wykorzystała mnie matka

IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.03, 17:55
Cześć!
Czy to fakt wykorzystania seksualnego i wieloletniego uwodzenia przez matkę
sprawia, że czuję się skrępowany, spięty, że nie potrafię ot tak z kimś
pogadać? Mogę dzielić ludzi na inteligentnych lub nie, ale to nie ma żadnego
znaczenia. Nie stać mnie żeby wziąźć udział w żadnym spodkaniu toważyskim i
normalnie tak jak oni rozmawiać o pierdołach i na poważne tematy, czuję wtedy
coraz bardziej narastające napięcie, odpowiadam "zdawkowo" jak ktoś do mnie
zagada, nie potrafię podtrzymać rozmowy, jeżeli jest temat na który mam coś
do powiedzenia, podobne doświadczenia czy zainteresowania to itak nie
potrafię, zakleszczam się w sobie, ludzie mówią wyluzuj. Nie pomaga alkochol,
z narkotyków tylko psychodeliki zdejmuja na jakiś czas barierę ,maskę. Nie
biorę nic od dawna i nie bardzo już wiem po co? I chociaż wiem, że jestem
zupełnie normalny, taki jak inni to mam na sobie jakieś piętno pod którym
żyję , w które nie wierzę i nie mogę się z nim pogofdzić. Nie potrafię wyjść
na zewnątrz. Mam tak odkąd pamiętam , gdzieś od drugiego roku życia. I jak
pomyślę, że całe życie żyłem w skorupie to robi mi się dziwnie i boję się to
zostawić. Nie wiem co dalej.
Mam wielkie poczucie winy za rodziców i przeniesione na wszystkich z którymi
się ztykam. Od podstawówki nie potrafię znaleźć a raczej pozwolić sobie na
bycie z jakąś dziewczyną-ból, wiem że mogę. Wydaje mi się, że ludzie mnie
lubią, i że dam się lubić a nie potrafię zaprzyjaźnić się nawet z kimś kto do
mnie od dawna wychdzi.
Boję się iść do jakiejkolwiek pracy bo wtyważam napięci którego nie jestem w
stanie wytrzymać. Boję się bliskiego tzn. normalnego kontaktu z drugim.
Szlag mnie trafia bo ŻYCIE przecieka mi przez palce, a nie musi.
Jeżeli ktoś a Was miał podobne doświadczenia (i komu np.Ingmar Brgman też
trochę pomaga; życie wygląda zupełnie inaczej) to proszę o radę.
    • Gość: Malwina Re: wykorzystała mnie matka IP: *.d1.club-internet.fr 20.04.03, 18:08
      co za duzo to niezdrowo :-)
      • Gość: Imagine Re: wykorzystała mnie matka IP: *.neb.rr.com 20.04.03, 18:44
        Gość portalu: Malwina napisał(a):

        > co za duzo to niezdrowo :-)
        Malwina, jak nie masz nic do powiedzenia, to lepiej milcz.
        Do Marcina: mialem sie podobnie, choc nie wiem, czy mialo to cos wspolnego z
        uwodzeniem. Jednak, zapewniam Cie ze nie wiele tracisz. Te rozmowy, za ktorymi
        tak tesknisz i tak znacza niewiele. Do dzisiaj sie dziwie, o czym mozna
        godzinami pierdzielic. Moj bol skonczyl sie nie dlatego, ze NAGLE wskoczylem
        w srodek towarzystwa, udzielajac sie i klepiac na lewo i prawo, tylko dlatego,
        ze uswiadomilem sobie absurd wiekszosci kontaktow miedzyludzkich. Nie tesknie
        do nich. I to daje mi spokoj ducha. Poza tym, czy uwazasz, ze owi klepacze,
        tygrysy towarzyskie tak naprawde sa szczesliwi ? Nie sa. Zareczam Ci. Odbierz
        im mozliwosc spotkania kogos, a zobaczysz na czym ich "szczescie" polega.
        Pozdrawiam Cie. Nie przejmuj sie. Inna sprawa ze powinienes troche zaczac
        pracowac nad swymi emocjami. Sa sposoby, jak joga. To dluga droga ale pewna.
        Imagine.
        • Gość: Malwina akumulacja dramatow literacko tredowata IP: *.d1.club-internet.fr 20.04.03, 19:03
          hau hau
          (na rozkaz)
          • Gość: marcin24 Re: akumulacja dramatow literacko tredowata IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.03, 19:47
            malwina, powinnaś brać udział w rozmowach w czasie podwieczorka
          • Gość: Terry Re: akumulacja dramatow literacko tredowata IP: 167.178.112.* 05.05.03, 19:23
            Nareszcie się własciwie przedstawiłaś. Jakaż ty jesteś bezlitośnie głupia.
        • Gość: . Re: wykorzystała mnie matka IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.03, 19:27
          .
        • Gość: marcin24 Re: wykorzystała mnie matka IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.03, 19:41
          dzięki Imagine !
          tylko to jest taka kwestja, że z jedną osobą niewiele albo nic się się nie
          zmienia, jest jeszcze gorzej bo ta osoba jest w jakiś sposób skazana na mnie.
          Nie uczestniczę w kontakcie, zamykam się w sobie i jestem jakby skazany na to
          co ona zaproponuje. Nie potrafię forsować swojego zdania, biorę za innych
          odpowiedzialność.
          • Gość: Malwina Re: wykorzystała mnie matka IP: *.abo.wanadoo.fr 20.04.03, 20:28
            prut! prut! pardon wzielo mnie na pierdzenie! chybam sie nadto czekolady
            obzalrla!!

