facet bez ambicji kontra samotność - co lepsze...?

23.01.07, 12:33
Swój problem streściłam w temacie. Nie oczekuję od nikogo gotowej recepty,
wiem, ze muszę sama zdecydować co jest dla mnie ważniejsze i lepsze, ale
chciałabym zachęcić do dyskusji kobiety, które doświadczyły podobnego
dylematu.
Z moim partnerem znamy się 3 lata. Obydwoje przekroczyliśmy 35 lat, mamy za
sobą nieudane związki, żadne z nas nie ma dzieci. 3 miesiące temu
zamieszkaliśmy razem . Wcześniej były miłe weekendy, wspólne wieczory,
wyjścia i wakacje. W tym samym czasie on za moją namową zmienił pracę na
lepszą i tu zaczął się koszmar. Po dwóch miesiącach zrezygnował twierdząc, ze
mu tam za ciężko, musi mieć pracę spokojną, bez zadnych stresów,
najważniejsze jest aby było jak najmniej obowiązków i jak najprostsze
czynnosci (ma wyższe wykształcenie, i ogólnie bardzo atrakcyjny zawód). Na
pieniądzach mu nie zależy, poszedł do nowej pracy za 3 razy mniejszą pensję.
To jego szczyt marzeń - ok.1200 zł do ręki. Ja mam niezłą pracę, do tej pory
zapewniałam sobie zupełnie przyzwoity standard życia. Nie uważam, że
pieniądze są najważniejsze w życiu, ale jednocześnie nie da się przeciez bez
nich żyć. Są dla mnie środkiem do realizacji celów. On mówi, ze tylko na
pieniądze patrzę, ze nie będzie się wykańczał ani uczestniczył w żadnym
wyścigu szczurów, ma taką konstrukcję psychiczną i koniec. Poza tym ciągle mi
mówi jakim to jest kiepskim specjalistą w swoim zawodzie i że nic nie
umie...Przed podjęciem decyzji o wspólnym zamieszkaniu deklarował zupełnie co
innego. Dla mnie jest to kompletny brak ambicji zarówno zawodowych i
życiowych. Poza tym jego obecna postawa zupełnie nie pasuje do mojego
wizerunku mężczyzny.
Z jednej strony uważam, ze najlepiej jeśli się rozstaniemy, a z drugiej zdaję
sobie sprawę, ze już nie mam 18 lat i bardzo możliwe, ze resztę życia spędzę
sama. Zastanawiam się co w tej konkretnej sytuacji jest lepsze.... Miałyście
podobne dylematy...? Co na ten temat uważacie?
    • pink.freud Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 23.01.07, 12:37
      Jeśli nie pasuje Ci do Twojego wizerunku mężczyzny i obniży Ci się standard życia to się nie zastanawiaj. Zasłużyłaś na lepszego.
    • brak.polskich.liter Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 23.01.07, 13:42
      A ma ten gosciu jakiekolwiek zalety? W koncu jestes z nim od 3 lat, rozumiem,
      ze wygodnickie szydlo wyszlo z wora dopiero, jak zamieszkaliscie razem, ale
      oprocz wad koles moze miec zalety (np. byc swietny w lozku). Nie rozumiem
      tylko, po cholere w dalszym ciagu z nim mieszkac. Facet moze byc OK na pare
      relaksujacych spotkan w tygodniu, a na partnera zyciowego kompletnie sie nie
      nadawac. Zalezy, o co Ci chodzi.
      Dla mnie osobiscie wygodnictwo i bez ambicji to bylby zestaw wad skreslajacy
      na "dzien dobry", no, ale co kto lubi.
      Moja rada - albo traktuj (o ile potrafisz) obecny uklad lekko, na zasadzie "z
      braku laku", albo - co chyba lepsze - podziekuj temu panu za wspolnie spedzony
      czas i odplyn. Nie, nie masz gwarancji, ze spotkasz kogos fajnego i sensownego,
      kogo pokochasz z wzajemnoscia itp. Ale przynajmniej nie bedziesz sobie psula
      krwi tkwiac w syfiastym ukladzie z kims, kto Ci tylko robi gorzej.
      Pieniadze, owszem, sa wazne. I nie chodzi o jakies przesadne bogacenie sie ani
      o wyscig szczurow. Zycie w poczuciu ciaglego braku kasy jest, delikatnie
      mowiac, malo komfortowe. Fajne i aktywne spedzanie czasu - podroze, sport,
      zakup ksiazki, wyjscie do teatru, obiad w knajpie - wymaga kasy, moze nie
      horrendalnej, ale zawsze. A Ty nie masz obowiazku wiecznie dokladac do leniwego
      goscia, ktoremu tak jest dobrze i juz. A mieszkajac z nim chcac nie chcac
      dokladac bedziesz.
    • alexxa6 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 23.01.07, 14:33
      bycie z kimś tylko dla "wygody" i ze strachu że może nie trafi się ktoś lepszy
      jest zwykłym asekuranctwem.
      Po co Ci taka niedojda?im głębiej w las tym więcej drzew ,czyli im dalej i
      dłużej tym Twoje niezadowolenie będzie rosło.Szkoda czasu tracić i wpędzać się
      w lata w towrzastwie lenia ,nieudacznika i wygodnisia.Jesteś jeszcze młodą
      kobietą,po co skazywać się na bylejakość skoro Cię ona mierzi?


      vanilla-cafe.net/
      • brak-chmur Re: Bywają dużo większe wady u facetów....:) 23.01.07, 16:04
        ...brak ambicji jest jeszcze do strawienia, zwłaszcza, że ambicję można
        umiejętnie rozwijać, chociażby stosując metodę pozytywnego wzmaocnienia:)
        Z moich doświadczeń wynika , że najgorszy rodzaj faceta to leń i /lub kłamca.
      • pink.freud Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 23.01.07, 16:19
        Słuchaj dobrych rad. Facet jednak trochę przegina z lenistwem jeśli zadowala się 35latką. Spokojnie mógłby mieć z 10 lat młodszą ale pewnie byłaby zbyt wymagająca.
        • brak-chmur Re: Do Pink:) 23.01.07, 16:28
          Moim zdaniem byłaby dużo bardziej leniwa;)
          • pink.freud Re: Do Pink:) 23.01.07, 16:32
            Zawsze można sobie wybrać mądrze:)
            • brak-chmur Re: Do Pink:) 23.01.07, 16:35
              Czyli ideał?
              Młoda, piękna, pracowita ....no i oczywiście głucha ,ślepa i niemowa:)))
    • alfika Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 23.01.07, 16:44
      jasne, lepiej związać się z nim na całe życie i truć przez kilkadziesiąt lat o
      pieniadzach i przewadze Twojego podejścia, niż posłuchać serca - idać życiu
      szansę na nauczenie Cię czegoś...
      • wiarusik Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 30.01.07, 01:12
        A Ty kiedy posłuchasz serca i pójdziesz ze mną w tango?;)
    • eclectric Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 23.01.07, 21:45
      Z tego co piszesz wygląda że on to (zmianę pracy) zrobił bardziej pod Twoim
      wpływem niż z przekonania. Na dłuższą metę nikt nie będzie zadowolony w takim
      układzie...
      Ja tam akurat uważam że w takich sprawach jak podejście do pieniędzy, rozwoku
      lepieć być podobnym do siebie. Albo inaczej: priorytety miec ustawione mniej
      więcej w tej samej kolejności :)
    • remedium3 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 23.01.07, 21:57
      Wasz związek w zalążku jest podobny do mojego , - przeczytaj " mam meża trutnia"
      Wszystko było oki , znaliśmy się aż 2,5 przed ślubem.
      Facet bez ambicji dla kobiety z ambicjami - to zmora .
      Nie licz na to , że twoja miłośc odnieni wszystko.
      TO jest gorzej jak życie z alkoholikiem/ nie słyszałam o leczeniu braku
      ambicji/.
      Bedziesz walczyć całe zycie , żeby żyć na jakimś poziomie a on , nic nie
      robiąc , bedzie uważał ,ze sam na to pracuje.
      Uciekaj póki czas!!!!
      Uwierz mi znajdziesz wkrótce świetnego , odpowiedniego dla siebie mężczyznę.
      • moana6 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 24.01.07, 09:05
        Przeczytałam, dzięki. Właśnie tego się boję, że będę całe życie walczyć z
        wiartakami i wpadać we frustrację z tego powodu. Chyba zbliżam się do podjęcia
        decyzji, żeby mi tylko starczyło siły...
    • lady_bee1 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 23.01.07, 22:12
      A ja Ci radze, wiej jak najszybciej. Napisalas, ze niedawno zamieszkaliscie
      razem i teraz zaczelo sie prawdziwe zycie, ktore powinno byc w miare przyjemne
      dla obojga. Nie wiem, czy planujecie posiadanie dzieci? Jesli tak, to nie ma to
      jak facet, ktory stara sie myslec o rodzinie, jej potrzebach - o tym, aby jego
      dzieci mialy lepszy start. Niestety do tego wszystkiego potrzebne sa pieniadze.
      Wiem, ze z czasem stracisz do niego szacunek, bo szczerze mowiac (zaraz zostane
      posadzona o jakis damski szowinizm i znienawidzona przez wszystkie kobiety)
      idealnym jest uklad, w ktorym albo partnerzy zarabiaja podobnie, albo on
      zarabia wiecej. Gdy proporcje sa zachwiane i Ty bedziesz ta bardziej
      rozwinieta finansowo strona stracisz dla niego szacunek. Prawdopodobie jego
      niechec do starania sie o lepsza prace i lepsze zarobki wynika z tego, ze
      najzwyczajniej w swiecie boi sie konkurencji. Moze ma jakis kompleks nizszosci
      i nie chce okazac sie przegranym w tym wyscigu szczurow. Z drugiej strony skoro
      ma dobry zawod i mozliwosci uzyskania dobrej pray, to po co ten zawod zdobywal?
      Mogl zostac mieszaczem betonu i bezstresowo przeszedlby okres edukacji. Nie
      mecz sie i albo z nim pogadac i zaznacz, ze taki uklad Ci nie odpowiada, bo
      masz inny plan na zycie, albo pakuj sie i wyprowadzaj. 35 lat to nie starosc, w
      tym wieku zaczyna sie zycie.
      • moana6 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 24.01.07, 08:46
        Dokładnie tak jest jak piszesz. Czuję, ze tracę do niego szacunek, że przestje
        być dla mnie mężczyzną. I też widzę, ze ma jakieś chorobliwe wręcz poczucie
        mniejszej wartości, które każe mu się ustawiać z boku, poza wszelką
        konkurencją. Coraz częściej postrzegam go jako ofiarę a nie faceta, który ze
        swej natury powinien wg mnie starać się zapewnić coś rodzinie/związkowi. A to
        przecież nie rokuje dobrze...
    • 444a Na pewno drań, łobuz i do tego impotent 24.01.07, 00:03
      A czego się spodziewasz po wypowiedziach ludzi, jak od razu przedstawiasz faceta
      w złym świetle?

