proszę o radę, czy stracę go na zawsze???

02.03.07, 10:55
Potrzebuję waszej rady. Oto mój problem. Jestem mężatką z 7 letnim stażem.
Niestety w 8 roku naszego małżeństwa rozstaliśmy się. Nie będe opisywac
mojego małżeństwa, krótko napiszę, że naprawdę próbowaliśmy wszystkiego, ale
nie udało się. Od 7 miesięcy jesteśmy w separacji, ale nie sądowej, nie
mieszkamy razem. Ja złożyłam pozew o rozwód, mój mąż też go chce, a zatem
jesteśmy zgodni. Mamy 3 letnią córeczkę i dla niej próbowałam ratowac nasze
małżeństwo, ale nie udało się. Dla jej dobra się rozchodzimy, nie chcę
bowiem, żeby dziecko patrzyło na kłótnie rozdziców. Co to dla niej za życie.
Także jesteśmy w trakcie sprawy rozwodowej, czekamy na termin pierwszej
sprawy. 6 miesięcy temu poznałam fajnego człowieka, jest to mężczyzna. On sam
był w 2 związkach nieformalnych (każdy trwał ok 7 lat). Mieszkamy od siebie
400 km. Utrzymujemy stały kontakt telefoniczny, widujemy się raz w miesiącu.
Było naprawdę fajnie. Dużo rozmawialiśmy, przede wszystkim o życiu, o tym co
nam sie podoba, czego oczekujemy od życia i od partnera. Mam 31 lat a
naprawdę z nikim jeszcze nie rozmawiałam tyle co z nim i o tylu rzeczach. Nie
żebym sobie pomyslała oooo nareszcie spotkałam swoją drugą połówkę, nie nie.
To wszystko co między nami sie działo było takie niesamowite. I nie chodzi tu
o zakochanie, czy zauroczenie. Pomimo odległości powstawały między nami
napięcia, czy drobne kłótnie. Ale od razu o nich rozmawialiśmy. Oboje byliśmy
zgodni, że trzeba problem od razu wyjaśnić, bo potem może tylko narastać.
Mieliśmy tyle wspólnych marzeń jak np. przerobienie starego polskiego
samochodu na samochód który mógłby super jeździć jak nowy, wspólne marzenia o
dziecku, on marzy o dziecku a ja marze o drugim. Nie przeszkadzało mu że
jeszcze mam męża, wiedział, że jestem w trakcie sprawy rozwodowej, moja
córeczka go wprost uwielbia a on ją. I wiele naprawde niesamowitych rzeczy,
że sama się dziwiłam czy mi sie to nie śni. Przyznam, że w moim poprzednim
związku miałam dużo chorej zazdrości, on też przeszedł taki związek. Zrobiłam
mu kilka scen zazdrości, czy strzeliłam bezsensowne fochy. Sama byłam w
szoku bo taka nigdy nie byłam. I wierzę w to że taka nie jestem. Od razu
żałowałam tego, że tak się zachowałam i naprawdę szczerze przeprosiłam go.
Zapominał o całej sprawie, tym bardziej, że mieliśmy ja obgadaną. Zawsze jak
jego albo mnie cos męczyło to rozmawialiśmy o tym. Bardzo podobało mi się to,
że ładnie sie do siebie odnosiliśmy, z szacunkiem, ale czuć było w powietrzu,
że jemu na mnie zależy i mnie na jemu i to widziałam i czułam w naszych
rozmowach. I nagle nastąpił moment, gdy on mi powiedział, że potrzebuje
czasu. Nagle skończyły sie miłe i czułe słowa. Próbowałam z nim rozmawiać co
się dzieje, co sie stało. Wspominał mi kilka razy, że czeka go jeszcze
ostateczna rozmowa z jego byłą kobieta z którą był 7 lat. Ona od niego
odeszła i bardzo to przezył. Teraz jednak potrafia rozmawiac jak koleżanka z
kolegą. Czas minął i on życzy jej jak najlepiej i nie chce już z nia być. Ale
coś jeszcze niewidocznego jest i on czuje, że właśnie ta ich ostateczna
rozmowa ostatecznie to zerwie, on potrzebuje tej rozmowy, że definitywnie to
zakończyć. Teraz przytoczył właśnie tą sprawę, że coś sie za nim ciągnie i on
musi to najpierw zakończyć, zanim zacznie budować z kimś coś nowego. Poza tym
ja jestem w trakcie rozwodu. Chciałby, żebym i ja miała już to za sobą. Poza
tym tych kilka moich scen zazdrości, tych bezsensownych fochów, on nie chce
być z kimś kto tak sie zachowuje. Tłumaczyłam mu, że bardzo tego żałuję i
chciałabym móc mu pokazac że taka nie jestem, że szanuję jego znajomości, nie
mam zamiaru i nigdy nie chciałam ograniczać przesadnie partnera. Chciałabym
go wspierać we wszystkim co robi i co kocha. Tak jak to było do tej pory. A
to, że zachowałam sie kilka razy jak nie ja. Każdy popełnia błędy. Ja je
popełniłam, zdałam sobie z nich sprawę, tylko czy przez nie mam zostać
skreślona? On twierdzi, że raczej nie uda nam się jako parze, ale z drugiej
strony mówi, że ma trudny okres, że wszystko wydaje sie bez sensu i żebym
dała mu po prostu czas. A mnie jest bardzo cieżko bez jego obecności tak jak
to było, jak mówił, że tęskni za mną, że chciałby sie przytulić i wiele tych
fajnych rzeczy. Teraz tego nie ma. Jest chłodny i obojętny, rozmawiamy jak
znajomi pzrez telefon ale to wszystko. Twierdzi, że nikogo sobie nie znalazł,
że potrzebuje tylko czasu. A ja nie potrafię zrozumieć. Chciałabym, żeby
tylko dał jakiś znak, że mu zalezy tylko ma trudny okres i musimy go
przeczekać. Czuję jakby cos sie kończyło. Tak starsznie za tym wszystkim
tęsknię i mi tego brakuje. Czuje jakby świat zawalił mi się na głowę, jakbym
sie rozpadała w środku na kawałki. Czuję sie po prostu strasznie. Chciałabym
móc mieć tylko cien nadziei, że ten okres mu pzrejdzie i spróbujemy od nowa.
Ale tak strasznie się boję, że go bezpowrotnie tracę i serce mi pęka :(
Proszę doradźcie coś.
    • c_y_n_i_k Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 11:09
      Chyba nie masz na razie innej możliwości jak poczekać, dać mu ten czas którego
      potrzebuje.
      Popełniłaś błąd. Okazałaś partnerowi, że potrafisz być zaborcza. Oboje
      jesteście "po przejściach", więc powinnaś być wyczulona na takie zachowania,
      które w osobie znajdującej się w takiej sytuacji jak ty czy on mogą wzbudzić
      niepweność - zapalić czerwone światełko.
      Nie dziwię się facetowi, że zawachał się. Jeśli bedziesz go naciskać, może to
      odnieść zgoła odmienny od zamierzonego przez ciebie skutek.
      Cierpliwości. Nie bardzo możesz teraz cokolwiek zrobić.
    • pluszowa Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 11:14
      nie wiem, czy to co napiszę pocieszy Cie, ale ja na Twoim miejscu dałabym mu ten
      czas. Jesli on mówi, że go potrzebuje, to nagabywanie go, staranie o
      wyciagnięcie od niego jakichś deklaracji czy informacji zapewne będzie go tylko
      drażnić, męczyć. przynajmniej tak mi się wydaje. Byłam jeszcze tydzień temu w
      podobnej sytuacji, też chcial czasu, a ja chciałam wyjaśnien i zapewnień, ze
      wszystko jest ok, że on TYLKO potrzebuje czasu.. i co? popsuło się jeszcze
      bardziej... nie wiem, czy nie definitywnie...

      Tak naprawde w tym momencie nie masz chyba wpływu na to, co on zrobi, bo jak
      widać, coś postanowil, np tę rozmowę z byłą kobietą. Musisz być silna i
      cierpliwa. Jeśli to tylko czas mu potrzebny, to wszystko się ułoży. A jeśli ma
      jakiś inny powód, jeśli już nie chce być z Toba tak blisko jak do tej pory, to
      nic nie wskórasz wymuszając na nim wyjaśnienia...

