Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :(

12.02.07, 04:43
Zawsze mi się wydawało, że mam paru fantastycznych przyjaciół, że ludzie mnie
ogólnie lubią. Po powaznym wypadku samochodowym, kiedy fizycznie się już
pozbierałem tzn. zaczałem chodzić, o kulach ale jednak, ci
wszyscy "przyjaciele" wrócili do swoich problemów, wpadali do mnie coraz
rzadziej i rzadziej, aż przestali. Myśleli, że u mnie już wszystko super, a
to że mowiłem, jak sie czuję, czyli nie najlepiej, traktowali jako użalanie
się nad sobą. A właśnie wtedy najbardziej ich potrzebowałem, bo psychicznie
było ze mną coraz gorzej. Wszystko co umieli powiedzieć to "Weż się w garść"
albo "Będzie dobrze". A było coraz gorzej. Sam nie wiem, czy bym się
sprawdził jako przyjaciel w podobnej sytuacji. Bo naprawdę to bardzo trudne,
żeby być z kimś w trudnych chwilach, umieć kogoś wspierać, ale nie mówiąc
tylko "będzie dobrze" i zaraz zmykać do domu. Jednak doskonale sprawdza się
powiedzenie, że "prawdziwych przyjacioł poznajemy w biedzie". Ja nie mam
żadnych niestety...
    • remedium3 Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 12.02.07, 05:06
      Kiedy jesteś piekny , młody, zdrowy i bogaty ,na brak "przyjaciół" nie będzisz
      narzekał!
      Możesz też być stary i brzydki , ale wtedy musisz być zdrowy i bogaty.
      Kiedy jestes chory albo masz inne poważne problemy to nic ci nie pomoże ,
      nawet bogactwo- bo "przyjaciele' NIE LUBIĄ CHOROBY. , jest de mode ....
      Pewien miły , kulturalny , światowy starszy Pan /lata 70 te /lubił mówić
      łatwiej złapac syfilisa niz znależdz prawdziwego przyjaciela.


    • remedium3 Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 12.02.07, 05:19
      Dodam jeszcze starą znaną juz Tobie spiewkę "spręż się " walcz i prawdopodobnie
      teraz dopiero znajdziesz przyjaciół.
      Tylko kiedy wyzdrowiejesz , nie zostawiaj ich!
      Szybkiego powrotu do zdrowia życzę Tobie - david_cameron
      • renkaforever Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 12.02.07, 06:34
        Mysle, ze od kazdego z nas nie mozna wymagac wiecej niz jest w stanie z siebie
        dac.To dobrze, ze byli z toba choc troche.To jest piekne, kiedy ludzie
        poswiecaja innym swoj czas, ale oni ten czas maja przede wszystkim dla siebie,
        potem dopiero dla innych.Podziekowales im za to, ze byli z toba ? Okazales im
        wdziecznosc?
    • chusteczka1272 Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 12.02.07, 06:59
      może to nie jest tak, że nie masz przyjaciół...tylko, po prostu może coś sie
      zmieniło...może nie tylko Ty nie potrafisz się odnaleźć w nowej rzeczywistości.
      Wcześniej przeciez mogli przyjść pogadać o wszystkim, wyjść gdzieś, zrobić coś
      razem...dziś jest inaczej...
      Wcześniej mogli przyjść pochwalić się nową dziewczyną, dziś....wiesz głupio
      mówić komuś o swoim szczęściu, gdy druga osoba jest w trakcie lub po jakichś
      ciężkich przeżyciach....a jeszcze głupiej gdy ta osoba mówi nam, że jej
      ciężko...
      bo skoro piszesz, że oni mówią, że "weź się w garść" to znaczy że odczuwają od
      Ciebie te smutasy wszystkie, może po prostu nie potrafią rozmawiać z Tobą o
      wszystkim, głupio im po prostu, więc mówią weź się w garść i wychodzą ... nie
      wiedzą o czym rozmawiać, żeby nie strzelić gafy, żeby Cię nie urazić, na pewno
      chcą o coś zapytać odnośnie tego wypadku, ale się wstydzą,

      Próbuję Ci napisać, że to takie trochę niezręczne zarówno dal jednej i drugiej
      strony...i musisz zrozumieć, że im też może być nieswojo opowiadać swoje
      relacje z życia, podczas gdy Ty jesteś w takim stanie...
      postaraj się zrozumieć, nie mów jak Ci cięzko, oni to wiedzą, zachowuj się
      naturalnie, tak jak wcześniej, tak jakby nie było żadnego wypadku...jeśli TY
      nie będziesz nakązdym kroku przypominał o swoim nieszczęściu, jeśli zapomnisz
      choć na chwilkę w czasie rozmowy, to i oni wkrótce zapomną i będzie jak
      dawniej...zobaczą, że mimo wszystko nie zmieniłeś się, że nadal mogą mieć w
      Tobie świetnego kumpla, że moga pogadać o wszystkim, że Cię tym nie urażą...