      Chyba jakieś zalety posiada? Jakie?

      Może woli rozwój osobisty? Co uznajesz za "ambicje"? - bo mam wrażenie, że
      równasz to do "życia w stresie i zarabiania peiniędzy". Nie chcę świata gdzie
      każdy będzie "robił karierę" oraz "walczył o realizowanie swoich ambicji" -
      zawał serca i tak jest już popularny.

      Czy problemem jest to, że nie chce być według twojego pomysłu? Że nie zalezy mu
      na wycieńczajacej pracy? Że woli pracę gdzie dobrze się czuje?
      Czy jego praca źle wpływa na twoje życie - poza tym, że psuje ci humor?

      • remedium3 Re: Na pewno drań, łobuz i do tego impotent 24.01.07, 01:33
        444 - to są jej odczucia . Jezeli kobieta porusza problem na forum , to jest
        jej ból i to co chce z siebie wyrzucic na anonimowym forum- jest to forma
        psychoterapii. Jak według ciebie zraniona kobieta ma przedstzawiac faceta?
        który rani jej uczucia?
        Wyraznie napisała co jest problemem w zwiazku!

        Pytania , które zadałes są do jej parnera! Przy okazji spytaj , dlaczego
        zwiazał sie z kobietą , która chce cos więcej osiagnac niz przeciętna
        beznadzieja.
        Zwróc rówiez uwagę , że to nie on ma problem - tylko ONA!!~!
        on na bank ma luzik, więc niech zobaczy i pozna to z autopssji wiąząc się z
        bezmyslną - a najlepiej , zeby przy okazji zrobij jej 12- ciro dzieci !


      • moana6 Re: Na pewno drań, łobuz i do tego impotent 24.01.07, 09:01
        Zupełnie niewłaściwe wrażenie odniosłaś. Nie interesuje mnie zarabianie
        pieniedzy dla nich samych ani bezmyślny pęd w górę po kolejnych szczeblach
        stanowisk. Ja w swojej pracy coś osiągnęłam, jestem w konkretnej dziedzinie
        kimś a jednocześnie zawsze bardzo zwracałam uwagę na to, aby zachować właściwe
        proporcje pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. I udało mi się to. Pieniądze
        są dla mnie środkiem do realizacji celów, pragnień, miłego spędzenia czasu oraz
        stworzeniem sobie pewnego poczucia bezpieczeństwa. Nie chcę wegetować od
        jednego dnia do drugiego. Tak, jak ktoś wyżej napisał - chcę podróżować, wyjść
        do restauracji, kupić książkę, iść do teatru, kupić coś dobrego do jedzenia,
        ubrać się itd. Na to potrzeba pieniędzy. Mniejszych lub większych, ale
        potrzeba. Oczywiście można żyć bez żadnego celu, potrzeb, planów, pragnień, ale
        dla mnie to nie życie tylko totalny marazm i beznadzieja... Problemem jest to,
        ze partner przedtem deklarował, ze chce tego samego a teraz prezentuje zupełnie
        inną postawę. A ja się w tym źle czuję.
        • pink.freud Re: Na pewno drań, łobuz i do tego impotent 24.01.07, 09:47
          Nigdy nie zrozumiem kobiecej logiki:)
          Przecież to Ty jesteś bez ambicji. Pracujesz na jakimś podrzędnym stanowisku i nie jesteś w stanie nawet zarobić na 2 osoby, nie mówiąc o tym, gdyby rodzina miała się powiększyć.
          Podobno mamy równouprawnienie. Ciekawe co byś napisała, gdyby to facet skarzył się na forum, że kobieta nie ma odpowiedniej psychiki i nie przynosi do domu więcej kasy a on nie chce dzielić się z nią własną. Do tego jeszcze uważa, że odniósł niewiadomo jaki sukces, bo jest w stanie zarobić na bardzo przeciętne życie dla 1 osoby.
          Zamiast narzekać weź się lepiej do pracy.
    • karolina5011 dylemat "zrujnowal mi zycie" 24.01.07, 09:55
      Tak jak w temacie. Nie jestem moze tu wzorem do udzielania rad bo sama nie
      umialam sie zdecydowac.Jednak chce Ci napisac, ze przez podjecie niewlasciwej
      decyzji teraz sie mecze.
      Z gory bylo wiadomo, ze moj partner jest osoba nieambitna, bedaca na utrzymaniu
      rodzicow, ktorym to zupelnie nie przeszkadzalo. Owszem pracowal ale za nedzne
      pieniadze, bo dla niego tak bylo wygodnie. Jak to sie mowi : jaka praca taka
      placa. Ja wciaz lubialam nowe wyzwania, kursy, szkolenia (jestem wyksztalcona,
      szanowana osoba) a on wolal wegetowac. Po 3 latach zwiazku, za namowa naszych
      rodzicow postanowilismy sie pobrac. Mialobyc swietnie, idealnie prawie. Po
      slubie zrobilo sie tragicznie. On wogole przyjal postawe obojetna, robil co
      chcial a ja pracowalam jak mrowka, zeby nam niczego nie brakowalo. Ciagle mi
      wmawial, ze ma pecha do pracy, pecha w zyciu a czesto tez slyszlam, ze to ja
      przynosze mu peche. Itd. Obecnie od 4 lat nie pracuje, twierdzi, ze nie musi bo
      nie bedzie pracowal za 1.000 zl. Jemu sie nie oplaca a mi sie oplaca za 100 zl
      siedziec w pracy do godz. 20 zeby zlapac nadgodziny. Itd. No nie wazne. Dlugo
      by pisac, gdzies popelnilam napewno i ja blad, bo balam sie, ze bede sama, nie
      znajde nikogo , zostane stara panna. Dzis wiele bym dala, zeby byc stara panna,
      niz miec taka kule u nogi.
      Dlatego zastanow sie dobrze. To Twoja decyzja, ktora zawazy na Twojej
      przyszlosci. Bardzo zaluje, ze nie umialam wowczas podjac trafnej decyzji, ze
      nie potrafilam sie wycofac, ciagle rodzice mowili, ze bedzie lepiej. A dzis
      rodzice mi wytykaja, ce znalazlam sobie nieroba i nie mam spokoju.
      I mam tez po 30 i nie licze na cud. Wiem, ze kazda decyzja jaka teraz powinna
      podjac bedzie dla mnie trudniejsza....... Jednak mam nadzieje, ze kiedys uda mi
      sie uwolnic od tej pomylki jaka w zyciu zrobilam.
      • pink.freud Re: dylemat "zrujnowal mi zycie" 24.01.07, 10:03
        Masz ten sam problem co autorka wątku. Tylko Ci się wydaje, że jesteś szanowana. Szacunek przekłada się na odpowiednie pieniądze.
        • karolina5011 Re: dylemat "zrujnowal mi zycie" 24.01.07, 10:30
          pink.freud napisał:

