Gość: marcin24
IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl
20.04.03, 17:55
Cześć!
Czy to fakt wykorzystania seksualnego i wieloletniego uwodzenia przez matkę
sprawia, że czuję się skrępowany, spięty, że nie potrafię ot tak z kimś
pogadać? Mogę dzielić ludzi na inteligentnych lub nie, ale to nie ma żadnego
znaczenia. Nie stać mnie żeby wziąźć udział w żadnym spodkaniu toważyskim i
normalnie tak jak oni rozmawiać o pierdołach i na poważne tematy, czuję wtedy
coraz bardziej narastające napięcie, odpowiadam "zdawkowo" jak ktoś do mnie
zagada, nie potrafię podtrzymać rozmowy, jeżeli jest temat na który mam coś
do powiedzenia, podobne doświadczenia czy zainteresowania to itak nie
potrafię, zakleszczam się w sobie, ludzie mówią wyluzuj. Nie pomaga alkochol,
z narkotyków tylko psychodeliki zdejmuja na jakiś czas barierę ,maskę. Nie
biorę nic od dawna i nie bardzo już wiem po co? I chociaż wiem, że jestem
zupełnie normalny, taki jak inni to mam na sobie jakieś piętno pod którym
żyję , w które nie wierzę i nie mogę się z nim pogofdzić. Nie potrafię wyjść
na zewnątrz. Mam tak odkąd pamiętam , gdzieś od drugiego roku życia. I jak
pomyślę, że całe życie żyłem w skorupie to robi mi się dziwnie i boję się to
zostawić. Nie wiem co dalej.
Mam wielkie poczucie winy za rodziców i przeniesione na wszystkich z którymi
się ztykam. Od podstawówki nie potrafię znaleźć a raczej pozwolić sobie na
bycie z jakąś dziewczyną-ból, wiem że mogę. Wydaje mi się, że ludzie mnie
lubią, i że dam się lubić a nie potrafię zaprzyjaźnić się nawet z kimś kto do
mnie od dawna wychdzi.
Boję się iść do jakiejkolwiek pracy bo wtyważam napięci którego nie jestem w
stanie wytrzymać. Boję się bliskiego tzn. normalnego kontaktu z drugim.
Szlag mnie trafia bo ŻYCIE przecieka mi przez palce, a nie musi.
Jeżeli ktoś a Was miał podobne doświadczenia (i komu np.Ingmar Brgman też
trochę pomaga; życie wygląda zupełnie inaczej) to proszę o radę.