Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :)

21.02.07, 18:51
Wiecie… Zaczęłam się zastanawiać (ostatnio zastanawiam się więcej niż
zazwyczaj, mózg pracuje, bo nie myśli o jedzeniu- sukces :), ze może wartoby
się zastanowić nad genezą kompulsów? Albo przejdźmy do rzeczy: mała ankieta i
bardzo was proszę o wypełnienie, jak najdokładniejsze. Długie wpisy mile
widziane. Najlepiej usiądźcie do tego w chwili, kiedy czujecie przypływ
„ochoty na coś”:
Po pierwsze: w jakich chwilach sięgasz po jedzenie? Jak to wygląda, co jesz, w
samotności czy przy kimś, w domu czy gdzieś indziej, czy powoduje to zjedzenie
jakiegoś produkty, czy jakieś uczucie, czy jakichś wewnętrzny przymus? O czym
myślisz, jak się usprawiedliwiasz, czemu nie masz żadnych hamulców? Jak
wówczas negujesz postanowienie „musze schudnąć” (bo założę się, ze 99% z was
takie właśnie ma postanowienie)?
?
Ciekawi mnie to, naprawdę. Bardzo.

-----------
Będzie dobrze :)
miss-peggy.blog4u.pl
    • horlaa Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 22.02.07, 18:40
      hmm nie wiem czy jest wiekszy sens w takim pisaniu... pewnie kazdy ma inaczej. mysle ze nie ma co ZA BARDZO analizowac skad sie to bierze, tzn czym sie poszczegolne dziewczyny roznia, czy w jakiej sytuacji jedna je, w jakiej inna...

      jakis wspolny mianownik pewnie jest (czy tego szukasz?)
      ja mam takie porownanie ktore wlasciwie podpowiedziala mi kiedys moja psycholozka. i tak sobie ja sama to tlumacze.
      wyglada to tak: czlowiek ma jakieś tam potrzeby. na przyklad potrzebe bliskosci, obecnosci drugiego czlowieka, rozmowy, uczuc itp. nawet się mówi "głód uczuć". jesli tego nie uda sie zaspokoic w normalny, typowy sposob (czyli glód rozmowy zaspokajamy rozmową), stajemy sie "glodne".
      i ten glod zaspokajamy tak, jak kazda potrafi. jedna jedzeniem, inna obsesyjnym liczeniem kalorii, a jeszcze inna zakopywaniem sie po uszy w internetowym swiecie. a jeszcze inna... nadmiernym mysleniem o BED.

      wg mnie po prostu jakies tam przyczyny (u mnie np. byl to wstyd przed okazywaniem uczuc, poczucie, ze chcę/muszę byc silną, niezalezną, pewną siebie osobą ktora wszystkie problemy zalatwia samodzielnie), powodowaly, ze pewne uczucia, a raczej te uczucia "niezaspokojone" gromadzily sie, gromadzily, a w koncu "wybuchaly" w postaci naglego ataku takiego prostego, fizycznego glodu. bo wtedy zajmowalam swoj mozg pakowaniem w siebie roznych roznosci, i to bylo cos mojego, taka czesc mojego zycia, taka "slabosc", w ktorej moglam odreagowac wszystkie moje klopoty.
      tak jakby jedzenie zastepowalo mi przyjaciela, chlopaka, kogokolwiek.

      to tak generalnie - bylo u mnie ileś tam lat.
      i wiesz co - okazalo sie przez ten dluuuugi czas, ze miejsce, sytuacja, okolicznosci (np czy jestem w domu, czy na wakacjach, czy za granicą itp) niewiele zmienialy. czyli nie w tym tkwila istota. najwazniejsze bylo, ze ciagle bylam "glodna" i musialam cos z tym zrobic.
      chocby chwilowo "zapchac" te dziury w sobie, te ktore tak bardzo potrzebowaly innych ludzi.

      aha, co ciekawe, dla mnie nie mialo znaczenia czy wydarzylo mi sie cos zlego czy dobrego. jesli bylam nieszczesliwa, to jadlam. ale jak bylam szczesliwa i dzialo mi sie w zyciu cos super, tez jadlam. dlaczego? pewnie dlatego, ze nie umialam inaczej reagowac. po prostu jedzeniem wyrazalam swoje uczucia, zamiast isc do kolezanki albo mamy i naopowiadac jej, co to mi sie niesamowitego przytrafilo.

      dlatego mysle sobie ze BED to strasznie zwodnicza rzecz, bo myslisz, ze jak "ulozy ci sie w zyciu" (praca, pieniadze, chlopak, sukcesy), to wszystko sie skonczy. wcale nie. zawsze mozna miec powod do obzerania sie.

      uff rozgadalam sie.
      to by bylo na tyle, poki co ;)

      pozdrawiam

      • emotions Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 23.02.07, 16:15
        > hmm nie wiem czy jest wiekszy sens w takim pisaniu... pewnie kazdy ma
        inaczej.
        > mysle ze nie ma co ZA BARDZO analizowac skad sie to bierze, tzn czym sie
        poszcz
        > egolne dziewczyny roznia, czy w jakiej sytuacji jedna je, w jakiej inna..

        zgadzam sie... Wspolne zamartwianie sie i uzalenie nad tym ile to potrafie
        zjesc ciastek, drozdzowek, pizzy, frytek i innych smieci ;-) nie ma sensu.
        Kazda z nas doskonale zna uczucie wyrzutow sumienia "po", skladanych pozniej
        obietnic...

        > to tak generalnie - bylo u mnie ileś tam lat.
        > i wiesz co - okazalo sie przez ten dluuuugi czas, ze miejsce, sytuacja,
        okolicz
        > nosci (np czy jestem w domu, czy na wakacjach, czy za granicą itp) niewiele
        zmi
        > enialy. czyli nie w tym tkwila istota. najwazniejsze bylo, ze ciagle
        bylam "glo
        > dna" i musialam cos z tym zrobic.
        > chocby chwilowo "zapchac" te dziury w sobie, te ktore tak bardzo potrzebowaly
        i
        > nnych ludzi.
        >
        > aha, co ciekawe, dla mnie nie mialo znaczenia czy wydarzylo mi sie cos zlego
        cz
        > y dobrego. jesli bylam nieszczesliwa, to jadlam. ale jak bylam szczesliwa i
        dzi
        > alo mi sie w zyciu cos super, tez jadlam. dlaczego? pewnie dlatego, ze nie
        umia
        > lam inaczej reagowac. po prostu jedzeniem wyrazalam swoje uczucia, zamiast
        isc
        > do kolezanki albo mamy i naopowiadac jej, co to mi sie niesamowitego
        przytrafil
        > o.

        Ja doszlam do tego dopiero niedawno. Tzn. zawsze wydawalo mi sie, ze zmieniajac
        swoje zycie/siebie mniej lub bardziej radykalnie pozbede sie problemow z
        jedzeniem. Tymczasem okazuje sie, ze bez wzgledu na to czy gruba czy chuda, w
        domu czy w pracy, sama czy z rodzina, wesola czy smutna, zawsze towarzyszy mi
        BED.

        Doskonale znam "glod uczuc", o ktorym piszesz. Kiedy poraz pierwszy spotkalam
        sie z osoba opowiadajaca szczerze o soich uczuciach bylam przerazona, nie
        wiedzialam jak zareagowac. Kiedy probuje to robic sama to zawsze wydaje mi sie
        to nienaturalne, wymuszone i do oczy cisna sie lzy...