          > > . Szacunek przekłada się na odpowiednie pieniądze.
          __________________________________-
          Na jakie pieniadze?? Tego nie rozumiem o czym piszesz. Nie zalezy mi na
          pieniadzach ale na odpowiedzialnosci, pewnych ludzkich zasadach, partnerstwie.
          Skoro ja moge wstawac o 6, pracowal caly dzien i miec jakies dochody,
          satysfakcje, dawac cos z siebie to czemu druga osoba tego nie moze. Tego nie
          rozumiem. Moj maz wogole nie rozumie w czym ja mam problem. Dodatkowo
          zastanawia mnie sytuacja za 10 - 20 lat jaka przyszlosc dla siebie widzi osoba
          ktora nie ma pracy chociazby za 1000 zl. No nic to moj problem, chcialam tylko
          dac autorce watku do zrozumienia, ze to wazna decyzja. Uczuciem zyc sie nie da.
          Problem bedzie nawarstwial az wybuchnie. Kazdy z nas ma leki co dalej. Czy
          bedzie lepiej czy gorzej. Czy brac to co los nam daje czy czekac na cos
          wyjatkowego. Jednak to sa watpliwosci na ktore nie znajdziemy odpowiedzi.
          Autorka wydaje sie byc silna osoba i mysle, ze podejmie trafna decyzje. Dziwi
          mnie ten stereotyp np. stara panna, jedyna szansa, wyjscie ostateczne. Nie
          mozna tak myslec i przesadzac z gory, moze akurat bedzie inaczej. Zycze napewno
          powodzenia autorce bo to trudny dylemat.
          • pink.freud Re: dylemat "zrujnowal mi zycie" 24.01.07, 10:49
            Kobiety często mylą prace z rozrywką. Lubią się uczyć, chodzić na kursy, do "pracy" w biurze, dlatego, że lubią się spotykać i plotkować. Zastępuje im to dawniejsze chodzenie na bazar czy do magla. W rzeczywistości jednak to wykształcenie czy praca jest niewiele warta i tak jest opłacana. Trudno więc mówić o szacunku dla kiepsko opłacanej osoby. Przeciętny, wykwalifikowany robotnik budowlany zarabia minimum 4000zł na rękę, wylewacz asfaltu 6000zł. To uczciwa, ciężka robota i jest odpowiednio doceniona.
            Zanim zaczniesz się dziwić stereotypom spróbuj najpierw życia starej panny;)
            • karolina5011 Re: dylemat "zrujnowal mi zycie" 24.01.07, 11:53
              pink.freud napisał:
              > Zanim zaczniesz się dziwić stereotypom spróbuj najpierw życia starej panny;)

              ______________

              Na sprobowanie zycia starej panny juz za pozno:). Jednak przede mna duza
              perspektywa sprobowania zycia ale rozwodki. Nie wiem czy to nie ten sam wozek
              albo jeszcze gorszy:(

              • moana6 Re: dylemat "zrujnowal mi zycie" 24.01.07, 13:01
                W moim przypadku zupełnie nie chodzi o samo w sobie pozostawanie starą panną
                tzn. o ewentualny dyskomfort związany z takim a nie innym stanem cywilnym bo
                takowego nie odczuwam, ale o ten lęk co do przyszłości. Gdy wyobrażam sobie że
                za ileś tam lat zabraknie rodziców, ja zostanę sama bez dzieci, partnera,
                rodzeństwa to ogarnia mnie ta niemożnośc podjęcia decyzji, o której już
                pisałam. Wtedy gdy o tym nie myślę, to wydaje mi się, że zbliżam się do
                podjęcia decyzji o odejściu i tak w kółko :( Mam nadzieję, że uda mi się
                przerwać to błędne koło.
                • karolina5011 Re: dylemat "zrujnowal mi zycie" 24.01.07, 13:27
                  moana6 napisała:

                  > W moim przypadku zupełnie nie chodzi o samo w sobie pozostawanie starą panną
                  > tzn. o ewentualny dyskomfort związany z takim a nie innym stanem cywilnym bo
                  > takowego nie odczuwam, ale o ten lęk co do przyszłości. Gdy wyobrażam sobie
                  że
                  > za ileś tam lat zabraknie rodziców, ja zostanę sama bez dzieci, partnera,
                  > rodzeństwa to ogarnia mnie ta niemożnośc podjęcia decyzji, o której już
                  > pisałam. Wtedy gdy o tym nie myślę, to wydaje mi się, że zbliżam się do
                  > podjęcia decyzji o odejściu i tak w kółko :( Mam nadzieję, że uda mi się
                  > przerwać to błędne koło.
                  _______--

                  Rozumiem Cie kazdy chce miec kogos z kim bedzie mogl rozmawiac, podejmowac
                  decyzje, dzielic sie wszystkim itd. Dziecko jest bardzo waznym wydarzeniem w
                  zyciu rodzicow i tak naprawde ono powoduje, ze zycie mimo trudow staje sie
                  latwiejsze. Takze chociazby dlatego warto byc z kims, zeby to kiedys
                  zaowocowalo taka wlasnie mala istota. Jednak co dalej.. Albo tkwi sie w zwiazku
                  albo czeka na cud:) Ja pisalam o sobie z perspektywy czasu co bym zrobila.
                  Mysle, ze Ty masz jeszcze jakies wyjscie, szanse na poznanie kogos - sama wiesz
                  najlepiej i potrafisz to ocenic. Choc zawsze mozna spasc jak to mowia: z
                  deszczu pod rynne. Trudne decyzje przed Toba ale chociaz wiesz, ze nie tylko Ty
                  masz takie dylematy ale to tez nie pocieszenie. Napewno trzeba zrobic
                  podsumowanie za i przeciw, moze rozmowa z kims Ci bliskim. Ja nie moge sobie
                  wybaczyc ze bylam tak malo asertywna, ze widzac co mnie czeka zdecydowalam sie
                  na ten krok malzenstwa. To bardzo mnie meczy i czesto doprowadza do tz. dolka.
                  I teraz w sumie to nie wiem co dalej... czy powinnam byc sama czy czekac na cud.
              • tapatik Re: dylemat "zrujnowal mi zycie" 31.01.07, 08:00
                karolina5011 napisała:

                > Na sprobowanie zycia starej panny juz za pozno:). Jednak przede mna duza
                > perspektywa sprobowania zycia ale rozwodki. Nie wiem czy to nie ten sam wozek
                > albo jeszcze gorszy:(

                Karolinko, z Pinkiem nie warto dyskutować - swoimi wypowiedziami nie pomaga
                rozmówcom, a jedynie dołuje ich.