            Imagine ! to nie atak bilogiczny jeno moja przemiana materii!

            zara se bekne!
            • Gość: ryba Re: wykorzystała mnie matka IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 20.04.03, 20:31
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              > prut! prut! pardon wzielo mnie na pierdzenie! chybam sie nadto czekolady
              > obzalrla!!
              >
              > Imagine ! to nie atak bilogiczny jeno moja przemiana materii!
              >
              > zara se bekne!

              No bo po co baka trzymac w pupie. Niech polata po chalupie :)))


              Wesolych Swiat


              ryb
              • sdfsfdsf Re: wykorzystała mnie matka 20.04.03, 20:46
                ja bym jednak proponowal otworzyc okno zeby sobie wylecial, po co niewolic biedne stworzenie
                • Gość: Malwina Re: wykorzystała mnie matka IP: *.abo.wanadoo.fr 20.04.03, 20:50
                  Kategorycznie sie sprzeciwiam! somsiedzi siedza na polu i pomysla ze to atak
                  bilogiczny!

                  • malwinamalwina Re: wykorzystała mnie matka 20.04.03, 20:52
                    wez na wstrzymanie zlotko, odklej sie od mojego nick'a (opatentowany) i pomysl
                    przez sekunde : przeciez musial(-abys) drugi raz sie urodzic zeby moc mnie
                    podrobic...
            • Gość: Malwina i nikt z was aniolki... IP: *.d1.club-internet.fr 20.04.03, 20:49
              nawet przez sekunde nie pomyslal ze to NIE JA ???!
              to wam powiem : to nie ja
              i zaraz sie bede logowac
              • sdfsfdsf Re: i nikt z was aniolki... 20.04.03, 20:52
                przyznam ze sie nabralem, to bylo tak bardzo w twoim stylu he he he
                • malwinamalwina Re: i nikt z was aniolki... 20.04.03, 20:53
                  udusze za ten styl
                  • Gość: ryba Re: i nikt z was aniolki... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 20.04.03, 20:57
                    Ile tych Malvin????? Nie dosc ze widze kilka ekranow, to teraz kilka Malwin.
                    Dobrze ze Imagine jest jeden!!! no i Witus, tez jeden!!!

                    Wesolych Swiat

                    ryb
                    • malwinamalwina Re: i nikt z was aniolki... 20.04.03, 20:59
                      odstaw soczki. I przestan mnie z nawiedzone towarzystwo wpychac. wrrr
                  • Gość: marcin24 Re: i nikt z was aniolki... IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.03, 20:59
                    to ciekawe ze nie macie własnego podwórka.
                    moze podesłać wam jakiś projekcik
                    • malwinamalwina Re: i nikt z was aniolki... 20.04.03, 21:04
                      sluchaj, marcin, jesli w twoim poscie jest choc gram rzeczywistosci to cie
                      najmocniej przepraszam
                      po prostu uwazam ze takie zageszczenie tragicznych zdarzen godne
                      jest "detektywa "(no ale moge - ewentualnie - sie mylic)
                      • Gość: marcin24 Re: i nikt z was aniolki... IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.03, 21:31
                        takie zagęszczenie tragicznych zdażeń jest mozliwe i możliwe jest też to że
                        można żyć w takim więzieniu i na nic zda się tłumaczenie tego komuś kto żył
                        sobie w miarę gładko.
                        • Gość: marcin24 Re: i nikt z was aniolki... IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.03, 21:37
                          potraktujcie ten post jakby go nie było.
                          rozumiem że zbyt pochopnie go tutaj umieściłem
                          • Gość: joanna_1 Re: i nikt z was aniolki... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.04.03, 21:58
                            ja mam podobne doświadczenia
                            i było tak jak opisałeś do momentu
                            aż zaopiekował się mną ktoś, komu zaufałam
                            nauczył mnie jak nie bać się ludzi
                            pozdrawiam i życzę spotkania właśnie takiego kogoś
                            • Gość: mila Re: po co takie bzdury IP: *.dip.t-dialin.net 20.04.03, 22:52
                              Ludzie opamietajcie sie.Chlopak pisze w sprawie problemu jaki ma, szuka pomocy
                              a wy tu pierniczycie o ..wielkanocy itp.
                              Marcinie24 ja nie wiem jak ci pomoc. Nic nie piszesz o swoim wieku i o tym w
                              jaki sposob traktowanie przez matke odbilo sie na twoim zamykaniu sie przed
                              reszta swiata.Na pewno nie sluchaj rady tego,ktory mowi ci, ze kontakty
                              miedzyludzkie sa bez sensu, bo nie sa.Napewno.Mam za soba okres, mialam chyba
                              16 lat i bylym w potwornej depresji i wiem, ze gdyby wtedy byl ktos kto
                              zaproponowalby mi narkotyki to nie zastanawialabym sie.Temu tez winna byla moja
                              matka bo upokarzala mnie jak tylko mogla i dopiero teraz w wieku doroslym
                              nauczylam sie(dzieki pomocy specjalisty) miec odpowiedni stosunek do niej a
                              najlepiej jest, ze jestem od niej jak najdalej i ze jej kiedys wszystkie moje
                              zale wypomnialam i jestem dzis osoba pewna siebie i doceniam rozmowy z ludzmi
                              aczkolwiek z natury lubie sie czasem schowac do wlasnego kata.
                              Jestem pewna, ze twoj problem jest dosc zlozony i zadna joga tu nic nie pomoze
                              a moze tylko zamacic.Zdaj sobie sprawe, ze obojetnie czego doznales w
                              przeszlosci, to minelo....a ty wcale nie straciles na wartosci.Napewno jest
                              wiele tematow, na ktore masz swoje zdanie.Staraj sie wychodzic z tej swojej
                              norki, tak po troszeczku i badz cierpliwy, nie zrazaj sie
                              niepowodzeniami.Dobrze by bylo, gdybys mial kogos, kto cie bedzie w tym
                              wspieral.Nie boj sie terapeutow, to fajni ludzie ale zanim zdecydujesz sie na
                              jednego, odwiedz kilku i wybierz najleprzego dla ciebie.Powodzenia...
                              • Gość: marcin24 Re: po co takie bzdury IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 21.04.03, 03:04
                                Gość portalu: mila napisał(a):

