21:35
      mikc, co to jest normalna rodzina
    • Gość: fnoll Re: nie wiem jak siebie zaakceptować IP: 195.150.224.* 18.11.01, 23:40
      mysle, ze dobra droga do zaakceptowania siebie jest poznanie kogos, kto cie
      akceptuje, kto doda ci otuchy, gdy dopadna cie rozne egzystencjalne
      watpliwosci, kto udzieli ci wsparcia - a na taka relacje i ty musisz zapracowac
      oferujac to samo, przyjazn po prostu

      samemu zawsze ciezej jest isc przez zycie, bez wzgledu na to, czy jest sie
      gejem czy nie - potrzebujemy innych, takze po to by potwierdzali nam nasz obraz
      samych siebie - oby pozytywny! choc zdarza sie, ze i podswiadomie wyszukujemy
      sobie znajomych, ktory potwierdzaja raczej nasze zle sadzenie o sobie...

      jak odroznic dobre od zlego sadzenia o sobie? po uczuciach

      jasne, nie bez znaczenia jest takze nasz wlasny trud, ktory podejmujemy
      odkrywajac samych siebie i godzac sie na rozne ograniczenia, na ktore nie mamy
      wplywu - kazdy z nas nie bedzie wieloma innymi osobami, bedzie tylko soba, do
      konca, a zatem - po co byc z samym soba w stanie ustawicznej walki?

      mozemy sie uczyc roznych nowych rzeczy, rozwijac swoje umiejetnosci - ale walka
      z samym soba nie przyniesie nam zbyt wielu korzysci, jest zwykle wyrazem tego,
      ze bardziej sobie cenimy zapodane nam przez innych wzorce, niz samych siebie

      docen siebie! i - docen innych, bo to zwykle idzie z soba w parze :-)

      powodzenia :-)

      fnoll
    • Gość: bonobo Re: nie wiem jak siebie zaakceptować IP: 195.187.97.* 19.11.01, 13:30
      Powinieneś przestać na razie myśleć, kim będziesz za 40 lat, bo życie odbywa się tu i teraz,
      a zadręczanie samego siebie czarnymi wizjami nic ci nie pomoże. Nie wiem, czy uda ci się
      kiedykolwiek zaakceptować swoją inność. Piszę o "inności", bo jeżeli homoseksualizm jest dla ciebie
      problemem, to znaczy, że czujesz, że jest czymś "innym" - obcym w twoim dotychczasowym obrazie
      swojego "ja". Moim zdaniem najpierw powinieneś zacząć od odpowiedzenia sobie na pytanie: "kim
      jestem?", ale w oderwaniu od preferencji seksualnych, czyli uwzględniając jedynie to, jakim jesteś
      człowiekiem, a nie - jakim mężczyzną. Nie chodzi mi o to, żebyś odrzucił wszelkie możliwe role
      społeczne, ale żebyś odpowiedział sobie na pytanie, jakie wyznajesz wartości, w co wierzysz lub nie,
      jaki są twoje możliwości, umiejętności, zainteresowania, itp. Spróbuj zaakceptować siebie jako
      siebie. A potem, kiedy uznasz, że jesteś już gotowy, zdecyduj, czy akceptujesz swój homoseksualizm.
      Przecież możesz żyć nie akceptując tej cechy. Nie twierdzę, że to łatwe, ale jeśli uznasz, że to jest
      twoja decyzja, że to jest to, czego ty chcesz, będzie ci łatwiej.

      No i namawiam na wizytę u psychologa.
    • fantasia Re: nie wiem jak siebie zaakceptować 19.11.01, 17:03
      Autorowi wątku w tytule chodziło chyba jednak o zaakceptowanie "siebie jako
      homoseksualisty" czy "swojego homoseksualizmu" aniżeli "siebie po całości".

      "Normalna rodzina" to, jak rozumiem, dwa dorosłe osobniki gatunku homo sapiens
      (hm, właściwie może chyba nawet być jeden) oraz młode tegoż gatunku (w dowolnej
      liczbie).

      Mnie się zdaje zatem, że najłatwiej zaakceptować perspektywę nieposiadania
      tejże we własnym wydaniu po prostu przyglądając się normalnym rodzinom, których
      w każdym otoczeniu zatrzęsienie.