      wiem, że chciałbyś z kimś pogadać o swoich problemach, pożalić się, ale pomyśl
      że oni może nie są jeszcze na to gotowi, nie mają pojęcia jak się czujesz...dla
      nich to też był szok! co mają Ci powiedzieć: przykro mi?! nie są w stanie sobie
      tego nawet wyobrazić jak się musisz czuć i wydaje im się że każde słowo jakie
      powiedzą nie odzwierciedlą tego co czujesz...pozwól im się oswoić z tą myślą,
      że ich przyjaciela spotkało takie nieszczęście, a mogło przecież i ich...to że
      nie chcą o tym rozmawiać, nie oznacza, że Ci nie współczują...po prostu nie
      wiedzą jak się zachować...tak myślę!
      ...A myślę dlatego, że mój znajomy znalazł się w podobnej sytuacji jak TY, nie
      był moim przyjacielem, tylko znajomym, i wierz mi, że byłam w szoku przez
      conajmniej kilka dni po tym jak się dowiedziałam co się stało...i choć nie jest
      moim przyjacielem to strasznie mu współczuję, chciałabym mu jakoś pomóc, ale
      nie powiedziałam mu nigdy tego, nie miałam odwagi, a jak go spotkałam to jakoś
      tak niezręcznie, starałam się zachowywać naturalnie, ale też to pewnie dziwnie
      wyszło...wiesz to takie uczucie, że chce się żeby było normalnie, ale się nie
      potrafi, bo przecież nie jest jak dawniej, coś tam się jednak zmieniło...
      przez tą "normalność" jakby się dawało do zrozumienia, że nic się nie zmieniło
      w naszych relacjach, chciałoby się zapytać o samopoczucie, o wypadek...ale
      człowiek boi się by nie urazić, może nie wywołać wspomnień...nie wiem, więc
      lepiej udawać, że nic się nie stało...tak się mi wydaje!

      Głowa do góry! Wierzę, że jeszcze będzie dobrze....zdrowia życzę...i naprawdę
      bardzo mi przykro
      • david_cameron Dzięki. Jest jeszcze jednak jedno "ale" 12.02.07, 13:40
        Dzięki za te słowa.
        Na pewno byłabyś świetnym psychologiem:)
        Ja byłem tylko u neuropsycholog (wszystko jej powiedziałem tzn jak mi źle a ona
        mi mówi o ludziach, którzy po wypadkach już tylko na rentę się nadawali, co
        mnie akurat nie pocieszyło). Jej zadaniem było sprawdzenie, jak uraz głowy
        wpłynął na moją sprawność umysłową. Trochę wpłynął niestety, tzn.
        intelektualnie niby bez zmian (przynajmniej nadal jest dobrze) i raczej ciężko
        by się było domyślić 'obcemu', że coś się ze mną stało. Nie patrząc na to, że
        chodzę trochę 'inaczej'. Moja zdolność do uczenia się i koncentracji za to
        BARDZO się pogorszyła. Przeszkadza mi to niesamowicie, bo jestem studentem,
        muszę naprawdę ryć 6 dni, żeby dostać głupie 3. A jestem na uczelni, gdzie
        trzeba robić naprawdę dużo. Jeśli widzę, że mi w ogóle nie idzie nauka, wolę
        już iść spać, co może być uważane za lenistwo.
        Wcześniej tzn. przed wypadkiem było zupełnie inaczej i dlatego znajomi mówią
        mi "będzie dobrze", bo nie przypuszczają, że mogę mieć jakieś problemy, jeśli
        gadam logicznie itd. i tak świetnie mi wcześniej szło. Biorą to właśnie za
        użalanie się nad sobą.
