Dodaj do ulubionych

Nienawidzę ojca a muszę go kochać

06.04.03, 22:43
Przedwczoraj zakończył się kolejny w jego życiu alkoholowy maraton. Przez
tydzień przychodził z roboty schlany, kilka godzin po czasie. Inny facet
poszedłby spać albo zacząłby żartować grubiańsko, jak to pijani robią, ale on
nie. On jak jest pijany robi awantury. Wyzywa wszystkich w rodzinie. Kiedyś
nawet bił, mamę. Byłem mały i patrzyłem i nie rozumiałem. Bił do tego
stopnia, że każdy wynik obdukcji skazałby mojego ojca na co najmniej 10 lat
więzienia. Ale kiedyś milicja nie wtrącała się w pożycie małżeńskie. Mnie nie
bił, bo dobrze się uczyłem, a ojciec lubił się mną chwalić przed innymi. Że
taki zdolny syn. Ale w domu.. on uważa, że to co się robi w domu tego się nie
mówi poza domem. Wobec tego zagroził kiedyś tam mojej mamie, że gdy powie
komukolwiek, że on się awanturuje w domu, że bije, że rzyga i szczy na
podłogę jak to pijany, to znajdzie się na cmentarzu. Mama się bała. To cud,
że ona pomimo takich warunków sama pić nie zaczęła, to niemal stalowa
kobieta. Czy mogła odejść od ojca? Nie mogła. Z dwojgiem dzieci. Gdzie? Wtedy
nie było instytucji pomagającym maltretowanym kobietom, a ona zbyt mało
zarabiała. Zresztą prawo nie uwzględniało problemu lokalowego. Jeśli nawet
rozwiodłaby się to musiałaby mieszkać albo nadal razem z ojcem albo pod
mostem.
Przedwczoraj zakończył się kolejny maraton alkoholowy. Dziś ojciec twierdzi,
że przecież nic się nie stało, że wszyscy piją. Że w końcu on zarabia to mu
wolno. Studiuję, a ojciec mnie utrzymuje. Gdzie ja znajdę mieszkanie za
darmo, gdzie ja znajdę jedzenie za darmo, gdzie znajdę książki do szkoły za
darmo. Jestem uzależniony finansowo od ojca. Nie znajdę roboty, bo jestem
dzienny. To, co zarabiam dorywczymi fuchami starcza może na szkołę, ale na
życie? Nie mogę się wyprowadzić.
Jestem znerwicowany.. do tego stopnia, że mam drgawki, tiki.. czasami. Że
serce mi wali albo w ogóle zaczyna bić nieregularnie. Mam fobie, że to się
stanie albo tamto, uporczywe i nie pozwalające normalnie egzystować. Aby
wyleczyć nerwicę musiałbym zmienić środowisko, tak mówi medycyna. Tylko w
jaki sposób mam zmienić środowisko. Kiedy przyczyna mojej nerwicy jest pod
moim dachem, nie własnym, bo wystaczająco wiele razy to usłyszałem, że nie
własnym. W pracy szukają ludzi przebojowych, pełnych werwy i optymistów. Więc
jak ja z moją pozycją psychiczną wypadam na tle głupich fachowców od
zatrudnienia. Kiedy mam dwadzieścia parę lat a czuję się wypalony,
zastraszony, zrezygnowany.
A sąsiedzi? Słyszą płacz i krzyki matki żeby ojciec nie pił, żeby się nie
czepiał, żeby stał się normalny. Więc sąsiedzi, ci głupcy, myślą, że ojcec
pije przez mamę. Bo ojciec gdy jest trzeźwy i jest w tzw. towarzystwie jest
czarujący, jak słyszałem od co poniektórych. Po prostu tryska dobrocią,
szlachetnością, co niedzielę chodzi do kościoła, a wśród znajomych dusza
towarzystwa. Przychodzi do domu i już nic mu nie pasuje. Ludzie.. Nie, żeby
obchodziło mnie co ludzie powiedzą, ale coś trafia, gdy w sklepie, czy w
autobusie potrafą przyciąć mi (nie mwiąc już o mojej mamie), że taki wyrodny
syn jestem. Kurwa jego mać, nie wyrodny
I po raz kolejny wyciągałem klamkę z drzwi do mojego pokoju, żeby pijany
ojciec przypadkiem nie naszczał u mnie.
A ja dopóki mieszkam u niego muszę go "kochać". Wolałbym już zostać płatnym
żigolakiem, znaleźć sobie sponsora, niż nadal znosić te awantury.
Obserwuj wątek
    • ta_ Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać 06.04.03, 23:03
      Bardzo współczuję.Bardzo. Pewnie odezwą się dzieci alkoholików. Słuchaj ich
      uważnie, oni przeszli podobne piekło. Życzę ci wszystkiego dobrego. Ojca nie
      musisz kochać. Nie ma takiego obowiązku.Kochasz tego, kogo kochasz, po prostu.

