molpydzik
03.02.07, 16:34
Ten sam temat jest na forum romantica, ale to bardziej potrzebuje jakiejs
porady od strony psychologicznej
Na początku potrzebne jest wprowadzenie: wiek - 17 (2klasa lo <-moze ma
znaczenie, nie wiem) a wiec wszystko zaczęło się poprzedniej zimy. Chodzę z
Nim do jednej klasy, ale jakoś siebie nawzajem nie dostrzegaliśmy, w ogóle
uwagi nie zwracaliśmy na siebie. Aż tu nagle w czasie ferii poprzednich
zaczęły się bardzo małe kontakty, pytanie o snowboard głównie, bo oboje w tym
czasie zaczęliśmy się uczyć jeździć na tym ustrojstwie. Ale oczywiście
wszystko tylko i wyłącznie przez gg i naprawdę były to kontakty minimalne. Ja
z racji tego, ze trochę się nudziłam to zagadywałam do Niego i nagminnie
powtarzałam słowa "i co mi jeszcze powiesz ciekawego". On cierpliwie
odpowiadał, oczywiście czasami się trochę wkurzał i miał odrobinę dość, czemu
się w ogóle nie dziwie, bo to było bardzo męczące. I tak mijały miesiące
wiosenne, kontakty powoli zaczęły się pogłębiać, ale ciągle były na stopie
tylko i wyłącznie "znajomi z klasy", a tamte denerwujące pytania już się
skończyły, a jeśli się trafiły to raczej miały zabawny charakter. Gdy przyszły
wakacje zaczęłam Go lubić, gorące dni były spędzane na plaży ze znajomymi (
inni, których lubię z klasy no i On tez) ale i tam za bardzo nie
rozmawialiśmy, jak nie siedzieliśmy w wodzie to głównie graliśmy w karty, On
grał jeszcze w siatkę,tak rekreacyjnie tylko, ja jakoś niekoniecznie :) bądźmy
szczerzy, nie jestem w tym dobra. Były też wieczorne wyjścia na pizze,
oczywiście ta sama ekipa co na plaży. Nasze kontakty jak zwykle ograniczały
się do gg, że wieczorami w wakacje nie było co robić, w ogóle te wakacje
należały do jakich wyjątkowo nudnych, bo ile można na plaży siedzieć :) często
siedzieliśmy do 2-3 i gadaliśmy. W sumie była to wymiana życiowych
doświadczeń, On o czymś opowiadał, potem Ja się odwdzięczałam tym samym.
Przyszedł wrzesień i zaczęła się szkoła, no ale co z tego :/ bo tak w ogóle
nie rozmawiamy. Mijały kolejne miesiące, a Ja Go nadal lubiłam. Przyszła zima,
a dokładniej święta, czyli wolne, czyli siedzenie w domu i nudzenie się, co
oznaczało długie rozmowy, oczywiście na gg. Dla ścisłości w czasie roku
szkolnego rozmowy na gg trwały, no tyle, że nie po nocach :) bo się uczyć
trzeba :) w sumie to chyba codziennie :). A i zapomniałabym o biwaku, który
był we wrześniu, ale tam też nie gadaliśmy :/
A wracając do świąt, to jakoś od tego momentu zaczął On coś mówić o moich
"cybernetycznych rękach", które trzymają Go przy kompie i nie pozwalają
odejść. Jakoś od świąt zaczęłam Go bardziej lubić, nie z powodu tych rąk, tak
ogólnie, za całokształt.
Sylwestra mieliśmy spędzić cała grupą, dość sporą, ale z przyczyny "zła
organizacja" został on tylko planem. Wtedy już każdy zaczął szukać miejsca na
własną rękę, dla siebie i kilku przyjaciół ( ta cała grupa oznaczała prawie
cala klasę + paru znajomych, czyli coś około 30 osób). Jego kumpel (a moj
znajomy, jesteśmy razem w klasie i znam go od gimnazjum) trochę się wygadał,
bo okazało się, że On miał możliwość zabrania nas ze sobą na sylwestra(miał
iść z bratem na impreze), ale, ów On, nic mi o tym nie powiedział ( a z tego
co mówił znajomy wychodziło, że ja też mogłam z Nim jechać), no ale nieważne.
W każdym razie w tego sylwestra ( tzn od godizny 20 do 24) wysłaliśmy do
siebie kilka smsow z ogólnymi relacjami jak jest.
Potem skończyło się wolne i powrót do szkoły. Jak zwykle zero rozmów szkole i
tak to trwa i trwa. Gdy czasem zagadam do Niego na przerwach to odpowiada
krótkimi zdaniami i odnoszę czasem wrażenie, jakby On w ogóle nie chciał ze
mna rozmawiać. Ja na żywo nie zachowuje się tak samo jak podczas rozmów na gg,
ale On też nie. A Wstydliwość nie jest dla mnie czymś obcym, jednak w szkole
jeśli ktoś się pierwszy odezwie to jestem to Ja, nigdy chyba On pierwszy nie
zaczął.
Od przyjaciółki, której On się trochę zwierzał, wiem, że mnie lubi, ale nie
potrafi ze mną rozmawiać na żywo. I mogłabym to przeżyć, gdyby tak było w
stosunku do każdej dziewczyny, ale są w mojej klasie 2 dziewczyny, które lubie
i z nimi "trzymam", z którymi on bezproblemowo rozmawia. A Ja, gdy to widze
jestem po prostu zła i smutna. Bo to boli gdzieś tam w środku, że z innymi
potrafi, a ze Mną nie :(
I ostatnio, gdy sie Go zapytałam dlaczego nam na żywo nie wychodzi, On
powiedział, że może dlatego, że mało próbowaliśmy. Potem wynikła pewna
sytuacja w rezultacie której On stwierdził, że jest mi coś winien i umówiliśmy
się na pizze i film. Niby gadaliśmy, ale było dużo przestojów i nie było do
końca swobodnie (jak na gg). Następnego dnia powiedział juz na koniec rozmowy,
ze było ciekawie tylko troche dziwnie. Ja z tą dziwnością się całkowicie
zgadzam, tyle że tamto spotkanie miało być krokiem na przód, a Ja przez ten
tydzień czułam jakby było zupełnie odwrotnie, jakby jego skutkiem były dwa
kroki w tył. I właśnie to wszystko, czyli nasze nierozmawianie w szkole i Jego
rozmowy z innymi, powoduja, że już chce mi się tylko wyć.
I co Ja mam zrobić? :(
przyjaciółka radzi mi, żebym na zimę dała sobie z Nim spokój i poczekała do
wiosny, ale łatwo powiedzieć, a troche trudniej zrobić. Bo Ja nie chcę dawać
sobie spokoju.....
p.s. hmmm rozgadałam się, ale stwierdziłam, że musze to wszystko napisać i
chciałabym poznać opinie osób z boku :) i wiem, ze jestem jeszcze młoda i całe
życie przede mna :)