                Natomiast odnośnie Twojej sytuacji to masz do wyboru być rozwódką albo mężatką
                utrzymującą męża. Musisz dokonać wyboru, co jest dla Ciebie lepsze. Może być
                tak, że nawet samotność będzie lepsza od obecnego szarpania się. Poza tym
                nigdzie nie jest powiedziane, że nie znajdziesz sobie kogoś w przyszłości, kto
                myśli podobnie.
                Słyszałem kiedyś taką historyjkę: przed saloonem siedział facet z psem. Pies co
                jakiś czas podnosił łeb i wył. Ktoś zapytał się faceta:
                - Dlaczego Twój pies tak wyje?
                - Siedzi na gwoździu.
                - To dlaczego się nie podniesie?
                - Widocznie gwóźdź nie przeszkadza mu aż tak bardzo.
                Gwóźdź na którym siedzisz będzie Cię uwierał coraz bardziej, ale to Ty musisz
                podjąć decyzję, czy chcesz dalej na nim siedzieć.
      • moana6 Re: dylemat "zrujnowal mi zycie" 24.01.07, 10:39
        Dzięki. Właśnie wypowiedzi dziewczyn, które tkwiły/tkwią w podobnym układzie są
        dla mnie cenne niezależnie od decyzji jaką podjęły. Ta niezdolnośc do podjęcia
        decyzji jest dla mnie najgorsza. Rozumowo wiem, ze powinnam go zostawić, ale
        gdy schodzę na poziom emocji i widzę siebie samą przez resztę życia nachodzą
        mnie wątpliwości...Tak, wiem, że to tchórzostwo oraz że w życiu jeszcze
        wszystko sie może zdarzyć. Mam nadzieję, ze takie wypowiedzi jak Twoja i
        innych pomogą mi jednak dojrzeć do rozstania. Pzdr
        • karolina5011 Re: dylemat "zrujnowal mi zycie" 24.01.07, 11:27
          ...Tak, wiem, że to tchórzostwo oraz że w życiu jeszcze
          > wszystko sie może zdarzyć.
          ______-
          Dobrze to ujelas:) TCHORZOSTWO. Tylko przez takie wlasnie problemy duzo nas
          tkwi w takich zwiazkach, bez przyszlosci i bez sensu. Ty mozesz sie jeszcze
          uratowac i miec spokoj ale z drugiej strony rozumiem Cie i obawe o przyszlosc.
          Zycze powodzenia i trafnej decyzji. A co to samotnosci to mozna byc nie tylko
          samotna z wyboru ale i w zwiazku.:) To wlasnie uroki zycia.
    • aniaczarna7 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 24.01.07, 10:46
      Wesoło bo myślałam ze tylko ja ma tzw trutnia. Mam 34 lata niezłą pracę a mój
      ukochany ceni sobie bardziej wolny czas i święty spokój niż pieniądze. Do pracy
      nie pójdzie bo nikt mu nie będzie mówił co ma robić a na własny biznes nie ma
      funduszy. Miezkamy u mnie ja płacę świadczenia , on co zarobi przeznacza na
      swoje kredyty - samochód laptop itd. Coraz bardziej mnie to wkurza a wręcz
      czasami dołuje. Chciała bym założyć rodzine ale to jest dla mnie jedyna
      przeszkoda - a nie wierzę że ktoś zmieni swoje poglądy. Czy taki związek ma
      sznse prztrwać gdy rozmijamy się w istatnych co by nie było kwestiach?
      • moore0803 czyli nie jestem sama... 24.01.07, 11:01
        aniaczarna7 napisała:

        > Wesoło bo myślałam ze tylko ja ma tzw trutnia. Mam 34 lata niezłą pracę a mój
        > ukochany ceni sobie bardziej wolny czas i święty spokój niż pieniądze. Do
        pracy
        >
        > nie pójdzie bo nikt mu nie będzie mówił co ma robić a na własny biznes nie ma
        > funduszy. Miezkamy u mnie ja płacę świadczenia , on co zarobi przeznacza na
        > swoje kredyty - samochód laptop itd. Coraz bardziej mnie to wkurza a wręcz
        > czasami dołuje. Chciała bym założyć rodzine ale to jest dla mnie jedyna
        > przeszkoda - a nie wierzę że ktoś zmieni swoje poglądy. Czy taki związek ma
        > sznse prztrwać gdy rozmijamy się w istatnych co by nie było kwestiach?

        u mnie jeszcze ciekawiej, ponieważ to ja momentami spłacam niektóre kredyty
        (wzięłam je na siebie, mój luby teoretycznie prowadzi działalność, chociaż nie
        jest zarejestrowany, nie płaci ubezpieczenia, nie rozlicza podatków, nie wysyła
        deklaracji - załamka... przestałam w to wnikać żeby się nie denerwować).
        Oczywiście jego potrzeby są zawsze ważne (jego auto naprawione, moje rozpada
        się coraz bardziej na każdym skrzyżowaniu, jego rachunki za komórkę ważne -
        domowe za światło mogą czekać itp). Wszystkie moje pieniądze (a nie jest ich
        mało) idą na świadczenia, rachunki, kredyty, długi (jest ich dużo i w zasadzie
        nie są moje, chociaż oficjalnie na mnie; cóż za głupotę trzeba płacić ...).
        Jego nie wiem na co idą, fakt czasami robi zakupy, ogólnie jak ma kasę to
        nikomu i na nic nie żałuje, choć w związku z tym długo jej raczej nie ma.
        Dodam, że mam spore już dziecko, więc tym bardziej wkurza mnie brak możliwości
        odkładania niewielkich nawet kwot w celu zabezpieczenia na przyszłość, czy
        choćby wakacje kolonie itp.
        ogólnie rzecz biorąc sama się wsadziłam na minę, i jak boga kocham nie wiem jak
        z tego wybrnąć...

        • aniaczarna7 Re: czyli nie jestem sama... 24.01.07, 12:21
          Czy ma nie mamy przypadkiem klonów albo bliźniaków? Mój facet jest wiecznie
          roztargniony czegoś zapomni niedopatrzy i potem ma problemy np wypowiedzieli mu
          kredyt. Niby ma dobre chęci ale ... Ja nie ma dziecka a bym chciała i uważam ze
          facet który nie jset w stanie utrzymać domu nie zapewna mi poczucia
          bezpieczeństwa dlatego to odkładam a czas leci. Pomyśl może ze to co dajesz
          jemu zabiersz dziecku? Niech nikt nie oskarża mnie o materializm bo dla mnie to
          kwestia pewnej odpowiedzialności i dorosłości którj naszym facetom chyba
          brakuje?
          • moana6 Re: czyli nie jestem sama... 24.01.07, 12:41
            Mój też jest wiecznie roztargniony i niezorganizowany. A gdy czasem chcę
            zaapalować do jego poczucia męskości i mówię, że przeciez to mężczyzna powinien
            starać się zapewnić bezpieczeństwo, stabilnośc to wiecie co odpowiada...? Że
            teraz już nie są takie czasy, że to mężczyzna musi wszystko... Ręce opadają.
          • moore0803 Re: czyli nie jestem sama... 24.01.07, 14:01
            no więc chyba właśnie masz w domu dziecko:) tyle że dorosłe:) w takim układzie,
            wychodzi na to że ja mam dwójkę:)
            moim zdaniem w takiej sytuacji największym problemem jest to, że przecież
            jesteśmy razem i mamy wspólne sprawy, więc nie da rady po prostu zostawić go
            samego sobie z jego problemami, coby poczuł jednak bat nad głową i nauczył się
            odpowiedzialności i samoorganizacji, ponieważ takie sprawy w zasadzie są nasze,
            i może to się skończyć katastrofą dla całej rodziny...
            ja już prosiłam, błagałam, kupiłam kalendarz książkowy żeby zachęcić do
            planowania, spisywałam na kartce rzeczy do zrobienia, wysyłałam smsy i maile
            przypominające w ciągu dnia, wszystko na nic. Robi wyłącznie to, co akurat
            sobie przypomni i na co ma ochotę.
            • klaustro_fobia Re: czyli nie jestem sama... 24.01.07, 16:00
              no i ja witam w gronie:(
              tez mam trutnia tyle ze młodego, sama tez mam 25 lat, mimo swojego mlodego
              wieku zarabiam ponad 1o razy wiecej, eh...drobiazg, nie? no bo jak ktos ma
              dochody rzedu 300 zl, nie trudno zarabiać wiecej...po waszych postach zwątpilam
              jeszcze bardziej, to sie chyba nigdy nie zmieni...:( poki co nie mieszkamy
              razem bo ja jestem twarda i wyraznie dalam mu do zrozumienia ze ja nie wezme na
              siebie utrzymania nas dwoje, nie mamy mieszkania w gre wchodzi wynajem na
              poczatek.
              ale ja widze ze to nie o to chodzi czy go zmusze do jakiejs pracy
              on jest z tego gatunku ludzi o których wy moje drogie panie piszecie...
              eh...co za los
              • tapatik Re: czyli nie jestem sama... 31.01.07, 07:42
                klaustro_fobia napisała:

                > [...] to sie chyba nigdy nie zmieni...:(
                -----

                Chyba????