                                > Ludzie opamietajcie sie.Chlopak pisze w sprawie problemu jaki ma, szuka
                                pomocy
                                > a wy tu pierniczycie o ..wielkanocy itp.
                                > Marcinie24 ja nie wiem jak ci pomoc. Nic nie piszesz o swoim wieku i o tym w
                                > jaki sposob traktowanie przez matke odbilo sie na twoim zamykaniu sie przed
                                > reszta swiata.Na pewno nie sluchaj rady tego,ktory mowi ci, ze kontakty
                                > miedzyludzkie sa bez sensu, bo nie sa.Napewno.Mam za soba okres, mialam chyba
                                > 16 lat i bylym w potwornej depresji i wiem, ze gdyby wtedy byl ktos kto
                                > zaproponowalby mi narkotyki to nie zastanawialabym sie.Temu tez winna byla
                                moja
                                >
                                > matka bo upokarzala mnie jak tylko mogla i dopiero teraz w wieku doroslym
                                > nauczylam sie(dzieki pomocy specjalisty) miec odpowiedni stosunek do niej a
                                > najlepiej jest, ze jestem od niej jak najdalej i ze jej kiedys wszystkie moje
                                > zale wypomnialam i jestem dzis osoba pewna siebie i doceniam rozmowy z ludzmi
                                > aczkolwiek z natury lubie sie czasem schowac do wlasnego kata.
                                > Jestem pewna, ze twoj problem jest dosc zlozony i zadna joga tu nic nie
                                pomoze
                                > a moze tylko zamacic.Zdaj sobie sprawe, ze obojetnie czego doznales w
                                > przeszlosci, to minelo....a ty wcale nie straciles na wartosci.Napewno jest
                                > wiele tematow, na ktore masz swoje zdanie.Staraj sie wychodzic z tej swojej
                                > norki, tak po troszeczku i badz cierpliwy, nie zrazaj sie
                                > niepowodzeniami.Dobrze by bylo, gdybys mial kogos, kto cie bedzie w tym
                                > wspieral.Nie boj sie terapeutow, to fajni ludzie ale zanim zdecydujesz sie na
                                > jednego, odwiedz kilku i wybierz najleprzego dla ciebie.Powodzenia...

                                Mam 24 lata. Sama odpowiedź jest pomocą. Dowiedziałem się ostatnio od mojego
                                psychologa ze moja matka może być odpowiedzialna w dużym stopniu za moje
                                problemy. Takie zachowania jak m.in. obnażanie się przede mną gdzieś do 4/5
                                roku życia, podobno dzieci dostają od tego świra, kąpanie mnie za szczególną
                                dokładnością poniżej pasa, bycie powiernikiem mamusi-małym tatusiem, wspólne
                                oglądanie czasopisma pornograficznego-jakie to piękne, wiele innych, bardziej
                                "subtelnych" i równie zdradzieckich. Nie wiem dokładnie jakie to zostawiło
                                skutki, zaburzenia tożsamości seksualnej? nadmierne zainteresowanie seksem?
                                zaburzenia osobowości? wycofanie? Nie wiem. Wiem tylko, że mam masę problemów
                                z którymi się nie identyfikuję, a są.
                                Matka powoli dowiaduje się co myślę i "prubuje mnie wyrzucać z domu".
                                Filozofowanie jest dla ludzi którzy twardo stoją na ziemi.
                                Przeszłość jest rzeczywiście zamknięta, tylko co się z tamtąd odzywa?
                                Wspierać mogę chyba tylko sam siebie.
                                pozdrawiam
                            • Gość: marcin24 Re: i nikt z was aniolki... IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 21.04.03, 02:05
                              Gość portalu: joanna_1 napisał(a):

                              > ja mam podobne doświadczenia
                              > i było tak jak opisałeś do momentu
                              > aż zaopiekował się mną ktoś, komu zaufałam
                              > nauczył mnie jak nie bać się ludzi
                              > pozdrawiam i życzę spotkania właśnie takiego kogoś

                              ja zawsze liczyłem na zrozumienie ze strony ludzi bo sam byłem dość wyrozumiały-
                              różnie to było, zawsze chciałem być w pożądku. Od dawna nie chciałem być od
                              nikogo zależny emocjonalnie, to było bardzo ważne, a jednak byłem ale tylko w
                              tej warstwie zewnętrznej
                            • Gość: marcin24 Re: i nikt z was aniolki... IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 21.04.03, 02:14
                              odpowiadam joannie_1

