za dziewiec godzin...

IP: *.blich.krakow.pl 23.04.03, 03:24
..oni sie rozstana.

Godzine temu zakonczylam rozmowe telefoniczna z pewna kobieta. Plakala - jej
facet.. juz byly facet - jutro..byly facet [;/]- jest moim przyjacielem. Ona
byla u mnie wczoraj w poludnie, dlugo rozmawialysmy. On - wyszedl w nocy po
dlugiej naszej - bardzo smutnej - rozmowie.
To nie moj zwiazek. Nie ja go zrywam, nie z mojego powodu jest zrywany, ba -
bardzo chcialabym, by kiedys znow sie zeszli. Wiec - dlaczego sie angazuje?
To w koncu _ich_ sprawy. Nie wiem.
Ona - cierpi. On - tez.
Ona chciala, by byl troche inny. On uznal to za przedwczesny atak na jego
zycie, uznal, ze do siebie nie pasuja, podjal decyzje o rozstaniu. Ona -
zaufala mu i.. chciala kontrolowac. Ona dowie sie za dziewiec godzin. Ja juz
wiem o jego decyzji i ciezko mi z tym. Wiem tez, jak ciezko mu bylo owa
decyzje podjac. Wiem tez, jak bardzo ona bedzie cierpiec.
Oboje mieli dla siebie tak malo czasu.

Od jakiegos czasu takie sytuacje sa na porzadku dziennym wsrod moich
znajomych. tak, wiem - to "tylko" problemy w zwiazkach... ale drzwi sie u
mnie nie zamykaja od kilku tygodni. Moge jedynie sluchac, nie wolno mi nic
doradzic, na nic namowic - nie wolno. Nie mam tez poczucia, ze sama
zachowalabym sie w danej sytuacji inaczej niz - na przyklad - moj przyjaciel.
Wiem tez, ze cierpialabym podobnie jak owa kobieta, ktorej nie moge nazwac
przyjaciolka, a bardzo bym chciala.

Poraza mnie wlasna bezradnosc w takich sytuacjach. Nie mam jednak tak
naprawde wyjscia - rola dyzurnego sluchacza wsrod znajomych przypadla mi juz
jakis czas temu. W sumie potrafie sie w tym odnalezc... ale jednak bywa mi w
tym ciezko, tak jak teraz [a rzadko sie to zdarza].
Przepraszam za zasmiecanie forum, ale dzis po prostu jest mi smutno. Patrze
na rozpadajacy sie zwiazek mojego przyjaciela i kobiety, ktora zaczelam
bardzo lubic jeszcze nim zaczeli byc razem.. i nie moge wykonac zadnego
gestu. nie moge zrobic nic, poza oferta sluchania, milczenia, akceptacji.
Bo coz jeszcze moge zrobic?

P.S. danie sobie spokoj ze sluchaniem to nienajlepszy pomysl ;/ Nie realizuje
sie zbyt dobrze w gadaniu, co po poscie widac :P

pozdrawiam ze srodka nocy
Mevillian


    • blabona Re: za dziewiec godzin... 23.04.03, 09:36
      "Ona -
      zaufala mu i.. chciala kontrolowac"- to chyba nie jest zaufanie...
      Nie dziwię się że facet odszedł.
      A Ty nie przejmuj się tak bardzo,może nie warto?
      • Gość: Mevillian Re: za dziewiec godzin... IP: *.blich.krakow.pl 23.04.03, 09:51
        blabona napisała:

        > "Ona -
        > zaufala mu i.. chciala kontrolowac"- to chyba nie jest zaufanie...
        fakt.. nie napisalam wyraznie, pozno bylo ;/
        chciala go zmienic tak, aby byl doskonaly... strasznie to zagmatwane; z jednej
        strony kobieta go kocha takim, jakim jest, z drugiej - ma przestac palic, ma
        ubierac sie inaczej itp. i stosuje do osiagniecia owego celu niezbyt ladne
        srodki [szantaz]
        A poza wszystkim: zaufala mu, powiedziala bardzo wiele o sobie, zakochala sie w
        nim. To dla niej bardzo bardzo duzo - zaangazowania.


        > Nie dziwię się że facet odszedł.
        > A Ty nie przejmuj się tak bardzo,może nie warto?
        to nie tak.. :)
        Przejmuje sie, bo to bliskie mi osoby.
        Mam tylko nadzieje, ze uda im sie to wszystko poukladac.
        Kwestia jest jeszcze inna - drzwi naprawde sie u mnie nie zamykaja. Ludzie
        wylewaja u mnie emocje. I czasem naprawde jest tego za duzo.

        Pozdrawiam, dzieki za odpowiedz :>
        Mevillian

        • luna_w Re: za dziewiec godzin... 23.04.03, 10:06
          Dobrze jest mieć przyjaciół. Gorzej jak nikt nie dzwoni, nie prosi o radę, jak
          drzwi są wciąż zamknięte.
        • jmx Re: za dziewiec godzin... 23.04.03, 10:16
          Gość portalu: Mevillian napisał(a):

          > Kwestia jest jeszcze inna - drzwi naprawde sie u mnie nie zamykaja. Ludzie
          > wylewaja u mnie emocje. I czasem naprawde jest tego za duzo.
          Jeśli za dużo to trzeba czasem powiedzieć - stop. Dla swojego dobra i
          Przyjaciół.

          Może ta para ma jeszcze szanse - jeśli razem szczerze porozmawaiają ze sobą.
          Związek to sztuka kompromisu...
    • qw5 Re: za dziewiec godzin... 23.04.03, 10:37
      Nawet nie wiesz jak w sumie pomagasz tym ludziom, oni najczęsciej nie oczekuja
      Twoich rad, po prostu potrzebują kogoś kogo lubią akceptuja szanują mają za
      jakiś autorytet potrzebują jako ucha .I Ty im to dajesz a problem i tak muszą
      rozwiązac w swoim sumieniu. Jeśli nie obciąża Cię to za bardzo emocjonalnie to
      myślę sobie że warto ... pomagać przyjaciołom w ten sposób.
    • zet1 Re: za dziewiec godzin... 23.04.03, 10:48
      Jakbym znał to skądś... Ale dziwnie człowiekowi jest później, kiedy się okazuje
      jak losy tych ludzi łączą się z zupełnie nowymi, innymi... Na pewno jest smutno
      i nie wiadomo jak radzić sobie z tym morzem "obcych" problemów. Ale kiedy im
      się udaje znów i Nam przytrafiają się podobne sytuacje, łatwiej możemy z tym
      sobie poradzić. Słuchając znajomych/ przyjaciół, którzy nakręcali swe problemy
      do granic absurdu, co musiało w końcu doprowadzić do zakończenia pewnych stanów
      emocjonalnych, nazywanych "byciem razem", zupełnie inaczej patrzę na swoje
      własne życie. Dużo łatwiej mogę pójść na kompromis, czy też nie zmieniam
      drobnego nieporozumienia w powód do określenia "niezgodności charakterów".
      Nic na siłę. Jeśli nie potrafią się sami ze sobą dogadać, znaczy że mają z tym
      problem i nie wolno ich do niczego zmuszać.
      • Gość: Mevillian Re: za dziewiec godzin... IP: *.blich.krakow.pl 24.04.03, 00:15
        ..i stalo sie.
        Przyjaciel przyszedl zaraz po rozmowie z nia; Ona skontaktowala sie w chwili,
        gdy on przyszedl pogadac.
        Byc moze bedzie dobrze.
        Na razie ona otrzasa sie z szoku. On uznaje to za najtrudniejsza decyzje w
        zyciu.
        Ona byc moze zrozumie. Bedzie miec moja pomoc, jesli tylko zechce.

        Dziekuje za odpowiedzi -
        podtrzymaliscie mnie troche na duchu, bardzo tego potrzebowalam.
        Mevillian
        • jmx Re: za dziewiec godzin... 24.04.03, 01:22
          Po pierwszym szoku pojawia się pytanie co dalej...
          Czasem z ruin można odbudować coś piękniejszego niż było....
    • komandos57 Re: za dziewiec godzin... 24.04.03, 01:30
      Mial przedwczesny wytrysk?Ty umiesz pocieszac.Pociesz mnie.Poplake ci w rekaw.
Pełna wersja