      Ta_
      • znerwicowany Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać 06.04.03, 23:11
        ta_, wiem, że nie muszę ojca kochać :) powinno to był w cudzysłowiu,
        zapomniałem. najgorsze jest to, że ja nawet już nie potrafię kochać, w ogóle.
        Przed każdą nową znajomością boję. Kobiety nie piją tyle. I to moje szczęście.
        Ale każdy facet pijący na imprezie ponad miarę budzi we mnie nie obrzydzenie,
        tylko strach. Bo ja nie widzę wtedy kumpla tylko ojca
    • Gość: Alla Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać IP: *.a2000.nl 06.04.03, 23:14
      Sluchaj, a moze bys przeszedl na tryb zaoczny, poszukal pracy i uniezaleznil
      sie? Jezeli studiujesz jakis kierunek, ktory rokuje nadzieje na dobre zarobki,
      to moze wez kredyt dla studentow i zostan na dziennych studiach? Przeciez musi
      byc jakies wyjscie. Ratuj sie i uciekaj. Nie daj sie.
      Sytuacja jest faktycznie dramatyczna, ale nie bez wyjscia. Dasz rade. A wiesz
      jaka bedziesz miec satysfakcje - udalo mi sie, sam do czegos doszedlem...
      • znerwicowany Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać 06.04.03, 23:44
        Teraz żaden kierunek nie jest rokujący na dobre zarobki. Wszystko zależy od
        osobowości i umiejętności przebicia się przez 3 miliony poszukujących pracy.
        Bez sensu w ogóle zaczynałem wątek, ale chcę się rozryczeć jak baba, że
        chciałbym, a nie mam predyspozycji. Żeby odzyskać je musiałby się wyleczyć z
        nerwicy. Tyle, że zwykle mawia się, że nerwica to żadna choroba, ot widzimisie.
        A kredytu mi nie dadzą, ojciec dość dobrze zarabia, dużo więcej niż ustawowe
        600 zł na członka rodziny. A stypendium naukowe nie starcza na zupełnie
        samodzielne życie. Można powiedzieć młody chłopak, dwie zdrowe ręce to świat
        przed nim otworem. Moje ręce drżą, a moja głowa zapeniona jest fobiami od czasu
        do czasu przerywanymi lekcjami żeby stypendiu jednak było.

        A tak w ogóle to ojciec jest całkiem do zniesienia, jest szczodry, ale każe być
        za to niezmiernie wdzięcznym. Ale i to OK. Tyle, że nie jest już tak wesoło gdy
        miał gorszy dzień w robocie, przyczepia się do wszystkiego.
        no a na jego stan po pijanemu spuszczę zasłonę milczenia

        I w dodatku miewam stany obrażenia na cały świat, że inni szcęśliwi, że inni
        mogą normalnie żyć, że największym problemem są głupoty.. i mam im za złe, a
        potem mam za złe sobie, że miałem im za złe.
        Jezu
        • Gość: smutna Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać IP: *.pool.mediaWays.net 07.04.03, 12:09
          to co piszesz to horror.znam z autopsji w relacji ja-zona-matka-
          ofiara.Cholernie trudna sytuacja,spieprzone lata.Mialam ja i dzieci
          szczescie,bo sam chwilowo odskoczyl pod inny dach a ja nie baczac na finansowe
          konsekwencje zamknelam powrot. Zdarzyl sie cud - poznalam kogos,kto sie nami
          zaopiekowal,czyli zainwestowal uczucia,zycie itd i dal nam spokojny swiat.
          Dlugo jeszcze tyran nas jak mogl przesladowal,ale sie wypalil. Dzieci
          utrzymywaly kontakty,humanitarnie pomagaly ,ale tez sie w tych uczuciach
          wypalily.Od prawie 20 lat mamy spokoj,normalne zycie ale blizny zostaly -
          chociaz u nas nie bylo np scen tak drastycznych jak bicia mnie,bo bylam
          psychicznie silniejsza niz Twoja mama albo moze jeszcze stac mnie bylo na
          dyplomacje.Nie wiem,co poradzic - czasy sa inne,osoby sa inne - jedno Ci powiem
          z perspektywy czasu - spokoj i wolnosc jest ponad strach o finanse.Ratuj
          siebie - matka musi dac sobie rade sama.
        • Gość: Alla Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać IP: *.a2000.nl 07.04.03, 12:35