                              Ja zawsze liczyłem na zrozumienie ze strony ludzi bo sam dużo rozumiałem-różnie
                              z tym było.
                              Od dawna nie chciałem być od nikogo zależny emocjonalnie, to było bardzo ważne
                              a jednak byłem, ale tylko że tak powiem w warstwie zewnętrznej.
                              • Gość: joanna_1 takie tam moje przemyślenia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.04.03, 16:51
                                Podobnie jak Ty, miałam za sobą etap życia w skorupie. Bardzo walecznie
                                strzeżonego z resztą. Relacje w domu były jakie były, tzn ogólnie rzecz ujmując
                                system nakazowo rozdzielczy. Skrupulatne egzekwowanie zasad przy pomocy pasa,
                                żednych tam mediacji, rozkaz był wykonany lub nie i za to groziła kara cielesna.
                                Z panicznym strachem przed zboczeńcami, którzy to od 6 roku życia aż po koniec
                                studiów "towarzyszyli" mi, musiałam sobie poradzić sama. Etap uszkadzania ciała
                                w obronie przed przyciąganiem uwagi w kierunku swojej osoby przerabiałam do
                                połowy szkoły podstawowej. Póżniej był etap szlifowania stylu bycia, czyli
                                maxymalnego wyeliminowania jakichkolwiek czynników pozafizycznych, które
                                równiez mogły do mnie przyciągać. Potem był etap poszukiwania przyjaźni, takiej
                                by móc wreszcie komuś zaufać, by móc swobodnie powiedzieć " jestem oto taka
                                dzika". Przyjaźń przerwała się drastycznie, przyjaciółka utopiła się w wieku 15
                                lat. Jak bardzo to przezyłam to wiadomo chyba. Szukałam dalej, baardzo
                                wnikliwie oceniając, analizując, gdzie moge zakotwiczyć. Po 3 latach znalazłam,
                                wreszcie ktoś mnie oswoił, uczył jak dziecko podstawowej umiejętności
                                okazywania uczuc, pozbycia sie wstydu , wiecznie prześladującego poczucia brudu
                                i tego, że niekoniecznie na mój sprzeciw ktoś zareaguje agresją.
                                Marcinie, sam musisz pozwolić sobie pomóc. Dlatego uważam, że przyjaźnie są
                                nieocenione wręcz i w Twoim przypadku. W pewnym sensie musisz też postawic na
                                szali pewne ryzyko, związane z wchodzeniem w relacje z ludźmi, którzy maja
                                przecież prawo do swoich reakcji. Środowisko kształtuje nas, my równiez
                                wpływamy na otoczenie. Swoją asertywnością możesz wykształcić pewien stan
                                nieskrępowania w prezentowaniu swoich oczekiwań względem innych.
                                Takiej samodzielności, przede wszystkim emocjonalnej uczyłam sie latami. A
                                wszystko zaczęło się od poszukiwań przyjaźni, tych prawdziwych, w których
                                czujesz, że jesteś akceptowany bez względu na cokolwiek, to ważne. Z tego
                                wygenerowałam swoją wewnętrzną siłę.
                                Trzymaj się, jak coś nowego przemyślę, to dam znać.
                                Pozdrawiam.
                                • Gość: marcin24 Re: takie tam moje przemyślenia IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 24.04.03, 13:33
                                  Dzięki Joanna że się dzielisz!

                                  Tylko jak komuś zaufać, bez lęku, że urwie ci głowę.
                                  I mając w 90% poczucie że jest się złym trudno o asertywność.
                                  Można tylko walczyć.

                                  joanna_1 ,chciałbym Cię o coś zapytać w związku z Twoimi kontaktami
                                  z "nieodpowiednimi ludzmi"(zboczeńcami).

                                  pozdrawiam

                                  • joanna_1 Re: takie tam moje przemyślenia 25.04.03, 14:56
                                    Zdaję sobie sprawę, że postawienie na szali z jednej strony zaufania, z drugiej
                                    potencjalnej możliwości odrzucenia, wyważenie obydwu jest sprawą trudną.
                                    Tym trudniejsze im większa chęć ciągłej analizy "opłacalności" emocjonalnej.
                                    Pewnego dnia doszłam do takiego etapu, że owe wyważanie przestało mieć sens, ba
                                    nawet czułam sie tym zmęczona. Przestałam myśleć o tym jak jestem odbierana,
                                    jak postrzegany jest mój styl bycia, szłam na żywioł. To odblokowało mnie. Taki
                                    stan relaksacji osiąga sie moim zdaniem wśród ludzi, z ktorymi jesteś zżyty. I
                                    takie relacje z ludżmi tworzę, czyli albo są one baaardzo powierzchowne, albo
                                    bardzo zacieśnione, budowane , no, niektóre juz ponad 25 lat. Budowanie mocnych
                                    więzi z ludźmi jakby syntetyzuje asertywność środowiskową. Odnajdywanie się w
                                    relacjach interpersonalnych dnia codziennego jest wówczas o wiele prostrze.
                                    Powiem wprost, jeszcze raz, potrzebujesz przyjażni, właściwie miłości, ciepłej
                                    wrażliwej kobiety, empatycznej, mądrej.
                                    Zmiana miesca zamieszkania dobrze by Ci zrobiła. To jest jak przerwanie
                                    pępowiny. Gdy się wyprowadziłam z domu, raptem parę lat temu, jest sto razy
                                    lepiej. Mieszkając tam , ciągle utożsamialam sie ze zdarzeniami, ktore miały
                                    miejsce w tamtym rozdziale życia. Wchodzą do bramy, zawsze miałam przed oczami
                                    fotografię tamtych zdarzeń, miejsce pomiędzy 3 a 4 piętrem było skażone. W
                                    windzie nigdy nie czułam sie bezpiecznie. Wchodzący do klatki męzczyzna i
                                    czekający na winde był potencjalnym podejrzanym. Zadziwiające z resztą, ile
                                    mozna pamiętać z dzieciństwa, zwłaszcza jeśli sytuacje w jakis sposób były
                                    powielane.
                                    Tak więc Ryba ma dużo racji z tym abyś wyprowadził się, to działa jak
                                    ściągnięcie liniejacej skóry, i wierz mi można normalnie żyć, w nowej formie.
                                    Wspomnienia moga sobie siedziec grzecznie w szufladzie i wolno im jedynie nos
                                    wystawic nic więcej :-)

                                    Domyślam się o co chcesz się mnie zapytać, pytaj. Choć widzisz, co się dzieje
                                    na forum. Umówmy się, że jeśli uznam pytanie za zbyt intymne, odpowiem Ci na
                                    skrzynkę (podasz mi meila). Wytarcie czyis butów o nasze posty nie będzie
                                    wskazanym doświadczeniem.
                                    Pozdrawiam.