      Wiem, że to co pisze jest raczej smutne.. wiem, jak Ci ciężko, przeżywam w sumie
      bardzo podobną sytuację.. Trzymaj sie cieplo i bądź silna! Jestem z Tobą
      • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 11:33
        Dziękuję wam za rady. Wiesz pluszowa jestem człowiekiem, który nie lubi sie
        narzucac i robić nic na siłę. Bo nic na kims na siłe na da sie wymusić. Bo tak
        jak piszecie może to odnieść odwrotny skutek. Tylko jak to zrobić? To tak
        strasznie boli. Nic mnie nie cieszy, chciałabym zasnąć i obudzić się jak już
        będzie lepiej. Hehehe uciec od problemu najlepsze rozwiązanie, niestety nie da
        się. Gdyby sie dało, to pewnie świat zrobiłby sie pusty jak pustynia :( Wiem,
        że muszę się pozbierać, musze zacząć żyć bez niego, nauczyć się żyć bez niego,
        bo jeśli odejdzie na zawsze, to chyba bym umarła. A nie moge na to pozwolić.
        Mam 31 lat, ukochaną córeczkę i życie przede mną, wiem. Tylko dlaczego jest tak
        strasznie cieżko? :( A rozmawiac z nim dalej przez telefon? Z jednej strony nie
        chciałabym, bo ta różnica w naszych rozmowach strasznie boli. Ale z drugiej
        strony fajnie go usłyszeć i chwile porozmawiać. Nie wiem, czy nie czułabym sie
        jeszcze gorzej gdybyśmy całkiem urwali kontakt. Sama już nie wiem. On w sumie
        sie nawet do mnie odzywa, dzwoni, także może nie podejmować żadnych
        drastycznych kroków.
        Teraz napisze coś co was pewnie będzie śmieszyć. Kilka dni temu powiedział, że
        chciałby, żebym przyjechała do niego gdy będę miała niepłodne dni. Chciałby się
        ze mną kochać. Z jednej strony bardzo się ciesze, bo będzie okazja sie zobaczyć
        i porozmawiać. A z drugiej strony, czy nie będę się czuła jak dziwka? :( Na
        zbliżeniu mu zależy? Zapewniał mnie, że nigdy nie traktował mnie jak pierwszą
        lepszą, gdyby tak było, to bez ogródek by mnie mógł olać, zmienić numer
        telefonu i sie więcej nie odezwać. Tłumaczy mi, że jemu też jest bardzo cieżko,
        sam nie rozumie co się z nim dzieje. Z jednej strony wszystko mu mówi na TAK
        jeśli chodzi o nas, ale słyszy też jakiś wewnetrzny głos NIE. I to nie daje mu
        spokoju. Czy panowie już tacy są że nie są pewni, potrzebują czasu, ale seks
        tak? Wiem, że nie powinnam raczej jechać, ale tak bardzo chcę go zobaczyć, że
        nie wiem, czy dam rade sie powstrzymać od tego wyjzadu.
        • pluszowa Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 11:48
          na początek: przyrzekam, że nie umrzesz jeśli nawet sie rozstaniecie, czego
          oczywiscie nie zyczę. zobacz, ja zyję, juz tydzień.

          co do tematu:
          wiem, jak Ci potowrnie cięzko, naprawde. Przeżywałam bardzo podobną sytuacje. Ja
          (po swoich doswiadczeniach) chyba nie szukalabym kontaktu. Nie dzwoniła.
          Szczegolnie, ze sama piszesz, ze rozmowy nie sa takie jak dawniej, tylko suche.
          Sama odpowiedz na pytanie, czy sprawiają Ci przyjemnosc? Jesli on sie odzywa to
          rozmawiaj, ale jak przyjaciel. Nie jak opuszczona kobieta.

          Co do Twojej u niego wizyty. Ja bym nie pojechala.. Bo zapewne będziesz się
          potem czuła podle. A on będzie wiedzial, ze nawet jak bierze Cie na dystans, to
          i tak przychodzisz. Ceń siebie.
          A jesli masz jakis problem z tym, zeby mu powiedziec, ze nie przyjezdzsz, bo zle
          sie bedziesz z tym czula, to po prostu odwiedz w tym czasie rodzine, a jemu
          powiedz wlasnie to: ze musisz jechac do rodziny.
          Myslę, ze w waszej sytuacji lepsza bedzie tęsknota niz za wczsnie podejmowanie
          tematu.

          a propos, czy w tym czasie, kiedy Ty mialabys byc u niego on bedzie juz po
          rozmowie z tamtą kobieta czy jeszcze przed?
          • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 13:12
            Nie wiem czy będzie już po prozmowie, czy przed. Może być po ale nie musi :(
            Wiem, że lepsza byłaby tęsknota, ale nie wiem czy będe potrafiła nie pojechać :(
            • c_y_n_i_k Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 13:54
              Rozumiem, tak jak inni twoje uczucia i rozterki, ale mam wrażenie, że pomimo
              rad usilnie starasz zrobić krzywdę.
              Pomysł z wyjazdem do niego w tej chwili, i to z takich przyczynm zakrawa wręcz
              na Smieszność. Nie wiem czym kieruje się twój partner, ale na pewno nie jest to
              szacunek dla ciebie jako równożędnego partnera.
              Zastanów się dobrze czy nie stracisz więcej niż zyskasz.
              • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 13:58
                Czasem człowiek zrozpaczony i zdesperowany popełnia błędy, które mogą nie wyjść
                mu na dobre. Mam nadzieję, że uda mi się wytrwać, żeby nie pojechać. Dla mojego
                własnego dobra, postaram się nie robić głupot. Dziękuję wam za wszystkie rady,
                bardzo.
                • pluszowa Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 14:29
                  wiem, że to co npiszę będzie przykre ale to, że on mówi, zebyś przyjechała na
                  seks bo masz niepłodne dni to dla mnie brzmi jakby powiedział, żebys
                  przyjechala i jeszcze kupiła prezerwatywy po drodze. jeśli pojedziesz na ten
                  seks, to zapewne będziesz żałować.. a on nie ma do Ciebie szacunku proponując
                  coś takiego :/
                  • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 14:40
                    :(((((((((((
                    • 1jaga Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 14:45
                      Mysle tak ja pluszowa, tylko probowalam to oglednie powiedziec.
                      • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 14:51
                        To o co tu chodzi? Mówi, że potrzebuje czasu, ale żeby sie kochać to może sie
                        spotkac w każdej chwili? Czyżby to znaczyło, że tylko na jednym mu zalezy? On
                        mówił że nie jest takim facetem. Opowiadał o swoich związkach. Poznałam jego
                        znajomych i wydaje się, że on rzeczywiście taki nie jest. Czy może być aż tak
                        zagubiony? Czy ja jestem zaślepiona a on mnie oszukuje?
                        Moge z nim o tym porozmawiać? Moge zadać mu pytanie na ten temat? Tylko jak je
                        sformułować, żeby nie poczuł sie urażony? Bo dla mnie coś tu jest nie tak i
                        może po prostu mnie oszukiwał, albo ma naprawde poważne problemy ze sobą. Nie
                        mam już pojęcia, wszystko mi sie w głowie pokręciło. Zawsze rozmawialiśmy i
                        wszystko było takie jasne między nami. A teraz tak wszystko sie skąplikowało?
                        Czy mogę go zapytac wprost jeśli wspomni jeszcze o tym spotkaniu, jak to
                        wygląda, że jest taki zagubiony i nie wie czego chce? Chce seksu a jakie w
                        takim razie w tym wszystkim ja zajmuję?
                        • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 14:53
                          Dodam, że byłam po świętach u niego z córeczką, odwiedzaliśmy jego rodzinę
                          (rodziców, siostry, brata). Wszystko naprawde wskazywało na to, że jemu bardzo
                          zalezy :(((((( A tu tak nagle wielkie BUM :(
                        • 1jaga Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 14:57
                          Wolalabym zeby odpowiedzial ktos bardziej doswiadczony. A najlepiej facet.

                          Jak dla mnie jestes zaslepiona i jak na razie z Twoje strony to zauroczenie.
                          Co do jego intencji, nie mam pojecia.

                          Dla mnie Ty bardziej potrzebujesz czasu niz On.

                          Moze powinnas zapytac jak to wlasciwie jest.

                          ps. Dla mnie odpowiedz brzmi "meżczyzni to czasem zwierzęta"
                        • pluszowa Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 15:00
                          jesli chcesz zapytac o takie rzeczy, to ja bym sie jeszcze wstrzymala. chociazby
                          do tej rozmowy z ta druga kobieta. zeby on wiedzial na czym stoi. bo co on Ci
                          teraz powie? ze oczywiscie nie traktuje cie przedmiotowo. bo co ma powiedziec?
                          jak Ci powie, ze traktuje Cie przedmiotowo i chodzi mu tylko o seks, to sama
                          wiesz, jak sie poczujesz i jaka moze byc Twoja reakcja..
                          wstrzymaj sie, chociaz do momentu, az Tobie opadna emocje
                          • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 16:20
                            Tylko najgorsze, że nie wiadomo, kiedy on porozmawia z tą kobietą. Może to być
                            za tydzien, a może za kilka miesięcy.
                            • pluszowa Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 16:43
                              jak to nie wiadomo, kiedy sie z nia spotka...? myslalam, ze termin spotkania
                              jest juz ustalony :/