      Jak się tak popatrzy na wszechwładne i wszechobecne patologie występujące
      powszechnie w naszym kulturowym wzorcu rozmnażania (por. również wątek Kreski o
      rodzinie i patologiach), doprawdy się odechciewa. I już jest dobrze :-)
      • Gość: alfred Re: nie wiem jak siebie zaakceptować IP: *.wifak.uni-wuerzburg.de 19.11.01, 17:14


        stary...

        dlaczego boisz sie myslec, co bedzie za 40 lat.przeciez technika i rozwoj
        posuwa sie z nieprawdopodoba szybkoscia.kto wie, moze juz za kilka lat bedzie
        mozliwe, aby mezczyzna zaszedl w ciaze, i w twoim brzusiu rozwinie sie
        zycie..tzn.ewentualnie w brzusiu twojego partnera.wlasnie, wolalbys byc
        tatusiem czy mamusia?
      • Gość: Toi Re: nie wiem jak siebie zaakceptować IP: *.cm-upc.chello.se 19.11.01, 18:31
        fantasia napisał(a):

        > "Normalna rodzina" to, jak rozumiem, dwa dorosłe osobniki gatunku homo sapiens
        > (hm, właściwie może chyba nawet być jeden) oraz młode tegoż gatunku (w
        dowolnej
        > liczbie).

        'Normalna rodzina' to jest milosc w praktyce.
        • fantasia Re: nie wiem jak siebie zaakceptować 19.11.01, 18:37
          Toi, nie o ideałach tu mowa, a o normach. Czyli albo definicjach, albo
          standardach.
          • Gość: Toi Re: nie wiem jak siebie zaakceptować IP: *.cm-upc.chello.se 19.11.01, 19:09
            Jakich normach, jakich standardach do diabla. Mam gdzies normy i standardy,
            przepraszam. Tragedia wielu ludzi jest fakt, ze nie mieszcza sie w normach i
            standardach rzadzacych naszym spoleczenstwem tylko dlatego, ze to sa normy
            ustalane przez wiekszosc, i to jest cholernie niesprawiedliwe.
            (to w zadnym wypadku nie bylo osobiste, fantasia)
            • fantasia Re: nie wiem jak siebie zaakceptować 19.11.01, 19:23
              Ale manie-w-dupie owych standardów niczego nie zmieni. A chodzi chyba o to,
              aby "tragedię", jak to określasz (hmm, skąd, za przeproszeniem, to określenie?)
              zlikwidować... nie da się tego zrobić mając w dupie okoliczności, jakie do niej
              doprowadziły, a jedynie owe okoliczności analizując i szukając na nie haka.
              Dopiero zresztą mając pełną świadomość kształtu norm/standardów można je tak
              naprawdę mieć w dupie... bo troszkę głupio mieć w dupie niewiadomoco.
              • Gość: Toi Re: nie wiem jak siebie zaakceptować IP: *.cm-upc.chello.se 19.11.01, 19:47
                fantasia napisał(a):

                > Ale manie-w-dupie owych standardów niczego nie zmieni. A chodzi chyba o to,
                > aby "tragedię", jak to określasz (hmm, skąd, za przeproszeniem, to określenie?)

                Znam przypadki osob nie mieszczacych sie w normach ustalanych przez wiekszosc i
                to byly tragedie.

                > zlikwidować... nie da się tego zrobić mając w dupie okoliczności, jakie do
                niej
                > doprowadziły, a jedynie owe okoliczności analizując i szukając na nie haka.

                Czy masz na mysli okolicznosci, ktore doprowadzily do tego, ze mikc jest gejem?
                Ja mysle, ze to absolutnie nieistotne.

                > Dopiero zresztą mając pełną świadomość kształtu norm/standardów można je tak
                > naprawdę mieć w dupie... bo troszkę głupio mieć w dupie niewiadomoco.