        Na uczelni (myślę o prowadzących ćwiczenia, wykłady, nawet dziekanie) też mnie
        traktują jak krętacza, co jest naprawdę ciężkie do zniesienia. A mają papiery w
        dziekanacie i widać że to nie jest żaden wymysł z tym wypadkiem. Tak to jest,
        kiedy duzo studentów załatwia fałszywe papierki od psychiatrów, psychologów. I
        ta ochrona danych osobowych...
        W liceum pewnie by przedyskutowali moją sprawę na radzie nauczycielskiej, żeby
        mi nie stwarzać jakichś szczególnych problemów (dodam, że jestem poszkodowanym,
        wina była całkowicie po stronie pijanego kierowcy), a tu? Podchodzę później do
        egzaminu ze zwolnieniem i dostaję "specjalny" tj. bardzo trudny (za trudny)
        zestaw pytań.
        Domyślam się, że myślenie uczelni jest takie- w końcu to ja podjąłem decyzję,
        że wracam na studia i nikt mnie nie zmuszał do tego. Ale jednak miło by było,
        gdyby chociaż pani w dziekanacie się zapytała, jak mi idzie po tym wszystkim...
        Ona wie...
        Podsumowując- nie mam przyjaciół i nie mam już siły, żeby się ścierać na
        studiach :(
    • kryzolia Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 12.02.07, 07:49
      Twoi przyjaciele poprostu nie wiedzieli co sie z TObą dzieje. Postąpili tak jak
      im sie wydawało że powinno byc.
      NIe powidzialaś im tego co naprawde czujesz i nie widzę tu ich winy. Kazda
      sytuacja jest nieco inna, i nie każdy jest tak domyslny aby znał czyjes mysli.....
    • remedium3 Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 12.02.07, 09:31
      bedąc dzieckiem wpadłam pod samochód . W szpitalu leżałam ok 2 m- cy. Potem
      zagipsowana do pasa / 3-4 miesiące/ leżałam w domu. Miałam poważne złamanie
      kosci udowej i perspektywę krótszej nogi. Na moje szczęście ,wtedy lekarze
      leczyli zgodnie z tym na co przysiegali , nie patrząc na koszty.
      Kiedy leżałam w domu ,przychodziły do mnie nauczycielki , koleżanki , rodzina.
      Żadnej z tych miłych osób nie pamietam .Zapamietałam tylko jedna dziewczynkę ,
      która przyniosła mi małą bombonierkę z czekoladkami , które sama przy mnie
      zjadła.
      Pamietam , że po jej wyjściu bardzo płakałam.
    • piesbaskervill Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 12.02.07, 10:28
      nie mamy i dobrze nam z tym
    • sweet_pink Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 12.02.07, 17:05
      hmm..dobrze, że przyszedłeś tu na forum, może ktoś da Ci jakies rady....
      wiesz nic nie jest czarne, ani białe...bo nie uwierzę, że przed wypadkiem byli
      przy tobie tylko fałszywi przyjaciele, musi istnieć w tym choć część Twojej
      winy...spróbuj się postawić w ich sytuacji, zastanów się jak oni się teraz z
      Tobą czują...a może sami mają jakieś problemy i potrzebują pomocy od Ciebie. nie
      wiem czy korzystasz z pomocy psychologa, ale jeżeli uraz był znaczny, długo
      byłeś w szpitalu, to powinieneś to rozważyć. z autopsji wiem, że kontakty z
      osoba po cieżkim wypadku bywają bardzo trudne. jeśli zależy Ci na
      znajomych/przyjaciołach to powinieneś się zastanowić czy i jak im ten kontakt
      ułatwić, żeby poczuli że i Ty jesteś dla nich, a nie tylko oni dla Ciebie.
      pogadaj z najbliższą Ci osobą z pośród nich, bo może nie widzisz, że źle ich
      traktujesz...nie mówie ze tak jest...ale wierz mi to możliwe...mozliwe że sam
      nie zdajesz sobie spraw ze zmian, które w tobie zaszły...
      nie pisze tego posta po to żeby Cię atakować...ja poprostu wiem jak to wygląda z
      drugiej strony.
    • edgard4 Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 13.02.07, 10:48
      ja mialem we wrzesniu operacje, nastepnie lezalem 2 tyg w domu, to oprocz
      kolegi co mi lekcje przyniosl, nawet nikt smsa nie napisal.....czy na GG. tak
      to teraz jest...