                              mam nadzieje, ze sie myle, ale wyglada mi na to, ze jego tlumaczenia, czemu
                              potrzebuje czasu (romowaz z byl, doprowadzenie twojego rozwodu do konca oraz te
                              sceny zazdrosci, ktore ci sie zdazyly) to tylko jakies wymowki, preteksty :( czy
                              moze chodzic jeszcze o cos innego?
                              • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 16:56
                                Nie jest z nią umówiony na tą rozmowę. Powiedział tylko, że wie, że ta rozmowa
                                musi dojsć do skutku, żeby coś definitywnie zakończyć, czy żeby dało mu coś
                                spokój ducha, nie wiem.
                                Moje sceny zazdrości to jedno, powiedział, że w teorii rozmawialiśmy o tym i
                                wszystko wyglądało super, ale w rzeczywistości pokazałam mu coś innego.
                                Tylko, że w teorii on też mówił np. że chce na bieżąco rozmawiać o problemach i
                                je na bieżąco rozwiązywać żeby sie nie nawarstwiały. Tak też czyniliśmy. A tu po
                                kilku miesiącach okazuje się że jakaś sytuacja sprzed miesięcy sprawiła, że jemu
                                zaświeciło sie już wtedy światełko w głowie. Wygląda zatem na to, że nie
                                zostawił tego za nami, chociaż o tym rozmawialiśmy. Sama już nie wiem co myśleć.
                                Ostatnio przeczytałam jakiś artykuł że polki biorą fikcyjne śluby za pieniądze i
                                śmiałam się do niego, że mam pomysł na biznes. On wtedy zapytał, czy wzięłabym
                                taki ślub, a ja na to, że zależy za ile i śmiałam się. Za chwilę usłyszałam, że
                                wiesz co my naprawdę kolegą i koleżanką będziemy super, ale nic więcej, bo on
                                nie mógłby być z kimś kto chce robić takie rzeczy będąc w związku. Byłam w szoku
                                tym bardziej że to były naprawdę żarty, luźna rozmowa i w ogóle. Nie wiem czy
                                byłabym zdolna do zrobienia czegoś takiego gdybym była sama, a będąc w związku
                                to już wykluczone. I powiedziałam mu wtedy, że mam wrażenie, że on wciąż szuka
                                nowych potwierdzeń dlaczego nie nadajemy się, żeby być razem. Albo wyszukuje
                                nowych rzeczy, jak ta, albo wygrzebuje stare. Nie wiem co myśleć :(
                                • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 17:07
                                  Do tego czasem mówi w taki sposób, jakby to był naprawdę koniec, a czasem mówi o
                                  nas w czasie przyszłym. Z jednej strony zabiera mi nadzieję, a z drugiej mi ją
                                  daje. Jestem szalona, czy w niedługim czasie oszaleję? :(
                                  • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 17:14
                                    Jeszcze jedno, wczoraj jak rozmawialiśmy, to gadamy sobie gadu gadu i w pewnym
                                    momencie zapytałam, z co wczoraj robiłeś, a on na to: "a czy ty musisz wszystko
                                    wiedzieć?". Kurcze to nie było jakieś dopytywanie, zadałam pytanie jak każde
                                    inne i tak jak on pyta o to czy tamto. Odpowiedziałam mu, że oczywiście że nie
                                    muszę wszystkiego wiedzieć. I powiedziałam coś w tym stylu, dobra to trzymaj się
                                    czesć. Zaległa cisza. Odpowiedziałam cicho do niego, halo jesteś tam? A on po
                                    chwili milczenia odpowiedział, dobra czesć. I się rozłączyliśmy. Czułam się
                                    podle, więc napisałam mu długiego meila. Niczego mu nie wypominałam, nie
                                    oskarżałam, napisałam co czuję. Pluszowa jak chcesz to wyślę ci tą wiadomosć na
                                    meila, jeśli masz ochotę przeczytać i ocenić. Pewnie nie powinnam była, ale
                                    napisałam. A najlepsze, że po tej wiadomosci normalnie dzwonimy do siebie ale na
                                    jej temat cisza.
                                    • pluszowa Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 17:34
                                      jesli tylko masz ochote to w ogole mozemy pogadac na priv :)
                                      • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 17:43
                                        pewnie ze mam ochote ale jak na priv? moze na gg? tylko teraz zabieram córe i
                                        ide do sklepu. bede za jakies 30 min. a najwiecej czasu bede miala o 20:00 bo
                                        wtedy moja mał już śpi i mogłybyśmy porozmawiać na spokojnie. tylko nie wiem co
                                        ty na to? a jesli chcesz na priv rozmawiac to tylko musze znalezc prov.
                                        • pluszowa Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 18:04
                                          odbierz maila gazetowego :)
                    • pluszowa Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 14:55
                      przepraszam, ze powiedzialam to bez ogorodek, ale probuje Cie uchronic przed
                      czyms, czego bedziesz zalowac :(( naprawde wiem, jak podle sie czujesz :(((

                      jego zapraszanie Cie na ten seks jest bardzo nie w porzadku, a Ty widzisz to
                      inaczej, przyjmujesz jego tlumaczenia, bo chyba widzisz to, co chcialabys
                      zobaczyc... :((

                      strasznie mi przykro :(( jestem z Tobą..
                      • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 16:39
                        Nie przepraszaj, napisałaś szczerze co myślisz i ja to szanuję.
        • 1jaga Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 13:43
          Ja bym nie pojechala bo takie spotkanie nie pozwolilo by mi pozbierac mysli.
          Jeszcze bardzie by mnie rozbilo.
          Aaaa.. i jak chce to niech sam przyjedzie, a nie ciga Cie taki kawal drogi.
          • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 13:52
            ja też nie chcę jechać. ale nie wiem czy będe potrafiła :( mam nadzieję, że
            minie trochę czasu i naleje mi sie troche oleju do głowy, i ten bezsensowny ból
            minie.
        • raskolnikov1 Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 19:31
          (...)"Kilka dni temu powiedział, że chciałby, żebym przyjechała do niego gdy
          będę miała niepłodne dni. Chciałby się ze mną kochać"(...)Jezu, Kobieto jeśli
          Ty sama siebie nie cenisz,nie szanujesz to nikt inny nie będzie Ciebie cenił i
          szanował.Załóżmy,że pojedziesz do niego,a on po wszystkim powie Ci sucho i
          beznamiętnie:"wiesz...nadal musze wszystko przemysleć"Nie poczujesz się
          wykorzystana i oszukana???No....chyba,że chodzi Wam wyłącznie o seks,ale z
          tego,co piszesz to Tobie w każdym razie chodzi o cos nieporównywalnie
          więcej.Sorry,ale moim zdaniem facet chce Cię wykorzystywać i bardzo na rękę mu
          taki układ:niedokończona sprawa w ex-partnerką (może z nia tez sypia jak ma dni
          niepłodne???)i Ty "na telefon".Powodzenia i wyłącznie dobrych wyborów zyczę!!!
    • ela.buu Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 11:27
      Niw eiadomo czy go stracisz czy nie.Jestem w podobnym zwiazku tylko ze nie przez
      tel.Moge ci poradzic tylko jedno ze jesli chcesz jego dobra to daj mu czas nie
      naciskaj poprostu sluchaj ,nie mow za duzo nie naciskaj Daj mu bez pretensji
      powiedziec co czuje ( jesli umie mowic -jesli nie to postaraj sie zadac mu
      pytania)wazne jest zebys go nie oceniala i zeby nie poczol ze cie krzywdzi
      Jesli chcesz z nim byc to teraz nadeszla dla ciebie poba musisz zostac przede
      wszystkim jego przyjacielem a nie kobieta czy miloscia i w zaleznosci jak ta
      probe przejdziesz tak bedzie wygladala twoja relacja z nim i innymi
      Pozbycie sie egoizmu i bolu jest trudne ale dasz rade
      • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 11:39
        Boze myslalam ze juz nic gorszego zdarzyc sie nie moze, rozstalam sie z
        czlowiekiem z ktorym myslalam ze bede do konca zycia, spotkalam kogos z kim sie
        rozumialam jak z nikim i teraz to?! Dziekuje wam za rady, potrzebowalam z kims
        porozmawiac, ale nie mialam z kim. Nie chce na forum roztrzasac swoich
        problemow, ale juz po prostu brakowalo mi sil, nie wiedzialam co mam robic.
        Momentami robilo mi sie slabo z rozpaczy i z bezsilnosci. Dziekuje wam kochani.
        Widze ze nie tylko ja przezywam to co przezywam :( Dziekuję i za was też
        trzymam kciuki, żeby wystarczyło wam sił i cierpliwości. Boze jak mi zle :(
    • 1jaga Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 11:37
      Przepraszam, ale ma wrazenie ze dosć szybo przeszlas z jednego zwiazku w drugi.
      Czy mialas wystarczajaco czasu zeby wyciagnoc wnioski z niepowodzenia w
      malzenstwie, zeby ich nie powtarzac?
      Moze to Ty bardziej potrzebujesz czasu niz On?
      Moze to czas dla Ciebie na przemyslenie, a nie "miotanie się"?
      • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 11:43
        Moze masz racje, ale widzisz my nie tworzylismy zwiazku, tworzylismy cos co
        trudno opisac slowami. On wiedzial o moje sytuacji, ja wiedzialam ze jego czeka
        rozmowa z jego byłą kobietą. Pewnie masz rację, że nie tylko on potrzebuje
        czasu ale też ja. Pewnie tak jest. Zrobiłam kilka rzeczy które go moze
        wystraszyły, nie wiem. A może ja sama potrzebowałam takiego momentu żeby
        dotarło do mnie, że zaczynam go ograniczac, albo być bez sensu i powodu
        zazdrosna? Nie wiem. Wiem, że najlepiej zakończyć jeden związek i zaczynać
        kolejny. Niestety w życiu różnie bywa i czlowiekowi przydażają się różne
        sytuacje, nie zawsze człowiek zdaje sobie sprawe, że nie powinien czegoś
        zrobić. To doświadczenia nas uczą. Ja tylko chciałabym, żeby dał nam jeszcze
        szansę spróbować, nic więcej.
        • 1jaga Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 02.03.07, 12:13
          Ja to napisalam tylko własnie po to zebys się zastanowiła.
          I wykorzystala dany Ci czas. W pozostalych aspektach inni tu napisali.
          zycze cierpliwosci :)
    • taisy Re: Słuchaj elsonador, 02.03.07, 18:24
      Jak ktoś kogos chce i kocha, to nawet najwieksze swinstwo wybaczy, a co dopiero
      kilka niewinnych foch i zazdrośc. Gdybyś miała nawet mu jego ukochany samochód
      rozbić, podplić mieszkanie, wyzwać od najgorszych, zdradzic z jego najlepszym
      przyjacielem itepe, to jak facet jest zaangażowany TO WSZYTSKO CI WYBACZY i
      jeszcze bedzie chciał być z Tobą tylko z tobą.