                                    • Gość: marcin24 Re: takie tam moje przemyślenia IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 28.04.03, 01:33
                                    • Gość: marcin24 Re: takie tam moje przemyślenia IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 28.04.03, 02:00
                                      joanna_1

                                      nie wiem czy wiesz o co chcę zapytać,
                                      ale pytanie rzeczywiście jest intymne
                                      i wolałbym go tutaj nie upubliczniać.
                                      Jeżeli możesz, to napisz na mój adres:
                                      wiql@gazeta.pl

                                      pozdr.
            • Gość: Terry Cała malwina IP: 167.178.112.* 05.05.03, 19:25
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              > prut! prut! pardon wzielo mnie na pierdzenie! chybam sie nadto czekolady
              > obzalrla!!
              >
              > Imagine ! to nie atak bilogiczny jeno moja przemiana materii!
              >
              > zara se bekne!

              POwyższy tekst można pozostawić bez komentarza. Napisała ten bełkot malwina.
              Jak gdzie indziej się przedstawiła: suka (chyba mam rację ? jak szczekasz to
              jesteś suką ? mogę więc zagwizdać fiu, fiu malwina do nogi ! aport !).
          • Gość: Imagine Re: wykorzystała mnie matka IP: *.neb.rr.com 20.04.03, 23:04
            Gość portalu: marcin24 napisał(a):

            > dzięki Imagine !
            > tylko to jest taka kwestja, że z jedną osobą niewiele albo nic się się nie
            > zmienia, jest jeszcze gorzej bo ta osoba jest w jakiś sposób skazana na mnie.
            > Nie uczestniczę w kontakcie, zamykam się w sobie i jestem jakby skazany na
            to
            > co ona zaproponuje. Nie potrafię forsować swojego zdania, biorę za innych
            > odpowiedzialność.
            Dobrze wiem o czym mowisz. W szkole podstawowej byly przypadki kradziezy
            z pracowni chemicznej i w czasie gdy nauczyciel o tym powiadamial klase,
            ja bylem czerwony jak burak, co oczywiscie ktos byl laskaw zauwazyc i zwrocic
            uwage klasy wlasnie na mnie. Nie musze chyba dodawac, ze nie mialem zadnego
            udzialu w tych kradziezach.
            Pozdr, Imagine.
            • Gość: marcin24 Re: wykorzystała mnie matka IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 21.04.03, 03:16
              ja nie brałem za innych odpowiedzialności aż do tego stopnia, ale też się
              zawsze wczuwałem w położenie drugiego. Pewnie dla tego że sam miałem zawsze
              masę kłopotów.

              pozdr.
        • gravell Re: wykorzystała mnie matka 27.04.03, 18:45
          Imagine - czy twój udział na tym forum jest zamiast kontaktów międzyludzkich
          na zasadzie "lepsze to niż nic" czy może jest wartością samą w sobie?
        • fnoll Re: wykorzystała mnie matka 13.08.03, 03:03
          Gość portalu: Imagine napisał(a):

          > Poza tym, czy uwazasz, ze owi klepacze,
          > tygrysy towarzyskie tak naprawde sa szczesliwi ? Nie sa. Zareczam Ci. Odbierz
          > im mozliwosc spotkania kogos, a zobaczysz na czym ich "szczescie" polega.

          Czy uważasz, że owi wyoutowani samotnicy, mnisi, mistrzowie onanomistycznych
          sztuk wszelakich, wielcy autyści, są tak naprawdę szczęśliwi? Nie sa. Zareczam
          ci. Odbierz im mozliwosc zamykania sie w sobie, zostaw w niurze czy na imprezie
          na moment, a zobzczysz na czym ich "szczescie" polega.

          i tak w kółko macieju...
    • Gość: ryba Re: wykorzystała mnie matka IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 21.04.03, 01:05
      Nie wiem czy to jest dobra rada, ale ja na Twoim miejscu wyjechalbym do innego
      miasta, kraju. Mysle, ze Twoj problem polega na tym ze walczysz z otoczeniem w
      ktorym sie znajdujesz. Wstydzisz sie, myslac ze kazdy zna Twoja przeszlosc i w
      zwiazku z tym, albo wspolczuja Ci albo...??? Wyjedz, nawet na krotko i zobacz
      jak sie poczujesz w nowym otoczeniu. Taki maly eksperyment...


      ryb
      • Gość: marcin24 Re: wykorzystała mnie matka IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 21.04.03, 03:35
        Gość portalu: ryba napisał(a):

        > Nie wiem czy to jest dobra rada, ale ja na Twoim miejscu wyjechalbym do
        innego
        > miasta, kraju. Mysle, ze Twoj problem polega na tym ze walczysz z otoczeniem
        w
        > ktorym sie znajdujesz. Wstydzisz sie, myslac ze kazdy zna Twoja przeszlosc i
        w
        > zwiazku z tym, albo wspolczuja Ci albo...??? Wyjedz, nawet na krotko i zobacz
        > jak sie poczujesz w nowym otoczeniu. Taki maly eksperyment...
        >
        >
        > ryb


        też kiedyś myślałem, że zmiana miejsca pobytu pomoże, ale jak miałem 19 lat
        i próbowałem się wynieść z chaty to zrozumiałem że problemy "noszę na plecach"
        i w Grecji, Czechach czy Warszawie mieszkają tacy sami ludzie. Pewnie wejdziemy
        do Europy i z tego powodu wcale nie robi mi się weselej, tyle tylko że pewnie
        będzie więcej możliwości.
        Coś jest z tej walki. Nie wiem jak spojżeć niektórym ludziom w oczy. Wydaje
        mi się że ja bym rozumiał więcej.