    • blueska3 Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 13.02.07, 15:35
      Chyba każdy z nas przechodził coś takiego.. teoretycznie wśrod swoich
      przyjaciół, a praktycznie z dala od nich :/ Znam to z autopsji i wiem jak
      bardzo to boli :/ Przykre.. Nigdy przyjaciół nie mialam i do tej pory chyba nie
      mam..Tęsknię za tym, ale cóż...
    • lola_32 Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 13.02.07, 16:22
      Mialam dwie fantastyczne "przyjaciolki" z czasow studenckich. Obie zrobily mi
      straszne swinstwa, szczegolnie jedna, mieszkajac jeszcze pod moim dachem.
      Poszlo w niepamiec, poniewaz wyszlam z zalozenia, ze kazdy jest tylko
      czlowiekiem. Jednej nawet nie wspomnialam o tym, co zrobila, zyla sobie w
      nieswiadomosci myslac, ze nic nie wiem.
      Dlugo nie trzeba bylo czekac, zeby zrobily jeszcze wieksze swinstwa. Nie wiem,
      moze myslaly, ze krzywdzac kogos poprawia wlasne zycie, uratuja rozpadajace sie
      zwiazki, nie wiem. Wiele bliskich osob z rodziny tlumaczylo mi, ze nie jest to
      towarzystwo dla mnie. Mieli racje, lecz nie chcialam sluchac.
      Dobrze bylo wykorzystywac maksymalnie, gdy wiodlo mi sie w miare dobrze:
      spotkania, podwozenie tylkow i inne, telefony w srodku nocy w sprawie
      rozpadajacego sie malzenstwa, nachodzenie o kazdej mozliwej porze, jak pojawil
      sie problem. Wystarczylo, ze sie potknelam, a od razu mialam okazje przekonac
      sie, ile przyjazn byla warta. Zaczely sie wieczne pretensje, roszczeniowe
      telefony, oskarzanie, knucie w celu maksymalnego uprzykrzania mi zycia,
      pomowienia, falsz. Zastanawiam sie jak moga patrzec w lustro na swoje
      poszarzale z nienawisci twarze.
      • renkaforever Re: drodzy przyjaciele! 15.02.07, 08:30
        Warto miec przyjaciol, ale czlowiek jest czlowiekiem i ma swoje slabosci.
        Przyjaciele tez. Z reguly wszyscy lubia jak jest wesolo i fajnie i jak jest
        beztrosko i swiat wiruje kolorowo. Gdyby tak jeszcze ludzie naprawde sie
        kochali .., co tam, zeby tylko zyczliwi byli, albo sie usmiechneli czasem.
        Niestety, nie usmiechaja sie, maja w dupie czyjes problemy, chyba, ze za
        pieniadze (specjalisci mentalni tzw psych..itd), a w aptekach jest mnostwo
        tanich ogolnie dostepnych lekow, ktore staja sie "przyjaciolmi" czlowieka. Nie
        wspomne o innych "przyjaciolach". Bo coz ten zwykly czlowiek ma poczac kiedy
        ludzie odwracaja sie i nie zauwazaja, ze on cierpi.A wiedza, co mu sie
        przytrafilo. Chodzi o zwykle zainteresowanie sie czlowiekiem w stanie
        postraumatycznym, wymagajacym leczenia albo terapii. Kwestia czasu, kiedy
        wpadnie w depresje.Potem juz tylko leki pw depresyjne, uzaleznienie od nich,a
        wiec potem inne,"lepsze" leki pw depresyjne, a moze i koktail psychotropowy...
        Drodzy przyjaciele! Badzcie prawdziwymi przyjaciolmi. Latwiej jest zniesc swoja
        wlasna traume, kiedy sie ma doswiadczenie z cudzej.A nie ma watpliwosci, ze
        kazdy swoja traume bedzie mial, predzej czy pozniej. Tak juz jest z tym zyciem.
        Nie zawsze kolorowo.