                Twój facet NA PEWNO się nie zmieni.
    • krziska Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 24.01.07, 13:20
      wiec szukaj szczura i nie zwodz faceta. tylko wyjasnij mu uczciwie, ze nie
      chcesz byc z nie-szczurem, zeby nie bral tego do siebie. rozne sa systemy wartosci.
      • moore0803 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 24.01.07, 13:55
        krziska napisał:

        > wiec szukaj szczura i nie zwodz faceta. tylko wyjasnij mu uczciwie, ze nie
        > chcesz byc z nie-szczurem, zeby nie bral tego do siebie. rozne sa systemy
        warto
        > sci.

        nie mieszaj do tego systemów wartości; tu chodzi o to, że fajnie byłoby żyć ze
        świadomością, że mam potocznie rzecz ujmując co do gara włożyć, oraz że mogę
        naprawdę liczyć na człowieka z którym mieszkam, i że tenże człowiek będzie
        również poczuwał się do odpowiedzialności za nasz wspólny dom i dalsze życie.
        • nepomucenka Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 24.01.07, 15:29
          zdecydowanie lepsza samotność.poza tym nie masz gwarancji , że rzeczywiście
          będziesz samotna.ja jestem od roku, po dwudziestu latach życia właśnie z takim
          facetem. mogę tylko powiedzieć , żę jesli taki jest to go nie zmienisz a
          różnice będą się pogłebiać aż i tak w końcu tego nie wytrzymasz tylko że
          najpierw pocierpisz.
          • aniaczarna7 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 24.01.07, 22:08
            Moje drogie ale taki facet jest bardzo przebiegły - gra na twoich uczuciach -
            przynajmniej mój. Jak już sie zdarzyła sytuacja podbramkowa i była rozmowa o
            rozstaniu bo nie pasujemy bo jedno drugie meczy- facet zmienia się nie do
            pozninia- slodzutki milutki wracam z pracy obiadek podszykowany, odkurzacz go
            nawet nie ugryzł. Wspieram go więc dalej niech coś zrobi, ale jak długo to moze
            trwać? Do roboty to on i moze by poszedł ale po co ?ten tysiąc zarobi to mu sie
            nie chce a ja tu kombinuje może na weekend dodatkowa robote?
            • klaustro_fobia Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 25.01.07, 09:34
              dokładnie tak!
              moj to nawet bez mruknięcia okiem gotuje, sprząta, wozi mnie, rozpieszcza, po
              stopkach całuje, tylko jest jedno ALE nie pracuje i cały obowiązek zarabiania
              spada na mnie, a to ja wolałabym gotować, ze ściereczeką chodzić i czekac na
              niego z gorącym obiadem a nie zabijac sie w pracy i tez mysleć tylko o
              dodtakowych fuchach zeby było na wyjście...z drugiej strony zawsze dostaje od
              niego drobne prezenty, zaprasza mnie do resteuracji, kupuje lody gdy tylko mam
              ochote, ksiązki, płyty...sama nie wiem skąd na to ma kasę, nie wnikam w to.w
              kazdym razie nie pracuje i nie stać go na wynajem mieszkanie czyli nie jest w
              stanie utrzymać rodziny ...
            • remedium3 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 25.01.07, 22:42
              tak własnie mój truteń przez lata mnie usidlił!
              Truten dobrze wie, że gdyby był zły , niegrzeczny ,, to niemógłby istnieć!
              On żyje jak u Pana Boga za piecem dlatego gra na uczuciach.
              Kiedy zrobie awanturę nawet odkurzy mieszkanie , potrafi równiez ugotować i
              jeszce wie jaki guzik przycisnąć zebym miała orgazm.
      • tapatik Re: Do oceny... 29.01.07, 14:57
        Niektórzy twierdzą, że przeciwieństwa się przyciągają, ale cosik mi się zdaje,
        że tylko mając podobne podejście do pewnych spraw można założyć szczęśliwy
        związek i dotyczy to nie tylko sposobu zarabiania pieniędzy.
    • hsirk a jak u niego ze sworzniem? 25.01.07, 10:10
    • solaris_38 myslę że warto kochac 25.01.07, 11:30
      jeśli nie kochasz faceta i czujesz że nie potrafisz sie na tą miłość dla niego
      otworzyć
      to pewnie nie warto
      bo czasem szukamy nie miłości ale dobrego bezpiecznego układu wsparcia pomocy
      inspiracji
      i to jest ok
      ale w takim układzie jesli nie kochasz a w układzie czujesz ze partner ma zbyt
      mizerny wkład to .. lepiej chyba powalczyć
      albo o miłości
      albo o układ który cie zadowoli

      kto nie ryzykuje ten nie ma

      kto czuje ze mógł mieć a nie walczył traci do siebie szacunek a obwinia
      ..świat partnera od którego nie odszedł itd


      • aniaczarna7 Re: myslę że warto kochac 25.01.07, 12:52
        To całowanie stópek to chyba jeden z objawów trutnia. Mój na lody mnie nie
        zaprasza bo nieraz to nawet 10zł nie ma . Jast jednak wspaniałomyślny, ze jak
        ma raty nie popłacone to zastawia moją biżuterię w lombardzie. Czy macie taki
        objaw że np głupio jest wam kupić sobie kolejne buty bo on w jednych chodzi a
        ja już 2 pary mam? Mamy długi bo jego kredyty nie popłacone a tu kolejne
        zakupy? Niby nie powinno mnie to interesować bo każdy za swoje zobowiązania
        odpowiada to jednak człowiek jakoś tak głupio się czuje. Nie raz już usłyszałam
        że damulką jestem i ludzie to za 800 zł żyją.
        • moana6 Re: myslę że warto kochac 25.01.07, 14:30
          Takiego objawu akurat nie mam. Ale ja też wiele razy słyszalam, że jestem
          księżniczką bo np. mam inny zegarek do biżuterii srebrnej a inny do złotej albo
          dwie torebki - czarną i brązową. Po co tyle? On w ogóle nie ma zegarka na rękę,
          korzysta z tego w komórce, a mnóstwo ludzi nie ma zegarków... A ja przecież
          codziennie idę do pracy gdzie musze jakoś wyglądać i nie widzę powodu żeby przy
          przyzwoitych zarobkach, po iluś latach pracy nie starac się o siebie zadbać.
        • klaustro_fobia Re: myslę że warto kochac 26.01.07, 09:11
          o fuck! chyba bym go nożem pocięła jakby ruszyl coś mojego, co prawda nie mam
          tak, że sobie nie kupię - co m-c wydaje ok. 500 zl na siebie, z tym, że jemu
          tez coś zawsze kupie...ale do jasnej cholery czy nie powinno być tak, że to on
          mi kupuje?? ale fakt pozwala sobie na komentarze ze ludzie mają 300, 400 zl na
          kasie w markecie i muszą zyć i lalki nie muszą mieć 9 torebek, i 7 par butów
          rocznie. tak, ale ja no to pracuje a wczesniej pilnie sie uczyłam, zeby teraz
          moc robic to co robie...moze i mialam troche szczescia ale dodtkowa kasa tez mi
          z nieba nie spada tylko na nią pracuje
          a on nie...:(
          narzekamy kobiety ale powiedzcie mi proszę jakie macie pomysł na takich
          meżczyzn? rozstanie?? ja juz probowalam 47 razy, za kazdym razem nie wychodzi,
          boje sie go, szantazuje mnie, ze sie powiesi itd. a wy? jak sobie radzicie?
          chcecie tkwic w takich chorych układach do konca zycia??
          • moana6 Re: myslę że warto kochac 26.01.07, 09:51
            Nie chcę tkwić w chorym układzie do końca życia i dlatego założyłam ten watek.
            Ale jednocześnie tkwi we mnie jakiś lęk przed samotnośią i to razem stanowi
            całośc problemu. Przed samotnością, a nie przed tym, że sobie sama nie poradzę
            z tym czy z tamtym. Tak jak piszesz - nie po to się kształciłam, podejmowałam
            trudne czasem wyzwania, nie bałam się życia żebym teraz delektowała się
            egzystencją na poziomie absolutnego minimum. Ty jesteś jeszcze bardzo młoda -
            na Twoim miejscu na pewno miałabym sto razy mniejsze obawy. Jesteś w tym wieku,
            kiedy ludzie wiąża się ze sobą. Ja już nie, choć czuję się i wyglądam bardzo
            młodo, nikt nie chce wierzyć że mam tyle lat ile mam. Ty możesz jeszcze poznać
            niejednego partnera i wybrać najodpowiedniejszego. Oczywiście wiem, ze wcale
            nie jest nierealne że ja się jeszcze z kimś zwiążę, ale to prawdopodobieńtwo
            jest mniejsze niż w Twoim przypadku. Jeśli nie zdecydujesz się teraz na
            radykalny krok, to za 10 czy 12 lat być możesz założysz taki sam watek jak ja
            teraz z tymi samymi co ja obawami. Ale wtedy będzie już trudniej i o podjęcie
            decyzji i o ułożenie sobie życia. Ja pomimo tego wszystkiego, z dnia na dzień
            coraz poważniej myślę o zakończeniu swojego związku. Po prostu czuję, ze jeśli
            nie dam życiu szansy to nic dobrego mnie nie spotka w istniejącym układzie.
            Muszę się w końcu tylko odważyć na ten krok.
            • klaustro_fobia Re: myslę że warto kochac 26.01.07, 10:46
              a co zrobisz gdy twoj facet nie bedzie chciał odejsc? nawet nie wyobrazasz
              sobie jakich argumentów potrafia uzyc, jak obiecywac poprawe, szantazowac, i
              uzywac wszelkich srodkow aby zostac z tobą, w efekcie, (po czasie) stwierdzam,
              ze tak zachowuja sie ludzie bez honoru, ale przepraszam o jakim honorze mowimy
              skoro facet nie potrafi zarobic sam na siebie tylko przysłowiowo "doi" swoją
              kobiete? pozwala sie utrzymywac i garsciami czerpie z jej pracy???jestem
              swiadoma tego ze, z tego związku nic juz nie bedzie...nie rozpaczam tak bardzo,
              staram sie docenic los za to ze spotkalam tego mezczyzne teraz w swoim zyciu a
              nie pozniej... a co do ciebie moana, w kazdym wieku mozna pozanc partnera na
              cale zycie, wiecej napisalam na priva :)
              • moana6 Re: myslę że warto kochac 26.01.07, 16:10
                Dzięki, dostałam i odpowiedzialam na priv.
                A co do kwestii honoru - ja dokładnie tak samo odbieram zachowania mojego
                faceta- jako brak honoru i brak wstydu dodatkowo. I to mnie dodatkowo
                zniechęca. Nie wiem jak on się nie wstydzi i przed sobą i przede mną korzystać
                z mojej pracy, z mojego wysiłku i nie poczuwać się do dawania własnego
                wkładu...zawsze mi się wydawało, że mężczyzna musi się źle czuć w takim
                układzie a okazuje się, że tkwiłam w błędzie...
    • taisy Re: Mądry facet! Co te pieniądze są warte! 25.01.07, 17:15
      Co można kupic sobie za pieniadze, aby poczuć się spełnionym? Utrata zdrowia
      nie jest warta żadnych pieniędzy.
      Pracując w stresujacej pracy człowiek o delikatnych strukturavh psychicznych
      wcześniej czy później się wykończy, a ty chyba emeryta schorowanego nie masz
      ochoty oglądać. Co z tego, ze bedziesz miała te 'cacka', w domu jak facet
      kopnie w kalendarz z powodu zawału serca.
      Streseująca praca i zawał to częste przypadki, powie ci to każdy lekarz.