        pozdrawiam
        • Gość: Imagine Re: wykorzystała mnie matka IP: *.unl.edu 21.04.03, 15:24
          Gość portalu: marcin24 napisał(a):

          > Gość portalu: ryba napisał(a):
          >
          > > Nie wiem czy to jest dobra rada, ale ja na Twoim miejscu wyjechalbym do
          > innego
          > > miasta, kraju. Mysle, ze Twoj problem polega na tym ze walczysz z otoczeni
          > em
          > w
          > > ktorym sie znajdujesz. Wstydzisz sie, myslac ze kazdy zna Twoja przeszlosc
          > i
          > w
          > > zwiazku z tym, albo wspolczuja Ci albo...??? Wyjedz, nawet na krotko i zob
          > acz
          > > jak sie poczujesz w nowym otoczeniu. Taki maly eksperyment...
          > >
          > >
          > > ryb
          >
          >
          > też kiedyś myślałem, że zmiana miejsca pobytu pomoże, ale jak miałem 19 lat
          > i próbowałem się wynieść z chaty to zrozumiałem że problemy "noszę na plecach"
          > i w Grecji, Czechach czy Warszawie mieszkają tacy sami ludzie. Pewnie
          wejdziemy
          >
          > do Europy i z tego powodu wcale nie robi mi się weselej, tyle tylko że pewnie
          > będzie więcej możliwości.
          > Coś jest z tej walki. Nie wiem jak spojżeć niektórym ludziom w oczy. Wydaje
          > mi się że ja bym rozumiał więcej.
          >
          > pozdrawiam
          O, tym sie przejmuj najmniej. Nikt, komu spogladasz w woczy, nie jest wiecej
          warty niz Ty.
          Pozdr, Imagine.
          • Gość: marcin24 Re: wykorzystała mnie matka IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 24.04.03, 13:55
            Daięki Imagine.

            pewnie masz rację, ale w praktyce teoria nie zawsze idealnie pasuje do
            rzeczywistości.

            podzrawiam
            • Gość: xyz:-)) Re: wykorzystała mnie matka IP: *.bos.east.verizon.net 24.04.03, 15:58
              Marcin,
              nie poddaje w watpliwosc Twoich uczuc i przezyc, ale....
              postaraj sie spojrzec trzezwo, mozliwie bez emocji - rowniez na psychologa
              Napisales "obnazanie sie do 4/5 roku zycia" - co to znaczy?
              Czy to bylo cos prowokujacego? (odpowiedz sam sobie na te pytania)
              Bo jesli po prostu przebierala sie w Twojej obecnosci, nie robiac afery z
              golizny, to...sorry, ale nie widze w tym nic zdroznego.
              Piszesz - mycie ponizej pasa.
              Czy w jakis sposob nienormalne? Czy dokladne, porzadne.
              Bo widzisz, dzieci trzeba myc, chlopcow tez.
              Brak odpowiedniej higieny osobistej chlopcow prowadzi do wielu problemow w
              pozniejszym wieku. Dokladnie pamietam, jak lekarz KAZAL myc dokladnie chlopca-
              niemowlaka, by uniknac klopotow z napletkiem itd.
              czasem zdarza sie, ze jestesmy w zyciu pogubieni i....jesli trafimy do
              nieodpowiedniego psychologa, to nasze problemy, zamiast darzyc do rozwiazania,
              moga sie wylacznie poglebic.
              Nie wiem jaka jest prawda, Ty znasz ja lepiej, ale...mozesz bardzo skrzywdzic
              matke, jesli dasz sie podpuscic.
              pozdrawiam
              • Gość: mila Re: wykorzystała mnie matka IP: *.dip.t-dialin.net 25.04.03, 20:33
                zagladam tu po jakims czasie ponownie i szczerze mowiac Marcin to mnie
                przeraziles.Ja jestem kochajaca matka moich dwoch synow /8 i 3 Lata/
                Wychowuje moich synow pod wzgledem sexualnosci bardzo luzno i musze ci
                powiedziec ze do tej pory rozbieram sie przed moim 8 !!! letnim synem i to nie
                dlatego, ze go prowokuje, tylko on akurat najchetniej oglada albo cos czyta w
                mojej sypialni i ja mu nawet zwrocilam uwage, ze jest juz dosc duzy i ja sie
                zaczynam wstydzic ale on uwaza, ze jemu to nie przeszkadza. jestm zdania, jak
                tu ktos przede mna, ze ten twoj psycholog, to chyba jakis samouk, sorry.
                jest pewna,duza, roznica w sexualnym wykorzystywaniu,a zwyklym przebieraniu sie
                w twojej obecnosci lub myciu cie z obowiazku.Nie kazdy dotych ma podloze
                sexualne a juz napewno nie przez matke.Moze twoja matka ogladala z toba te
                czasopisma erotyczne, bo chciala byc nowoczesna i otwarcie poruszac ten teamt
                ale trafila na "dziwne"(sorry) dziecko.
                Ja opowiedzialam starszemu synowi zgodnie z prawda jak sie "robi "dzieci, bo
                mnie o to zapytal gdy mial 5 lat.On wie, ze kobiety maja okres i takie tam i
                wie, czemu to sluzy.On mi nawet powiedzial, ze fajnie, ze zna prawde a nie
                jakies tam historyjki z podworka.Mnie uswiadomila moja babcia i jestem jej za
                to bardzo wdzieczna.
                Wiesz mysle, ze powody twojego zaskorupiania sie leza gdzie indziej.moze to nie
                matka tylko ktos inny , bo niby dlaczego kojazysz swoj problem z sexualnoscia.
                Cos w tym jest a le pamietaj jak ci mowilam juz na wstepie, nie ufaj kazdemu
                psychologowi,bo wsrod nich tez sa partacze.
                Mozesz ocenic ten post jako "ty nic nie rozumiesz", ale mysle, ze latwiej
                byloby nam wyciagnac jakies konkretniejsze wnioski, gdybys podal wiecej
                szczegolow np.jakiego rodzaju wykorzystywanie masz na mysli, co konkretnie
                pamietasz i jak sie wtedy czules? Dlaczego jej nigdy nie powiedziales co
                czujesz, jak na ciebie dziala, a moze nie?
                Czesto matki samotnie wychowujace dzieci , widza blednie w synu
                mezczyzne,partnera, ktorego jej brak , zamiast widziec dziecko.Nie dobrze jest
                bowiem rozmawiac z dziecmi o swoich problemach, od tego sa przyjaciolki, czy
                rodzina.dzieci nie sa w stanie udzwignac tego ciezaru i czuja sie jakby
                wspolwinne.ciekawa jestem twoich dalszych postow.Ciao
                • ha-jo Re: wykorzystała mnie matka 28.04.03, 15:36
                  czesc,