    • czekam7 Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 15.02.07, 15:30
      Mialam kilka "przyjaciółek". Każda z nich mnie na swój sposób wykorzystała i
      zniknęły z mojego życia: jedna odebrała mi chłopaka, druga wyszła za mąż i
      zapomniała o mnie, trzecia założyła własną rodzinę i również zajęla sie
      dzieckiem. Obecnie mam koleżankę o której myślałam, że naprawde jesteśmy
      blisko, rozumiemy się. Było tak dopóki byłam jej potrzebna - była w zagrożonej
      ciąży, wiec często woziłam ją do lekarza, do/ze szpitala, załatwiałam za nią
      rózne sprawy. Teraz ona urodziła i nie ma zamiaru nawet mnie zaprosić, żebym
      zobaczyła jej dziecko. Raz zagadałam ją na gg jak się czuje, to była tak
      obcesowa, niemiła, że potem przez cały dzien dochodziłam do siebie zadręczając
      się pytaniami: co ja jej zrobiłam, dlaczego tak mnie traktuje??
      Czyli standardowy scenariusz: poki jestem potrzebna - jestem fajna.
      Ale ja mam już tego dość, nie wiem, może jestem za miękka, za dobra, zawsze pod
      ręką, a ludzie lubią miec kolezanki/przyjaciółki silne, pewne siebie. Taka już
      jestem.
      Nie przejmuj się, żyj swoim życiem i rób swoje, jest takie powiedzenie:

      "jeśli coś kochasz puśc to wolno. Jeśli wróci, jest twoje, jeśli nie wróci -
      nigdy tego nie było"

      I tak jest z przyjaciólmi

    • memento2 Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 15.02.07, 23:06
      Przyjażń to takie mydlenie oczu. Wykorzystywanie inaczej hehehe
    • camel_3d taka sobie amerykanizacja 16.02.07, 20:35
      oni sie lubuja w tego typu rzeczach.. "bedzie ok", "wez sie w garsc"... a my
      wlasnie potrzebujemy od czasu do czasu kogos kto nam sie da wyryczec w rekaw i
      jakos wytrzyma z nami ciezki okres.
      Pewnei dlatego najwiecej ludzi odwiedza wlasnie w usa psychologow i
      psychoanalitykow...bo nikt nikogo nie chce sluchac... przyjeciele sa tylko do
      imprezowania, a jak przychodza problemy to sie odwracaja.
      • astralis7 taka sobie amerykanizacja (2) 16.02.07, 21:38
        Dokladnie, Camel, tak wlasnie w tej Ameryce jest (wiem, bo mieszkam w
        Kanadzie). Tutaj od przyjaciol, ktorzy maja problemy sie ucieka (chyba ze
        oferuja jakies dorazne korzysci za poswiecanie swego czasu). Tutaj nawet na
        rodzinie nie zawsze mozna polegac. Standardowym argumentem tutaj jest: "Ja nie
        mam czasu na 'babysittowanie' Cie. Idz do psychiatry, po to oni sa". Ludzie z
        problemami postrzegani sa tutaj jako 'negatywni' (to pod wplywem tej New Age
        nowomowy, ktora ludziom zupelnie przewrocila w glowach). Tutaj posiadanie
        problemow jest oznakiem slabosci, zamiast odwrotnie, wlasnie uciekanie od nich
        i udawanie, ze ich nie ma, jest psychiczna kastracja (=emocjonalna
        niedojrzaloscia). Wszyscy tu tylko powtarzaja zaslyszane w TV a wytarte slogany
        o pozytywnym mysleniu, ale jak przychodzi do konkretnej pomocy, to wszyscy
        chowaja glowe w piasek, tacy z nich wlasnie oredownicy pozytywnego myslenia (bo
        na pewno nie pozytywnego dzialania). Zalosne! To jest cywilizacja samotnosci,
        alienacji, uczuciowej ozieblosci i posunietej do maksimum hipokryzji, i
        szkoda, ze dotarla juz do Polski.
    • lost_blueberry Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 17.02.07, 00:36
      a ja mam przyjaciela...jednego(jeden to taka malenka liczba a taka fantastyczna
      swiadomosc ze na swiecie jest ktos kto bedzie z toba mimo wszystko i nigdy nie
      zostawi cie samej, i zawsze bedzie staral sie ciebie zrozumiec, i zawsze
      znajdzie czas dla ciebie, i jesli popelni blad to go naprawi, i nigdy nie
      zapomni...).ALE ZEBY MIEC PRZYJACIELA trzeba NAJPIERW SAMEMU stac sie takim
      przyjacielem dla kogos... Jak mowi slogan jakiejs starej akcji w TV: "milosc
      zawsze wraca do ciebie" Oczywiscie jesli naprawde jest to milosc-czyli
      bezinteresowna chec dawania radosci drugiemu czlowiekowi, a nie chec znalezienia
      sobie kogos do zaspokajania wlasnych potrzeb(np. potrzeby czucia sie pomocnym,
      wiecznego wyplakiwania sie komus...)