                Alez my swietnie wiemy jaka jest sworzona przez wiekszosc norma. To jest mamusia,
                tatus i malenstwo/a. Jestesmy juz na tyle tolerancyjni i laskawi, ze w ramach
                normy postrzegamy rowniez ewentualnie sama mamusie plus malenstwo/a (z tatusiem
                juz wiekszy problem, co widac na rozprawach sadowych, ale tez ujdzie) oraz ja i
                jego nie bedacych i nie zamierzajacych byc rodzicami (wtedy w wielu kregach
                towarzyskich i rodzinnych jest sie tylko (nie)sympatycznymi dziwolagami).
                Moze to wszystko jest nie na temat. Moze mikc po prostu chce miec dzieci. Ale
                dlaczego On sie nie akceptuje? Jesli On sie czuje 'nienormalny'... Jesli uwaza,
                ze On plus ktos to bedzie 'nienormalne', 'chore'...?
                • Gość: mikc Re: nie wiem jak siebie zaakceptować IP: *.radom.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.01, 21:42
                  To nie zupełnie tak. Każdy z nas dorasta w jakimś określonym kręgu kulturowym i
                  społecznym. To znaczy że rozwijając się dowiadujemy sie że dziewczynki to są
                  przyszłe żony, że tatuś kocha mamusie, że Ania jest ładna.
                  I w pewnym momencie okazuje się- ojej- coś jest nie tak. Nie robi mi wcale
                  różnicy czy Ania przytyła czy nie, za to Paweł jest taki wysportowany że hej...
                  To jest początek, ale póżniej jest szok.
                  Jestem maturzystą. Jakieś 2 lata zaprzeczałem sam sobie że to przejdzie, że to
                  nieprawda. Jestem teraz na etapie stwierdzenia nieodwołalnie tego faktu.
                  Ale to nic. Co mnie najbardziej boli to fakt, że większośc moich kumpli właśnie
                  podrywa dziewczyny (nadchodzi studniówka), ma swój pierwszy raz- cieszą się
                  życiem. Ja niby też, ale cały czas mam wrażenie że moje żagle łapią tylko część
                  wiatru. Moją frustracje pogłębia fakt że znam dziewczyne z którą czułbym się
                  świetnie, z którą się dogaduje jak z nikim... Ale nie chce oszukiwać ani jej
                  ani siebie.
                  To jest takie banalne, ale szczęście to te momenty kiedy facet widzi swoje
                  dzieci uczące się chodzić, kiedy towarzyszy żonie przy porodzie. To genialne,
                  tym gorzej pomyśleć że nieosiągalne.
                  Wiem że nie można się zadręczać, życie jest tylko jedno. Ale nie jest łatwo
                  pokonać żal i (to troche niemoralne) zazdrość.

                  Pomijam takie sprawy jak rodzice czekajacy aż im zakomunikuje z kim ide na
                  studniówke (z takim napięciem), babcia czekająca na mój ślub (troche szybko,
                  ale zawsze).
                  Nie da się ukryć, że kiedyś wszyscy się dowiedzą, co wtedy?
                  Zostanę sam?
                  • toi Re: nie wiem jak siebie zaakceptować 19.11.01, 22:59
                    mikc, sa ludzie hetero, dla ktorych Twoje marzenia tez sa nieosiagalne, z
                    roznych powodow. Sa ludzie hetero, ktorzy boja sie, ze sa nieosiagalne. Nie
                    trzeba byc gejem, by sie nie spelnily. (A czasem sie spelniaja, jesli sie b.
                    uprzec; nawet jesli sie nim jest, wiesz? Pare osob ci juz to tutaj
                    zasugerowalo.) Czesto musimy sie pogodzic z pewnymi rzeczami: ze jestem
                    pianistka i kocham to ponad zycie, a w wypadku trace palce..., ze zakochalam
                    sie w geju..., ze jestem bezplodna a dziecko bylo zawsze moim pragnieniem... itp

                    Co do wspomnianej dziewczyny, to nie oszukuj jej. Jesli nie stracisz
                    przyjaciolki, (jesli stracisz nie byla warta przyjazni) kochaj ja platonicznie
                    najpiekniej jak potrafisz. A swoja droga, nie moze isc z Toba na te studniowke?
                    Ja akurat lesbijka nie jestem, ale mialam ten sam problem, i nie ja jedna. W
                    koncu poszlam z uroczym i superprzystojnym kumplem ( a bo to wszyscy musza
                    wiedziec, ze to tylko znajomy, a nie jedna z pierwszych randek? :)), kolezanka
                    sama, a znam takich, co studniowke zbojkotowali i nie poszli w ogole.