                  ja tez nie rozumiem tego wykorzystywania seksualnego przez matke, ale dla mnie
                  w tej historii to sprawa drugorzedna.to juz nie ma wielkiego znaczenia.gleboka
                  akceptacja tego co bylo, przebaczenie,- moga sprawic, ze do matki nie bedziesz
                  mial cienia pretensji, ale twoje problemy w relacjach miedzyludzkich wciaz
                  beda faktem.polecam ci to jednak jako pierwsze.pogodzic sie z przeszloscia.

                  joanna 1 napisala:

                  "Zdaję sobie sprawę, że postawienie na szali z jednej strony zaufania, z
                  drugiej potencjalnej możliwości odrzucenia, wyważenie obydwu jest sprawą
                  trudną.Tym trudniejsze im większa chęć ciągłej analizy "opłacalności"
                  emocjonalnej.Pewnego dnia doszłam do takiego etapu, że owe wyważanie przestało
                  mieć sens, ba nawet czułam sie tym zmęczona. Przestałam myśleć o tym jak
                  jestem odbierana, jak postrzegany jest mój styl bycia, szłam na żywioł."

                  dokladnie.rowniez ja sie moge pod tym podpisac.byl okres w moim zyciu, kiedy
                  moje relacje miedzyludzkie trudno by nazwac nawet relacjami.potrafily mijac
                  tygodnie, miesiace, a moje jedyne slowa to bylo "dziekuje" i "czesc" w
                  sklepie, lub jakies zdawkowe zdania przy zalatwianiu formalnosci.kiedy bylem
                  sam-bylo zle.kiedy bylem z ludzmi, pojawiala sie tak duza i zwracajaca na
                  siebie uwage nerwowosc, oraz generalny dyskomfort, czesto panika, ze...-bylo
                  jeszcze gorzej.samotnosc bolala, ale nie tak jak fakt, kiedy ludzie
                  po "pierwszym wrazeniu" regularnie omijali cie szerokim kolem.dotyczylo to
                  rowniez dziewuch, ktorym czesto na pierwszy rzut oka sie podobalem, na drugi
                  juz nie.w czasie studiow 3 razy zmienilem uniwerek.mialem wtedy mnostwo czasu
                  dla siebie.pocieszenia wiec szukalem w bogu, przebijajac sie przez kilka
                  religii, i ogolnie duchowe zycie.bardzo duzo uprawialem sport.to bylo moje
                  zycie.popalalem maryche, i czasem lubilem sie zachlac, ale uzywki mnie sie
                  jednak nie trzymaly.wszystko samemu.szukalem jednak dalej zlotego
                  srodka.medytacja, yoga, tai chi.jeszcze tego nikomu nie mowilem, ale powiem
                  ci, ze w wieku 24 lat sprowadzilem sobie nawet ekskluzywna dziwke do domciu.
                  kiedy ja wprowadzilem do pokoju, zaminielismy zaledwie kilka zdan po czym ona
                  przypatrujac mi sie walnela "co, pierwszy raz?!".bylem na dnie.oczywiscie nie
                  namawiam cie do tego, ale wlasnie dokladnie po tym zdarzeniu chyba sie po
                  prostu poddalem.przestalem walczyc.i cos peklo.nawet trudno mi dzisiaj
                  powiedziec, co wyciagnelo mnie z fobii:medytacja, wiara w jakies tam
                  przekonania,czy ta dziwka.mysle, ze wszystko po trochu.mysle, ze jest taki
                  czas, w ktorym wkrada sie pewna akceptacja w czystej postaci, bez potrzeby
                  wmawiania sobie czegokolwiek, i to ona jest tym najwazniejszym czynnikiem.nie
                  tylko w chorobie, ale w ogole w calym zyciu.a dzisiaj mam wspaniala
                  dziewczyne, spoko prace, i duzy spokoj.no i wdziecznosc.wszystko w moim zyciu
                  bylo dokaldnie tak, jak byc powinno.
                  jeszcze nigdy na forum nie powiedzialem tyle o sobie, ale wspolczuje ci
                  marcin, i zycze powodzenia.
                  • Gość: marcin24 Re: wykorzystała mnie matka IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 29.04.03, 16:12
                    ha-jo napisał:

                    > czesc,
                    >
                    > ja tez nie rozumiem tego wykorzystywania seksualnego przez matke, ale dla
                    mnie
                    > w tej historii to sprawa drugorzedna.to juz nie ma wielkiego
                    znaczenia.gleboka
                    > akceptacja tego co bylo, przebaczenie,- moga sprawic, ze do matki nie
                    bedziesz
                    > mial cienia pretensji, ale twoje problemy w relacjach miedzyludzkich wciaz
                    > beda faktem.polecam ci to jednak jako pierwsze.pogodzic sie z przeszloscia.
                    >

                    >
                    >
                    > moje relacje miedzyludzkie trudno by nazwac nawet relacjami.potrafily mijac
                    > tygodnie, miesiace, a moje jedyne slowa to bylo "dziekuje" i "czesc" w
                    > sklepie, lub jakies zdawkowe zdania przy zalatwianiu formalnosci.kiedy bylem
                    > sam-bylo zle.kiedy bylem z ludzmi, pojawiala sie tak duza i zwracajaca na
                    > siebie uwage nerwowosc, oraz generalny dyskomfort, czesto panika, ze...-bylo
                    > jeszcze gorzej.samotnosc bolala, ale nie tak jak fakt, kiedy ludzie
                    > po "pierwszym wrazeniu" regularnie omijali cie szerokim kolem.dotyczylo to
                    > rowniez dziewuch, ktorym czesto na pierwszy rzut oka sie podobalem, na drugi
                    > juz nie.w czasie studiow 3 razy zmienilem uniwerek.

                    u mine dokładnie jak opisałeś. Też zmieniałem uczelnie, licząc,że spodkam
                    odpowiednich ludzi. Nauka do bani, ale nie z powodu braku jakichkolwiek
                    zdolności, tylko ciągłego napięcia: na osiedlu, na mieście, w tramwaju,
                    w bufecie, na zajęciach - wszędzie. Na medytacje też jeżdziłem ale zrozumiałem
                    w końcu, że to oświecenie jest sprawą w gruncie rzeczy bardzo prostą i ludzie
                    szczerze mówiąc nic o tym nie wiedzą (uczestnicy), powtażają tylko to co ktoś
                    im powiedział, bądź wyczytali, a o prawdziwym doswiadczeniu nie mają żadnego
                    pojęcia - ono jest bardzo proste, jeżeli ktoś go doświadczył. Znajdowałem
                    póżniej potwierdzenie tego u różnych autorytetów. Ale to się zwykle dzieje
                    chwile, rozumie się wszystko i wraca się do skorupy.


                    mialem wtedy mnostwo czasu
                    > dla siebie.pocieszenia wiec szukalem w bogu, przebijajac sie przez kilka
                    > religii, i ogolnie duchowe zycie.bardzo duzo uprawialem sport.to bylo moje
                    > zycie.popalalem maryche, i czasem lubilem sie zachlac.wszystko
                    samemu.szukalem jednak dalej zlotego
                    > srodka.medytacja;

                    Z prostytutką, też miałem doświadczenie, tle że troche wcześniej

                    jeszcze tego nikomu nie mowilem,ale powiem
                    > ci, ze w wieku 24 lat sprowadzilem sobie nawet ekskluzywną dziwkę.a dzisiaj
                    mam wspaniala
                    > dziewczyne,

                    zazdroszczę Ci tego

                    spoko prace, i duzy spokoj.no i wdziecznosc.wszystko w moim zyciu
                    > bylo dokaldnie tak, jak byc powinno.
                    > jeszcze nigdy na forum nie powiedzialem tyle o sobie, ale wspolczuje ci
                    > marcin, i zycze powodzenia.


                    dzięki, że tyle powiedziałeś, dzieki
                    to, żę odpowiadacie, mówicie o sobie ma duże znaczenie

                    pozdrawiam ha-jo
    • Gość: yota Re: IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 29.04.03, 18:46
      czesc.
      Wiem co to znaczy czuc w sobie napiecie ktore przeszkadza gdziekolwiek sie
      idzie, prawie z kimkolwiek sie rozmawiam. Bliskosc az boli, jest nie do
      zniesienia. Patrzenie w oczy powoduje ze czuje sie jeszcze bardxiej spieta. Mi
      to bardzo przeszkadza. I jest przycyzna moich chandr. wprawdzie studiow nie
      zmienialam ale czy je skoncz nie wiem...nie mam motywacji...
      Sama nie wiem skad wzial sie moj problem. Ale przeszkadza zamykam sie w swojej
      skorupie jestem samotna.
      Zastanawialam sie czy to czasem nie nerwica po urazowa. Przecztalam czasem
      efektem pewnych emocji ktore w sobie stlumilsmy jest zmeczenie, nieprzyjemne
      napiecie. A ja na przyklad bardzo sie kiedys wstzdzilam w okresie dojrzewani
      ale z tym wstydem laczyl sie lek i ja na sile ten swoj wstyd, lek,
      czerwienienie sie chcialam stlumic, nie mialam odwagi go okazac.
      Bylam bardzo zamknieta na ludzi i nie potrafilam im ufac.
      Tez mzslalam o medytacji. Mzsle ze to pomaga,pozwala odwrocic mysli od siebie,
      ale do cwiczenia medztacji trzeba miec duzo sily woli...a ze mna to jest
      roznie...
      Na pewno drugi czlowiek pomaga, jego akceptacja. Chlopak z ktorzm bylam przez
      jakis czas pomagal mi dotykiem ktory mnie rozluznial oraz tym ze nie
      przeszkadzalo mu ze caly czas jestem spieta , zawsze wzdawalo mi sie ze jak
      jestem taka spieta to wzgladam paskudnie, wtedy ja przestawalam sie tzm
      przejmowac i sie rozluznialam.

      narazie koncze

      czesc


    • chujciwpyszczycho marcinku 06.05.03, 21:48
    • komandos57 Re: wykorzystała mnie matka 29.07.03, 18:35
      To tez byl przeboj
    • komandos57 Re: wykorzystała mnie matka 12.08.03, 23:35
      To piekny watek.Taki psycho!!!!!!
      • gradaczka Re: wykorzystała mnie matka 13.08.03, 03:24
        WAtek piekny, ale Malwina sie nie popisala chyba
Inne wątki na temat:
Pełna wersja