ispa
15.04.03, 12:49
Jest ksiazka pewnej pani pt. "toksyczni ludzie", jest
masa innych ksiazek natury spolecznej i
psychologicznej, majace na celu uswiadamianie
czytelnikowi zjawisk, lepsze zrozumienie siebie i
innych. Jednak rzeczywistosc nie jest tak prosta i
bardzo czesto zdarzaja sie kontrasty, zupelnie
sprzeczne z teoriami ksiazkowi. Oto co obserwuje i widze.
Kiedys postanowilem pozbyc sie takich toksykow ze
swojego zycia - poszlo gladko, idealnie odpowiadali
opisowi teoretycznemu i rzeczywiscie dzialali mi na nerwy.
1. zasada propagowana w wielu miejscach - "nie trzeba
byc interesujacym, wystarczy byc zainteresowanym".
wyglada ladnie. jestem czlowiekiem otwartym, nie mam
raczej zadnych uprzedzen i naprawde ciekawi mnie swiat
i inni ludzie. Wnioski? nad wyraz czesto spotykam ludzi
wobec ktorych wykazuje zywiolowa i entuzjastyczna
postawe - pytam, zachecam, pragne poznac ich opinie.
druga strona odpowiada monologami, ktore -owszem sa
interesujace, bo po to pytam - jednak po pewnym czasie
rodzi sie irytujacy brak rownowagi, jesli widze ze ktos
taki nie zadaje mi zadnego pytania i nie wykazuje
podobnej otwartosci. Toksyczny?
Jakze czesto zauwazam, ze w ludziach ktorych uwazam za
znajomych czy przyjaciol powoli zaczyna narastac jakas
ukryta i dlawiona zlosc czy niechec, gdy coraz czesciej
w obliczu normalnych i wydawaloby sie poprawnych
stosunkow, zaczynam odczuwac sarkazmy, ukryte
zlosliwosci, mniejsze czy wieksze sabotowanie moich
dzialan czy pomyslow. Wiem co to asertywnosc i zawsze
dobrze znam granice kiedy bez emocji moge spokojnie
ustalac granice, nie pozwalac sobie na obrazanie mnie i
zawsze miec swoje zdanie.wiem torhce o psychologii i
jestem w stanie sie odmyslic ze te objawy wynikaja z
zawisci, zazdrosci lub checi konkurowania, dlaczego?
Toksyczni?
Przyjezdza rodzinka, lubie ich zreszta, zartujemy,
gadamy, jemy i znowu zauwazam to samo. Jaki sens ma
moje zainteresowanie, dbanie, pokazywanie sympatii gdy
lapie te narastajace wibracje monologowania i brak
podobnego zainteresowania z ich strony. To zaczyna mnie
irytowac, bo kloci sie z normalna potrzeba pewnej
rownowagi w relacjach interpersonalnych. Ja daje, ja
chce takze cos dostac. Jestem ciekaw, szerze ciekaw
Twoich opinii i wydarzen, badz ciekaw moich. Toksyczni?
I teraz taka refleksja - z pracy i z zycia. Albo
wystepuje u nas zaskakujaca duza liczba toksycznych
zakompleksiencow, dla ktorych wlasna dobra i ciepla
postawa jest zaproszeniem do lania swego jadu, bo sa
oni poirytowani faktem ze jest sie dobrym i
zainteresowanym albo pechowo trafiam na takich ludzi.
Bo - to tez zaskakujace - gdy czasem robie sobie
eksperymenty i traktuje kogos z dystansem, chlodno,
ostro i prawie olewajac - o dziwo! - taki czlowiek jest
mily, uprzejmy jakby domagajac sie bata nad soba i
zlego traktowania!
Wierzcie mi - w pracy nie raz zalowalem starania sie i
naprawde kompetentej obsugi ludzi, ktorzy potem
"dziekowali" jadem i szukaniem przyslowiowej dziury w
calym. Chyba wlasnie uznawali ze robienie im dobrze
jest zaproszeniem do reobienia mi zle. Natomiast Ci
ktorych potraktowalo sie z laska, oschle, z gory byli
niezmiernie wdzieczni, dziekowali i niesmialo pytali
czy moga jeszcze to czy tamto. Kompletnie nie rozumiem
tych paradoksow.
Inna obserwacja jest jeszcze taka. Nad wyraz czesto
jezdzac po Europie spotykam wlasnie swietnych ludzi,
otwartych, z ktorymi komunikacja jest sama
przyjemnoscia - wymieniami historie, poglady, pytamy
sie wzajemnie, smiejemy, wykazujemy zainteresowanie,
naprawde sama przyjemnosc. wracajac do ojczyzny czar
pryska na granicy gdy pierwszy lepszy funkcjonariusz,
celnik podchodzi do ciebie z chamstwem i arogancja.
Dopiero chlodne ruganie, uswiadamianie mu swoich praw i
godnosci powoduje, ze robi sie mily i "normalny". Kazda
kontrola drogowa to spotkanie z niewychowanym idiota,
ktory na spokojne i wyluzowane zachowanie, traktuje
czlowieka z nonszalancja, lekcewazeniem i kompletnym
brakiem kultury - zdaje sie ze uprawnia go do tego fakt
popelnienia "przestepstwa" w formie np. prawoskrey bez
stralki czy przekroczenia predkosci o 20 km/h. I znowu
dopiero stanowcza reakcja, nie pozwolenie sobie
tytulowania per "Ty", zazadanie legitymacji i nr.
sluzbowego, powoduje ze taki czlowiek mieknie i schodzi
na ziemie. Dlaczego jest tylu ludzi, ktorzy az sie
prosza zeby ich nie szanowac i olewac a wtedy
zastraszeni, zaczynaja dopiero zachowywac sie z
szacunkiem. Czy naprawde nasz smutny padolek ma jakas
taka ceche, ze wychowuje ludzi ktorzy maja zakodowany
mechanizm chamstwa, olewania i demonstracyjnego
egocentryzmu. Moze to jest powod naszych narodowych
kompleksow, kompleksu nizszosci wobec zachodu, tego
polskiego "piekielka" zazdrosci i zawisci?