david_cameron
12.02.07, 04:43
Zawsze mi się wydawało, że mam paru fantastycznych przyjaciół, że ludzie mnie
ogólnie lubią. Po powaznym wypadku samochodowym, kiedy fizycznie się już
pozbierałem tzn. zaczałem chodzić, o kulach ale jednak, ci
wszyscy "przyjaciele" wrócili do swoich problemów, wpadali do mnie coraz
rzadziej i rzadziej, aż przestali. Myśleli, że u mnie już wszystko super, a
to że mowiłem, jak sie czuję, czyli nie najlepiej, traktowali jako użalanie
się nad sobą. A właśnie wtedy najbardziej ich potrzebowałem, bo psychicznie
było ze mną coraz gorzej. Wszystko co umieli powiedzieć to "Weż się w garść"
albo "Będzie dobrze". A było coraz gorzej. Sam nie wiem, czy bym się
sprawdził jako przyjaciel w podobnej sytuacji. Bo naprawdę to bardzo trudne,
żeby być z kimś w trudnych chwilach, umieć kogoś wspierać, ale nie mówiąc
tylko "będzie dobrze" i zaraz zmykać do domu. Jednak doskonale sprawdza się
powiedzenie, że "prawdziwych przyjacioł poznajemy w biedzie". Ja nie mam
żadnych niestety...