elsonador
02.03.07, 10:55
Potrzebuję waszej rady. Oto mój problem. Jestem mężatką z 7 letnim stażem.
Niestety w 8 roku naszego małżeństwa rozstaliśmy się. Nie będe opisywac
mojego małżeństwa, krótko napiszę, że naprawdę próbowaliśmy wszystkiego, ale
nie udało się. Od 7 miesięcy jesteśmy w separacji, ale nie sądowej, nie
mieszkamy razem. Ja złożyłam pozew o rozwód, mój mąż też go chce, a zatem
jesteśmy zgodni. Mamy 3 letnią córeczkę i dla niej próbowałam ratowac nasze
małżeństwo, ale nie udało się. Dla jej dobra się rozchodzimy, nie chcę
bowiem, żeby dziecko patrzyło na kłótnie rozdziców. Co to dla niej za życie.
Także jesteśmy w trakcie sprawy rozwodowej, czekamy na termin pierwszej
sprawy. 6 miesięcy temu poznałam fajnego człowieka, jest to mężczyzna. On sam
był w 2 związkach nieformalnych (każdy trwał ok 7 lat). Mieszkamy od siebie
400 km. Utrzymujemy stały kontakt telefoniczny, widujemy się raz w miesiącu.
Było naprawdę fajnie. Dużo rozmawialiśmy, przede wszystkim o życiu, o tym co
nam sie podoba, czego oczekujemy od życia i od partnera. Mam 31 lat a
naprawdę z nikim jeszcze nie rozmawiałam tyle co z nim i o tylu rzeczach. Nie
żebym sobie pomyslała oooo nareszcie spotkałam swoją drugą połówkę, nie nie.
To wszystko co między nami sie działo było takie niesamowite. I nie chodzi tu
o zakochanie, czy zauroczenie. Pomimo odległości powstawały między nami
napięcia, czy drobne kłótnie. Ale od razu o nich rozmawialiśmy. Oboje byliśmy
zgodni, że trzeba problem od razu wyjaśnić, bo potem może tylko narastać.
Mieliśmy tyle wspólnych marzeń jak np. przerobienie starego polskiego
samochodu na samochód który mógłby super jeździć jak nowy, wspólne marzenia o
dziecku, on marzy o dziecku a ja marze o drugim. Nie przeszkadzało mu że
jeszcze mam męża, wiedział, że jestem w trakcie sprawy rozwodowej, moja
córeczka go wprost uwielbia a on ją. I wiele naprawde niesamowitych rzeczy,
że sama się dziwiłam czy mi sie to nie śni. Przyznam, że w moim poprzednim
związku miałam dużo chorej zazdrości, on też przeszedł taki związek. Zrobiłam
mu kilka scen zazdrości, czy strzeliłam bezsensowne fochy. Sama byłam w
szoku bo taka nigdy nie byłam. I wierzę w to że taka nie jestem. Od razu
żałowałam tego, że tak się zachowałam i naprawdę szczerze przeprosiłam go.
Zapominał o całej sprawie, tym bardziej, że mieliśmy ja obgadaną. Zawsze jak
jego albo mnie cos męczyło to rozmawialiśmy o tym. Bardzo podobało mi się to,
że ładnie sie do siebie odnosiliśmy, z szacunkiem, ale czuć było w powietrzu,
że jemu na mnie zależy i mnie na jemu i to widziałam i czułam w naszych
rozmowach. I nagle nastąpił moment, gdy on mi powiedział, że potrzebuje
czasu. Nagle skończyły sie miłe i czułe słowa. Próbowałam z nim rozmawiać co
się dzieje, co sie stało. Wspominał mi kilka razy, że czeka go jeszcze
ostateczna rozmowa z jego byłą kobieta z którą był 7 lat. Ona od niego
odeszła i bardzo to przezył. Teraz jednak potrafia rozmawiac jak koleżanka z
kolegą. Czas minął i on życzy jej jak najlepiej i nie chce już z nia być. Ale
coś jeszcze niewidocznego jest i on czuje, że właśnie ta ich ostateczna
rozmowa ostatecznie to zerwie, on potrzebuje tej rozmowy, że definitywnie to
zakończyć. Teraz przytoczył właśnie tą sprawę, że coś sie za nim ciągnie i on
musi to najpierw zakończyć, zanim zacznie budować z kimś coś nowego. Poza tym
ja jestem w trakcie rozwodu. Chciałby, żebym i ja miała już to za sobą. Poza
tym tych kilka moich scen zazdrości, tych bezsensownych fochów, on nie chce
być z kimś kto tak sie zachowuje. Tłumaczyłam mu, że bardzo tego żałuję i
chciałabym móc mu pokazac że taka nie jestem, że szanuję jego znajomości, nie
mam zamiaru i nigdy nie chciałam ograniczać przesadnie partnera. Chciałabym
go wspierać we wszystkim co robi i co kocha. Tak jak to było do tej pory. A
to, że zachowałam sie kilka razy jak nie ja. Każdy popełnia błędy. Ja je
popełniłam, zdałam sobie z nich sprawę, tylko czy przez nie mam zostać
skreślona? On twierdzi, że raczej nie uda nam się jako parze, ale z drugiej
strony mówi, że ma trudny okres, że wszystko wydaje sie bez sensu i żebym
dała mu po prostu czas. A mnie jest bardzo cieżko bez jego obecności tak jak
to było, jak mówił, że tęskni za mną, że chciałby sie przytulić i wiele tych
fajnych rzeczy. Teraz tego nie ma. Jest chłodny i obojętny, rozmawiamy jak
znajomi pzrez telefon ale to wszystko. Twierdzi, że nikogo sobie nie znalazł,
że potrzebuje tylko czasu. A ja nie potrafię zrozumieć. Chciałabym, żeby
tylko dał jakiś znak, że mu zalezy tylko ma trudny okres i musimy go
przeczekać. Czuję jakby cos sie kończyło. Tak starsznie za tym wszystkim
tęsknię i mi tego brakuje. Czuje jakby świat zawalił mi się na głowę, jakbym
sie rozpadała w środku na kawałki. Czuję sie po prostu strasznie. Chciałabym
móc mieć tylko cien nadziei, że ten okres mu pzrejdzie i spróbujemy od nowa.
Ale tak strasznie się boję, że go bezpowrotnie tracę i serce mi pęka :(
Proszę doradźcie coś.