    • kromecka Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 17.02.07, 00:53
      Przyjaciólki bliski kumpel ( znam go ale na "cześć") jak twierdziła, miał poważny wypadek. Z przystojnego, na studiach chłopaka stał sie człowiekiem na wózku. Gadając z nią o nim w trakcie jego śpiączki, twierdziła że nic na przyjaźni jej do niego nie utraci.... dziś dzwoniąc do niej to sie dowiedzialam że on jest w naszej rodzinnej miejscowość od 5 tygodni na wózku....zapytałam czy była u niego stwierdziła że nie miała czasu do niego zajrzeć !!!!
      Już wiem, jakby ze mną postąpiła :| :(:(:(
      Przyjaźń.......cóż to XXI w??
      • renkaforever Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 17.02.07, 01:18
        Ja nie wiem, czy te zalosne opowiesci o braku prawdziwych przyjaciol sa po to,
        zeby sie wyplakac, ulzyc sobie, czy celem ich jest wywarcie wrazenia, ze tak
        naprawde to nie ma przyjaciol i nie ma co liczyc na przyjazn?
        Sa to negatywne wypowiedzi, ktore zgodnie z prawem przyciagania wywolaja tylko
        negatywne dzialania.Te z kolei wywolaja negatywne mysli i zwatpienie. Czy o to
        chodzi zeby watpic? jaki ma sens watpienie? Negatywny, oczywiscie.Wezcie sie
        kurde w garsc, ludzie i zacznijie spiewac na inna nute.Zeby nudno nie bylo, bo
        zwijam sie z nudow i bulgocze mi w brzuchu na te pitolenie.
        • kromecka Re: Macie przyjaciół? Ilu? Przeczytajcie to :( 17.02.07, 01:31
          renkaforever napisała:

          > Ja nie wiem, czy te zalosne opowiesci o braku prawdziwych przyjaciol sa po to,
          > zeby sie wyplakac, ulzyc sobie, czy celem ich jest wywarcie wrazenia, ze tak
          > naprawde to nie ma przyjaciol i nie ma co liczyc na przyjazn?
          > Sa to negatywne wypowiedzi, ktore zgodnie z prawem przyciagania wywolaja tylko
          > negatywne dzialania.Te z kolei wywolaja negatywne mysli i zwatpienie. Czy o to
          > chodzi zeby watpic? jaki ma sens watpienie? Negatywny, oczywiscie.Wezcie sie
          > kurde w garsc, ludzie i zacznijie spiewac na inna nute.Zeby nudno nie bylo, bo
          > zwijam sie z nudow i bulgocze mi w brzuchu na te pitolenie.

          to bulgocz :| szkoda mi Cie, że masz gazy zatrzymane :( mam nadzieje że to nie w wyniku Twoich przyjaciół..... a może warto sprawdzić czy ich w ogóle masz? a może piszesz tak dlatego że nigdy ich nie miales?
          Poszukaj ....ciekawe co Ci sie trafi .....czekamy na przechwalania się NOWYMI PRZYJACIÓŁMI
          A zresztą ktoś kto pisze tak jak Ty to wiadomka jakim człowiekiem jest ;)
          • astralis7 zalosne opowiesci o braku prawdziwych przyjaciol?? 17.02.07, 06:23
            Bo niewatpliwie "renkaforever" nalezy do tych oredowniczek pozytywnego myslenia
            za wszelka cene i dla niej ci, ktorzy nie maja przyjaciol to jakies ofermy i
            zyciowi nieudacznicy. Ludzie sukcesu przyciagaja oczywiscie samych przyjaciol
            (tez sukcesu oczywiscie) i wszyscy sie tylko modla, zeby ten sukces sie nie
            skonczyl, bo wtedy przestana oczywiscie byc dla siebie przyjaciolmi.....
            A co sie tyczy tych 'Nowych Przyjaciol', to tylko tacy sa najlepsi, bo nie
            mieli sie jeszcze okazji wykazac swoja przyjaznia, a mocnym w gebie to nie
            sztuka byc....
Pełna wersja