        W moim domu nie mowi sie o uczuciach, emocjach. Jakiekolwiek proby podjecia
        tematu koncza sie ucieciem rozmowy/osmieszeniem/brakiem reakcji. Przyklad. Moja
        babcia jest obecnie bardzo chora. O chorobie dowiedzielismy sie tydzien temu.
        Kiedy zapytalam mame o samopoczucie babci po ich ostatniej rozmowie
        telefonicznej (babcia mieszka 200 km od nas) uslyszalam odpowiedz "Nie wiem jak
        sie czuje. Chyba zartujesz, o takie rzeczy sie nie pyta!".
        • gumabalonowa Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 23.02.07, 20:31
          Nie jestem do końca przeciwna ankiecie. Czytając post emotions czy horli, kiedy
          widzę punkty wspólne mogę się nad nimi zastanowic, mogę postarac się coś zrobic,
          by uniknąc pułapek, których sama nie zauważam.
          U mnie w domu też nie mówi się o uczuciach i emocjach.
      • agacior89 Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 24.02.07, 11:57
        Nie do końca chodziło o wyzalanie się, zresztą, jesli to komuś pomoze- to moze i
        niech się użala. Chociaz z drugiej strony wasnie w tym proboem, wydaje się ze
        jedzenie pomaga- WYDAJE SIĘ.

        Myślałam ze to dobra droga, przeanalizować jak wyglada "kompuls", znaleźc
        przyczynę...

        Cały czas szukam...

        -----------
        Będzie dobrze :)
        miss-peggy.blog4u.pl
        • stilletto Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 24.02.07, 20:24
          Zgadzam sie, ze na pewno to zaburzenie (nie uzywajmy brzydkiego slowa choroba,
          zeby nie wpasc w hipochondire;) musi miec jakis wspolny mianownik we wszystkich
          przypadkach - juz chocby dlatego, ze objawy sa mniej wiecej takie same...
          Lekarz powiedzial mi, ze to zupelnie to samo co bulimia, natomiast nie uzywal
          porowniania do alkoholizmu i innych uzaleznien. A z bulimii przeciez mozna sie
          poniekad wyleczyc trwale, wiec i my powinnysmy wierzyc, ze sie kiedys tego
          badziewia pozbedziemy... Moze - tak jak w przypadku malzenstwa;) - musi po
          prostu nadejsc odpowiedni dzien, musi wydarzyc sie cos, co sprawi, ze w naszym
          zyciu nastapi jakis przelom...
          No, ale nie o tym mialo byc... Wiec choc pewne objawy sa wspolne, to szczegoly
          juz z pewnoscia nie, acz zaryzykowac moge, ze kazda z nas je wylacznie w
          samotnosci (mowie o BED, chyba nie da sie totalnie unikac jedzenia przy osobach
          postronnych;) i ze mamy problemy z wyrazaniem emocji, co juz stwierdzily
          szanowne przedmowczynie. Otoz u mnie w domu sytuacja byla podobna - tzn. JA
          nigdy nie umialam i nie umiem nadal mowic o uczuciach, czasami zreszta wydaje
          mi sie, ze nic nie czuje, ze jestem pusta w srodku...:( Na studiach
          dowiedzialam sie, ze nazywa sie to aleksytymia, ale to juz chyba inny
          problem...? A moze to tez powiazane jest z BED? Wydaje mi sie natomiast, ze nie
          ma znaczenia to, czy nasze zycie jest nudne i monotonne, czy az zanadto
          zapracowane, czy siedzimy calymi dniami w domu, czy wpadamy don tylko w celu
          przespania sie i czy posiadamy chlopaka/przyjaciol etc. Hmm... a moze to nie w
          nas, ale w naszych rodzinach lezy przyczyna??? Moze zawazyl na tym sposob, w
          jaki nas wychowywano... Spytam na przyklad - czy ktos tu jest jedynaczka?

          Sprobuje odpowiedziec krotko na niektore Twoje pytania... Mnie to dopada zawsze
          w podobnych warunkach - wczesnie rano (zwlaszcza gdy jestem niewyspana, a za
          oknem aura jak pod psem), wylacznie w moim mieszkaniu lub w samochodzie, kiedy
          jestem sama i zawsze kiedy naraz zajmuje sie kilkoma rzeczami... Moze nie sa
          to "niespokojne glosyw w mojej glowie";), ale zupelnie nie mysle wtedy o tym,
          co czynie (tzn. co jem), bo jestem do tego stopnia zajeta czyms innym (np.
          pisaniem pracy, porzadkami itp.), ze cala reszta przestaje miec znaczenie...:/
          A co w tym wszystkim najglupsze? Jestem chora - i jakos (chociaz wcale o tym
          nie mysle!) zawsze zjadam tylko to, co wolno mi jesc ze wzgledu na chorobe
          wlasnie... Chocbyscie postawily przede mna fure jakiegos badziewia, to na pewno
          go nie tkne - chyba mam odruch warunkowy jak pies Pawlowa ;) Aha, moge
          zaznaczyc jeszcze, ze pora roku chyba nie ma zbytnio znaczenia w moim
          przypadku... Zaczelo sie w lecie, ale pozna jesienia bylo tak samo :( Hmmm...
          Co czuje potem? Nie umiem opisac - no wlasnie :/
      • 4mata1 Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 08.01.08, 14:23
        Witam,
        Szukam osoby chętnej z Warszawy aby wystapiła w programie Dzień
        Dobry TVN.Program o tematyce : kompulsywne jedzenie.
        osoby chetne proszę o maila:
        Marion750@poczta.pnet.pl
        • zrozpaczona84 pytanie 16.01.08, 18:08
          mie jestem z Warszawy ale widzialam program 8.Czy to oznacza ze bedzie jakis
          ciag dalszy?! Bardzo dobrze bo ja własnie 8 zorietowalam sie ze chyba to co
          dzieje sie ze mna to nie jakies tam moje dziwactwo nie jakas depresja czy po
          prostu lakomstwo tylko wlasnie kompulsywn e jedzenie. Czekam z niecierpliwościa
          na informacje kiedy dokładnie odbedzie sie kolejny program.Nie chce go
          przegapic.Pozdrawiam
      • wodka_z_sokiem Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 15.05.08, 07:05
        ten watek po raz kolejny mi uswiadomil, dlaczego terapia jest taka
        wazna.

        jakis czas temu napisalam post w tym temacie. opisalam mnostwo
        sytuacji, w jakich sie objadam, ale tak naprawde nic z tego nie
        wynikalo. sam problem tego jedzenia byl dla mnie wazny, nawet
        podkreslilam tam ze nic nie czuje kiedy jem. teraz odpowiedzialabym
        zupelnie inaczej.

        terapia jest naprawde super, bo pozwala odkryc swoje wlasnie
        potrzeby. ja nigdy nie wiedzialam dlaczego to robie, a okazuje sie
        ze w rzeczywistosci dzieje sie tak, bo brak mi tego czy tamtego. tak
        jak pisze horlaa - jedzenie zastepuje chlopaka, przyjaciela etc.

        warto skonsultowac sie z psychologiem - to do dziewczyn, ktore sie
        wahaja. mam za soba bardzo krotki okres terapii ale widze juz duze
        postepy. po pierwsze: zaczynam zdawac sobie sprawe z przyczyn dla
        ktoych objadam sie. zaczynam powolutku wyczuwac to, ze np: teraz
        jest mi smutno bo sie zawiodlam na przyjaciolce, czy czuje napiecie
        bo nie jestem pewna uczuc jakiegos chopaka do mnie i boje sie ze nie
        odwzajemnia moich. taka swiadomosc to juz pierwszy krok do tego zeby
        przelamac zla passe i zamiast siegnac po smakolyki rozwiazac problem
        w inny sposob.

        sorry za madrzenie sie i banaly, ktore tu wypisuje, ale jak najdzie
        mnie jakas refleksja to staram sie to przelewac na ekran.
        milego dnia dziewczeta
        • horlaa Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 15.05.08, 22:00
          to nie żadne mądrzenie sie ani zadne banaly, super ze to piszesz, wodka z sokiem (niestety twoj post powstal jako - pewnie przez pomylke - odpowiedz na powyzszy post wiec nie da sie go przesunac :))

          fajnie czytac jak zdrowiejesz :) na pewno innym sie to przyda i moze zacheci.

          pozdrawiam cieplo
          • wodka_z_sokiem Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 15.05.08, 23:26
            Milo mi ze to piszesz horlaa. Wiesz, mam czasem wyrzuty sumienia ze
            wypowiadam sie z pozycji medrca i osoby super doswiadczonej, choc
            tak naprawde niedawno zaczelam terapie, nadal mam mnostwo problemow
            i wciaz upadam.

            Ale widze duza nadzieje na pozytywne zmiany :)
    • josephine84 Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 24.02.07, 21:31
      Witajcie!
      Myśle, że taka ankieta jest dobra - zmusza do myślenia:) Nie wiem czy uda mi
      się odpowiedzieć konkretnie na Twoje pytania, ale co tam, spróbuję.
      Po jedzenie sięgam ZAWSZE, gdy czuję, że życie mnie przerasta... A dzieje się
      to dosyc często. Kiedy akurat jest lepiej to wydaje mi się, że jakoś poradzę
      sobie z kolejnym kompulsem, że wystarczy się zastanowić, wytłumaczyć sobie itp.
      Jednak gdy przychodzi dół, to zupełnie nie panuję nad tym co się ze mną dzieje.
      Automatycznie wyciągam jedzenie z lodówki i jem, i jem... Opamiętanie
      przychodzi za późno. Niestety. Oczywiście robię to w samotności (pomijając
      telewizor, który często jest nieodłącznym elementem takiej uczty) i prawie
      zawsze w domu.
      Pisząc,że życie mnie przerasta miałam na myśli to, że sobie nie radzę. Nie
      potrafię się określić, sprecyzować planów, a nawet opowiedzieć o sobie w kilku
      zdaniach. Boję się nowych rzeczy i wszelkich wyzwań. Czyli boję się życia.
      Poza tym to jest tak że szaleją we mnie emocje, których nie potrafię nazwać.
      Gdy już czuję, że dłużej nie wytrzymam (bo zwariuję!!) sięgam po jedzenie i
      zagłuszam to wszystko. Pewnie dlatego, że to jedyna metoda jaką znam. Później
      martwię się już tylko swoim BED. I tak w kółko.
      Czasem powodem wielkiego ucztowania jest zjedzenie np. cukierka lub
      innego "bardzo niezdrowego produktu". Najpierw tłumaczę sobie, że jeden to
      przecież nic, a później rzucam się na wszystko co nadaje sie do zjedzenia.
      Oczywiście postanowienie "Muszę schudnąć" towarzyszy mi od lat. W chwilach
      słabości po prostu NIE MYŚLĘ. Ewentualnie stwierdzam, że i tak jestem do
      niczego i objadam się, żeby jeszcze bardziej to odczuć:/
      Nie napisałam pewnie nic nowego. Jednak dla mnie jest to bardzo ważne, bo nie
      pisałam i nie mówiłam o tym nigdy wcześniej.
      Bardzo się cieszę, że jesteście:)To forum pomaga mi zobaczyć, co tak naprawdę
      się ze mną dzieję. Postaram się aby moje kolejne wypowiedzi miały wiecej
      pozytywnej energii.
      Pozdrawiam cieplutko:)
      • horlaa Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 25.02.07, 14:01
        fajnie jak sie czyta nasze posty to widać ze wszystkie mamy problem z okazywaniem emocji i z takim przymusem "chlodu" uczuć. i byc moze przez to duza czesc tego BED...

        zgadzam sie tez ze przeanalizowanie "CO nas do jedzenia sklania" jest ok i może pomóc, ale już pisanie o mechaniźmie napadu, jak wygląda mój kompuls - to już jest bez sensu. bo to że jedna je w domu a inna poza domem to naprawde niewiele wyjaśni. ja jadłam we wszystkich możliwych okolicznościach, nawet przy innych ludziach, ale oczywiście usprawiedliwiając sie ze np. jestem głodna i ze koniecznie musze sobie cos kupic itp.
        można wszędzie i zawsze.
        kwestia tylko dlaczego.

        dlaczego jeśli miałam przy sobie przyjaciółkę i była obok mnie, ja zamiast jej się z czegoś zwierzyć, pogadać, pobyć blisko, wybierałam gadanie o niczym, żal, smutek i pakę chipsów.
        teraz juz tak nie robie.

        to oczywiscie nie dotyczy tylko "pogadania" ale wielu innych rzeczy.
        ja np. jadłam jak robilam coś wbrew sobie, np. pakowalam sie w robienie czegos, co teoretycznie bylo super och i ach, a w rzeczywistosci wcale mnie nie interesowalo... teraz jak tak mam to (nie smiejcie sie) ZACZYNA MNIE BOLEĆ GŁOWA - od razu. i wtedy wiem ze powinnam sie zastanowic czy naprawde tego chce :)
        taka moja miarka.

        a kiedyś szłam gdzieś po prostu i żarłam, zamiast coś ZMIENIĆ i zrobić dla siebie.
        • agacior89 Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 25.02.07, 15:38
          Rany, horla, jak ja Ci zazdroszczę, ten optymizm i siła, ja dopiero stawiam
          pierwsze kroczki :(.
          Ale zanim djdziemy co nas skąłnia- trzeba od czegos zacząć. Po nitce do kłebka,
          po nitce do kłebka, odkryłam ze każdy kompuls to taki własnie kłebek splątanych
          nici, najpierw rozwiążesz te z zewnatrz, zeby dostac się do środka... Bo kiedyś
          wydawalo mi się, ze przyczyny napadów sa płytsze, dopiero kiedy się z nimi
          uporałam zobaczyłam co jest dalej.
          Zreszta, jeśli komuś pisanie o tym moze pomóc- czemu nie?


          -----------
          Będzie dobrze :)
          miss-peggy.blog4u.pl
    • maltodekstryna Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 09.03.07, 22:09
      A mogę dodać swoje 3 grosze... dlaczego nie :) Może nawet lepiej, że zbiorę te
      mysli, może to pomóc przy ewentualnej terapii... kiedyś jak się zdecyduję.
      Najczęściej jem popołudniami albo wieczorami, nigdy rano. Dlaczego wtedy i jaki
      wspólny mianownik mają te chwile słabości? nie wiem... Wydaje mi się, że jak mam
      bogaty emocjonalnie dzień to potem to odreagowuję.
      Jak to wygląda? Zaczynam jeść od tego co zamierzałam zjeść normalnie w ramach
      posiłku mając nadzieję, że się zasycę i na tym się skończy. Potem szukam sobie
      innych rzeczy, tego skubnę to tamtego, jem jakby coraz szybciej i wszystko na
      raz, kiełbasę z jogurtem, soczewicę z kalafiorem. Już mi potem nie smakuje ale
      dalej jem. Zawsze staram się aby tego nikt nie widział, wstydzę się tego jak
      wyglądam jedząc. Natomiast kiedy jem przy kimś nie czuję spełnienia w tym
      przeżarstwie, muszę jeść w ukryciu.
      Robię to w domu i raczej tylko w domu. To co zjem nie ma żadnego znaczenia, to
      nie jakis produkt wywołuje u mnie niemożnośc powstrzymania się. Zbliżający się
      napad czuję już przed rozpoczęciem jedzenia. Nie czuję przymusu, czuję chęć,
      psychiczny głód aż mi się ręce trzęsą.
      Myśle wtedy "co ja robię, co robię durna" a ręce same jakby automatycznie pchają
      jedzenie do ust. Usprawiedliwiam się tak: "zjadłam już tyle to co mi szkodzi
      zjeść więcej, i tak już zawaliłam". A muszę schudnąć... "pewnie... ale jutro".
      Tak to właśnie jest i po fakcie mam ogromne wyrzuty sumienia i czuję się jak
      najgorsza...
      • nin4 Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 10.03.07, 19:25
        Horla to niesamowite, ale ja mam dokłądnie tak samo! Moje kontakty z ludzmi są
        płytkie i powierzchowne, nie mają dla mnie zadnego znaczenia. Nie potrzebuję
        ich, bo mam swoje jedzenie. Każda rozmowa jest o niczym, spotkanie krótkie i pro
        forma, byle tylko się skończyło i bylebym tylko mogła zostać sama, ze swoim
        żarciem oczywiście. Ostatnio zaczęłam to sobie uświadamiać. Jestem totalnie
        sama, nie chodziłam na żadne imprezy, unikałam towarzystwa innych jak mogłam,
        rezygnowałam z wszelkich wyjść, zawsze znajdując pretekst. Potem nie byłam już
        zapraszana, bo po co skoro i tak nie przyjdzie.... Teraz staram się powoli
        wracać do ludzi, nie jest to łątwe, nie potrafię budować relacji, głupia wymiana
        zdań, jakieś beznadziejne plotki, ot tak, żeby stworzyć pozory. Czuję że jestem
        ludziom obojętna, nikt się do mnie nie garnie, mimo, że tak bardzo tego
        potrzebuję. Nie potrafię okazać emocji, mam poczucie że byłoby to zawracanie
        głowy, wchodzenie z buciorami, a może kogoś to nie obchodzi, ja się otworzę a
        ktoś mnie odtrąci. Moje poczucie włąsnej wartości jest zatrważająco niskie,
        ludzie to czują, i tak też mnie traktują. Nienawidzę tego!!!
        • promyk_slonca Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 11.03.07, 18:35
          Poszukiwania geznezy?

          Jestem jak najbardziej za! (Co do opisu kompulsów to raczej nie, bo
          rzeczywiscie kazda osoba moze miec inaczej, poza tym czytanie o tym chyba nie
          podniesie na duchu i nie pomoze?)

          Zawsze mnie ciągneło do zagadnien psychologicznych dlatego chętnie czytam
          artykuły i książki które pozwolą mi zrozumiec istotę zaburzeń odzywiania. W
          internecie jest tego cała masa. Wydaje mi sie że poznanie przyczyn jest
          podstawą żeby z tego wyjsc.

          Agaciorku polecam Ci zatem ksiegarnię i internet (Siegnelas moze do jakiegos
          tytulu? Chyba Ci kiedys przesylalam) Ja sama musze tez ponownie wrocic do
          lektury, poprzypominac sobie to i owo-by pomóc sobie

          Pamiętam jak mi było kiedys wstyd kupic ksiazke o tej tematyce... hehe
          Gdyby ktos mial opory to zawsze mozecie sobie wyobrazic ze jestescie
          studentkami psychologi ;) a ta ksiazka to lektura uzupełniająca ;)

          Korzysi za zakupienia ksiazki sa o wiele wieksze niz wstyd

          A propos
          Mam tak jak Wy, problemy z emocjami, uczuciami, częsciowo tez problemy w
          kontaktach międzyludzkich, problem z niską samooceną, skłonnosc do
          perfekcjonizmu, skłonnosc do uzależnienia poczucia własnej wartości od wymiarów
          ciała .... mamy wspólny mianownik
      • zrozpaczona84 Tak dokładnie 16.01.08, 18:14
        Nie jestem głodna, ale czuje ze nie moge się powstrzymać..
    • mostena Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 04.06.07, 10:22
      >Po pierwsze: w jakich chwilach sięgasz po jedzenie?

      Gdy mam strasznie duzo do zrobienia, np. bałagan w pokoju, nauka, jakieś pranie, sprzatanie, załatwienie czegoś + jestem zmeczona, tj. wracam po ciezkim dniu do domu. Jak mysle po drodze o tym, co tam na mnie czeka - to latwiej kupic lekka, przyjemna gazete, najlepiej Vive (gdzie duzo ladnych szczuplych), mnostwo slodyczy, uwalic sie na lozku, czytac i jesc. I wyobrazac sobie, ze kiedys bede tak wygladac (i oczywiscie bede slawna, he he :) )

      >Jak to wygląda, co jesz,

      Slodycze. Czekolade i chipsy na zmiane, bo wtedy mozna dluzej (nie zaslodze sie) z przyjemnoscia. Oczywiscie przyjemnoscia zagluszana wyrzutami sumienia, ale jednak. Niestety i ta przyjemnosc (ze smaku) znika, gdy pojawia sie bol przepelnionego brzucha. Albo mdlosci.

      >w samotności czy przy kimś,

      W samotnosci. Absolutnie. I przy gazecie / ksiazce / internecie (za czasow licealnych tak mialam, zamiast do szkoly, szlam w rundke po sklepach, glupio mi bylo kupowac wszystko w jednym, jak wracalam dom byl juz pusty - i bach, internet, sloik nutelli, kilogram ciastek... a znajomi chodzili na wagary do parku albo do kina)

      >w domu czy gdzieś indziej,

      W domu. Kiedys, gdy nie zdawalam sobie sprawy, ze to jakas choroba, mialam tak silna potrzebe jedzenia, ze jadlam faktycznie wszedzie. Na lekcji cukierki w piorniku i wyciaganie ukradkiem (!!!), jeszcze w podstawowce. To sie skonczylo z moim pierwszym naprawde powaznym odchudzaniem (pisalam o tym w trakcie, jakies 3 lata temu) i trafieniem na to forum.

      > czy powoduje to zjedzenie
      > jakiegoś produkty,

      Bywa. Czasem zjedzenie jakiejs czekoladki w czasie, gdy sie odchudzam. Ale zacznie czesciej najedzenie sie, po prostu. Kalafior i jajko sadzone, posilek light jak sie patrzy, ale brzuch pelny, nic sie nie chce, to co mozna robic? jesc dalej, nie?

      >czy jakieś uczucie, czy jakichś wewnętrzny przymus?

      Chyba nie umiem tego okreslic. Po prostu jak mam siedziec i gapic sie w jeden punkt - wole jesc. A jak sie powstrzymam, to pale z kolei. W ogole potwornie duzo pale, prawda jest taka, ze dzieki temu uniknelam tysiaca napadow. Ale wiadomo - nie probujcie, papierosy sa be. Odkryje to na wlasny uzytek wraz z rakiem, jak sadze.

      > O czym
      > myślisz, jak się usprawiedliwiasz, czemu nie masz żadnych hamulców?

      Teraz sie usprawiedliwam choroba:) Wczesniej sie usprawiedliwialam... a nie wiem czym:) Nie usprawiedliwialam sie chyba.

      > Jak
      > wówczas negujesz postanowienie „musze schudnąć” (bo założę się, ze
      > 99% z was
      > takie właśnie ma postanowienie)?


      Wcale nie neguje:) Przeciez nadal sie odchudzam. To tylko chwilowa przerwa. Od jutra zaczne znowu:). I czasem naprawde zaczynam, a czasem "napad" trwa tydzien i robi sie dramatycznie.
      • andziuhna Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 02.07.07, 22:59
        W jakich chwilach siegam po jedzenie?

        Jest to w 99 procentach wszystkich napadow czas podwieczorku. Wtedy czuje
        charakterystyczne ssanie, taka pustke, ktora musze natychmiast zapelnic.
        Są to momenty dla mnie ciezkie- przed napadem jest mi zle, nie wiem jak to
        opisac. Mam wszystko w nosie. Zamykam sie jakby w takiej szklance, nic nie
        slysze, nic do mnie nie dochodzi. Tylko ja , zarcie i TV/GAZETA.


        Co wtedy jesz?

        Na poczatku jem to co zaplanowalam na podwieczorek, np. chudy twarog + jablko.
        Zjem to ale moj mozg nie potrafi przestac myslec zeby zjesc cos jeszcze. A ja
        nie potrafie odpedzic tych mysli. Wtedy pozeram rozne rzeczy, poczawszy od
        sterty owocow (banan, jablka, gruszki), chipsy, wafelki, chleb. Zauwazylam ze
        prawie zawsze w czasie napadow jem kilka talerzy platkow slodzonych z mlekiem.
        Obojetnie jakie: czy to Cheerios, Frutina itp . I robie to tak ze dorzucam po
        garsci platkow do talerze- jem to i znowu dorzucam , zeby byly chrupiące.

        Jak to wyglada?

        Biore żarcie , siadam na swoim ulubionym fotelu , biore kolorowe czasopismo i
        sie zajadam. Czytam i jem, jem jem jem jem- az do mdlosci.

        W samotnosci, czy przy kims?
        W SAMOTNOSCI . W Domu.



        Czy powoduje to zjedzenie jakiegos produktu.

        Raczej nie, nie ma takiego konktetnego produktu, ale np. wspomniane wczesniej
        platki znacznie zwiekszaja mi apetyt.


        czy jakieś uczucie, czy jakichś wewnętrzny przymus
        I uczucie i przymus. Takie ssanie mimo braku glodu. Taka pustka, ktora musze
        zapelnic aby poczuc sie lepiej. Lepiej tylko na pare minut, bo potem jest tylko
        gorzej...

        O czym myślisz, jak się usprawiedliwiasz, czemu nie masz żadnych hamulców?


        O to chodzi ze nie mysle wtedy o niczym. Jestem wylaczona z zycia.
        Nie mam hamulcow, poniewaz potrzeba zapelnienia tej ,,pustki" jest silniejsza
        ode mnie. Nie pomaga wyjscie z domu, bo jak tylko wroce to rzucam sie na
        zarcie. Nie pomaga zajecie sie czyms innym, ani sprzatanie ani tym bardziej
        ksiazka.

        Jak
        > > wówczas negujesz postanowienie „musze schudnąć” (bo założę si
        > ę, ze
        > > 99% z was
        > > takie właśnie ma postanowienie)?
        >

        Moje slawne powiedzonko, ktore wyszlo z moich ust.mysli chyba z milion razy:
        ZACZYNAM OD JUTRA (odchudzanie).
        Wiem ze musze schudnac, bo mysle sobie ze szczupla sylwetka bedzie kluczem do
        lepszego swiata ktore mnie czeka. Wtedy bede miec powodzenie, faceta,
        przyjaciol, znajomych , bede szczesliwa !!! Taaaaa .













    • lilo_li Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 09.11.07, 16:09
      Jeżeli chodzi o mnie to zawsze mi było wpajane że mam jeść. Mama
      wierzy w to że jak ktoś jest najedzony to jest zdrowy i wogóle
      wszystko nalepiej. Kiedy wyjechała na wakacjach szybko się skończyły
      czekoladki i inne smaczne rzeczy, a ja nigdy nie kupuje żadnych
      słodyczy mimo że mam kase wiec schudłam. Oczywiście jak mama wróciła
      to od razu musisz jesc bo co to takie chucherko ma być no i się
      znowu zaczęło. W pewnym stopniu oskarżam o to pewnie mame chociaż
      wiem że to przecież mój wybór. Wkurzające jest jednak jak zjadłam
      dopiero co kolacje a ona mi mówi,może byś cos zjadła... nie da się
      czasami wytrzymac. To jednak nie jest miłe kiedy sie słyszy "kto
      zjadł całą czekoladę" od brata, albo "a kórtka jest na ciebie chyba
      za ciasna"od taty. No i właśnie brak akceptacji osób mi najbliższych
      jest najgorsze. A jak mnie częstuja czymś i ja nie chce bo normalnie
      w świecie nie mam ochoty to od razu, ze wpadne w jakąs chorobę. Dla
      mnie sytuacja w domu jest chora. Właściwie poza domem to ja się nie
      obiadam, nawet jak ktoś mi proponuje cukierka to nie jem. Wszystko
      zaczyna się i konczy w czterech ścianach mojego domu. Ok powiecie
      pewnie że nie musisz ulegac rodzinie. Teraz jest za późno bo przez
      to wszystko mam o sobie zła opinie i kiedy mam o coś do siebie żal
      to wszystko się zaczyna. Teraz mam 17 lat chce wyjechać wreszcie na
      studia nie wiem może mi to przejdzie jak uwolnie się od pewnych
      zjawisk z mojego otoczenia. Wiem że mam silną wole i jeśli nie będe
      jeśc słodyczy to nie jest tak źle, bo one wzmagają u mnie apetyt.
      Przez jakiś czas już było dobrze prawie codziennie jadłam to samo,
      ale przynajmniej działało i jeszcze do tego biegałam dzień w dzień,
      udało mi się troche schudnac, miałam dobre oceny, wierze że jakbym
      się dalej tego trzymałą to by było dobrze. Ale jak się biega
      wieczorami to można się przeziębic tak jak ja i znowu tekst musisz
      jeśc żeby byc zrdrowa" :(. Nienormalne, musze mniej czasu spedzać w
      tym domu bo zwariuje.
    • farelkaa Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 10.11.07, 10:31
      w jakich chwilach sięgasz po jedzenie?

      W przypływie emocji, zarówno jak jestem szczęśliwa jak i w nastroju bardzo
      średnim :) Często też, kiedy wiem, że np cały dzien mam wolny tzn żadnego
      wykładu, nikogo w domu to robię sobie taki zaplanowany napad. Tak jak któraś
      pisała już wcześniej rundka po sklepach (bo głupio kupować mi wszystko w
      jednym), wracam do domu i mogę sie walnąć z książką albo przed internetem.
      Wtedy jestem niedostępna dla świata, tzn nie ma mowy, żebym z kimś gdzieś wyszła
      etc. Często też kompulsy przychodzą spontanicznie np po calym dniu na uczelni
      wracam do domu i na myśl, że przede mną tyle jeszcze do zrobienia to wolę kupić
      sobie czipsy i m&m'sy i odłożyć wszystko na później. Zawsze sobie powtarzam, że
      od jutra zaczynam nowe życie tzn, odchudzam się, zaczynam się uczyć, ćwiczyć etc.

      >Jak to wygląda, co jesz,

      Najczęściej bardzo niezdrowe rzeczy, czipsy, M&Msy wyżej wspomniane, ciastka
      lody etc.
      w
      > samotności czy przy kimś,

      Najczęściej w samotności, chociaż zdarza mi sie też przy moim facecie ale wtedy
      to nie jest taki typowy kompuls raczej sie hamuje.

      >w domu czy gdzieś indziej,

      Wszedzie

      >czy powoduje to zjedzenie
      > jakiegoś produkty, czy jakieś uczucie, czy jakichś wewnętrzny >przymus?

      Różnie, czasami jest to uczucie pustki, nuda, albo ten nieszczęsny 'cukierek' w
      trakcie diety.

      >O czym
      > myślisz, jak się usprawiedliwiasz, czemu nie masz żadnych hamulców?

      Często planowanie tego co zjem sprawia mi przyjemność, cieszę się na tę myśl,
      samo jedzenie oczywście też, nie myślę o tym, że potem jak zwykle czje sie
      paskudnie, ze mnie mdli i boli brzuch. Najbardziej nie lubie kłaść się spać taka
      przejedzona właśnie zakładam wtedy największą koszulke jaką mam, żeby broń boże
      ni nie opinało mi mojego okropnego ciała. Rzadko zdarza mi się jeść, z myślą, że
      tylko jeden i koniec jeśli zaczynam to najczęściej z planem zjedzenia wszystkiego.

      Co do chudnięcia, to od kiedy zaczęłam biegać to nie jest już dla mnie takim
      priorytetem. Wiem, że mogę zjeść więcej a i tak nie przybędzie mi za dużo
      (gorzej jest po tygodniowym kompulsie, wtedy czuje sie paskudnie)

      Chociaż ostatnio zauważyłam poprawę, mimo, że zaczynam jeść z planem zjedzenia
      wszystkiego np. całej paczki ciastek to po połowie odstawiam bo już nie mogę,
      tzn mój organizm daje mi jakiś znak że już wystarczy chociaż normalnie zjadłabym
      wszystko i poszla po więcej. Nie mam już takich oporów przed jedzeniem przy
      ludziach, kiedyś nie do pomyślenia byłoby dla mnie wyjść ze znajomymi na pizze
      na przykład (bo sie odchudzam i w ogole i w szczególe - wiecie jak to jest)
      przez co traciłam znajomych, nie byłam zapraszana na imprezy (bo i tak nie
      przyjdzie"). Wiem, że to niekoniecznie dobra droga ale dla mnie to krok do
      przodu mimo wszystko. No to sie rozpisałam :)
    • fabae Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 10.01.08, 18:03
      Dzisiaj przejżałam na oczy....trafiłam na program w "dzień dobry tvn" na temat kompulsywnego jedzenia i zaczełam szperac po internecie, znalazłam to forum i w koncu doszłam do tego, czego nie mogłam zdefiniować od jakiś 11 lat.Obżeranie się i poczucie winy toważyszy mi od bardzo, bardzo dawna, niestety wiąże się ona z nadwagą i ciągłym odchudzaniem się, które i tak nie daje żadnych efektów. Jem nieświadomie kiedy tylko mam jakiś problem, łapię się nawet na tym, że nie pamiętam ile i czego zjadłam. Kiedy w moim życiu jest pewne constans, nic zlego się nie dzieje potrafię bez większego wysiłku schudnąć. Jem głównie sama, przed telewizorem, mam takie "wilcze" napady głodu, poczucie że jak czegoś zaraz nie zjem to eksploduję. Dziwne to wszystko i ciężkie do wytłumaczenia, mam nadzieję że dzięki terapii (bo na taką zamieżam się udać) jakoś wyjdę na prostą. Czy któraś z Was ma jakieś doswiadczenia z terapii, jakies sukcesy? Pozdrawiam ciepło:)
      • zrozpaczona84 HEJ 16.01.08, 18:29
        Widzę że masz dokładnie jak ja..Ja też po tym programie kapłam sie ze cos tu
        jest nie tak..Zycie wali mi sie na glowe, "jestem żarłokiem" albo cos nie tak z
        psychika-depresja czy cos..a tu nagle ten program i wrazenie ze ktos o mnie
        opowiada! Z kąd jestes ? prosze odpisz może jak zaczniesz terapie ja tez nad tym
        mysle ale nadal nie umiem podjac decyzji...ciagle siedze w domu i nie umiem
        wyjsc po prostu , bo zle wygladam itd itp
    • zrytazyta Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 12.02.08, 17:38
      w jakich chwilach sięgasz po jedzenie?

      Kiedy się nudzę, jestem sama, mam doła, lub złoszczę się.

      co jesz
      PIECZYWO, słodycze, tosty, głównie tłusto i niezdrowo.

      w samotności, w domu lub na mieście

      czy powoduje to zjedzenie
      jakiegoś produkty, czy jakieś uczucie, czy jakichś wewnętrzny
      przymus?
      Czasem po prostu wydaje mi się, że jestm głodna, lub mam apetyt, jak
      pomyślę o dobrym cebulaczku już nie umiem sobie odmówić.

      O czym
      myślisz, jak się usprawiedliwiasz, czemu nie masz żadnych hamulców?
      Jak
      wówczas negujesz postanowienie „musze schudnąć”
      "Lepiej, żebym zjadła niż czuła tę ssawkę, złość, niepokój" "W sumie
      nie jestem taka gruba" "Zacznę odchudzać się jutro" "Wszystko mnie
      wkurza, a ten batonik mnie odprężył :))"

      Och, głupia ja
    • wodka_z_sokiem Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 02.03.08, 17:17
      Boze, czytam Wasze posty i widze siebie.... Przerazajace, a z
      drugiej strony krzepiace...

      > Po pierwsze: w jakich chwilach sięgasz po jedzenie?
      kiedy zjem wieksze sniadanie, niz zamierzalam, po tym jak pochlone
      cos niedozwolonego (cukierek, tlusta wedlina, kromka bialego
      chleba). Zdarza sie tez, ze zaczynam pierwszy dzien diety np
      1000kcal i bilans wyjdzie mi 1100. Mysle, ze nie podolalam
      postanowieniu i jazda. Najczesciej jednak robie to wieczorem, kiedy
      jestem sama w domu i wiem ze nic i nikt nie bedzie mi w stanie
      przeszkodzic. Telewizor internet, smakolyki i ja. Tak jest prawie
      codziennie. Wtedy zaczyna sie uczta (napadem tego nie nazywam, napad
      to dla mnie cos, co zdarza sie sporadycznie). A ze mialam isc na
      impreze? Trudno, nie ide, powiem ze cos waznego mi wypadlo albo ze
      sie zatrulam...

      > Jak to wygląda, co jesz, w samotności czy przy kimś, w domu czy
      gdzieś indziej,
      W samotnosci (95%), najczesciej w domu, ewentualnie na miescie lub u
      babci ("ale nasza wnuczka ma zdrowy apetyt")czy u rodzicow (ale
      kiedy ich nie ma). Zaczynam delikatnie: jablko z woda (zeby sie
      zapchac), a potem wszystko: pieczywo, wedlina ,jogurty, czasem nawet
      pieczone mieso mrozone jem, a potem jeszce do sklepu pojde po
      slodycze albo platki (cala paczka idzie naraz: obojetne z mlekiem
      czy bez).
      Uczucia? Mi to po porstu sprawia cholerna przyjemnosc (dopoki nie
      najda mnie wyrzuty sumienia). No i duza role odgrywaja wspomnienia z
      dziecinstwa, kiedy to moglam to wszystko jesc bezkarnie.

      >O czym
      > myślisz, jak się usprawiedliwiasz, czemu nie masz żadnych
      hamulców? Jak
      > wówczas negujesz postanowienie „musze schudnąć”

      No coz. przeciez nie jestem jeszzce taka gruba, a od jutra zaczne
      sie odchudzac, od jutra dieta 1000kcal. To naprawde ostatni raz. Juz
      w zyciu nie dotkne tych produktow, no moze jak schudne z 10-15kg. A
      poza tym musze przeciez cos jesc, zeby nie miec efektu jojo.
      • gos_1990 Re: Taka jakby ankieta- napiszcie, proszę! :) 04.03.08, 14:26
        Hmm.. to może ja też się wypowiem.
        Dopiero ostatnio uświadomiłam sobie, że mam jakiekolwiek zaburzenia odżywiania..
        U mnie to zaczęło się od tego, że w przeciwieństwie do większości z Was, bardzo chciałam przytyć, tak więc starałam się jeść jak najwięcej i jak najczęściej.. Może w pewnym momencie stwierdziłam, że to świetny sposób na radzenie sobie z życiem, a przecież nie ma problemu, bo jestem chuda i nic się nie stanie, kiedy trochę przytyję..
        Właściwie prawie nie tyję, bo mam dobrą przemianę materii, także trudno było mi zauważyć, że to idzie w złą stronę.. dopiero, kiedy szukałam czegoś na temat bulimii, bo moja przyjaciółka na nią zachorowała, znalazłam artykuł na temat kompulsywnego jedzenia..

        Jem prawie cały czas, a jeżeli nawet nie, to czuję to "ssanie" w żołądku i myślę o jedzeniu. Teraz jestem chora, więc najbardziej to odczuwam, bo całymi dniami siedzę w domu.. Nieco lepiej jest, kiedy jestem zdrowa, wtedy palenie zaspokaja trochę ten "głód"..
        • fabae szkoda że tak późno..... 13.03.08, 19:49
          Jakiś czas temu napisałam tu że odkryłam u siebie zabużenia
          odżywiania, jedzenie kompulsywne. Po stoczonej ze sobą wewnętrznej
          bitwie z duszą na ramieniu udałam się do psychologa. I okazało się
          że problem jest dużo większy niż by mi się wydawało, mam depresję
          stany lękowe, nerwicę, ten stan wychodowałam sobie sukcesywnie
          przez 11 lat życia w lęku i po prostu zeżarłam swoje problemy.
          Dziewczyny dajcie sobie szansę na lepsze, lżejsze
          życie.....psycholog nie gryzie i nie jest żadnym wstydem chodzenie
          do takiego lekarza, a naprawdę warto:)
          • tropposole Re: szkoda że tak późno..... 14.03.08, 13:41
            święte, święte słowa, podpisuję się pod nimi. Zachęcam wszystkie z Was to
            wyjścia z błędnego kręgu żarcia. Któraś tu pisała, że nie wie, czy to kompulsy,
            bo nie powodują nią żadne stresy, silne emocje. Teraz kiedy to czytam rozumiem,
            jak bardzo NIE O TO CHODZI. Horlaa kiedyś pisała, że jedzenie nie jest problemem
            - prawda, święta prawda znou, u mnie problemem było wszystko inne. Zabawne, że
            mówiłam, że mam problemy z jedzeniem!
            To niesamowite, ile na terapii mozna się o sobie dowiedzieć. Jak bardzo można
            siebie poznać. I, przynajmniej w moim przypadku, jak szybko można zabrać się za
            porządki.
            Mam nadzieję, że tej wiosny, po zrzuceniu zimowej garderoby, nareszcie nie
            poczuję nienawiści do własnego ciała. Zawsze ją czułam, a im grubsza się sobie
            zdawałam, tym oczywiście więcej jadłam.
            Zdrowienie jest procesem powolnym i pokrętnym, czasami wygląda na to, że się
            cofam... ale w rzeczywistości, odkąd mam wsparcie w postaci psycholożki, w
            ogólnym rozrachunku idę do przodu. Do zdrowia.

            Zachęcam Was dziewczyny do rozpoczęcia terapii, ale terapii u osoby sprawdzonej
            i znającej się na zaburzeniach jedzenia. To oczywiście kosztuje (jeśli macie
            mniej niż 20 lat to chyba można się przez NFZ leczyć, a może i potem też, nie
            wiem). ALe warto, naprawdę warto. U mnie pierwsze bardzo widoczne efekty (koniec
            kompulsów) były po trzech miesiącach cotygodniowych wizyt. Później miewałam
            jeszcze dołki, do dziś je miewam, ale jakiegoś wielkiego żarcia - nigdy. I nie
            dlatego, że jakoś specjalnie wyszkoliłam sobie silną wolę. Po prostu, nie mam
            ochoty tyle jeść.
            I wyzwoliłam się z tego zaklętego kręgu myślenia: skoro jestem gruba, to nie ma
            znaczenia, co i ile zjem. Zjedzenie nadprogramowej kanapki nie powoduje, że lecę
            do nocnego, żeby się zajeść.

            Wybaczcie, że tak przydługo i nie na temat :)
            Zachęcam Was jeszcze raz bardzo do poszukania profesjonalnej pomocy. Ile razy
            sama to czytałam na tym forum, i nie wierzyłam! A dziś wiem, bo sprawdziłam.
            Sama bym z tego nigdy nie wyszła. I Wam samym też będzie trudniej. Ktoś musi
            spojrzeć z zewnątrz. To bardzo pomaga. Bo jedzenie naprawdę nie jest problemem.
            serdecznie Was wszystkie pozdrawiam,
            tr
            • fabae Re: szkoda że tak późno..... 15.03.08, 13:08
              Chodzę na terapię dopiero drugi mesiąc i caly czas czekam na jakieś efekty ale prawda jest taka że to trwa nie można w ciągu kilku spotkań zlikwidować i rozplątać tego co się naplątało przez tyle lat....Bardzo dziękuję za wpis tropposole mam nadzieję, że wytrwam w terapii do takiego momentu kiedy nie będę miała do siebie takiego stosunku jak mam.Mam wzloty i upadki z tygodnia na tydzien wahania nastrojów od euforii do płaczu, ale chyba muszę to przeczekać, czas w koncu zrobić coś dla siebie i zawalczyć o siebie! Ściskam mocno i wiosennie....
              • tropposole Re: szkoda że tak późno..... 15.03.08, 16:25
                No pewnie, że czas najwyższy zrobić dużo dla siebie, a terapia to chyba jedna z
                lepszych rzeczy w naszym przypadku :)
                Dla mnie chyba największym szokiem było, że na terapii wcale nie rozmawiałyśmy o
                jedzeniu. Chyba liczyłam, że psycholożka mi zakaże jeść po 18 i będzie mnie
                jakoś kontrolować co tydzień :) ale nie, rozmawiamy o mojej rodzinie, o
                znajomych, o relacjach międzyludzkich. I to pomaga. Mi naprawdę pomaga.
                Trzymaj sie ciepło fabae, wytrwałości życzę, z yego co słyszałam pierwsze efekty
                mogą przyjść nawet po pół roku... ale chyba lepiej poczekać pół roku, nawet
                ryzykując, niż stracić kolejne x lat, nie?
                Pozdrawiam serdecznie,
                tr
                • gala-reta oświecenie 15.03.08, 23:37
                  Dzisiaj zrozumiałam, że mam problem z kompulsywnym jedzeniem. Zawsze
                  wiedziałam, że to nie jest zwykła słaba wola, lecz choroba, ale nie
                  umiałam tego nazwać i zrozumieć. Myślałam, że jestem jedyną osobą na
                  świecie, która robi coś takiego <naprawde> i tym bardziej mnie to
                  pogrążało. Dzięki temu forum wiem, że nie jestem sama. To naprawdę
                  dla mnie dużo znaczy.
                  Tak jak wiele/u z nas mam problem z wyrażaniem uczuć, przerażają
                  mnie najprostsze obowiązki i często jem właśnie dlatego, że coś mnie
                  przerasta. A czasami z nudów... Ten "jeden cukierek w czasie diety"
                  też nieraz doprowadził mnie do zguby ;) Najbardziej do jedzenia
                  pobudzają mnie słodycze właśnie, na jednym batoniku nigdy się nie
                  kończy. Zdarzają się napady kanapkowe, ale to margines, jak sądze.
                  Ale słodycze/chipsy to naprawde dramat. Nie smakuje mi, nie czuję
                  smaku, mdli mnie, ale... łyk wody i jem dalej. <snickers i jedziesz
                  dalej:D takie skojarzenie;D> W styczniu tego roku postanowiłam to
                  skończyć i przez okrągły rok nie jeść takich przekąsek. Na początku
                  szło mi świetnie, przez dwa miesiące schudłam 6 kg. Ale stopniowo
                  dochodziłam do różnych zabawnych wniosków np. "jogurt z płatkami
                  czekoladowymi to po prostu jogurt, żadne tam słodycze", "gorąca
                  czekolada w taki mroźny dzień to żaden grzech", "albo zjem rogalika
                  z dżemem, albo umrę z głodu w tym pociągu" - w ten oto sposób,
                  kategoria słodyczy stopniowo się zawężąła. No i dzisiaj naprawdę
                  przegięłam, miałam napad. Nie chciało mi się zabrać do pracy, to
                  postanowiłam najpierw się trochę zrelaksować. Czułam się taka
                  brudna, ale jadłam wciąż. Jem w samotności.
                  Źródło moich problemów pewnie tkwi w stosunku jaki do jedzenia ma
                  moja mama i w ogóle rodzina. Mama odkąd pamiętam się odchudza,
                  odchudza też mojego brata. Ale nie ma mowy o wprowadzeniu zdrowych
                  nawyków żywieniowych, oni liczą na dietę cud/tabletki. Mój brat miał
                  sporą nadwagę i z jednej strony rodzice zawsze mu mówili, że
                  powinien mniej jeść, bo serce obrasta tłuszczem bla bla bla, ale
                  kupowali do jedzenie to czego on właśnie jeść nie powinien i
                  oczekiwali chyba, że dziecko samo powie:"nie mam ochoty na
                  czekoladę, daj mi mamo jabłko" On teraz nie jest typowym grubaskiem,
                  bo chodzi na siłownie i wiem, żę podoba się dziewczynom, ale też
                  wiem jakie ma kompleksy i, że ciągle walczy z wagą. Uważam, że moi
                  rodzice bardzo skutecznie zaimplantowali mu kompleksy. Mi też, mama
                  potrafi do mnie powiedzieć coś tak przykrego... Mama zaszczepiła nam
                  głupie przekonanie, że nie można zostawiać pustego talerza... Chyba
                  dlatego jak otworzę paczkę czipsów, to zjadam całą. A najgorsze jest
                  to, że dzieci mojej siostry, które są jeszcze małe, też powoli
                  dostają taką szkołę żywienia:( Dziodkowie i rodzice dają im mnóstwo
                  słodyczy, jednocześnie mówiąc "grubasku" "pączuszku". Moja 6letnia
                  siostrzenica mówi, mi o tabletkach "na chudnięcie" które jej
                  pomagają, "bo schudłam ostatnio". Mówiła mi też o dzieciach w
                  przedszkolu, które się z niej śmieją, że jest gruba..Umieram kiedy
                  słyszę takie słowa od mojego słoneczka. Dobijają mnie głupoty, które
                  robią jej rodzice. W zeszłym roku jak była nad jeziorem, to dostała
                  od taty śliczne różowe klapki z koralikami. Sliczne, ale nie do
                  biegania i zabawy, w tych klapkach nie mogła nawet się porządnie
                  rozpędzić, bo jej spadały z nóżek. Więc tym bardziej nie nadążała za
                  innymi dziećmi, które były od niej starsze i drobniejsze.
                  Najbardziej dobija mnie to, że im (dzieciom) naprawdę łatwo zabronić
                  słodyczy. Są bardzo grzeczni i łaatwo odwrócić ich uwagę od
                  cukierków bawiąć się czy wygłupiając. To są naprawdę cudowne dzieci,
                  nie jakieś tam pyskate obżartuchy, które robią sceny jak w filmach.
                  Nic z tych rzeczy. Ale ich dziadkowie nauczyli się <i ich też uczą!!!
                  >, że uczucia można okazac za pomocą jedzenia "taki grzeczny jesteś,
                  masz cukierka" "nie placz, masz cukierka" "to ja ci dałam cukierka,
                  a ty nie chcesz dać buziaka". Niczego ich nie uczy to, że takie
                  działanie nie przynosi pożądanego efektu <uwielbienie dla babci i
                  dziadka>.
                  Wygadałam się i to mi bardzo pomogło. Jestem wdzieczna tym, którym
                  udało się to doczytać do końca. Może mój wywód pomoże choć trochę
                  zrozumieć jak zaczynają się problemy ze stosunkiem do jedzenia.
                  • tropposole Re: oświecenie 18.03.08, 12:44
                    Witaj,
                    fajnie, że napisałaś. Z drobnymi zmianami szczegółów moogłabym kiedyś napisać to
                    samo..
                    To smutne, co się dzieje w Twojej rodzinie, ale najpierw powinnaś zająć się
                    sobą. Jak możesz pomóc dzieciakom, skoro sama jesteś w dołku. Jak z tego
                    wyjdziesz to poczujesz się silna, problemy przestaną Cię przerastać... Wiem po
                    sobie, kiedyś przekazanie rodzinie tak prostego komuniaktu jak np. nie
                    polewajcie mi fasolki tłuszczem przerastała moje możliwości! Nie wiem, jak do
                    tego dochodziło, w każdym razie potem jadłam rzeczy, przez które czułam się
                    tylko gorzej, a przecież wystarczył powiedzieć!
                    Myślę, że gdybyś czuła się pewniej ze sobą, byłabyś w stanie wymusić zmiany w
                    żywieniu Twojej rodziny, a w na pewno w swoim.
                    Teraz, kiedy już wiesz, że to choroba, że można to leczyć, jesteś na dobrej
                    drodze do poprawy samopoczucia. Jak zwykle wszystkim na tym forum polceam
                    terapie, ale też książki na ten temat i głębokie przemyślenie tematu (widać to z
                    resztą w Twoim poście, że umiesz patrzeć bardzo głęboko na swoją własną rodzinę,
                    a to przecież trudne!|).
                    Trzymaj się i napisz czasem, jak dajesz sobie radę!
                    pozdrawiam,
                    tr
                    • fabae kolejny dół... 14.05.08, 19:44
                      Wracam czasem do tego forum, żeby poczytać i podnieść się na duchu,
                      że jednak można wyjść z tego co sobie narobiłam...Ostanio jest mi
                      wybitnie ciężko, mam kłopot ze swoim ciałem, ale to pewnie dlatego,
                      że się zrobiło ciepło i czas trochę lżej się ubierać, znowu mam
                      ochote na posiadówkę z lodówką :( Ale dobrze, że jednak chodzę co
                      tydzień do psychologa bo mam wrażenie że niedługo eksploduję:)
                      • wodka_z_sokiem Re: kolejny dół... 15.05.08, 07:07
                        zupelnie nie wiem dlaczego moj post wyskoczyl gdzies w srodku.
                        jezeli sieje to chaos, to o ile da sie to przesunac, droga
                        administratorko, na koniec, to smialo to zrob:)
Pełna wersja