          Zal mi cie ogromnie, ale nie bede sie uzalac, tylko postaram podsunac cos
          konstruktywnego. Z nerwica nie poradzisz sobie sam zostawiajac sprawe swojemu
          biegowi tylko ja pogarszasz. Wiem cos o tym bo bylam nieprawdopodobnie
          znerwicowana osoba. Wiem jak to jest. Absolutna niemoc. W stanie w jakim sie
          znajdujesz (wg mnie) zeby sie odbic powinienes udac sie najpierw do osrodka
          leczenia nerwic, do poradni studenckiej czy jakiejkolwiek innej i tam cie
          skieruja w odpowiednie miejsce. Potrzebujesz grupy wsparcia, ktora ci pomoze
          utrzymac sie na powierzchni i wytrwac w postanowieniu uniezaleznienia sie. na
          poczatek jakies tabletki uspakajajace tez by ci sie przydaly bo czuc ze jestes
          roztrzesiony. Zadbaj o siebie, bo nikt tego nie zrobi. Nie jestes juz
          dzieckiem, ale doroslym mezczyzna!!!
          W osrodku powiedza ci to samo co ja teraz, ze powinines uniezaleznic sie
          finansowo. Teraz nie masz sil, aby to wcielic w zycie, ale terapia grupowa
          powinna pomoc. Na terapii zastanowisz sie jak odseparowac sie od sytuacji
          nerwicogennej. Tu juz nie ma zartow. Musisz sie ratowac.
          Bo jaka masz alterantywe? Ile ci jeszcze lat studiow zostalo? Jestes w stanie
          wytrzymac tyle lat z ojcem bez uszczerbku dla zdrowia?
          I jeszcze jedno. Widze ze obsesyjnie wierzysz w ciezkie czasy i ze zadne studia
          nie daja gwarancji zarobku itp itd. W co wierzysz to masz. Takie mysli
          powoduja, ze bedziesz na garnuszku ojca i po studiach. Jestes w stanie to
          psychicznie wytrzymac?
          Nie czuj sie winny ze nie kochasz ojca, nie czuj sie winny, ze go nienawidzisz.
          Pozwol odplynac tym emocjom i uciekaj.
          Podejmij meska decyzje i nie boj sie. Dasz rade.


    • jolie Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać 07.04.03, 12:59
      Bardzo Ci współczuję. Nie wiem, czy masz kogoś bliskiego, komu móglbyś zaufać,
      zwierzyć się czy po prostu wypłakać... Jeśli tylko miałbyś ochotę wykrzyczeć
      wszystko to, co Cie boli, pisz: jolie@gazeta.pl. Jestem z Tobą
    • Gość: karo Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać IP: *.ds.uj.edu.pl 07.04.03, 13:44
      Niestety mogłabym się pod tym co napisałeś podpisać...znam to z autopsji :-( Z
      tą tylko różnicą, że wyjechałam na studia do innego miasta. Poza tym wszystko
      tak samo...bita matka, ja nie - bo zdolna, ojciec - dusza towarzystwa,
      życzliwy, szukający poklasku, można powiedzieć: spec od "marketingu"; nerwica,
      strach przed innymi, pesymizm, może nawet "agresja" słowna wobec innych etc.
      Ale życie jakoś się toczy..."wyszłam" do ludzi, otworzyłam się, tłumaczyłam
      znajomym skąd się biorą moje różne dziwne zachowania - na szczęście rozumieli.
      Mam męża-niealkoholika, z "normalnej" rodziny, czyli ktoś nas-dzieci
      alkoholików jeszcze chce;-)
      Ale mam też świadomość, że pewnych "nawyków" dziecka alkoholika się już nigdy
      nie pozbędę, że to "coś" w postaci irracjonalnego strachu, pesymizmu, będzie
      powracać. Chyba już się z tym pogodziłam, raz jest lepiej, raz gorzej...Bycie
      dzieckiem alkoholika nie oznacza jeszcze "wyroku śmierci" w sferze zawodowej,
      społecznej, uczuciowej etc. Nie wiem jak Ty, ale ja nie potrafiłam "korzystać"
      z wszelkiego rodzaju grup terapeutycznych przy AA, choć może w Twoim przypadku
      ta formuła zadziała. Spróbuj...samemu jest strasznie ciężko. Wierzę, że Ci się
      uda! My wbrew pozorom nie jesteśmy tacy słabi. Pozdrawiam Cię serdecznie.
    • Gość: akryl Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać IP: ipcop:* 07.04.03, 16:01
      Dwie bardzo wazne uwagi:
      1. pamietaj na przyszłosć o powiedzonku z jabłkiem i z jabłonia - czesto sie
      zdarza, że dzieci alkoholików tak dalece nienawidza alkoholu, ze paradoksalnie
      sami wpadaja w ten nałóg
      2. Zawsze dbaj o siebie, niewątpliwie zdrowy egoizm jest potrzebny ale czy
      pomyslałeś o tym, ze kiedy odejdziesz mama zostanie z nim sama?
      i jeszcze jedno...mam nadzieję, ze próbowałes wszystkich metod porozumienia sie
      z ojcem . Jesli to nie skutkuje zrób mu parę zdjęc w stanie krytycznym i pokaż
      mu potem... ewentualnie wrzuc w internet i daj adres internetowy jego
      pracownikom
      • Gość: xyz:-)) Re: Kochaj IP: *.bos.east.verizon.net 07.04.03, 18:06
        nigdy nie ma tak, zeby nie bylo wyjscia
        (choc ,gdy bylam w Twojej sytuacji, to "zmiana" jawila mi sie jako czarna
        dziura)
        1)mozesz nie robic nic i "wyjmowac klamke z drzwi" - czekac....na Godota(?)
        2)mozesz zostac w domu i chodzic na Al-Anon, DDA (ludzie roznie reaguja, idz,
        idz ze 2-3 razy, potem podejmij decyzje, czy chodzic dalej)
        3)mozesz uciec (za granice, do babci, do ciotki, na drugi koniec Polski -
        walczac o chleb i zapominajac o studiach lub wpadajac w uzaleznienie finansowe
        od kogos innego)
        Dla Twojej mamy, jesli nie ma sily, odwagi odejsc, to pieklo...
        Ty masz swiatlo w tunelu - kiedys te studia skonczysz, kiedys zaczniesz
        pracowac i...od Ciebie bedzie zalezalo, na ile sie wyzwolisz
        Ale...zeby przetrwac, bez wzgledu na to, jakie podejmiesz decyzje - konieczna
        jest wiedza o alkoholizmie, o jego wplywie na psychoke bliskich, o sposobach
        wychodzenia ze wspoluzaleznienia
        .......
        Gdybym teraz miala cofnac sie w czasie i znow znalezc w piekle w jakim bylam,
        to....uciekalabym jak najdalej
        pozdrawiam
        p.s. - nie musisz kochac, nie musisz "Kochac", nie musisz nawet wybaczac i
        rozumiec
        masz prawo nienawidziec
        i niech Ci na tych terapiach nie wmowia, ze on biedny "chory", bo on kawal
        s...syna (sorry, nawet po latach emocje biora gore)
        :-))
        • mrouh Wiej albo... wytrzymaj jeszcze troszkę 07.04.03, 18:46
          Wiem, że to zdanie wygląda dla Ciebie jak z kosmosu. Ale
          zawsze jest jakiś sposób. To, co napisałeś, to moja
          historia- kropka w kropkę moja. Tak samo miałam w swoim
          domu. Też nie miałam dokąd iść. Miałam nerwicę, problemy
          w szkole z matematyką, bo bałam się facetów. To był
          koszmar, trzęsłam się z byle powodu, płakałam, miałam
          myśli samobójcze. Ale wiedziałam instynktownie, że moje
          odejście z domu musi być przemyślane, żebym się w coś nie
          wpakowała gorszego. Poszłam na studia, dojeżdżałam
          codziennie kilkadziesiąt km, zostawałam jak najdłużej w
          bibliotece, żeby jak najpóźniej wrócić do domu.
          Przemęczyłam się dwa lata, wzięłam urlop, pojechałam za
          granicę uczyć sie języka. Było trudno, ciężko
          psychicznie, bo ja też nie wierzyłam, że cokolwiek jestem
          w stanie zrobić dobrze, poradzić sobie. Ale tamten pobyt
          udowodnił mi, że skoro dałam sobie radę, to znaczy, że
          cos jestem warta. Postanowiłam dokończyć trzeci rok i
          wyprowadzić się- fakt, że miałam ostateczne wyjście, "w
          razie czego" i z niego skorzystałam. Nie odniosłam
          sukcesu, nie robię kariery, ale mam spokój w domu, cenię
          sobie to ponad wszystko. Cieszę się, że nie uciekałam na
          oślep, tylko metodycznie, w sposób możliwie jak
          najbardziej zracjonalizowany, choć to bardzo trudne.
          Wiem, że to było dobre, bo dziś życie mojego rodzeństwa,
          które wprawdzie uwolniło sie z domu wcześniej, znów
          przypomina piekło... powplątywali się w takie zwiąki,
          które sprawiają, że tak naprawdę nic się dla nich nie
          zmieniło. Warto może rzucić się na głęboką wodę...
          Uwierz, jeśli będziesz miał spokojniejszą głowę, naprawdę
          dużo zniesiesz, naprawdę nie przypuszczasz, czego możesz
          dokonać. I poradzisz sobie. Więc albo ustal sobie jakieś
          ultimatum i przygotuj sie do odejścia z domu krok po
          kroku,tak żebys mógł odejść i nie iść w pustkę, albo
          zaryzykuj. Taka jest moja rada. Jestem pewna, że tak czy
          siak Ci się uda. Nawet nie wiesz, jak tacy ludzie jak my
          są silni! Trzymam kciuki.
    • pani_x Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać 07.04.03, 20:53
      Nigdy nie starałeś się postawić ojcu, bez względu na konsekwencje, chociażby
      dla świadomości, że z powodu "wyższej konieczności" wcale nie musisz znaleźć
      się w pozycji ofiary ? Bierne przyglądanie się sytuacji, którą totalnie się nie
      akceptuje zamyka człowieka i pozbawia go siły. Potem ta bierność "pączkuje"
      przy każdej trudniejszej sytuacji życiowej.
      Czy przemyślałeś co jest tak naprawdę źródłem twojego strachu, lęków- czy
      fakt, że pijany ojciec wraca i urządza awantury; czy to, że wbiłeś sobie do
      głowy, że nic na to nie możesz poradzić, że jesteś wobec tego zła bezsilny?
      Może się zdarzyć, że jedno jest konsekwencja drugiego, ale nie koniecznie.
      Jeżeli większą flustracje wywołuje u ciebie , np. bicie matki przez ojca,
      najprostrzym rozwiązaniem byłaby obrona ofiary. Nie chodzi nawet o to czy
      fizycznie by się to do końca udało. Znaczenie ma sam fakt, że postawiłeś się
