funabashi
10.03.07, 22:31
Mam juz tego serdecznie dosyc. Sytuacja sie nie zmienia. Rodzice wiecznie
milcza. Nie da sie z nimi o niczym porozmawiac. ciagle promieniuje od nich
obojetnosc, chlod, zero zainteresowania i zero emocji. Czlowiek wraca z dworu
uradowany ze cos sie ciekawego wydarzyly, a rodzice nic. Ani nie dziela
radosci, ani nie dopytuja sie ani nic. Ani nawet nie musza sie interesowac
tym co "u mnie", tylko moga chociaz porozmawiac o wszystkim o niczym. Ale oni
nigdy nie otwieraja sie. Z obcymi ludzmi to nawijaja. Ale ze mna nie. Ojciec
jak do nas przychodzi to w pierwszej kolejnosci idzie do matki. Nastepnie
siada przy komputerze. Potem oglada tv. Na koncu bezczelnie udaje
zainteresowanie "wyspales sie? aha. jadles obiad? aha. ok, ja ide spac"
(idzie do swojego, oddzielnego domu). Codziennie przynosi mi czekolade. Ale
czekolade zamienilbym na normalny kontakt rodzic-dziecko. Matka to samo. Nic
ja nie rusza, wszystko am gdzies. Ch.. z takimi rodzicami. 1000x bardziej
wole siedziec na ulicy z kolegami, z nimi chociaz mozna milo spedzic czas i
porozmawiac. Czlowiek z takimi rodzicami dusi sie ze swoimi myslami i
tematami do rozmowy. Frajerzy doskonale wiedza ze nie mam porzadnych
przyjaciol, ze nie mam zbyt wielu znajomych, ze mam w szkole zrypana klase,
to sami mi jeszcze sprawiaja ceierpienie - olewaniem, ignorowaniem,
milczeniem i wogole stwarzaja w domu "martwa" atmosfere. Z nimi mozna
porozmawiac tylko w ten sposob "co chcesz jutro na obiad? w sklepie 123 jest
yxv. jutro myje podlogi. ja zamykam okno. wylacz telewizje bo nikt nie oglada
i prad ciagnie." Wow. Naprawde jest to extra konwersacja. Oni w ciagu dnia
wypowiadaja kilkadziesiat (a czasem nawet tylko kilkanascie!!!) zdan!!! Obcy
ludzie wypowiadaja w ciagu dnia setki, jesli nie tysiace zdan. Widizalem u
swoich znajomych jaka poanuje atmosfera - wszyscy sa szczesliwi, rodzice non
stop sa aktywni, ozywieni, wszyscy sie ciesza, bawia itd. Pie.. czekolady,
kolorowe czasopisma i wszystkie tego rodzaju odwracacze uwagi. Muzyka niech
spie.., nie zastapi mi rozmowy z zywym czlowiekiem. Telewizor to tylko
szklany ekran, z ktorym rowniez nie porozmawiam, jedynie bede zmuszony
sluchac to co tam leci.Zadne "zajecie" nie zastapi zywego kontaktu z
czlowiekem. Normalnego kontaktu. Glebokiego. Nie jakichs powierzchownych
pie.."ja ide sie kapac, ty wylacz bojler zeby juz sie nie nagrzewal, drzwi
od kibla musza byc otwarte, bo ja sie zalatwialam" itd. Gnoje doprowadzaja
mnie juz do depresji. GG nic nie pomoze, to tylko wirtualna rozmowa przez
net. O wiele lepiej wypada Skype i rozmowy glosowe, to juz jakies 30%
komunikacji (tresc, glos, reakcje/emocje itd.) i czlowiek chcoiaz czuje
ze "cos sie dzieje", "cos sie rusza". A ze znajomymi ciezko sie teraz
spotykac, kazdy czyms jest wciaz zajety. Pozniej sie wszyscy dziwia ze jestem
tak skory do agresji z ludzmi, np. na dyskotece.