      Co masz zrobić? Zostawić tego mądrego faceta, bo ktoś taki jak ty, go jedynie
      wykończa psychicznie, i tak wasz związek zbudowany jest na bardzo złych
      gruntach i wczesniej czy później rozleci się.

      Poszukaj sobie, jak to zwiesz 'ambitnego', który w zębach przyniesie ci te
      wszystkie 'cudeńka' świecidełka, przy okazji i inne cudeńka mniej przyjemne,
      tez poznasz i dopiero wtedy jak posmakujesz tzw, 'dobrobytu' az uszami ci się
      będzie to wylewało, to rozum przyjdzie ci sam do głowy.

      A on? Napewno i tak znajdzie kobietę, która doceni jego wartość pod innym
      kątem bardziej ludzkim i głębszym.
      • moore0803 Re: Mądry facet! Co te pieniądze są warte! 25.01.07, 19:13
        taisy napisała:

        > Co można kupic sobie za pieniadze, aby poczuć się spełnionym? Utrata zdrowia
        > nie jest warta żadnych pieniędzy.
        > Pracując w stresujacej pracy człowiek o delikatnych strukturavh psychicznych
        > wcześniej czy później się wykończy, a ty chyba emeryta schorowanego nie masz
        > ochoty oglądać. Co z tego, ze bedziesz miała te 'cacka', w domu jak facet
        > kopnie w kalendarz z powodu zawału serca.
        > Streseująca praca i zawał to częste przypadki, powie ci to każdy lekarz.
        >
        > Co masz zrobić? Zostawić tego mądrego faceta, bo ktoś taki jak ty, go jedynie
        > wykończa psychicznie, i tak wasz związek zbudowany jest na bardzo złych
        > gruntach i wczesniej czy później rozleci się.
        >
        > Poszukaj sobie, jak to zwiesz 'ambitnego', który w zębach przyniesie ci te
        > wszystkie 'cudeńka' świecidełka, przy okazji i inne cudeńka mniej przyjemne,
        > tez poznasz i dopiero wtedy jak posmakujesz tzw, 'dobrobytu' az uszami ci się
        > będzie to wylewało, to rozum przyjdzie ci sam do głowy.
        >
        > A on? Napewno i tak znajdzie kobietę, która doceni jego wartość pod innym
        > kątem bardziej ludzkim i głębszym.

