moana6
23.01.07, 12:33
Swój problem streściłam w temacie. Nie oczekuję od nikogo gotowej recepty,
wiem, ze muszę sama zdecydować co jest dla mnie ważniejsze i lepsze, ale
chciałabym zachęcić do dyskusji kobiety, które doświadczyły podobnego
dylematu.
Z moim partnerem znamy się 3 lata. Obydwoje przekroczyliśmy 35 lat, mamy za
sobą nieudane związki, żadne z nas nie ma dzieci. 3 miesiące temu
zamieszkaliśmy razem . Wcześniej były miłe weekendy, wspólne wieczory,
wyjścia i wakacje. W tym samym czasie on za moją namową zmienił pracę na
lepszą i tu zaczął się koszmar. Po dwóch miesiącach zrezygnował twierdząc, ze
mu tam za ciężko, musi mieć pracę spokojną, bez zadnych stresów,
najważniejsze jest aby było jak najmniej obowiązków i jak najprostsze
czynnosci (ma wyższe wykształcenie, i ogólnie bardzo atrakcyjny zawód). Na
pieniądzach mu nie zależy, poszedł do nowej pracy za 3 razy mniejszą pensję.
To jego szczyt marzeń - ok.1200 zł do ręki. Ja mam niezłą pracę, do tej pory
zapewniałam sobie zupełnie przyzwoity standard życia. Nie uważam, że
pieniądze są najważniejsze w życiu, ale jednocześnie nie da się przeciez bez
nich żyć. Są dla mnie środkiem do realizacji celów. On mówi, ze tylko na
pieniądze patrzę, ze nie będzie się wykańczał ani uczestniczył w żadnym
wyścigu szczurów, ma taką konstrukcję psychiczną i koniec. Poza tym ciągle mi
mówi jakim to jest kiepskim specjalistą w swoim zawodzie i że nic nie
umie...Przed podjęciem decyzji o wspólnym zamieszkaniu deklarował zupełnie co
innego. Dla mnie jest to kompletny brak ambicji zarówno zawodowych i
życiowych. Poza tym jego obecna postawa zupełnie nie pasuje do mojego
wizerunku mężczyzny.
Z jednej strony uważam, ze najlepiej jeśli się rozstaniemy, a z drugiej zdaję
sobie sprawę, ze już nie mam 18 lat i bardzo możliwe, ze resztę życia spędzę
sama. Zastanawiam się co w tej konkretnej sytuacji jest lepsze.... Miałyście
podobne dylematy...? Co na ten temat uważacie?