      ojcu i ten przeciwko sobie ma już dwie osoby, czyli jakby nie patrzeć
      większość, zostaje odosobniony, a to powinno już mu odebrać tą nieskończoną
      pewność siebie. Szczególnie jak ten fakt uświadomi sobie po wytrzeźwieniu.
      Jeżeli jednak "na starcie" wbiłeś się w pozycję ofiary i zwyciężył u ciebie
      strach dodałeś siły ojcu i jego bezkarności. On stosuje tanią taktykę
      zastraszania, ale wcale nie tak trudno, jak widać, się na nią nabrać.
      Czy przypadkiem to on nie wmówił wam bezsensu podejmowania jakiegokolwiek oporu
      przeciwko jego wybrykom ? Czy matka sama doszła do wniosku, że pakowanie
      manatek nie ma sensu, że sama sobie nie poradzi ?
      Właściwie nie napisałeś nic na temat waszych prób walki z nałogiem ojca. Czy
      kiedykolwiek postawione zostało mu jakieś ultimatum, chociażby po to, żeby go
      nastraszyć ?
      Nie przechodziłam tego co ty, po pierwsze dlatego, że mój problem nie był
      problemem alkoholowym, ale u jego podstaw leżała również tyrania jednej strony
      i po drugie, jakimś cudem miałam w sobie na tyle siły, żeby nie tkwić w pozycji
      bezbronnej ofiary.
      Jedak wiem, i tu mamy punkt wspólny, jaką dewastacje w psychice potrafi
      zrobić taka szkoła życia. Szczególnie dezorientujące jest to dla dziecka,
      któremu krzywdę wyrzadza osoba, która w innych okolicznościach mówi "kocham".
      To rzeczywiście stwarza problem odróznienia co jest czarne a co białe, również
      w dorosłym życiu. I stąd przypadki trafiania " z deszczu pod rynnę". Ty na
      szczęscie umiesz nazwać rzeczy po imieniu, to już duży plus i pierwszy krok do
      efektywnej walki nad zmainą swojej sytuacji.
      Nie korzystałam nigdy z porady specjalisty i zdaje mi się , że nie musze, ale
      tobie nie zaszkodzi udać sie do takiego pana/pani, chociażby po to, żeby pomógł
      ci podbudować twoje siły witalne.
      Nie wiem czy to co napisałam jest receptą dla wszystkich w podobnej sytuacji.
      W moim wypadku sie sprawdziło, ale ja już mam taką bojową naturę.
      Mam nadzieję, że sobie poradzisz. Uszy do góry!
    • Gość: xyz:-)) Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać IP: *.bos.east.verizon.net 07.04.03, 21:54
      hej, Znerwicowany!
      Troche nie dajesz mi spokoju
      Mimo woli mysle o Tobie i Twojej sytuacji i...
      wiesz, sa jeszcze alimenty!!!
      Dopoki sie uczysz, masz prawo do alimentow (i mozesz cos tam dorobic).
      Tak sobie myslalam, ze moglbys napisac do ojca (bo rozumiem, ze powiedzenie mu
      wszystkiego jest zbyt trudne)i w liscie wygarnac , co myslisz o tym wszystkim.
      Gdybys zdecydowal sie na odejscie, to moge Ci pomoc napisac pozew do sadu
      (sprawy alimentacyjne sa bezplatne!!! - tj.wzaszacy sprawe o alimenty nie placi
      kosztow sadowych)
      Jesli bedziesz mial chec, to napisz na priv : samaka@poczta.onet.pl
      pozdrawiam
    • Gość: Wujek dobra rada Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać IP: *.dominet.pl / 10.1.2.* 09.04.03, 09:24
      Stary ty sie juz uwarunkowales.
      Jak bedziesz z nim jeszcze troche mieszkal
      to go znienawidzisz jeszcze bardziej.
      Kazde jego slowo lub gest bedzie Ci dzialal na nerwy.
      Musisz skonczyc z tym uzaleznieniem. tak to jest jak masochizm.
      Smieszne ale prawdziwe.
      Proponuje znalezc fajnych przyjacioł z ktorymi mozesz zamieszkac
      Poszukaj pracy. Praca jest tylk nigdy jej nie znajdziesz jezeli bedziesz mial
      taki sposob myslenia" ... 3 miliony ludzi szuka itd..." To bzdura. Cyfry
      Ty jestes jedyny i nie powtarzalny. nie jestes jednym z 3 milionów
      Zyczę Ci szczęścia
      Pamietaj odwagi Masz jedno Życie
      Jak ktoś bardzo sie boi kopniaka, to tak jakby sam nadstawiał tyłek