        nie bardzo rozumiem, o jakich świecidełkach piszesz, autorka wątku jak na razie
        chciałaby bez stresu móc iść do kina i kupiś sobie książkę... no fakt, dobrobyt
        pełną gębą...
        nie chodzi o rzeczy materialne, chodzi o godne życie, w zamian za ciężką pracę.
        nie każdy potrafi żyć ideami i karmić rodzinę miłością.
        • taisy Re: Mądry facet! Co te pieniądze są warte! 25.01.07, 19:37
          A gdzie ona pisze o ksiazkach? Ona pisze, ze to nie ten ideal mezczyzny.
          Po prostu nie ma ochoty mu ekonomicznie pomagac, ani zapewne utrzymywac.I
          slusznie. Skoro tak, niech szuka innego. W czym problem? Ten facet sobie
          poradzi, ale "zmieniac" go na kogos innego kim nie jest, robic na sile
          ambitnego, wbrew jego checiom, nie ma sensu, bo i on ma swoje racje i prawa.
      • moana6 Re: Mądry facet! Co te pieniądze są warte! 26.01.07, 10:19
        Ja również nie rozumiem jakie to "świecidełka" masz na myśli.
        Ja oczekuję od partnera odpowiedzialności za stabilność i jakośc naszego
        wspólnego życia a nie ucieczki od przeciwności i zrzucania wszystkiego na mnie.
        Dla mojego partnera stresująca praca to taka, w której może rozwijać i
        pogłębiac swoją wiedzę, wyspecjalizowac się w wąskiej dziedzinie i być tam
        kimś, w której ma wypełniony czas obowiązkami i bardzo rzadko - zostać godzinę
        dłużej. Czy to takie potworne wyzwanie dla 35 letniego wykształconego
        mężczyzny??? To kto może pracować jak nie właśnie tacy jak on? Ale on woli nie
        uczyć się niczego, mieć obowiązki na 2-3 godziny dziennie, a resztę czasu
        spędzić w internecie. Taki układ go nie stresuje.
        Jakim przykładem dla ewentualnego dziecka może być ojciec, który ciągle siedzi
        i użala się nad sobą jak to on nic nie umie i wszyscy są od niego zawodowo
        lepsi???
        Poza tym chyba zupełnie nie zrozumiałaś problemu jaki poruszyłam w tym wątku.
        Tematem tej dyskusji są trochę filozoficzne dywagacje czy lepiej być kobiecie
        samej czy z nieambitnym i nieumiejącym ponosić współodpowiedzialności
        finansowej partnerem. Nikt tu nie pytał o to czy lepiej być z nieambitnym czy z
        ambitnym bo to jest oczywiste.
        • triss_merigold6 Re: Mądry facet! Co te pieniądze są warte! 26.01.07, 11:36
          Krótko: taki pan nadaje się do niezobowiązującego romansu ale nie na partnera
          życiowego i ojca dziecka.
      • krziska Re: Mądry facet! Co te pieniądze są warte! 26.01.07, 20:28
        przyłączam się do tego głosu. facet mówi bardzo mądrze, tylko te narzekające
        Panie (nie wnikam z jakich powodów) tego nie dostrzegają. to jest spór o
        podstawowe wartości życiowe, dlatego bardzo trudno tu o porozumienie. nie
        męczcie psychicznie faceta, tylko szukajcie ambitnego szczura.
        • slodkaminka a ile on zarabia pieniędzy? 26.01.07, 22:16
          bo ta kwota nie padła tu chyba?
    • bszalacha Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 27.01.07, 19:08
      To zależy,czego szukasz w związkach:jeżeli uwieszenia się na cudzych
      osiągnięciach,to nie możesz mieć faceta bez osiągnięć i ambicji.Jeżeli
      potrafisz sama o siebie zadbać i nie masz ciągot,żeby "wychowywać"swojego
      pertnera,nie będziesz miała problemu ze związkami/żadnymi,z kolezankami też/
    • maleme Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 28.01.07, 00:44
      zauważ, ze wszystkie kobiety mające podobne doświadczenie mówią jednym głosem,
      ja też się do nich przyłączam. Jestem starsza od Ciebie (42) i rozstanie nie
      było łatwe, też strasznie bałam się samotności. Teraz niewiem, czy kogoś jeszcze
      spotkam, ale jest mi o niebo lepiej. A przede wszystkim lżej. Nie obyło się bez
      psychoterapetki, bo mój strach przed samotnością naprawdę był paniczny, ale
      zapewniam: jest świetnie;)
      Przestałam m.in:
      - szukać mu pracy - bo tak się składało, że ja to robiłam skutecznie, on mniej
      - organizować mu dnia i pilnować, żeby czegoś nie zapomniał. To było proste, jak
      tylko uświadomiłam sobie, że nigdy nie zapomniał zajrzeć na ogame czy randki w
      necie (tak!!). Za to ciągłe i w końcu upokarzające prośby np o wspólne wyjście
      do teatru kwitował: zapomniałem
      - stresować się, ze jest niezadowolony z pracy, jaką mu znalazłam, choć nigdy
      przedtem więcej nie zarabiał
      - wysłuchiwać komentarzy typu "tyle czasu spędzasz w łazience, a efektów nie
      widać", "trzydziestka to ostatni dzwonek, żeby znaleźć porządnego faceta"
      - wozić jego córkę po marketach w poszukiwaniu roweru, a w nagrodę patrzeć, jak
      biegnie do kwiaciarni, zeby wrócić z jednym kwiatkiem (zgadnij, dla kogo?)
      - popadać w coraz większą frustrację, ze kolejny dzień/wieczór/ weekend spędzam
      sama, bo wspólne spędzanie czasu nie było jego priorytetem
      - wymyślać wspólne rozrywki, urlopy, na które nie miał ochoty itp
      - wysłuchiwać opowieści o jego idealnej mamusi
      - tolerować jego najlepszego kumpla o stylu życia i mentalności alfonsa
      - czekać bezskutecznie, kiedy przywiezie obiecany jogurt, (tylko to mogłam
      przełknąć rozłożona chorobą), żeby o północy usłyszeć: a gdzie miałem kupić?
      wszystko zamknięte o tej porze..
      Psychoterapia pomogła zrozumieć, jak to się stało, że w ogóle sie z nim
      związałam. I zmienić siebie ;)
      przepraszam, ze długie, ale pewnie było mi to potrzebne. Trzymam kciuki za dobry
      wybór

      • moana6 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 28.01.07, 22:19
        Dzięki, bardzo potrzebne są mi takie słowa. Większość z tych czynności, które
        wymieniasz jest również moim udziałem...Ja właśnie już też myślałam o tym, że
        chyba będzie mi potrzebna jakaś krótka psychoterapia aby przez to przejść.
        Poziom lęku jest u mnie tak wysoki, że obawiam się, że sama sobie nie poradzę.
        Słyszę, jak mój rozum krzyczy aby od niego odejść, ale jakiś wewnętrzny paraliż
        mnie hamuje. A psychoterapię miałaś indywidualną czy jakieś specjalne
        warsztaty? Pzdr
    • czarny.onyks Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 28.01.07, 01:20
      tak sie zastanawiam....
      obserwuje u siebie w pracy facetów robiacych kariery, pnących sie do góry, majacych kupe pieniedzy, ambicje i mnóstwo stresów
      za to coraz mniej czasu dla rodziny, zon, dzieciaków...
      zauwazam tez jak rozsypuja się ich związki

      i wiesz...nie znam dokładnie Twojej sytuacji
      alez tego co piszesz...
      facet nie siedzi w domu, nie jest trutniem...

      moze zna siebie, swoje mozliwości?
      moze wie, ze w tamtej pracy by sie nie sprawdził?
      wiele tu osób Cie ostrzega, ale wydaje mi się, ze sa w innej sytuacji....

      na pewno Ty musisz podjąc decyzję...
      wiele wskazuje na to, ze potrzebujesz faceta z kasą i ambicjami...
      więc ten związek jakos nie rokuje dobrze...
      ale znacie sie juz 3 lata....przedtem nie było tego widac??
      • moana6 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 28.01.07, 22:27
        > wiele wskazuje na to, ze potrzebujesz faceta z kasą i ambicjami...

        Potrzebuję faceta z poczuciem odpowiedzialności. A tego chyba nie można
        powiedzieć o mężczyźnie, który wiąże się z kobietą i oczekuje, że to ona mu
        zapewni dostatnie życie a on nie będzie się przemęczał i wszystko mu jedno ile
        do domu przyniesie?
        • maleme po rozstaniu ;) 29.01.07, 01:03
          psychoterapię mam indywidualną, raz w tygodniu godzinka. A działa cuda...
          Kiedy już wyprowadziłam się i zamieszkałam sama, zaczął traktować mnie z
          większym szacunkiem, zrobił się uprzejmy, pomalował moje nowe mieszkanie,
          przewiózł meble(!), o wiele bardziej przykłada się do swojej nielubianej pracy,
          nie słyszę już komentarzy typu "jak odwracasz głowę w ten sposób, to robią ci
          się zmarszczki na szyi", niczego nie zapomina, jest o niebo lepiej zorganizowany
          i pozbierany. Trzeba było go znać wcześniej, żeby oszacować ogrom zmiany.
          Jedno z ulubionych i strasznie prawdziwych zdań "mojej" terapeutki: inni robią
          nam to, na co im pozwalamy...
          A ja jestem wściekła, że byłam żoną gó..rza, dla którego nie byłam na tyle
          ważna, że nie chciało mu się wstać od kompa, żeby ze mną pobyć. Byłam żoną,
          której towarzystwo nie było pożądane ani szczególnie atrakcyjne. I ciągle
          wychodziłam na jędzę, bo to ja wszczynałam awantury (definicja awantury: każda
          moja próba rozmowy o tym, co mnie boli) i rzecz rzeczywiście rozbijała się o te
          "zegarki, torebki, świecidełka", a to przecież wcale nie o to chodzi.
          Mnie chodziło o bycie z kimś dorosłym i odpowiedzialnym, u kogo deklaracje i
          obietnice idą w parze z postępowaniem.
          Nie odeszłabym pewnie, gdyby powiedział otwarcie, że np chodzenie ze mną do
          teatru/kina/na spacer/rower go nie interesuje. Zamiast tego słyszałam kolejne
          obietnice, że ten weekend spędzimy razem, po czym mnóstwo uników, wymówek " nie
          ma na co iść", "zapominań" itp i kolejny weekend miałam samotny. Dopiero będąc
          już "po" poczułam, jak straszna była ta samotność we dwoje.
          I wciąż nie mogę się nacieszyć swoim nowym życiem
          • moana6 Re: po rozstaniu ;) 30.01.07, 21:15
            Dzięki. Mam nadzieję, że ja też jakoś dam radę. Pzdr
        • wiedzma15 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 29.01.07, 14:12
          a wy się w ogóle kochacie? to znaczy nie chodzi mi o to, czy sypiacie ze sobą, ale czy to jest układ oparty na uczuciu, czy na lęku przed samotnością?

