k.j
27.02.07, 19:35
Po krotce opisze swoja historie, abyscie mieli jako taki obraz mojej
sytuacji. Otoz jakies 3 lata temu poznalam faceta, w ktorym sie zakochalam.
On jednak mial dziewczyne juz wtedy, choc nie od razu o tym wiedzialam. Na
poczatku mowil, ze z nia zerwie, totez trwalam w tym dalej. Tym bardziej, ze
mowil, ze jej nie kocha. Mowil tez, ze nie kocha mnie, bo po prostu nie
potrafi juz kochac. Kilka lat wczesniej dziewczyna go porzucila i od tego
czasu nie potrafi kochac. Wierzylam mu, wierzylam w kazde slowo. Bardzo
chcialam byc z nim, jednak meczyla mnie taka sytuacja. Nie chcialam byc ta
druga. Po okolo 1,5 roku doszlismy do wniosku, ze lepiej bedzie, jesli sie
wiecej nie zobaczymy. Na poczatku bylo mi bardzo ciezko. Plakalam, pisalam do
niego smsy, choc staralam sie tego nie robic. W koncu jako tako oswoilam sie
z tym i zylo mi sie calkiem ok. Nasze kontakty byly bardzo rzadkie, nie byly
to jednak spotkania, jedynie sms-y czy cos w tym stylu. Co prawda przez ten
czas nie trafilam na zadnego fajnego faceta, ale mimo to czulam sie swietnie,
czulam ze zyje.
Niedawno umowilam sie z nim, chcialam przekonac sie ile on dla mnie jeszcze
znaczy. Przed spotkaniem powiedzialam sobie, ze do niczego nie dojdzie, ze
nie pozwole mu nawet na malutki pocalunek. Slowa nie dotrzymalam, po prostu
przy nim wszystko inne przestalo byc wazne, liczyl sie tylko on. Duzo
rozmawialismy, wiec dowiedzialam sie ze nadal jest z owa dziewczyna. Zabolalo
mnie to, bardzo, ale nie pokazalam tego po sobie. Mowil tez, ze jest mu
ciezko, nie wie co ma zrobic, ze chce byc ze mna, ale jednoczesnie nie moze,
bo mnie skrzywdzi. Znowu uwierzylam, ze nie jestem mu obojetna, ze zalezu mu
na mnie, itp. Nastepnego dnia bylam szczesliwa, po prostu szczesliwa. Do tego
czulam, ze po tym spotkaniu moge nadal prowadzic swoje dotychczasowe zycie
bez niego. Do tego mialam jakies przeczucie, ze i tak z nim bede. Kurcze, nie
wiem skad to przekonanie sie wzielo. Doszlam do wniosku, ze wlasnie dlatego
jestem taka radosna, bo wiem, ze choc jeszcze ma dziewczyne, to i tak bedzie
ze mna.
Dzis (kilka dni po spotkaniu) znowu nie wiem co robic. Nie wiem czy zerwac
kontakt czy tez spotykac sie z nim, pozwalac by bardziej sie do mnie zblizyl.
Nie chce niepotrzebnie stwarzac sobie nadziei, ze on ze mna bedzie, choc
bardzo tego chce. Wiem, ze on nie jest mi obopjetny i nie mam pojecia czy
kiedykolwiek bedzie inaczej. Mimo to nie chce sie latami ludzic, ze sytuacja
sie zmieni. Prosze poradzcie mi co mam zrobic.. Zapomniec o nim czy tez
postarac sie by mnie pokochal? Nigdy nie chcialam odbierac faceta jakiejs
dziewczynie, ale tez nie potrafie akurat z tego faceta ot tak zrezygnowac..
Wiem, ze go kocham, nadal, choc tak staralam sie o nim zapomniec. Poradzcie
mi cos, cokolwiek..