znerwicowany
06.04.03, 22:43
Przedwczoraj zakończył się kolejny w jego życiu alkoholowy maraton. Przez
tydzień przychodził z roboty schlany, kilka godzin po czasie. Inny facet
poszedłby spać albo zacząłby żartować grubiańsko, jak to pijani robią, ale on
nie. On jak jest pijany robi awantury. Wyzywa wszystkich w rodzinie. Kiedyś
nawet bił, mamę. Byłem mały i patrzyłem i nie rozumiałem. Bił do tego
stopnia, że każdy wynik obdukcji skazałby mojego ojca na co najmniej 10 lat
więzienia. Ale kiedyś milicja nie wtrącała się w pożycie małżeńskie. Mnie nie
bił, bo dobrze się uczyłem, a ojciec lubił się mną chwalić przed innymi. Że
taki zdolny syn. Ale w domu.. on uważa, że to co się robi w domu tego się nie
mówi poza domem. Wobec tego zagroził kiedyś tam mojej mamie, że gdy powie
komukolwiek, że on się awanturuje w domu, że bije, że rzyga i szczy na
podłogę jak to pijany, to znajdzie się na cmentarzu. Mama się bała. To cud,
że ona pomimo takich warunków sama pić nie zaczęła, to niemal stalowa
kobieta. Czy mogła odejść od ojca? Nie mogła. Z dwojgiem dzieci. Gdzie? Wtedy
nie było instytucji pomagającym maltretowanym kobietom, a ona zbyt mało
zarabiała. Zresztą prawo nie uwzględniało problemu lokalowego. Jeśli nawet
rozwiodłaby się to musiałaby mieszkać albo nadal razem z ojcem albo pod
mostem.
Przedwczoraj zakończył się kolejny maraton alkoholowy. Dziś ojciec twierdzi,
że przecież nic się nie stało, że wszyscy piją. Że w końcu on zarabia to mu
wolno. Studiuję, a ojciec mnie utrzymuje. Gdzie ja znajdę mieszkanie za
darmo, gdzie ja znajdę jedzenie za darmo, gdzie znajdę książki do szkoły za
darmo. Jestem uzależniony finansowo od ojca. Nie znajdę roboty, bo jestem
dzienny. To, co zarabiam dorywczymi fuchami starcza może na szkołę, ale na
życie? Nie mogę się wyprowadzić.
Jestem znerwicowany.. do tego stopnia, że mam drgawki, tiki.. czasami. Że
serce mi wali albo w ogóle zaczyna bić nieregularnie. Mam fobie, że to się
stanie albo tamto, uporczywe i nie pozwalające normalnie egzystować. Aby
wyleczyć nerwicę musiałbym zmienić środowisko, tak mówi medycyna. Tylko w
jaki sposób mam zmienić środowisko. Kiedy przyczyna mojej nerwicy jest pod
moim dachem, nie własnym, bo wystaczająco wiele razy to usłyszałem, że nie
własnym. W pracy szukają ludzi przebojowych, pełnych werwy i optymistów. Więc
jak ja z moją pozycją psychiczną wypadam na tle głupich fachowców od
zatrudnienia. Kiedy mam dwadzieścia parę lat a czuję się wypalony,
zastraszony, zrezygnowany.
A sąsiedzi? Słyszą płacz i krzyki matki żeby ojciec nie pił, żeby się nie
czepiał, żeby stał się normalny. Więc sąsiedzi, ci głupcy, myślą, że ojcec
pije przez mamę. Bo ojciec gdy jest trzeźwy i jest w tzw. towarzystwie jest
czarujący, jak słyszałem od co poniektórych. Po prostu tryska dobrocią,
szlachetnością, co niedzielę chodzi do kościoła, a wśród znajomych dusza
towarzystwa. Przychodzi do domu i już nic mu nie pasuje. Ludzie.. Nie, żeby
obchodziło mnie co ludzie powiedzą, ale coś trafia, gdy w sklepie, czy w
autobusie potrafą przyciąć mi (nie mwiąc już o mojej mamie), że taki wyrodny
syn jestem. Kurwa jego mać, nie wyrodny
I po raz kolejny wyciągałem klamkę z drzwi do mojego pokoju, żeby pijany
ojciec przypadkiem nie naszczał u mnie.
A ja dopóki mieszkam u niego muszę go "kochać". Wolałbym już zostać płatnym
żigolakiem, znaleźć sobie sponsora, niż nadal znosić te awantury.