      A ten widać gra na zwłoke. W sumie to dobrze, by było zrobic experyment i po
      rozwodzie być sama dla siebie, aby polubić bycie ze sobą, aby następny taki
      dupek nie spacerował ci po nerwach.
      Myśl o sobie, a jak ten zawróci to miej go na oku, to nie jest ktoś stały w
      uczuciach. W udanym zwiazku uczucia się rozwijają idą do przodu a u Was
      następuje regrasja i ochłodzenie w kontaktach.
      • donella Re: Słuchaj elsonador, 02.03.07, 18:48
        Elsona..., posluchaj,Ty pluszowej i innych Ci życzliwych (w tym mnie).
        Odnoszę wrażenie, że nie bardzo chcesz słuchać tego , co Ci nie pasuje i w
        kółko, jak mantrę, powtarzasz swoje.
        Gołym okiem widać, że facet gra na zwłokę, bo tak mu wygodnie.No a ta
        propozycja Twojego przyjazdu do niego w niepłodne dni nie wymaga nawet
        komentarza.
        Podziwiam, że tak "świeżo" po przejściach chcesz pakować się w związek z
        człowiekiem, którego nie dość znasz. Ty go idealizujesz.
        Daj Sobie czas.
        Życzę, aby Twoje wyobrażenia o nowym mężczyźnie w życiu okazały się prawdą.

        donella
    • solaris_38 to nie byłam ja 02.03.07, 22:22
      chyba ? już to sie stało

      ale nie o tym chce pisać
      chce napisać ze jest coś bardzo ważnego co lekceważysz
      "zachowałam sie kilak razy jak nie ja"
      jesli człowiek zachowuje sie jak nie on i to klika razy
      i potem znów wraca w Siebie którego akceptuje i tylko tego siebie uważa za
      siebie to .. jest to niebezpieczne

      twoja podświadomość wybucha
      zcasem
      możesz wystraszyć poważnie i zniechcęcic niejednego poszukującego harmonii gościa

      niby wygląda że nie jeszcze jesteś gotowa do pracy ze sobą ale sądzę że ..
      już mogłabyś
      • elsonador Re: to nie byłam ja 03.03.07, 10:25
        rozumiem co napisałaś. wiesz nikt z nas nie jest doskonały. ja mogę wystraszyć i
        zniechęcić do siebie, ale ktoś moze wystraszyć i zniechęcić do siebie. ja
        popełniłam kilka błędów, ale on nie jest bez skazy. szkoda tylko, że ja widzę
        swoje błędy, a on chyba nie za bardzo.
    • anbale Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 13:12
      Może dla niego ta przyjaźń z Tobą nie była tak znacząca i pełna emocji jak dla
      Ciebie? Wszyscy mamy skłonność do brania swych życzeń za rzeczywistość...
      Może tylko trafiłaś na jakiś moment, gdy chciał sobie z kimś pogadać,
      potrzebował kogos pozytywnie do niego nastawionego- a Ty za bardzo się wkręciłaś
      w to, doszło do jakieś nadinterpretacji z Twojej strony. Może też Cię trochę
      pozwodził, nawet nieświadomie, bo tak było mu dobrze i wygodnie w danym momencie.
      W każdym razie, sądząc z tego co piszesz, jego uczucia są co najmniej letnie,
      a być może nawet wciąż ulokowane całkiem gdzie indziej. Gdy człowiek jest
      naprawdę zaangażowany- nie "potrzebuje czasu", a wręcz przeciwnie: lgnie za
      wszelką cenę do obiektu uczuć i czas mu tylko stoi na przeszkodzie...
      Ja bym odebrała jego zachowanie jako sygnał, że nic z tego nie będzie, że się
      wycofuje delikatnie; a jeśli będzie- to jakieś takie pełne wątpliwości, wahań.
      Teraz cierpisz, bo jesteś obolała, jesteś spragniona uczuć a on zawiódł Twoje
      nadzieje - ale to wszystko minie. Za jakiś czas inaczej na to spojrzysz, naprawdę.
      • blackisblack [...] 03.03.07, 13:23
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 14:40
        Wiesz też brałam to pod uwagę i myślałam, czy tak nie było. Ale powiem ci tak,
        pierwszy raz rozmawiałam z kimś tak jak z nim, po prostu o wszystkim.
        Tłumaczyliśmy sobie wiele spraw i rzeczy bardzo dokładnie. Jeśli on miał jakieś
        niepewności w stosunku do mnie, to mnie pytał i rozmawialiśmy o tym. Po rozmowie
        mówił, że cieszy się że porozmawialiśmy, bo mu ulżyło i poczuł się o wielelepiej
        i rozjaśniło mu się w głowie. Jak ja miałam jakieś wątpliwości to też mu mówiłam
        i też rozmawialiśmy o tym. Napewno człowiek ma skłonność do brania swych życzen
        za rzeczywistosć, ale tu nie było żadnych złudzeń i niedomówień, bo my o
        wszystkim rozmawialiśmy. On robił, mówił i pisał różne rzeczy. I to nie było, że
        on mi coś między wierszami mówił, a ja sobie to po swojemu interpretowałam. Oj
        nie. Właśnie dlatego tak się czuję, bo czuję się oszukana. No chyba, że on
        potrzebuje czasu, bo nastąpił w jego życiu taki moment, że musi sobie przemyśleć
        różne rzeczy to zrozumiem. Jesli to jest prawda, że potrzebuje czasu a nie
        właśnie wymówka, bo nie ma jak mi tego powiedzieć. Pozostaje też pytanie, czy on
        był do końca szczery ze mną? Sądze że tak, tyle razy mi opowiadał jak otworzył
        sie przed swoją dziewczyną z którą mieli różne problemy, miał dosyć i wyrzucił
        z siebie wszystko co mu leżało na sercu, dogadali się, było fajnie przez
        tydzien, a potem od nowa to samo, czyli te same problemy i znowu źle. Myślę
        zatem, że jeśli rozmawialiśmy to rozmawialiśmy szczerze. Mam taką nadzieję
        przynajmniej.
        Poza tym czy można brac na żarty rozmowy o wspólnym małym domku, o spiżarence, o
        wspólnym starym wyremontowanym aucie, o kurce która będzie nam znosiła jajka, o
        której ja od dawna marzyłam i okazało się, że on też. Rozmowy o dziecku, on tak
        pragnie mieć dziecko i powiedział mi że chciałby właśnie ze mną. Chciałby
        patrzeć na rosnący brzuszek, przytulać sie do niego, głaskać, rozmawiać z
        dzidzią, śpiewac jej i grać na gitarze. Ja też tego chciałam, bo tego nie miałam
        w pierwszej ciąży, a zawsze marzyło mi sie coś takiego. Sądziłam tylko, że to
        tylko moje niespełnione marzenia. To on mi powiedział, że to nie są tylko moje
        marzenia, bo i jego. Że wyobrażał sobie kiedyś kobietę z którą chciałby iść
        pzrez życie i ja mam naprawde dużo z tej kobiety, aż sam sie dziwił. Chciał
        wyjechać ze mną do azji do mojej ulubionej miejscowości i tam wziaść ślub, ale
        nie formalny taki między nami, a świadkami miały być 2 szczurki, które oboje
        uwielbiamy. Tak wyglądały nasze rozmowy i było tego wierzcie mi o wiele wiele
        więcej.
        Czy to wszystko były tylko moje urojenia? Miałam brać to jako żarty? To były
        poważne rozmowy. Przestaję rozumieć życie i zasady które nimi kierują.
        • wiedzma15 Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 17:19
          Że wyobrażał sobie kiedyś kobietę z którą chciałby iść
          > pzrez życie i ja mam naprawde dużo z tej kobiety, aż sam sie dziwił.

          - ale nie jesteś TĄ kobietą?

          Rozmowy o dziecku, on tak
          > pragnie mieć dziecko i powiedział mi że chciałby właśnie ze mną. Chciałby
          > patrzeć na rosnący brzuszek, przytulać sie do niego, głaskać, rozmawiać z
          > dzidzią, śpiewac jej i grać na gitarze. Ja też tego chciałam, bo tego nie miałam w pierwszej ciąży, a zawsze marzyło mi sie coś takiego.

          - ale przyjedź do niego, koniecznie w dni niepłodne...?

          nie widzisz tu jakiejś sprzeczności?
          • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 19:18
            Nie rozumiem pierwszego pytania. Nie wiem czy jestem czy nie ejstem tą kobietą.

            A jeśli chodzi o dni niepłodne, to on chciałby najpierw przestać pić, palić,
            wziąść się za siebie, chciałby mieć dziecko gdy będzie w miarę nie że ułożony,
            ale żeby nie miał już sam ze sobą problemów.

            Zastanawiam się, czy nie pojechać do niego na weekend bez córeczki i spędzić
            weekend bez zadawania pytań, być po prostu przy nim jak przyjaciel.
            • teaspoon1 Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 19:46
              moze to jest fajny facet, moze sie chwilowo pogubił, może potrzebuje czasu.
              Jednak nic na siłę. jak nie postawisz granic tera, ktore mają Cie chronić,
              potem bedzie coraz trudniej. Ty jesteś zaangażowana i traktujesz go "od serca".
              On jednak nie zachowuje się jak przyjaciel. Nikt mu ani Tobie nie odmawia
              słabości, popełniania błedów. Jednak to co napisałaś o rozmowie w której nie
              chciał Ci powiedzieć co robił (niestety narzuca się skojarzenie, że coś
              przeciwko Tobie, może spotkał się z inną kobietą, może nie ale zachował się
              dziwnie). To że najpierw zażyczył sobie czasu a potem chce zbliżenia... seks
              bez zobowiązań nie musi wyrządzić nikomu krzywdy ale czy Ty tego własnie
              oczekujesz? moze liczysz na to, że gładko wrócicie do tego co było.
              tak naprawdę nikt nie wie co w nim siedzi i o co chodzi. jedyne co możesz teraz
              zrobić to mieć świadomość, że możesz tam pojechać i się rozczarować bo sprawa
              może faktycznie nie posunąć się do przodu.

              nie znam faceta ale trochę mu nie wierzę że tak się przestraszył Twojej
              zazdrości albo pytanie co robiłeś wczoraj odbiera jako ograniczanie go.
              generalnie wygląda na to że chcesz jechać i pojedziesz. uważaj tylko proszę, bo
              mnie się wydaje, że on nie jest z Tobą szczery, pomimo, że fajnie się z nim
              rozmawia.
            • wiedzma15 Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 19:46
              to pytanie zadałam ci dlatego, żebyś zrozumiała, że nigdy nie doskoczysz do tej poprzeczki i że właśnie dlatego będziesz się starała do niej doskoczyć, czyli dopasować do jego oczekiwań, choćby wywróciły twój świat do góry nogami

              również dlatego, że ja sama kiedyś coś takiego usłyszałam i wzięłam to za dobrą monetę - scenariusz - patrz wyżej, tylko ja tę decyzję podjęłam mając 18 lat i to była pierwsza miłość, ty masz trochę więcej lat i doświadczeń
              potem, kiedy okazało się że już jestem TĄ kobietą, od pół roku nie byliśmy małżeństwem...

              a to drugie - wybacz - chrzani głupoty ten facet, albo ma pojęcie o życiu na poziomie piętnastolatka, nigdy się nie weźmie za siebie, uwierz mi
              miliony ludzi na świecie płodzą dzieci na różnych etapach swojego życia - czy wiesz, że tak naprawdę po rzuceniu palenia jego organizm będzie się oczyszczał z toksyn jeszcze przez wiele lat, a to mu da fantastyczne powody żeby się spotykać z tobą tylko w dni niepłodne

              to już wolę to,że mój mąż dowiedziawszy się że zostanie ojcem, po 25 latach nałogu- rzucił palenie i trwa w tym do dziś

              tak jak to ktoś już tu napisał, wierzysz w to co chcesz wierzyć i słyszysz to, co chcesz słyszeć, ale oczywiście masz do tego prawo

              mnie nie przekonałaś do tego faceta, wręcz przeciwnie

              nie wchodziłabym do tego układu chyba że lubisz się dostosowywać i rezygnować ze swoich potrzeb, są takie kobiety i wystarcza im sama świadomość, że w ich szafie wiszą męskie portki




              • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 20:47
                Ale ja nigdy nie starałam sie doskoczyć do żadnej poprzeczki. Zawsze byłam sobą.
                To, że mi tak powiedział nie znaczy, że będę chciała dopasować się do niego czy
                kogokolwiek innego.
                On nie pali papierosów. Pali czasem "coś" innego.
                Nie lubię się dostowywać i rezygnować ze swoich potrzeb. Nie wiem co się z nim
                teraz dzieje, moze nigdy nie będziemy razem, moze on spotka fantastyczną
                kobietę, a ja super faceta ,nie wiem. Moze te jego przeczucia na NIE są związane
                z tym, że on moze rzeczywiście coś przeczuwa, że nie powinniśmy być razem. Nie
                wiem, nie mam pojęcia, a głowę od różnych myśli mam pełną.

                Nie wiem, czy pojadę. Bo tak naprawdę jestem targana skrajnymi ekocjami. Dopiero
                co zastanawiałam się, czy nie spakować wszystkich rzeczy od niego i nie wysłać
                mu paczką. A teraz myślę, żeby jechać. Ale nie chcę jechac tam na seks. Chce
                jechac tam jako przyjaciel. Nie chcę jechac żeby znowu wałkować temat, bo jego
                to już moze męczy, a i mnie też w pewnym sensie. Może będzie mi trudno, ale chcę
                sobie pomyśleć o nim jak o człowieku który ma problemy, ktoś z was napisał, żeby
                zapomnieć o sobie, nie wymagać od niego teraz, żeby sie określił, skoro z
                jakichś powodów (a rozmawialiśmy już o tym sporo) sam nie potrafi mi dać
                jednoznacznej odpowiedzi. Słyszałam też że niektórzy (faceci a może tez i
                niektóre kobiety) nie lubią być stawiani pod murem. Może on tak się poczuł. Nie
                chcę się czuć zraniona kobietą, biedną i płaczącą w poduszkę. Chcę tam jechać i
                spędzić bez córeczki tylko z nim fajnie czas, iść do kina, na spacer, po prostu
                postarać się nie brać tego wszytskiego tak na serio, moze jemu tego potrzeba, a
                może i mnie to pomoze? Jak pojadę tam z nastawieniem wytłumaczenia sprawy i będę
                wymagała znowu wyjaśnień, to mogę się zawieźć. A jak pojadę z zupełnie innym
                nastawieniem, to zupełnie co innego. Może od niego samego wyjdzie wtedy
                inicjatywa rozmowy na jakiś temat, kto wie, ale nie będe się nastawiać, że tak
                będzie, pozostawię to swojemu biegowi.

                Cenię każdą z waszych rad, naprawde cenię. Jak postąpię, nie wiem. Każdy patrzy
                inaczej, każdy postępuje inaczej, co nie znaczy, że mam gdzieś wasze rady, bo
                tak nie jest. Dużo musze przemyśleć, chociaż tak naprawdę chyba powinnam dać
                sobie czas i nie mysleć.
                • wiedzma15 Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 04.03.07, 00:28
                  > On nie pali papierosów. Pali czasem "coś" innego.

                  zapal czerwone światełko

                  > Ale nie chcę jechac tam na seks.

                  ale jadąc teraz, dajesz mu do zrozumienia, że własnie po to:)

                  >Chce jechac tam jako przyjaciel.

                  no dobrze, ale on własnie teraz chce seksu


                  a w ogóle to chyba postanowiłaś już że pojedziesz, więc nie szukasz rady tylko uzasadnienia dla już podjętej decyzji

                  w samych twoich słowach można odnaleźć odpowiedzi na pytania które stawiasz
                  mówię ci - jakem wiedzma - zapal światełko ostrzegawcze, zbyt wiele rzeczy obiecywanych i ustalanych w rozmowach, zbyt wiele wspólnych marzeń okazuje się bańką mydlaną, a tyjuż jesteś po jednym nieudanym związku i oczywiście możesz sobie pozwolić na kolejny, tylko że nie musisz fundować tego swojemu dziecku

            • c_y_n_i_k Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 19:49
              No, coż. Czytam ten wątek i czytam.
              Jeden wniosek: ręce opadają.
              • wiedzma15 Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 19:52
                dlaczego?
                pojawiają się tu różne rady, od których tak ci się źle zrobiło?
                • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 22:51
                  wiedzma15 napisała:

                  > dlaczego?
                  > pojawiają się tu różne rady, od których tak ci się źle zrobiło?


                  Nie o to chodzi. Sama już nie wiem. Nie chcę jechac i sie naprzykrzać. Po prostu
                  spróbować zapomnieć o tym wszystkim przy nim. Pokazać mu, że jestem, ale już nie
                  pytam, nie chcę wiedzieć.
              • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 22:53
                c_y_n_i_k napisał:

                > No, coż. Czytam ten wątek i czytam.
                > Jeden wniosek: ręce opadają.

                Nie dziwię ci się. Mnie też ręce opadają na to wszytsko. Niestety chyba czasami
                człowiek zamiast sie wycofać, to brnie dalej pomimo, że może go to zranić
                jeszcze bardziej.
            • kinia72 Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 23:12
              elsonador napisała:

              > Nie rozumiem pierwszego pytania. Nie wiem czy jestem czy nie ejstem tą
              kobietą.
              >
              > A jeśli chodzi o dni niepłodne, to on chciałby najpierw przestać pić, palić,
              > wziąść się za siebie, chciałby mieć dziecko gdy będzie w miarę nie że ułożony,
              > ale żeby nie miał już sam ze sobą problemów.
              >
              > Zastanawiam się, czy nie pojechać do niego na weekend bez córeczki i spędzić
              > weekend bez zadawania pytań, być po prostu przy nim jak przyjaciel.


              ten dzień kiedy on nie będzie mial ze sobą problemów z tego co piszesz może
              nadejść bardzo późno albo wcale
        • kinia72 Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 03.03.07, 23:10
          im więcej pięknych słów tym większa klapa później

          zwłaszcza jeżeli połowa z takich marzeń pozostaje w sferze marzeń

          na Twoim miejscu darowałabym sobie faceta
          • anbale Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 04.03.07, 12:39
            kinia72 napisała:

            > im więcej pięknych słów tym większa klapa później
            >
            > zwłaszcza jeżeli połowa z takich marzeń pozostaje w sferze marzeń
            >
            > na Twoim miejscu darowałabym sobie faceta

            Tak, właśnie, powiedzieć można wszystko, pobajdurzyć również- ale jednak tylko
            czyny świadczą o intencjach; więc tylko na nich warto się skoncentrować.
        • mona.blue Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 19.09.07, 18:00
          Moim zdaniem on jest jeszcze niezbyt dojrzały, żyje marzeniami, ale
          sam nie wie czego chce. I nie wiem, ale męczy mnie to co piszesz o
          rozmowie z jego byłą - może tamten związek jest tak do końca nie
          zakończony, przynajmniej w Jego sercu.
    • dingdong Nie jestes, tylko bylas mezatka... 03.03.07, 23:04
      i juz wszyscy wiemy dlaczego...do psychologa forumowiczko, tam znajdziesz
      odpowiedz, ze swiat to nie tylko "JA"...
      • elsonador Re: Nie jestes, tylko bylas mezatka... 03.03.07, 23:30
        dingdong napisał:

        > i juz wszyscy wiemy dlaczego...do psychologa forumowiczko, tam znajdziesz
        > odpowiedz, ze swiat to nie tylko "JA"...

        Byłam, a to że napisałam, że jestem... jestem tylko formalnie, psychicznie już
        nie. Do psychologa sie wybieram i to chciałabym jak najszybciej.

        Świat to nie tylko JA? Na jakiej podstawie twierdzisz, że tak myślę?
        • dingdong Re: Nie jestes, tylko bylas mezatka... 03.03.07, 23:36
          przeczytaj jeszcze raz swoj post i przeanalizuj go "obiektywnie"...a potem
          pomysl o kompromisach, o innych z ktorymi jestes czy bylas w zwiazku i...pojdz
          do psychologa.
          • teaspoon1 Re: Nie jestes, tylko bylas mezatka... 04.03.07, 11:25
            rozumiem, że zarzucasz elsonador egoizm.... ciekawe gdzie dla Ciebie lezy
            granica między byciem wykorzystywanym a egoistą? miedzy jasnym i spójnym
            komunikowaniem własnych potrzeb a manipulacją? dlaczego zakładasz, że to on
            jest fair a elsonador ciągnie w swoją stronę? no chyba, że to "JA" o którym
            piszesz odnosi się do niego a nie do niej....
            • elsonador Re: Nie jestes, tylko bylas mezatka... 04.03.07, 13:13
              dingdong napisał:

              > przeczytaj jeszcze raz swoj post i przeanalizuj go "obiektywnie"...a potem
              > pomysl o kompromisach, o innych z ktorymi jestes czy bylas w zwiazku i...pojdz
              > do psychologa.

              Mam pomyśleć o kompromisach? Po co? Wiem co to kompromis. Jest istotną
              umiejętnością w związku. W swoim byłym związku miałam różne problemy, ale między
              innymi nie potrafiliśmy dochodzić do kompromisów właśnie i było między nami zbyt
              wiele nieporozumień o których w porę nie rozmawialiśmy i ciągnęły sie za nami
              (to tak po krótce). W obecnej znajomości rozmawialiśmy o wielu rzeczach w tym
              właśnie o nieporozumieniach. Wszystko było takie jasne i proste, bo po prostu
              rozmawialiśmy. I nagle co, potrafiliśmy rozmawiać i już nie potrafimy? Czyżbym
              nie rozumiała i nie pojmowała psychiki męskiej, męskiego toku rozumowania? Wiem,
              że na początku znajomosci ludzie zazwyczaj pokazują sie od najlepszej strony.
              Ale my rozmawialiśmy też o naszych wadach. Chyba muszę przeczytać pozycję
              "Meżczyźni są z marsa, a kobiety z wenus". Może ta książka rozjaśni mi coś w
              głowie, chociaż odrobinę. Wizyta u psychologa swoją drogą, bardzo chcę pójsć i
              pójdę.
              • dorotek72 Re: Nie jestes, tylko bylas mezatka... 04.03.07, 23:49
                jestem troche w podobnej do Ciebie sytacji...rob,to co Ci serce podpowiada,nie
                patrz na to co inni powiedzą,to jest Twoje życie...nie pojedziesz,bedziesz caly
                czas myslała.."a moglam ,ciekawe co by sie stalo..."sprawdz,nie nastaawiaj sie
                na nic ,poprostu spedzcie ze sobą czas ,jak bedziesz chciala się
                kochac..kochaj..nawet calą noc..nie analizuj,nie oczekuj obietnic...poprostu
                badzcie ze sobą..Moze on sie przestraszył,ma prawo...nie chce popelnic
                kolejnego bledu .Najwazniejsze jest to ,zeby zyc w zgodzie ze samym
                sobą...Ciesz sie chwilą,w zyciu tak malo jest radosnych chwil...i uwierz w
                siebie ,nie traktuj go jak kolo ratunkowe ,po nie udanym poprzednim
                zwiazku ...szczescie ma sie w sobie ,ono nigdy nie jest zalezne od innej
                osoby....pa
                • elsonador Re: Nie jestes, tylko bylas mezatka... 05.03.07, 10:23
                  Dziękuję dorotek :) To wszystko nie jest takie proste wiem, szanuje wszystkie
                  rady, naprawdę, ale ostateczną decyzję co zrobić i jak każdy musi podjąć sam.
                  Dorotek, moze napisałabyś jaką ty masz sytuację? Jeśli nie chciałabyś tu to
                  może na priv?
                  • elsonador Re: Nie jestes, tylko bylas mezatka... 05.03.07, 10:27
                    anbale napisała:

                    > kinia72 napisała:
                    >
                    > > im więcej pięknych słów tym większa klapa później
                    > >
                    > > zwłaszcza jeżeli połowa z takich marzeń pozostaje w sferze marzeń
                    > >
                    > > na Twoim miejscu darowałabym sobie faceta
                    >
                    > Tak, właśnie, powiedzieć można wszystko, pobajdurzyć również- ale jednak tylko
                    > czyny świadczą o intencjach; więc tylko na nich warto się skoncentrować.

                    Wiecie ja nie koncentrowałam się na samych słowach, na czynach również. On nie
                    tylko dużo i pięknie mówił :/
                  • dorotek72 Re: Nie jestes, tylko bylas mezatka... 05.03.07, 23:28
                    hej,mam meza,ale nie uklada sie nam od bardzo dawna,jest alkoholikiem(ale to
                    odrebny temat)poznalm faceta,najpierw byly to kolezenskie
                    pogawedkiale ...zmienilo sie ..on wyjechal bardzo daleko ,pisal ,dzwonil...mie
                    zaszlismy tak daleko jak wy..ale on myslal nad wspolnym
                    zamieszkaniem.Uwierzylam,ze musze byc dla niego wazna skoro ma takie
                    plany.Wrocil ,ale nie spieszyl sie ze spotkaniem ze mną.Tlumaczylam to sobie w
                    przerozny sposob..spotkalismy sie ,mialam takie plany ,jak i co bedzie ...a tu
                    jakis chlod,itp.On znowu wyjechal(praca),pisal,dzwonil juz rzadziej...zaczal
                    przebakiwac ,ze boi sie awac mi i dzieciom nadzieje ,bo boi sie zalamania,bo w
                    pracy sie nie uklada ,nie ma pomyslu co dalej ....i takie tam brednie.Czesto
                    plakalam...był dla mnie sila zeby w koncu wyplatac sie z nieszczesliwego
                    malzenstwa,domu ciaglych awantur ,byl nadzieja ....a tu pryslo wszystko!
                    Utrzymywalismy kontakt,ja juz zakochana,a on powsciagliwy ,pelen rezerwy...ale
                    ciagle dajacy nadzieje ,a moze tylko ja to chcialam dostrezgac?Az pewnego
                    dnia ..zadalam pytanie "czy jest inna kobieta?"..i uslyszalam,ze tak...ale
                    zaraz dodawal ,ze to tylko taka kolezenska,itp.ze to ona nalega i
                    naciska ...bylam zalamana..schudlam,plakalam ..i chcialam zakonczyc nasza
                    znajomosc ale nie mialam sily!Nadal pisalismy ze sobą...unikalam tematu tamtej
                    kobiety....czasami pojawiala sie w naszych rozmowach i wtedy przypacalam to
                    bolem i placzem.Zaproponowal mi ,czy jak im razem nie wyjdzie ,czy bedzie mogl
                    wrocic....nieodpowiedzialam!spotkalismy sie po 3-4 miesicach....wyladowalismy w
                    lozku ..i co sie okazalo,ze jest miedzy nami cieplo ,ktorego nie było...On
                    twierdzi,ze pomiedzy nim ,a tamta koieta sie skonczylo...nie planujemy nic .Ja
                    nadal tkwie w malzenstwie ,on jest daleko w pracy.....wiem ,ze go kocham!i
                    gdybym wtedy nie pojechala na to spotkanie ....zalowalabym...teraz gdy zamykam
                    oczy ..wracaja wspomnienia...chyba jedne z najpiekniejszych w moim zyciu.Nie
                    wiem co bedzie dalej ,co on ,czy ona jest obecna w jego zyciu...poznalam co
                    znaczy KOCHAC....sa ludzie ,ktorzy nigdy nie zaznaja takiego uczucia...moze
                    igdy juz sie niespotkamy...ale On zawsze bedzie mi bliski i zawsze bede modlila
                    sie o to ,zeby odnalazl spelnienie....a ja ?ja nie mam odwagi zamknac za soba
                    drzwi,moze gdybym wiedziala,ze On jest gotow na zycie ze mną.....tak ,wtedy nie
                    zawahalabym sie !! pozdrawiam...kochaj ...reszta jest niczym..
                • 1jaga Re: Nie jestes, tylko bylas mezatka... 05.03.07, 10:31
                  Kazdy musi popelnic wlasne bledy.
                  Z cudzych doswiadczen sie niczego nie nauczy.
                • pluszowa Re: Nie jestes, tylko bylas mezatka... 05.03.07, 12:12
                  a ja sie nie moge z tym zgodzic...
                  moim zdniem jechac na seks mozna, kiedy obie zainteresaowane osoby sa podobnie
                  zaangazowane bądź niezaangazowane (czyli seks bez zobowiazan) w tę relację. moim
                  zdaniem w tym przypadku jak na dloni widac, ze facet cos kreci i niespecjalnie
                  mu zalezy. a elsonador zalezy. co dobrego moze wyjsc z takiego spotkania? jesli
                  to spotkanie wogole bedzie przyjemnie dla elsonador, to tylko chwilowo. moim
                  zdaniem bardzo prawdopodobne jest, ze po powrocie do domu bedzie sie czula
                  podle.. jak wykorzystana kobieta... :/ bo facet (moim zdaniem) ewidentnie nie
                  jest w porzadku.
    • pedro60 Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 05.03.07, 10:39
      Facet traktuje Cię przedmiotowo.
      Z wszystkich Twoich wypowiedzi wynika mi,że jest on zakochany w tamtej kobiecie
      i liczy,że będą razem.DOKŁADNIE to samo słyszałem od mojej byłej partnerki,gdy
      okazało się,że jest zakochana w facecie,z którym była przede mną.
      Też chciała się z nim spotkać i coś tam wyjaśniać,żeby być pewną.Gdy to
      powiedziała mi,nasze stosunki ochłodły, ale nie na tyle żebyśmy się nie
      spotykali.Gdy okazało się,że tamten przyjął ją z powrotem,odwróciła się do mnie.
      Teraz rozumiem,że byłem tylko w rezerwie,gdyby tamten nie przyjął jej z
      powrotem.Też mówiła mi żebym jej nie naciskał i że potrzebuje czasu.Ktoś tu
      mądrze napisał,że jak się kogoś kocha i chce z nim być to wręcz szuka się
      kontaktu.
      A jak się poznaliśmy,też super nam się rozmawiało, kochało.Myślałem,że
      spotkalem anioła.Zupełnie jak u Ciebie.
      Ta jego propozycja żebyś przyjechała w dni niepłodne i pokochała się z nim, to
      wyraz niespotykanego cynizmu:
      -dlaczego to Ty masz przyjechać
      -sex może być,ale na jego warunkach
      I Ty jeszcze masz złudzenia co to za facet????????????????
      • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 05.03.07, 11:49
        Moi byli partnerzy zawsze będa w moim sercu. Nie znaczy to, że kocham ich
        wszystkich, ale każda osoba wnosi coś do naszego życia. Nie wiem czy on ja
        kocha, czy nie, ale razem napewno nie będą. 100% pewności nie ma nigdy
        oczywiście, bo wszystko zdarzyć sie moze, ale z "pewnych" powodów oni razem nie
        będą, także tej osoby sie akurat nie obawiam. Poza tym, gdyby mieli być razem
        szczęśliwi, to życzyłabym im szczęścia.

        Wiesz on powiedział mi wczoraj, że jego kuzynka była z mężczyzną żonatym 7 lat.
        I też było fajnie, układało się, aż nadszedł moment, gdy... wrócił do żony.
        Dziewczyna przeżyła szok, w końcy 7 lat to kawał czasu. On napewno trzymał
        dystans i mówił mi o tym od początku, bo bał się, że sie zaangażuje, a ja wrócę
        do męża. Jeśli o to chodzi to doskonale go rozumiem. Każda sytuacja jest jednak
        inna i nie można wszystkich jedną miarą mierzyć.
        Nie można mówić, że to identyczna sytuacja. Można o nich rozmawiać, moga być
        podobne ale nie DOKŁADNIE takie same. Ja znam powody dla których on ze swoją
        byłą nie będą mogli być razem, chociaż moge się mylić zaznaczam, ale o to
        raczej jestem spokojna.
        Bardziej martwi mnie, czy z jego strony to nie było tylko zauroczenie, czy
        traktował mnie powaznie. I chociaż robi i mówi teraz wiele rzeczy, że tak
        naprawde powinno być to wszystko dla mnie jasne, moze powinnam dac mu spokój i
        uzmysłowić sobie, że jemu moze po prostu na mnie nie zalezy skoro tak sie
        zachowuje, to powstrzymam się z takimi wnioskami. Dam czas i jemu i sobie, a
        czas pokaże co będzie. Mnie ten czas też sie przyda, bo sama zdam sobie sprawę,
        czy przypadkiem z mojej strony to też nie jest tylko zauroczenie. Nie jest
        łatwo, jest mi cieżko, komu nie jest ciężko, gdy coś dla człowieka ważnego się
        kończy?
        On do mnie nie przyjedzie, bo jestem w trakcie rozwodu i obawia się mojego
        męża. Chociaż razem nie mieszkamy, to nie wiem do czego jest zdolny.
        Wszystko jest takie zagmatwane. Mam różne myśli, że moze mnie oszukiwał, albo
        zaczął, że to wszystko zasłona, że kogoś poznał, tysiące myśli, ale kto wie co
        jest prawdą? Tylko on sam. Ufałam mu i postaram się dać mu jeszcze kredyt
        zaufania. Dam czas i nie będę nalegać na rozmowy. Sama dam sobie czas i
        postaram układać życie sama z córką. Tak powinnam robić od początku, może wtedy
        nie byloby tak cieżko jak jest teraz. Teraz to już niewazne. Wierzę, że jeśli
        ma naprawdę ciężki i zły okres, to on mu minie, moze minie, a moze nie, żeby
        sie przekonać to po prostu musze poczekać.
        • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 05.03.07, 16:37
          pluszowa napisała:

          > a ja sie nie moge z tym zgodzic...
          > moim zdniem jechac na seks mozna, kiedy obie zainteresaowane osoby sa podobnie
          > zaangazowane bądź niezaangazowane (czyli seks bez zobowiazan) w tę relację. moi
          > m
          > zdaniem w tym przypadku jak na dloni widac, ze facet cos kreci i niespecjalnie
          > mu zalezy. a elsonador zalezy. co dobrego moze wyjsc z takiego spotkania? jesli
          > to spotkanie wogole bedzie przyjemnie dla elsonador, to tylko chwilowo. moim
          > zdaniem bardzo prawdopodobne jest, ze po powrocie do domu bedzie sie czula
          > podle.. jak wykorzystana kobieta... :/ bo facet (moim zdaniem) ewidentnie nie
          > jest w porzadku.

          Masz rację pluszowa. Widzisz nie wiem co jeszcze zrobię, może nie pojadę. Nie
          wiem. Może poczekam kilka tygodni i zobaczymy. Też wydaje mi się, że on chyba
          coś kręci, ale nie mam jeednak 100% pewności. A może nam się wydaje, różni są
          ludzie. Nie bronię go, nie nie. Piszę tylko, że może się okazać, że kręci, a
          może sie okazać, że nie. Boże kiedy to przestanie tak boleć? :(
      • hermes_33 mam dzisiaj taki kaprys... 05.03.07, 23:59
        Elsonador, z pewnością nie przypadnie Ci do gustu to co powiem, ale mam dziś
        taki kaprys...
        To zanaczy mam kaprys, aby cokolwiek powiedzieć do tak "beznadziejnego
        przypadku" jakim jesteś... Jest to taki swoisty "dzień dobroci dla zwierząt"...
        Bo normalnie to jeast mi "szkoda prądu" dla takich "przetrąconych przypadków"

        Otóż dla mnie jesteś Osoibą nudną, bez zadnego pomysłu na życie, zdolną jedynie
        do rozmnazania się... Tak, tak, bo choć masz już 31 wiosenek to na przykład
        Twoja wiedza, w "temacie seksienia" zatrzymała się na poziomie kilkuletniej,
        nic nie kumajacej, dziewusi. Aczkolwiek nawet owe dziewusie nieraz wykazuja
        większe zainteresowanie i obcykanie od Ciebie.

        Kobieto, a raczej Dziewczyno, zacznij żyć samodzielnie i przede wszystkim dla
        siebie !!! Chociażby weź i "się prześpij" z jednym, z drugim, z trzecim.... z
        dziesiątym... z dwudziestym... z setnym facetem, a nie czepiaj się kurczowo
        każdego, którego napotkasz. Przynajmniej będziesz miała porównanie, a
        jednocześnie może wreszcie czegoś pożytecznego i wielce przydatnego się
        nauczysz; czegoś więcej, niż rozkładanie nóżek na rozkaz... Celowo mówię "na
        rozkaz", aby uwypuklić Twój brak zdolności do samodzielnego myślenia. Zreszą
        nie jesteś w tym osamotniona. Nawet tutaj, na Forum. Autorzy pozostałych postów
        dzielnie Ci towarzyszą, wiernie o-d-t-w-a-r-z-a-j-ą-c to, co Im wbito w pecety
        pilną tresurą ideologiczną.

        Życzę Ci Elsonador powodzonka i wielu, bardzo wielu uciech... jeżeli już nie
        tych, których sprawcą jest umysłowa rozusty, to przynajmniej tych, których
        dostarczają cielesne swawole... ! :)))
        Hermes
        • elsonador Re: mam dzisiaj taki kaprys... 06.03.07, 09:42
          Hermes, bardzo Ci dziękuję za wypowiedź. Możesz sobie o mnie myśleć co chcesz,
          masz do tego prawo. Bardzo mi się podobała twoja wypowiedź. Jak ludzie potrafią
          się wypowiadać o kimś na podstawie kilku zdań, nie znając kogoś. A kiedy i przed
          kim rozkładam nogi, to moja słodka tajemnica. Każdy rozkłada je przed tym przed
          kim chce :) Ale przecież o to chodzi, ludzie pisząc tutaj chcą, żeby inni się
          wypowiadali. Twoje rady przeczytałam, a co zrobię... hm... okaże się. Dzięki w
          każdym razie, bardzo poprawiła mi humor twoja wypowiedź. Pozdrawiam :D
        • anbale Re: mam dzisiaj taki kaprys... 06.03.07, 09:58
          Oczywiscie, masz rację, hermes- zycie jest o wiele prostsze jeśli cała aktywność
          sprowadza się do przeskakiwania z łóżka do łóżka i testowania wciąż nowych
          uciech cielesnych. Jednak niezwykle się komplikuje, jesli w grę zaczynają
          wchodzić uczucia- o czym, bardzo możliwe, nie masz najmniejszego pojęcia.
          Zupełnie nie rozumiem co masz na myśli pisząc "rozkładanie nóżek na rozkaz" w
          kontekście tego, co napisała autorka wątku- przecież ona sama czuje ochotę oraz
          pożądanie do obiektu swych rozterek, więc gdzie tu ten "rozkaz"? Jedynie
          zastanawia się, czy jest sens realizowania tych pragnień w przypadku takich
          emocjonalnych zawirowań. Kompletnie więc niedorzeczna Twoja uwaga.
          Może ci się to nie mieści w głowie, ale nie każdy ma ochotę chodzić do łóżka z
          kim popadnie i porównywanie kto lepiej bryka i w kogo warto zainwestować na
          dłużej w związku z tym; dla niektórych samo łóżko to stanowczo za mało,
          no naprawdę tak bywa.
          A że autorka wątku jest nudna? A co? Miała opisywać przy okazji swoje hobby,
          podróże po świecie i przeczytane lektury? Bez sensu.
    • greenhills Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 08.05.07, 12:46
      ..wiesz.przeczytalam wszystkie wypowiedzi i tak sobie mysle nad tym co on Ci
      powiedzial nt. bylej kobiety. Musi z nia przeprowadzic ostateczna rozmowe by
      zakonczyc ten zwiazek definitywnie? Chce uwolnic sie od tamtego zwiazku
      psychicznie? Ale jedna rozmowa nie pomoze-to dluzszy proces, przeciez to wiesz.
      Wiem cos o tym, sama bylam w zwiazku 8 lat, ja odeszlam a komus innemu
      powiedzialam, ze musze przeprowadzic jeszcze jedna wazna rozmowe. Fakt faktem,
      bardzo tesknilam a wiem, ze taka rozmowa jesli jeszcze nie ulozylo sie sobie
      wszystkiego w glowie, niewiele pomaga-jedyne co pomaga to czas i inne rzeczy,
      ktore sie nam przytrafiaja. Po rozmowie z nia nadal moze nie byc gotowy. a
      moze ich zwiazek nie zostal na dobre zakonczony...moze ona mimo swego odejscia
      wciaz robi mu jakies nadzieje i spotykaja sie czasem, albo rozmawiaja przez
      telefon. Dla mnie to bardzo prawdopodobne bez wzgledu na to jaka byla przyczyna
      rozpadu ich zwiazku. Moze chodza ze soba do lozka i oboje twierdza, ze 'teraz
      to tylko sam seks'( w co nie wierze, zakladajac ze przynajmniej jedno z nich
      bylo bardzo zaangazowane w zwiazek) Widzisz, skoro go zostawila, to
      prawdopodobnie obnizylo to jego poczucie wartosci i niezrecznie mu przyznac
      przed kimkolwiek, ze sie z nia widuje czy tez rozmawia, nie mowiac o seksie.
      Nie wiem jak jest w Twoim przypadku, ale chyba nie ma co zadreczac sie myslami
      a moze tak a moze nie, a dlaczego tak a dlaczego nie, a jesli nie, to jak itp:)
      Przepraszam za chaotyczny post, mam nadzieje, ze choc troche zrozumialy:)
      • elsonador Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 19.09.07, 10:16
        Witam Was. Dziękuję wszystkim za rady. Jeżeli chodzi o tą jego
        ostateczną rozmowę, to odbyła się. Spotkali się na 20 minut na
        kawie. Powiedział jej, że zawsze będzie dla niego ważna i może na
        jego pomoc liczyć. A on sam próbuje ułożyć sobie życie ze mną. To
        tak w skrócie.
        A ja sama nie narzucałam mu się. Chciałam zabrać od niego swoje
        rzeczy, ale mi nie pozwolił. Można powiedzieć, że odpuściłam i on to
        widział. Nie chciał, żebyśmy kończyli naszą znajomość. Był czas gdy
        mało się kontaktowaliśmy i to on przede wszytskim zabiegał, żeby
        kontaktować się ze mną. Na dzień dzisiejszy spędziliśmy razem
        cudowny urlop w górach. No i jeszcze jedna ważna rzecz. Jestem po
        rozwodzie. W najbliższy weekend przyjeżdza i idziemy razem na
        wesele. No i planujemy razem zamieszkać. Czeka mnie przeprowadzka.

        Aha jeszcze jedna rzecz. Otóż on się dużo zwierzał swojej siostrze,
        któa za mną nie przepada i to siostra kłądła mu do głowy i mówiła mu
        same przeciw temu żeby był ze mną. Bo mężatka, bo mają dziecko, bo
        nie ma rozwodu, bo mieszka daleko, bo wam się razem nie uda itp. Te
        jego wątpliwosci były pod jej wpływem. I chociaż on ma swoje zdanie,
        to niestety tak mu nakładła do głowy, że zaczął się zastanawiać, czy
        ona nie ma racji. Na szczęście przejżał na oczy i powiedział, że
        nikt nie będzie mu mówił co ma robić. Jak będzie miał coś do mnie,
        to ze mną to załatwi, a nie z osobami trzecimi. Tak to wszytsko
        wygląda. Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję za rady.
    • mona.blue Re: proszę o radę, czy stracę go na zawsze??? 19.09.07, 17:46
      Nie martw się za bardzo. To, że chce czasu dla siebie, to jeszcze
      nie znaczy, że zerwał związek. Może musi sobie faktycznie wszystko
      przemyśleć, poukładać w głowie - faceci tak mają.
      Moim zdaniem wasz związek ma jeszcze szansę, nie powiedział Ci
      definitywnie, że odchodzi - tym bardziej, że pomiędzy Wami układało
      się wszysko OK.
      • mona.blue Sorry 19.09.07, 18:15
        Sorry, przeczytałam początek i nie zauważyłam, że to archiwalny
        wątek.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja