Gość: dżindżer
IP: *.swic.dialup.inetia.pl
25.04.03, 00:21
To dzialo sie dokladnie rok temu. Mialo cos byc ale nie wyszlo bo ja jestem
niesmiala i chyba to rozwalilam. Nie wiem moze zwalam wine na siebie ale
wydaje mi sie ze go poprostu odstraszylam. Teraz jak to analizuje to wydaje
mi sie ze wszystko absolutnie zrobilam zle. Teraz on ma inna i nic juz nie
moge zrobic, zreszta pewnie i tak bym sie nie odwazyla....
No i wlasnie zaczynam 2 rok zycia ze swiadomoscia ze cos przemknelo mi kolo
nosa i to prawdopodobnie z mojej winy. Robie wszystko zeby o nim zapomniec
ale nie bardzo wychodzi. Bywa oczywiscie roznie. Sa tygodnie kiedy zyje na
calego, jestem szczesliwa i jest mi dobrze. Ale to zawsze sie konczy, wtedy
wpadam w doli znowu to samo - uczucie ze spapralam to a moglo byc tak
pieknie. Chyba oszaleje. Czy ktos juz tak mial? Ile to jeszcze moze potrwac?
I jak to rzucic w cholere?