                    A co dalej - na pewno nielatwa droga przed Toba, ale wierz, ze bedzie dobrze.
                    Wyksztalcisz w sobie instynkt przetrwania i unikania raniacych sytuacji w
                    pewnym momencie, ('znanie sie na ludziach'), ale to moze potrwac. Nie trac
                    wiary w ludzi, nawet gdy wielu Cie zrani. Badz fajnym, ciekawym czlowiekiem. I
                    znajdziesz superwysportowanego. :)) A co Ty myslisz, ze taki jestes jedyny
                    szczegolny na swiecie? :))) Poza tym - unikaj osiedlania sie na dluzej w malych
                    miasteczkach; moze 'Lambdy' poszukaj, moze psychologa, ktory pomoze Ci
                    wystrzegac sie dolowania siebie, (choc to pewnie nie takie proste, bo to z
                    psychologami roznie bywa, znalezc dobrze i dyskretnie nielatwo, ale jak nie
                    teraz to kiedys), i w ogole 'badz w temacie', ksiazki madre poczytaj i artykuly.
                    Czym bylby swiat bez George'a Michaela, O. Wilde'a, calej masy artystow i
                    projektantow? :))
                    Trzymaj sie bardzo cieplo. Toi

                  • Gość: kwieto Re: nie wiem jak siebie zaakceptować IP: *.ipartners.pl 19.11.01, 23:37
                    Akurat tyle samo masz do zalowania jak i do radosci.
                    Powiedzmy, ze nie zobaczysz porodu zony.
                    Ale za to bedziesz mial radoche z tego, ze przytula sie do Ciebie wysportowany facet (co na
                    przyklad dla mnie jest raczej niedostepne) i tak dalej. Pewne drzwi sie przed Toba zamykaja,
                    a pewne (kto wie, czy nie ciekawsze) otwieraja.
                    Ja nie mam wsrod mezczyzn znajomych, o ktorych moglbym powiedziec - przyjaciel. Ty
                    znajdziesz wsrod nich takich, o ktorych bedziesz mogl powiedziec - milosc. Czy to nie
                    fascynujace?

                    A rodzina? Powiedz mi prosze - czy zyjesz po to, aby spelniac oczekiwania innych? Czy
                    musisz sie ozenic, aby babcia byla zadowolona, miec dzieci, zeby rodzice zostali dziadkami, i
                    tak dalej? A kiedys babcia, rodzice umra - czyje wtedy bedziesz wypelnial oczekiwania?
                    Stracisz sens zycia?
                    Jesli myslisz, kim bedziesz za 40 lat, o takich rzeczach tez warto pomyslec...
                    • Gość: bonobo Re: nie wiem jak siebie zaakceptować IP: 195.187.97.* 22.11.01, 11:05
                      Chciałem lekko sprostować: jeżeli facet pisze, że żal mu tego, że nie będzie towarzyszył swojej żonie
                      przy porodzie, to nie piszcie mu, że to nic, bo są ludzie, którzy nigdy nie założą żółtych kaloszy. Nie
                      lubię takiego traktowania czyjegoś problemu, zawsze wkurwiały mnie odpowiedzi typu: "a innym jest
                      jeszcze gorzej". Jasne, ale są tacy, którym jest lepiej.
                      W moim poprzednim poście chodziło mi to, żeby mikc spróbował zaakceptować siebie jako siebie
                      jako punkt wyjścia do decyzji o zaakceptowaniu swojego homoseksualizmu. Kiedy będziesz czuł, że
                      akceptujesz lub nie, bo TY tak chcesz, to naprawdę będzie ci łatwiej. I nie ma to żadnego związku z
                      tym, czego będziesz żałował. Na tym zresztą polega dojrzałość - to wiedza, z czego trzeba
                      zrezygnować, bo tak już jest i nic tego nie zmieni. To w sumie przykre doświadczenie, bez względu na
                      treść akceptowanych prawd.

                      Niemniej przyłączam się do zdania Toi: umów się na studniówkę z tą dziewczyną. Nie po to, żeby
                      udowodnić coś sobie, jej albo światu, ale po prostu dlatego że czujesz, że przebywanie z nią sprawia
                      ci przyjemność, a w końcu o to chodzi. Bycie homoseksualistą nie oznacza przecież zakazu zbliżania
                      się do kobiet.
                      • Gość: Toi Re: nie wiem jak siebie zaakceptować IP: *.cm-upc.chello.se 22.11.01, 15:33
                        Gość portalu: bonobo napisał(a):

                        Nie
                        > lubię takiego traktowania czyjegoś problemu, zawsze wkurwiały mnie odpowiedzi t
                        > ypu: "a innym jest
                        > jeszcze gorzej".

                        A mnie zawsze wkurwialo niedokladne czytanie cudzych postow. Ani ja, ani kwieto
                        nie udzielilismy odpowiedzi typu 'a innym jest jeszcze gorzej'. pzdr
Pełna wersja