          Moja sytuacja jest zupełnie inna, ale zajmę ci chwilkę, bo moze pozwoli ci to spojrzeć z innej perspektywy.Ja pół roku temu po 11 latach małżeństwa, mając małe dziecko i na początku drugiej ciąży kazałam się wyprowadzić mężowi. Za brak szacunku do mnie, brak ambicji, psychiczną przemoc. Mimo wszystko kocham go tak, że myślałam momentami, że zwariuję... Minęło pół roku, każde z nas nauczyło się żyć na własny rachunek i... w nowym roku stwierdziliśmy, że jednak tego co łaczy jest więcej niż tego co dzieli, że została miłość, na której będziemy dalej budować... a odmienne poglądy na niektóre sprawy będziemy wzajemnie szanować.

          Może i wam pomoże rozłąka? nie bój się samotności, kobiety są silne, na pewno lepiej jest być samą niż w układzie, który męczy obie strony (bo jego też na pewno męczy)... a potem można zawsze wrócić, chociaż to nie będzie wejście do tej samej rzeki...

          ja jestem wulkanem energii, mój mąż raczej typem podobnym do twojego - a jednak mimo wszystko okazało się że nie umiemy bez siebie żyć - potrafiliśmy sobie zorganizować codzienność, każde z nas potrafiło się samo utrzymać itp itd.

          ale tylko miłość pozwala budować dalej, nawet jak pierwsze piętro się zawaliło z hukiem.

          • piekielnica1 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 29.01.07, 14:45
            wiedzma15 napisała:

            > Ja pół roku temu po 11 latach małżeństwa, mając małe
            > dziecko i na początku drugiej ciąży kazałam się wyprowadzić mężowi. Za brak
            > szacunku do mnie, brak ambicji, psychiczną przemoc.

            Nie oceniam broń Boże, ale zgodziłaś się na brak szacunku i psychiczną przemoc?.
            Brak ambicji mołabym odpuścić.
            • wiedzma15 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 29.01.07, 15:43
              nie, nie zgodziłam się - właśnie wtedy kiedy już nie wytrzymałam... po pół roku bez siebie doszliśmy do wniosku, że nasze relacje można i chcemy naprawić...to znaczy mój mąż zrozumiał, o co chodzi i zaproponował podjęcie tego wysiłku.

              ale tylko dlatego, że łączy nas kilkunastoletnie uczucie, no i dzieci, dla których warto nad rodziną popracować:)
        • czarny.onyks Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 30.01.07, 00:16
          zaznacze tylko, ja nie krytykuję Ciebie...
          widze tylko takich karierowiczów, którzy poodsuwali rodzine na dalszy plan

          rozumiem, ze nie chcesz faceta, który osiada na laurach...
          ale zastanawiam sie
          on chyba taki był cały czas
          może on nie wymaga dostaniego zycia? moze woli spokój?
          rodzinę blisko siebie?
          może nie potrzebuje do szczęścia fury pieniędzy?


          nic na siłe
          jesli czujesz ze to nie to...
          lepiej spróbować poszukać gdzie indziej szczęscia
          niż żałować, że się wpakowałas w taki zwiazek,w którym juz teraz masz watpliwości....
    • moana6 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 30.01.07, 21:39
      Bardzo dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Wasze rady, sugestie i doświadczenia
      utwierdzają mnie w przekonaniu, że zdrowa dla mnie decyzja jest tylko jedna.
      Dojrzewam do niej każdego dnia, w czym partner ostatnio bardzo mi pomaga swoją
      bierno- obojętną postawą wobec codziennej egzystencji. Bez psychologa się chyba
      nie obejdzie ale jakoś muszę dać radę... Pzdr
      • moore0803 Re: facet bez ambicji kontra samotność - co lepsz 31.01.07, 14:09
        moana6 napisała:

        > Bardzo dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Wasze rady, sugestie i doświadczenia
        > utwierdzają mnie w przekonaniu, że zdrowa dla mnie decyzja jest tylko
        jedna.


        a zatem powodzenia!
        ja nie wiem za bardzo na jakim etapie jestem... zaczęłam się zastanawiać
        ostatnio, czy moje przekonania i przemyślenia nie sugerują przypadkiem, że
        jestem po prostu nietolerancyjna wobec osób, które mają inne poglądy i żyją
        inaczej niż ja (czyli żyją w sposób, gdzie bezpieczeństwo rodziny,
        odpowiedzialność za dom i wzajemne wsparcie po prostu schodzi na dalszy plan a
        wręcz czasami tego po prostu nie ma)...
        z drugiej strony, tolerancja tolerancją, ale chyba mam prawo mieć jakieś
        oczekiwania odnośnie przyszłego życia, realizować swoje pragnienia i cele, i po
        prostu czuć się dobrze i bezpiecznie i szczęśliwie, a na razie tak nie jest.
        nie wiem, decyzja nie przyjdzie szybko, przecież w gruncie rzeczy naprawdę
        kocham tego mojego nieodpowiedzialnego poczciwca, tylko czy miłość ma szansę
        przetrwać gdy jedna strona (czyli ja...) ma na głowie po prostu wszystko,
        mnóstwo stresu, zero wsparcia...?
        • brak-chmur Re: Wreszcie głos rozsądku:) 31.01.07, 14:21
          moore0803 napisała:
          przecież w gruncie rzeczy naprawdę
          > kocham tego mojego nieodpowiedzialnego poczciwca, tylko czy miłość ma szansę
          > przetrwać gdy jedna strona (czyli ja...) ma na głowie po prostu wszystko,
          > mnóstwo stresu, zero wsparcia...?

          Czekałam, kiedy ktoś wreszcie zapyta....A gdzie jest miłość?:)
          A do autorki postu....bez wsparcia można żyć, zapewniam.
          Bez miłości się nie da:)
          • moana6 Re: Wreszcie głos rozsądku:) 31.01.07, 15:16
            brak-chmur napisała:

            > A do autorki postu....bez wsparcia można żyć, zapewniam.
            > Bez miłości się nie da:)

            Owszem, można żyć bez wsparcia. Tylko jak...? Szarpiąc się nieustannie, w
            ciągłej frustracji i narastającym niezadowoleniu. Czy można w takiej sytuacji
            czuć się jako tako spełnionym, zadowolonym, spokojnym? Zwłaszcza, ze jakoś tak
            się składa, że brak wsparcia finansowego (od którego dyskusja się rozpoczęła)
            pociąga najczęściej za sobą brak wsparcia psychicznego, o czym świadczy wiele
            wypowiedzi. Co to za życie....?
            A bez miłości...? No cóż... jest bardzo ciężko. Ale przecież nie jest tak, że
            kocha sie drugą osobę z niezmienną silą niezależnie od tego co zrobi, jak się
            zachowuje wobec nas, jak nas traktuje... obie strony powinny podtrzymywać siłe
            uczucia m.in. udzielając sobie szeroko rozumianego wsparcia. Jesli jedna strona
            tego nie daje to i siła uczucia nie jest już taka, jak na początku i w pewnym
            momencie może dojsć do tego, że zaczniemy mylić miłośc z przywiązaniem.
          • burza4 Re: Wreszcie głos rozsądku:) 01.02.07, 15:28
            brak-chmur napisała:
            > Czekałam, kiedy ktoś wreszcie zapyta....A gdzie jest miłość?:)
            > A do autorki postu....bez wsparcia można żyć, zapewniam.
            > Bez miłości się nie da:)

            wiesz, tylko co to za miłość bez dawania z siebie czegokolwiek, właśnie
            wsparcia, zrozumienia, dbałości o potrzeby drugiej strony? to raczej
            wykorzystywanie kogoś w imię własnego komfortu.

            zachowanie tego typu facetów to jakiś syndrom niedojrzałości, za dużo tu
            wspólnych elementów. Z jednej strony - brak własnego wkładu w związek,
            lekceważenie potrzeb drugiej strony, brak umiejętności rozmowy i zastanowienia
            się nad własnym postępowaniem, automatyczne przerzucanie odpowiedzialności za
            problem na partnera, dążność do deprymowania partnera, jego osiągnięć, wyglądu,
            podejścia do życia, poniżanie złośliwością...
    • babushka Re: facet bez ambicji - kobieta z ambicjami> 31.01.07, 16:05
      >>> m e z a l i a n s
      :)
      • asiara74 Re: facet bez ambicji - kobieta z ambicjami> 31.01.07, 21:45
        Twoje watpliwości pokazują że pragmatycznie patrzysz na sytuacją i facet nie
        jest miłością twojego życia. Jeśli jeszcze jest trochę chemii między wami to
        pewnie z czasem zniknie a wątpliwości zmienią sie w niechęć(również fizyczną),
        więc może rozstań się z nim zanim zaczniesz go wyzywać od nieudaczników i zrobi
        sie mało elegancko.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja