prawo do rozwodu, pomozcie prosze

11.01.07, 14:54
Wyszlam za maz, bardzo wczesnie, mamy cudowne dziecko, ale potem wszystko
zaczelo sie psuc. Glownie byly miedzy nami klotnie o wychowanie dziecka, moj
maz jest bardzo surowy, jak jego ojciec. W tej chwili moznaby powiedziec, ze w
najlepszym przypadku jestesmy przyjaciolmi. Szanuje mojego meza, ale go nie
kocham, nie uprawialismy tez seksu przez trzy lata. Ostatnio dotarlo do mnie,
ze czuje niesamowita pustke w sercu. Bardzo chcialabym byc z kims, przy kim
poczuje sie kochana. Nie chce zmarnowac mojego zycia, nie wiem tylko czy mam
do tego prawo. Czy brak milosci to wystarczajacy powod ? Czy tez lepiej tracic
czas, bo 5 lat temu sie przyrzekalo. Napiszcie prosze co o tym sadzicie. Kazda
odpowiedz bedzie dla mnie bardzo cenna. Pozdrawiam
    • ten_jeden_raz Re: prawo do rozwodu, pomozcie prosze 11.01.07, 15:00
      MAsz prawo. masz
      ale najpierw wygoń z mysli nowego faceta, który spowodował, że przy nim czujesz
      się lepiej niz przy męzu.
      I zastanów sie jak w jednym związku dopuściłaś do takiej oziębłości (trzy lata
      bez seksu) , to jak planujesz ten nowy.
      Albo może co to za nowa sytuacja w której nie będziesz sobie marnowała życia?
      • pytalska_1 Re: prawo do rozwodu, pomozcie prosze 11.01.07, 15:08
        Nie ma nowego faceta. Prawde jest, ze zinnymi ludzmi, czuje sie lepiej, w tym z
        mezczyznami, ale jestem wierna. 3 lata bez seksu ? To proste, przestal o mnie
        zabiegac, przytulac mnie, az pewnego dnia poczulam bol, czuje bol kiedy mnie
        dotyka, nawet kiedy bierze mnie za reke. Wiele bylo miedzy nami zlosci, za duzo
        - nie raz slyszalam "spie..j" i napewno jeszcze nie raz uslysze. Moich bledow
        tez jest duzo. Ja juz chyba nie chce sie starac. Nie czuje takiej potrzeby,
        pozostaje tylko lojalnosc.
        • ja_adam Re: prawo do rozwodu, pomozcie prosze 11.01.07, 15:37
          Jesli się zaczęło psuc to i moze odpsuć...
          Każdego człowieka możemy pokochać, to zalezy od woli obojga.
          W sumei to bardzo proste, wystarczy chcieć a życie samo podpowie jak to zrobić.

          Jesli jednak ktores z was na złośc chce sobie odmrozić uszy, to ...czas minął

          Można iśc na łatwizne i zacząć od zera, ale w swoim związku też możesz zacząć od
          zera.
          Więcej, znacie swoje wady.
          Wpierw zróbice porządek, dajcie sobie kredyt zaufania i spróbujcie przez rok
          wprowadzać zmiany.

          chciałem powiedzieć byście skonfrontowali sytuację, przy okazji dowiecie sie
          gdzie tak naprawde leza problemy, jestem pewien ze nie macie nawet o nich
          pojecia. a potem dajcie sobie szanse.

          • ssak3 Re: prawo do rozwodu, pomozcie prosze 11.01.07, 22:15
            Nie mieści mi się w głowie jak mężczyzna może powiedzieć do kobiety (w dodatku
            do swojej kobiety !) "spie..j". Gdyby mój mężczyzna w ten sposób się do mnie
            odzywał nie wahałabym się. Odeszłabym czym prędzej

            Dziewczyno, masz prawo do... szczęścia ! Zastanów się czy Twój obecny związek
            może dać Ci jeszcze kiedykolwiek to szczęście. Jak długo będziesz jeszcze w
            stanie znosić chłód emocjonalny, brak bliskości, brak seksu ? Z Twego postu
            wnioskuję, że jesteś jeszcze bardzo młodą osóbką. Całe życie przed Tobą.
            Przecież chcesz, by ono było szczęśliwe, prawda ?
            • pytalska_1 Re: prawo do rozwodu, pomozcie prosze 12.01.07, 00:26
              Juz dawno bym odeszla, ale ciagle sie ludzilam, ze bedzie lepiej. Ja tez nie
              jestem bez winy, ale juz po prostu nie mam sily walczyc. Przeraza mnie tylko
              perspektywa rozwodu. Potrzeba duzo sily, zeby przez niego przebrnac. Z drugiej
              zas strony nie chcialabym za dwadziescia lat zalowac, ze nie zmienilam swojego
              zycia i tkwie w martwym punkcie. Boje sie, ze za kilka lat bedzie za pozno :(
              Dzieki ssak za dodanie mi odrobiny odwagi.
            • ja_adam Re: prawo do rozwodu, pomozcie prosze 12.01.07, 00:32
              ssak za mało w życiu ssałaś...

              znam mezczyznę który z teściem wykorzystywał seksulanie swą żoną dla narkotyków.
              Znaczy ja zamknieto w domu i zapraszali znajomych by sobie rżnęli otumaniona od
              dragów kobietę...

              Na terapii ta kobieta winiła ...siebie za zaintsniała sytuację, chciała wrócic
              do męża...przeciez ja kochał...
              • pytalska_1 Re: prawo do rozwodu, pomozcie prosze 12.01.07, 00:37
                to mnie akurat nie dziwi, znam podobne przypadki, ale to sie ma nijak do mojej
                sytuacji, ja nie jestem wykorzystywana. Po prostu to kwestia ekspresji, jakby
                nie bylo ciezko jest i bedzie. Bardzo chcialabym wreszcie zaznac spokoju.
    • 5aga5 ja_adam 12.01.07, 01:03
      Sorki, ale to chyba Ty za mało ssałeś.
      Jak ktoś Cię ciągle krytykuje, jest oschłym dyktatorem, każe sp... ć itp. to co
      zrobisz?
      Jasne ! Będziesz się chciał dogadać.
      Moje pytanie - ile razy? jak długo?
      Jestem zwolenniczka rozmów, dyskusji ale z mądrymi ludźmi.
      Znasz chyba ludzi którzy nie potrafią dyskutować i nie uznają kompromisów?
      Autorka tekstu ma czekać na zainteresowanie jej osoba ze strony małżonka w
      nieskończoność? ma czuć się niekochaną bo dyktator tak chce?
      Ma prawo do zycia, do miłości, czułości tak, jak każdy z nas.
      Toksyczny facet nie jest jej, ani jej dziecku, do szczęścia potrzebny.
      Ja podobny przypadek ,, ssałam " i wiem co to znaczy.
      • ja_adam Re: ja_adam 12.01.07, 09:05
        Wyznaję zasadę: ofiara kreuje swego kata.

        gdyby partner powiedział mi spier..dalaj, znaczy, że mój partner ma powazne
        kłopty i trzeba mu pomóc! Z kazdym mozna się dogadać!
        Jesli w jego zachowaniu nic by sie nie zmieniło wyrzuciłbym go za drzwi, albo
        sam sie wyprowadził.

        3 lata bez seksu - co to za związek!
        Tu mozna być pewnym tego ze nie ma związku!

        Jestem przekonany, że skoro mozna do niej powiedzieć spier..., to niech
        spierdlala albo weźmie sie za siebie.

        Ile jeszcze musi dostać w kość?
    • wenus2006 Re: prawo do rozwodu, pomozcie prosze 12.01.07, 09:49
      Też stoję przed podobnym dylematem,ja też nie czuję się bez winy,ale przychodzi
      chyba moment,że nic się nie da zrobić dla związku,już się nie chce,opadają
      siły,sama myśl o partnerze rani.Mój związek to związek pełen wzajemnych
      pretensji!!!!Zwariować można od wysłuchiwania zarzutów i wypominaniu brudów jak
      i myśli o wadach partnera.

      Nie chcę marnować reszty życia na nieudany związek,nie widzę możliwości
      naprawy.Jeśli czujesz,że nic już nie można zrobić,walcz o miłość,o nowe życie,o
      nowy rozdział.Każdy zasługuje na to,aby być kochanym...
      • komoroa1 Re: prawo do rozwodu, pomozcie prosze 12.01.07, 13:10
        trzy lata to wbrew pozorom szmat czasu....Na tyle duzo,żeby podjąć decyzję o
        rozstaniu i ratowaniu siebie i dziecka z patologicznego związku.Powinnas jak
        najszybciej powziąć decyzje o odejsciu. Nie wahaj się.Im szybciej to zrobisz,
        tym lepiej. To,ze ty jesteś lojalna i powściągliwa wcale nie oznacza ,że twój
        mąż tak samo. To zbyt długo dla kobiety, dla mężczyzny tym bardziej. To
        normalne. Miałam podobną sytuację.Te latka płyną jak z bicza strzelił, zanim sie
        człowiek spostrzeże. Tak tak, mój miał kilkuletni romans z koleżanką z
        pracy.Myslałam najpierw ,że to konsekwencja braku seksu w domu.Ale jakiez było
        moje zdziwienie, gdy okazało sie,że to zaczęło sie duzo wczesniej. Myślę,że była
        to jedna z przyczyn tego,że przestało nam się "układać" ,zależeć na sobie i
        kochać sie, czego konsekwencją było rozstanie. Kochana, zbieraj siły i zdrowy
        rozsądek, to one będa ci teraz najbardziej potrzebne. Życzę ci z całego serca
        powodzenia.
    • renebenay Re: prawo do rozwodu, pomozcie prosze 12.01.07, 20:23
      Twoje malzenstwo jest praktycznie nie do ratowania bo nic was obojga nie laczy
      za wyjatkiem dziecka,w tym wypadku nie powinnas zostac z mezem pod jednym dachem
      wylacznie dla waszego dziecka bo musisz wiedziec ze,ty sama rowniez potrzebojesz
      milosci i szacunku.
    • jan_stereo Re: prawo do rozwodu, pomozcie prosze 12.01.07, 20:42
      Tak naprawde to do zostawienia meza masz takie samo prawo jak do zaprzestania czytania ksiazki ktora
      sie zna na pamiec. Skad takie hamulce ? Nie ma zadnego prawa ziemskiego wedlug ktorego raz
      popelniony blad powinien zostac podtrzymywany na zawsze.
      Masz krotkie zycie postaraj sie skorzystac z tych nielicznych przyjemnosc miast sobie utrudiac,tak jakbys
      tym robila komukolwiek(z mezem i dzieckiem wlacznie) przysluge.
    • solaris_38 dygresje chaotyczne 13.01.07, 04:10
      w naszych świecie są zależności
      które w naszych warunkach
      (bo kto wie ile światów i jakie nawet w naszym niewyobrażalne warunki jeszcze
      były są i mogą być)
      które to zależności mają charakter prawa (np prawo grawitacji)
      sa też prawa statystyczne
      są i moralne

      odwołujesz się do ludzi na forum
      z czystej ciekawosci czy też sądzisz ze to Ci w czymś pomoze
      zacsem pomaga naswietlenei z różnych stron
      otrzymasz odpowiedzi w zależnosci od tego kogo więcej będzie przy kompie
      nawet jeśli byliby tu psychologowie i to dobrzy zaraz podzieliliby się na
      szkoły i każdy miałaby swoje argumenty ;) ;) :)
      trudno będzie je samemu rozsądzić jeśli serce nie opowie się za którąś opcją
      a serce nie argumentów słucha tylko uczuć

      odpowiedz zalezy od pogladów a nie od jakiejś obiektywnej prawdy której albo
      nie ma albo jest tak bardzo poza naszym rozumieniem ze każdy widzi ja na inny
      sposób
      będzie wiec zależeć od składu ludzi obecnych na forum np ortodoksyjnych
      katokików czy liberalnych czy ateistów mahometan rozpustników ludzi gorzkich
      albo empatycznych albo chcących zranić
      chcesz wiedzieć co myślą ? czy cie potępią?

      spytaj swojej wiary swojej grupy społecznej i otoczenia
      to oni cię osądzą
      my ludzie tak łatwo i zapalczywie sadzimy (zazwyczaj źle)

      jako jeden z głosów odpowiem
      według mnie każda sytuacja jest indywidualna

      dziwi mnie czemu szanujesz faceta który cie zaniedbał az tak ze czujesz ból
      kiedy cie dotyka

      ale my kobiety takie jesteśmy
      łatwiej nam próbować się pozytywnie dostosować do sytuacji niż aktywnie ja zmieniac
      ( i sądzę że wiemy co robimy, to strategia o milionów lat stosowana przez
      słabsze i mnie sprawne kobiety)

      do tej pory zatem przystosowywałaś sie i starałaś szanować męża bo wszak plusy
      jakieś ma
      jednak domagasz sie od życia więcej

      ale sie zastanów czy znasz siebie

      bo o miłość trudniej niż sądzisz a zauroczenia często sa w sumie mniej
      piękne niż to co masz

      czasem warto podjąć ryzyko czasem nie
      czasem da sie to zwyczajnie przewidzieć a czasem nie

      ale tylko ty to wiesz

      twoja niepewność wskazuje ze to pierwsze przymiarki

      sam rozwód jest niezwykle trudny i nikt nei spodziewa sie ze aż tak

      a mimo tego większość ? osób chyba nie żałuje

      życie nie jest takie jak nasze o nim fantazje i złudne przekonanie że miłość to
      zwyczajowy skałdnik zycia wiekszości ludzi a c któryz jje nei mają to sa ci
      któym sie nei udało
      płynie to z doświadczenia nielicznych którym spełniają się marzenia o miłości
      bo one sie spełniają ale naprawdę
      ale
      to trochę jak wygrana w totolotka (chodzi o częstotliwość a nie o rolę
      przypadku choć i on coś ma do powiedzenia)
      większosc konsumuje namiastki
      zyję praca lub serialami poświęca sie rodzinie albo nałogom czy depresjom

      BRAK MIłOSCI TO JEST WYSTARCZAJĄCY POWDóD ale tylko wtedy kiedy faktycznie
      odchodząc spotkasz miłość
      jesli nie
      a nie masz tej pewności to ryzyko utraty na rzecz niczego

      ale przyznam że rozwiedzeni często oddychają inaczej
      inaczej sie szanują za sam fakt ze miłość była dla nich na tyle ważna aby
      zaryzykować

      póki pytasz na pewno nie jesteś do tego gotowa
      bo wielu i ty sam też czasem zarzuci ci to jesli odejdziesz
      jesli i ty sam przeciw sobie wystąpisz to trudno to będzie wytrzyzmać

      trzeba długo myśleć ale potem juz działać z niezachwianą pewnością
      • pytalska_1 Re: dygresje chaotyczne 13.01.07, 10:04
        Dzieki za te dygresje, chyba bardzo trafnie opisujesz to co czuje, to co jest.
        Odwoluje sie do ludzi na forum, bo jestem w bardzo nietypowej sytuacji. Ta
        sytuacja nazywa sie samotnosc. Z bardzo roznych przyczyn nie mam przyjaciol,
        jestem bardzo, ale to bardzo sama. W zasadzie nie mam z kim o tym porozmawiac.
        Rozwod to kwestia umowna, nie musze byc rozwiedziona, zeby zaczac zycie na nowo.
        Juz samio zakonczenie zwiazku cos otwiera cos zamyka. Strach przed kwestiami
        tecghnicznymi jest we mnie ogromny, no bo np. nie sadze zeby wyprowadzil sie z
        domu. Nie chce mieszkac po rozwodzie pod jednym dachem !!!
        Nie wiem tez co spotka mnie potem, nie ukrywam, ze bardzo nie chcialabym byc do
        konca zycia sama, ale nigdy nie wiesz czy cos lepszego cie spotka. Zatem czy
        lepiej zyc bez milosci ale z mezem, czy tez ryzykowac i szukac ?
        Dzieki za wszystkie odpowiedzi !
        • ten_jeden_raz Re: dygresje chaotyczne 13.01.07, 18:06
          małą szansa istnieje na to że spotkasz kogoś lepszego.
          Często jesteśmy nastawieni na spotykanie takich a nie innych osób. Niestety
          prawdopodobnie jak i Ty. Twój facet szanował by ciebie wtedy gdyby był zależny
          od Ciebie.(też nie koniecznie). Niestety męzczyźni całe życie szarmanccy,
          kochający są w książkach i na filmach.
          Prawdziwa, miłość... to marzenie.
          Oczywiście, jeśli masz siłę na rozwód lepiej żyć samej, niż z potworem.
          Ale rozwód , jest bardzo ciężki.
          Dziwię się po za tym że ślub bierze się w pół roku, a rozwód trwa latami.
          • pytalska_1 Re: dygresje chaotyczne 14.01.07, 11:40
            To oznacza, ze lepiej od razu strzelic sobie w leb. Prawdziwa milosc to
            rzadkosc? Szanujmy zatem te namiastki zwiazkow, ktore mamy, bo cos lepszego moze
            sie nigdy nie wydarzyc. No tak lepszy wrobel w garsci ... :(
            • brak-chmur Re:A może wróbel....:) 14.01.07, 11:45
              ....wcale nie jest wróblem , tylko ołem, sokołem?:)

              A tak poważnie....szkoda , że zamiast walczyc o obecny związek, ludzie idą na
              życiową łatwiznę szukając "lepszych modeli"
              Donkoszoteria.....
    • klanik Re: prawo do rozwodu, pomozcie prosze 14.01.07, 12:15
      Wasze małżeństwo praktycznie już nie istnieje. Seks w związku spełnia bardzo
      dużą rolę. Zwłaszcza w tak młodym związku jak wasz. Pięć lat to niewiele. Jest
      jak rozżarzone węgle, które podsycają miłość. Oczywiście, jeżeli przeżywany
      jest szczerze i z miłością. To prawda że miłość nie trwa wiecznie... . A może
      zmienia tylko swoje kształty? Piszesz, że ze swoim mężem jesteście, co najwyżej
      przyjaciółmi. A mnie się wydaje, ze może i tego nawet nie ma… Może to tylko
      poczucie wspólnego obowiązku wobec dziecka? Jesteśmy razem bo tak wypada?
      Skoro odczuwasz ból nawet przy dotyku, to wydaje mi się, że jest już w Tobie
      wiele żalu do niego. On również skoro nie zabiego o Ciebie, być może nie
      czuje już tego co kiedyś. Złe relacje między rodzicami też nie wpływają
      pozytywnie na dziecko. Dzieci widzą więcej niż nam się wydaje. Często za taki
      stan rzeczy obwiniają siebie…
      Może właśnie najlepszym wyjściem będzie rozstanie? Oboje macie prawo do
      ułożenia sobie życia. Nie można się psychicznie katować we własnym mieszkaniu.
      Masz prawo byc szczęśliwa. Pozdrawiam.
Pełna wersja