      Napisz jak Ci sie powiodło Stanchev@tlen.pl
    • nabokoff Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać 09.04.03, 12:10
      twój dom przypomina mi więzienie na łubiance - gdzie czekiści do perfekcji
      dopracowali sztuke prania mózgu swych ofiar: ofiara musi uwierzyć, że oficer
      śledczy ma nad nią całkowitą władzę, nad jej ulgą, gdy nie bije, i nad
      cierpieniem, gdy bije; dobrze rozpracowana ofiara kocha swego kata

      a ty biedaku urodziłeś się w więzieniu... nosisz je w sobie

      pieniądze od ojca to miłość której łakniesz, lecz ta miłość jest zatruta, to
      nie miłość, to pozór - prędzej jednak uzależnimy się od pozoru niż wydamy się
      na cierpienie nicości

      im mniej będziesz go kochał - tym mniej będziesz nienawidził, i na odwrót,
      znajdź kogoś kto by ci pomógł zdjąć ten stryczek, sam zechciej go zdjąć

      twoim zwycięstwem będzie, gdy kat stanie się obcym człowiekiem, który nie ma
      nad tobą ŻADNEJ władzy

      wypluj go z siebie

      jak bym mógł, to bym go wypluł za ciebie :)

      dużo siły ci życzę!
    • Gość: klik Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać IP: *.b.dial.de.ignite.net 09.04.03, 16:06
      najpierw 'rozprawił' bym się z tym "straconymi" latami, ponieważ nic tak nie
      niszczy i wyjaławia człowieka jak żal, że dzieje mu się niesprawiedliwie, ja
      to oddelegowałem do wyższej mocy - tak musiało być, nie wiem dlaczego, los ?-,
      jak się z tym rozprawisz, to okaże się, że świat wygląda już troszkę inaczej,
      okrzepniesz wewnętrznie i podejmiesz następną decyzję,
      w życiu trzeba czasami stawiać na jedną kartę
      k.
    • Gość: Patrycja Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.04.03, 04:40
      Piszesz tak obrazowo ze ciarki przechodza po plecach. Moj ojciec kiedys
      zagladal do kieliszka. Byly awantury, nieprzespane noce. Nie bylo rekoczynow.
      Dzisiaj nie pije. Od wielu lat nie pije i kocha nas tak bardzo jak rowniez i
      my jego. Dzisiaj moj kochany tata jest chory, a ja tak bardzo chce aby
      wyzdrowial. Mam nadzieje ze i ty kiedys odkryjesz jak bardzo ojciec cie kocha
      i ze ty rowniez jego kochasz. Tego ci zycze z calego serca. Bo milosci nigdy
      za wiele i oby ojciec zdazyl ci okazac te milosc, jakiej jeszcze nie zaznales.
      Wiem ze najlatwiej jest potepiac, ale moze ty mu nie powiedziales jeszcze
      prawdy o nim jak byl trzezwy. Przestan sie lekac. Napewno czujesz sie bezradny
      i slaby, ale tak wcale nie jest. Ty jestes jedynie znerwicowany. To twoj
      ojciec nie panuje nad swoim zyciem. To on popelnia dlugotrwale samobojstwo.
      Czy myslales o tym aby zapisac sie na jakis kurs samoobrony? Moze to dodaloby
      ci pewnosci siebie ogolnie. No i nie boj sie plakac. To rozladowuje emocje i
      napewno dobrze ci zrobi. Pozdrawiam
    • anahella Uciekaj jak najdalej. 12.04.03, 14:13
      Twoja mama wybrala zycie z nim, a ty mozesz wybrac zycie bez niego. Studenci
      dzienni tez moga zarabiac. Wynajecie mieszkania w 3-4 osoby nie jest takie
      drogie. Znalezienie jakiejskolwiek pracy teraz podwyzsza twoja szanse na
      znalezienie pracy po studiach. Moj ojciec co prawda nie pil (na palcach jednej
      reki moge policzyc ile razy widzilaam go po alkoholu) ale zyc sie z nim nie
      dalo. Wybralam zycie bez niego jeszcze w szkole. Mi sie udalo te prawie 20 lat
      temu to i tobie sie uda dzisiaj. Wierze w ciebie.
      • Gość: X Działaj IP: 212.160.138.* 12.04.03, 15:26
        Porozmawiaj z nim, otwarcie, szczerze brutalnie.
        Później się wyprowadz, nawet kosztem studiów (przejdz na zaoczne), nawet gdy
        zawalisz jeden rok to nic się nie stanie jeżeli to pozwoli wyprostować twoje
        życie.

        Albo zadzwoń na policję gdy zacznie dymy. Sprowokuj go żeby cię uderzył, a
        późnie obdukcja ...

        Albo wpuść mu wpierdol ... Drastyczne, ale moze chociaż zostawi Cię w spokoju

        Musisz zrobić coś co nim wstrząśnie.
    • znerwicowany Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać 15.04.03, 01:04
      chyba najpierw do aleksandrynki za szczerą i troskliwą rzeczowość, dzięki

      tyle, że.. nie jestem facetem tylko dziewczyną bywającą na tym forum dość
      często i natchniona wątkiem trzciny o tożsamości internetowej i zmanie nicków
      jednak sama muszę się przyznać, że zneriwcowany to jednowątkowy wybryk.

      wszyscy macie rację, uciekać, zacząć się usamodzielniać, racja
      tyle, że kiedy ojciec pijany nie jest to można z nim wytrzymać. Jest pracowity
      i jak się zastanowić to bodaj jedyna jego zaleta, ale za to jaka. Woli sobie
      nie kupić czegoś niezbędnego ale dać mi. Ja zarabiam, mało ale zarabiam, mam
      też stypendium, ale gdyby nie ojciec (ten trzeźwy) w życiu nie mogłabym
      pozwolić sobie na studia. Przerwać dzienne i pójść na zaoczne? Po pierwsze
      zaoczni pracy tak łatwo nie dostają, bo ich dyspozycyjność ogranicza się do 4
      dni w tygodniu (no, chyba, że opuszczać zajęcia), a po drugie nie mogę
      zrezygnować z dziennych na rzecz zaocznych bo były by to już dwa zaoczne.

      Jestem DDA i prawdę mówiąc dopiero teraz sobie to uświadomiłam. Ojciec rzadko
      bywa pijany, ale jak wiedzą ci, którzy alkoholika mają w domu alkoholizm
      przejawia się w różnym natężeniu, ale zawsze gdy delikwent zacznie to skończy
      najprędzej za tydzień.

      Czepia się, burczy pod nosem, nic nie pasuje.. ojciec, ale to można wytrzymać.
      I teraz pewnie gromy się posypią, bo jestem za wygodna aby się uniezależnić.
      Rzucić studia i ciułać. Zresztą z czego, to nie początek lat 90. Chciałoby się
      powiedzieć, oby do wiosny i ja tak wzdycham, oby do końca studiów.

      Ojciec.. straszny był, 10 lat temu i wcześniej, a ja mam tą nieprzyjemność to
      doskonale pamiętać. Ale teraz.. czy się zestarzał, czy zacząć bardziej uważać
      na to co ludzie powiedzą i co ksiądz na ambonie powie. Zestarzał się, ale
      wątrobę cały czas ma jeszcze na chodzie, niestety chciałoby się powiedzieć.

      Może to głupie, że zaczynam wątek, a potem się wycofuję, ale wtedy gdy go
      zaczynałam miałam straszną chandrę i egzamin na karku na który zresztą nie
      poszłam z tego powodu. Teraz nawet perspektywa poprawki jest miła gdy wszystko
      wróciło do normy. Znowu mogę zacząć się forumowo mądrzyć i patrzeć z niższości
      spieprzonego dzieciństwa. Ale jest ok, mam studia, nawet dwa, mam pracę nawet
      jakąs taką w porządku, mam matkę, mam Matkę

      a opis.. obrazowy, ktoś powiedział, może to moje lekkie pióro w porywie
      nieszczęścia i strachu, który już minął


      przeszła burza, zostały mgły choć po burzy powinno być rześko

      Richelieu*
      • aleksandrynka Re: Nienawidzę ojca a muszę go kochać 15.04.03, 14:28
        Kimkolwiek jesteś wiele w Tobie cierpienia, potrzebujesz jakiejś pomocy i
        zasługujesz na nią. Piszesz, że teraz jest dobrze, że wycofujesz się z tego
        rozpaczliwego tonu... OK, oby jak najdłużej, ale jeśli znów poczujesz, że nie
        radzisz sobie z czymś pisz tutaj, albo na mój adres, albo gdziekolwiek. Ludzie
        sa po to, żeby sobie pomagać :) Trzymam kciuki, śle dobrą energię!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka