Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed rozwodem

12.03.07, 21:00
Moze od poczatku. Poznalismy sie jeszcze na studiach, ona byla starsza o te
kilka latek, pomijajac ze zawsze wolalem /najczesciej mialem starsze
partnerki, zaimponowala mi. Byla inna, postrzelona, szalona - inna niz ja i
inna niz wszystkie moje dotychczasowe partnerki. Znajomosc od poczatku
opierala sie na zasadzie "przeciwienstwa sie przyciagaja" - i to w pelniutkim
tego slowa znaczeniu. Poczatek zwiazku chyba tradycyjny, fascynacja, milosc,
wzloty i upadki, ale zadnych wiekszych dolkow. Zamieszkalismy razem, ona
zaszla w ciaze, slub - nie ze wzgledu na dziecko, bylismy juz ze soba 4 lata,
jakos tak doszlismy do wniosku ze slub nam nie zaszkodzi:). Ale to juz byl
inny etap naszego wspolnego zycia. Fascynacja minela, pozostala milosc(?),
akceptacja, szacunek - pojawily sie problemy dnia codziennego, zeby nie uzyc
slowa monotonia. Zaczalem szukac urozmaicen, nowych wrazen i je szybko
znalazlem. Powoli, powolutku zaczelismy sie od siebie oddalac. Bylismy nadal
razem, szanowalismy sie a moze tylko tolerowalismy. Zaczely sie u mnie male
skoki w bok, potem coraz wieksze. W czasie tych skokow, mowiac szczerze, duzo
sie nie zastanawialem. Ot, typowo szczeniackie myslenie - a moze lepiej
powiedziec, jego brak... Po okolo 6 latach bycia ze soba zwiazek zaczal sie
psuc. Ja olewalem zone, na domiar zlego poznalem kogos nowego. Ona wykazala
sie, z dzisiejszej perspektywy patrzac, wieksza dojzaloscia. Zaczela walczyc o
zwiazek. U mnie wytworzyla sie dziwna reakcja. Im bardziej ona walczyla tym
bardziej ja ja olewalem. I przepraszam za powtarzanie sie - olewalem ja w
pelnym tego slowa znaczeniu. Doszedlem do dziwnego i dzisiaj kompletnie dla
mnie niezrozumialego stwierdzenia, ze co by sie nie stalo ona mnie kocha i
zawsze bedziemy razem - po co razem? Wtedy nie wiedzialem - dlatego, ze sie
przyzwyczailem do niej? Dlatego ze wygodnie jest miec kogos do kogo zawsze
mozna wrocic po jakiejs wiekszej askapadzie? Minely kolejne dwa lata, ja w tym
czasie obiecywalem ze sie zmienie, ale chyba sam nawet nie wierzylem w to co
mowie. Pierwszy cios przyszedl okolo roku temu. Ona dowiedziala sie o moim
skoku i sie zemscila - chyba nie musze dodawac w jaki sposob:) Przyznam ze
zabolalo. Dlugie rozmowy, proby ratowania resztek malzenstwa, wybaczenie itd.
Dzisiaj sam juz nie wiem czy bylo w ogole co ratowac. Zaczalem sie troche
starac, okazywac jej zainteresowanie, ale tym razem to ona zaczela sie
oddalac. No i drugi cios - oznajmila mi ze sie zakochala w kims innym. Ze za
dlugo o mnie walczyla i za duzo energii na to poswiecila i ze to koniec. Ze
ona potrzebuje teraz kogos kto bedzie dla niej oparciem, i zwolni ja ze tej
funkcji ktora ona musiala pelnic. Po ponad 8 latach rozwod. Dla mnie cios
niesamowity - najpierw proba pogodzenia sie z ta mysla, pozniej
nieprzemyslane, troche po omacku i na slepo proby ratowania malzenstwa. Po
dwoch miesiacach emocjonalnej chustawki straszny dol. Nie interesuja mnie
kompletnie inne kobiety, a naprawde nie mam z tym problemow. Poznaje ich sporo
ale kazda, doslownie kazda porownuje do zony i kazda na starcie jest
kompletnie spalona. Dopiero po tym uswiadomilem sobie jak bardzo ja kocham.
Zaczalem pracowac nad soba, zmienic siebie, swoj charakter. Ona stwierdzila
krotko i dosadnie ze nie da sie zmienc charakteru w kilka dni. Ma racje ale
boli mnie ze nie daje mi jeszcze jednej szansy. A wiem ze gdyby ja dala to i
nawet gory bym przeniosl. Reasumujac:
- zapisalismy sie do poradni malzenskiej, najpierw ona stwierdzila ze to bez
sensu, ale ze wzgledu na dziecko no i ze w koncu nie bylismy ze soba tak
krotko, mozna sprobowac. Jak to okreslila sama: moze zdazy sie cud
- mnie juz nie kocha, zeby bylo smieszniej, typ w ktorym sie zakochala tez jej
nie kocha a nawet chyba o tym nie wie i ja olewa
- staram sie jak moge, ale ona jest zimna jak sopel lodu. Niedlugo sie
wyprowadzi (twierdzi ze chce znowu mieszkac sama - w sprawie dziecka nie
klocimy sie, uzgodnilismy ze nie bedziemy mu mowic o sobie zadnych zlych
rzeczy, w koncu oboje jestesmy kulturalnymi osobami).
- Dochodzi do sytuacji ktorych kompletnie jej nie rozumiem. Lubi jak ja do snu
masuje, lubi zasypiac w moich ramionach. Kiedy rano jej sie pytam czy czula
sie dobrze zasypiajac odpowiada zebym nie robil sobie nadziei, ona tak moze
nawet z dobrym przyjacielem. Dodam ze nie sypiamy ze soba - ona nie chce
(uwaza mnie za atrakcyjnego, ale inne wzgledy jej na to nie pozwalja) a mi
nawet do glowy nie przychodzi zeby ja do czegos zmuszac.
- moje relacje z dzieckiem sa bardzo dobre, opiekuje sie nim, rozumiemy sie
bardzo dobrze, dlatego ona by chciala zebysmy pozostali przyjaciolmi. Ja wiem
ze tego nie potrafie:-/
- uwaza ze potrzebuje dystansu zeby zobaczyc czego naprawde chce, ja jej daje
pelna swobode, nawet jak wyjezdza gdzies zycze zeby dobrze sie bawila ( chyba
nie musze dodawac co przezywam jak jej nie ma, ale nie naciskam, nie dzwonie
nie dopytuje sie bo wiem ze tego sobie nie zyczy)
- nie jest to z jej strony gra, to wiem na pewno - znam ja dosc dobrze i mimo
ze roznimy sie bardzo to wiem ze jest twarda kobieta i do celu dochodzi
konsekwentnie, krok po kroczku
- na moje pytania czy pozostaly jeszcze chociaz jakies resztki uczuc do mnie
odpowiada ze uwaza mnie za sypmpatycznego...
- uwaza ze teoretycznie mozemy popracowac nad naszym malzenstwem ( poradnia
etc), ale przeciez juz nie jestesmy razem wiec ma prawo spotykac sie z innymi
facetami. Przyznam ze moj maly mozg nie potrafi doszukac sie w tym logiki:-/


Moze troche chaosu wdarlo sie w moje bazgroly, ale generalizujac problem wina
lezy w zasadzie calkowicie po mojej stronie. Jakie sa wasze refleksje? Ma to
jeszcze jakis szans? Tylko prosze powstrzymajcie od dawania zlotych rad z
ktorymi nie wiadomo co zrobic albo oceniania mnie. Wiem ze zachowalem sie jak
gowniarz i niedojzaly emocjonalnie szczeniak. Moje wnioski sa takie:
- chce isc do poradni ze mna zeby "madrzy" ludzie wyjasnili mi ze to nie ma
sensu i nie ma co na sile scalac czegos co do siebie nie pasuje
- chce mi dac czas ktory wyleczy moj bol i cala historia rozejdzie sie po
kosciach (sama twierdzi ze jest smutna kiedy widzi ze ja cierpie)
Pozdrawiam
    • piesbaskervill Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 12.03.07, 21:17
      po co wam to małżeństwo,możecie być kolegami,przyjaciółmi,robić sobie zakupy,
      chodzić do kina,
      • dialysis Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 12.03.07, 21:22
        ona dzisiaj wychodzi chyba z tego samego zalozenia. A ja niestety wiem ze nie
        chce innej kobiety. Ze to ta jedyna. Chcialbym miec miec znowu tyle lat co w
        trakcie slubu i ten rozum ktory mam dzisiaj...
        • piesbaskervill Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 12.03.07, 21:30
          na różnych etapach życia są różne "jedyne",czas dużo zmienia,mozna spotkać
          jeszcze wiele kobiet,ktore będą "jedyne" w danym momencie.
          • ollaboga77 Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 12.03.07, 21:35
            piesbaskervill napisał:

            > na różnych etapach życia są różne "jedyne",czas dużo zmienia,mozna spotkać
            > jeszcze wiele kobiet,ktore będą "jedyne" w danym momencie.


            Jesli traktuj sie małzenstwo jak łodkę na morzu, gdzie od naszych działąn
            zalezy jak na tej łodce jest to takie też mamy zycie. Ale jesli ktoś zaczyna za
            mocno bujać wtedy łodka sie wywróci (czytaj rozwód)

            Na szczescie nie każdy facet jest poligamistą ... jak każdy pies!
    • etau56 Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 12.03.07, 21:20
      Odpowiem Ci jak widze sytuacje - z kobiecej perspektywy. Mysle, ze sprawa nie jest zamknieta, ze ona
      jest bardzo zmeczona, ze potrzebuje czasu, potrzebuje odprezyc sie, potrzebuje uwierzyc ze to cos co
      jest taraz miedzy Wami jest stabilne. A poza tym poczula w stosunku do Ciebie swoja przewage. I moze
      jest tak - przypomnij sobie jak bylo kiedys z Toba - im bardziej jej na Tobie zalezalo - tym bardziej Ty
      ja olewales. Teraz to ona jest na silniejszej pozycji - nie zebrz o milosc, nie dopytuj sie czy to juz
      koniec, w niej moze byc naturalny opor przed przymusem i naciskiem, jakas wenetrzna przekora, ktora
      jest w nas wielu. A jezeli to sensowna osoba, to da szanse Wam, tylko daj jej czas...
      • dialysis Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 12.03.07, 21:42

        No i tak chyba ona mysli, przynajmniej mam jeszcze taka nadzieje. Niestety
        wlacza sie u mnie podswiadomie meska perspektywa - ona jest bardzo atrakcyjna
        kobieta, nie zaniedbalismy sie w trakcie malzenstwa i praktycznie nawet nie
        widac po niej ze kiedykolwiek byla w ciazy. Jest lasa na komplementy, cos czego
        ja jej przez dlugi czas nie dawalem. Nawet jesli nie wypali jej z typem w ktorym
        sie zakochala to podejzewam ze niedlugo zakreci sie kolo niej wystarczajaco duzo
        amantow zebym odszedl w zapomnienie. Szczegolnie ze i ona, mimo ze jest bardzo
        mocna psychicznie, jest tez obecnie troche zagubiona...
    • kryskaedka Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 12.03.07, 21:26
      Dziekuje ci serdeczie za ten list na forum!!! niech wszyscy faceci GO
      PRZECZYTAJA!!!
      • ollaboga77 Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 12.03.07, 21:30
        zawsze będzie WAS ŁĄCZYŁO DZIECKO, więc tak czy siak nie odejdzie, ale nic
        jeszcze nie jest straconego...

        Ona jak sądze, ma w sobie wew źal, że włozyła sporo energii i nic.... jesli ten
        źal odejdzie.. wtedy znowu pozwoli Ci sie starać....
        • dialysis Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 12.03.07, 21:48

          hmm, dziecko. To byl tez jeden z moich argumentow. Stwierdzila ze to bardzo duzo
          ale jednoczesnie za malo - cokolwiek to znaczy... Oboje myslimy, ze sie tak
          wyraze dosc nowoczesnie, ona chyba nawet bardziej...
          • kryskaedka Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 12.03.07, 21:58
            ja cie bardzo przepraszam ..ale rozumiem twoj zone. musisz poniesc kare za
            swoje oszustwa..jak ci wybaczy to moze jescze i pokocha (to sie zdarza):)
            • ewag52 Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 12.03.07, 22:59
              jeżeli facet zdradza niemłodą i nieładną żonę, to jest to drań.
              Jeżeli natomiast, zdradza młodą i ładną, to jest to dureń (bez obrazy).
              Była wina, jest kara. Prosty rachunek.
              Masz mądrą kobietę i jak piszesz, do tego atrakcyjną.
              Podobno tyle czasu potrzeba, na odbudowanie relacji i zaufania, ile
              się to psulo.
              Z uczuciami, to już druga sprawa. Podeptałes małżonce jej miłość,
              godność,a teraz byś chciał, żeby ci to wszystko w minutę darowała?
              Poważnie się obawiam,że chyba lekko przeginałeś.
              Jeszcze raz powiem. Mądra kobieta.I z charakterem.
              Teraz, to Ty się wysilaj, jak Małysz przed skokiem, by poskładać do kupy,
              nie tylko Wasze małżeństwo, ale i (jeśli coś ocalało) waszą miłość.
              Oj faceci, faceci.
              Docenicie jak stracicie.
        • ollaboga77 Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 12.03.07, 22:45
          ollaboga77 napisała:

          > zawsze będzie WAS ŁĄCZYŁO DZIECKO, więc tak czy siak nie odejdzie, ale nic
          > jeszcze nie jest straconego...

          drobna uwaga. chodzi o nieodejscie fizyczne, bo emocjonlane to inna para
          kaloszy...
    • wiedzma15 Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 13.03.07, 06:49
      odpowiem ci z punktu widzenia nie szanowanej przez 11 lat żony - u nas nie było nigdy skoków w bok, żeby było jasne, problem leżał gdzie indziej

      mój mąż pół roku po tym jak kazałam mu się w jeden dzień wynieść z mojego życia (po trzech latach kryzysu, mimo dziecka i drugiej ciąży) wrócił i podjął walkę o nasze małżeństwo, zgodziłam się na ten powrót do siebie , bo go kocham no a poza tym są dzieci - ale ja przez te pół roku odnalazłam swoją wewnętrzną siłę, swoją pestkę, która pozwala mi się na nowo odradzać mimo bardzo wielu różnych życiowych problemów...

      ... wróciliśmy do siebie, staramy się pracowac nad naszą relacją, ale w tym układzie to ja teraz po tylu latach wreszcie mam cokolwiek do powedzenia, widzę, że mój mąż się stara żeby mnie "nową" zaakceptować, żeby mimo swojej strasznej wady jaką jest zbyt szybkie osądzanie innych i impulsywność, wysłuchiwać moich argumentów, widzę to wszystko, patrzę na niego, kocham go, ale jeszcze nie potrafię ani wziąć, ani dać mu tyle czułości co kiedyś, motyle w moim brzchu jeszcze się nie obudziły ( może wiosna coś zmieni). Wiem jedno, nasza miłość przeszła już do innej fazy, chociaż czasem brak mi tamtej spontaniczności i tego nieuchwytnego "czegoś", nie umiem tego jeszcze w sobie obudzić, zbyt wiele przeszliśmy razem i osobno, żeby to było możliwe ot tak...

      Bądź obok żony, bądź z waszym dzieckiem, musisz sam w swojej duszy odpokutować za swoje postępowanie i mieć nadzieję, że ona dostrzeże twój wysiłek włożony w zmianę postępowania. Na pewno da ci jeszcze jedną szansę, bo przede wszystkim będzie kierować się dobrem dziecka, ale jeśli zrobisz choć jeden nierozsądny krok, to przepadniesz na zawsze.

      Ja swojemu meżowi dałam szansę, ale jestem przewrażliwiona na punkcie niektórych zachowań i tego się już na pewno nie pozbędę. Gdybym została postwiona znów przed wyborem, po raz kolejny wybiorę swoją godność, bo już nauczyłam się ją cenić.
      • dialysis Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 13.03.07, 09:53
        dziekuje Ci za ten wpis, pomogl mi troche psychicznie, pozdrawiam
      • piesbaskervill Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed 13.03.07, 12:35
        przecież jesteś zdradzaną żoną,w15
        • wiedzma15 Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed 13.03.07, 15:25
          tak, jeśli zdradą jest tak skrajny egoizm.
    • c_y_n_i_k Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 13.03.07, 09:13
      Powiem najprościej jak tylko można: WALCZ O WAS!
      Nic, ale to zupełnie nic nie wskazuje na brak szans na powodzenie. Wiesz co
      zrobiłeś i zdajesz sobie sprawę z tego, że należy ci się za to manto. Przyjmuj
      je z godnością, ale i pokorą. Nie zrażaj się policzkami, które otrzymujesz.
      Zabiegaj o zainteresowanie swojej partnerki, adoruj ją. Rozmawiaj, z nią o
      swoich uczuciach, uświadamiaj, że rozumiesz jak złe było to co zrobiłeś, że
      wiesz jak wiele możesz (możecie) stracić, jak bardzo cenisz to co was łączyło.
      Otwórz się przed nią i znieś po męsku, jeśli w pierwszej chwili zdepcze cię jak
      robaka. Podrywaj ją, "kręć" się koło niej, tak jak za czasów poznawania się -
      przywołaj te czasy, zasugeruj, że chcesz zacząć to od nowa. Że nie popełnisz
      już starych błędów. Nie wstydź się okazywać jej swoją zazdrość i obawę, gdy
      działa na zasadzie "bo nie jesteśmy teraz razem". Niech widzi, że ci zależy, że
      cię to boli i dręczy. Tylko nie bądź napastliwy - nie o to chodzi.
      Pamiętaj, że kobieta znacznie bardziej przeżywa zdrady i emocjonalne oddalenie,
      niż my. Dla nas to zupełnie inny wymiar rzeczywistości, dla niej tąpnięcie
      świata, w którym żyje. Nie tak łatwo uwierzy na nowo - daj jej na to czas.
      Powtórzę się: zabiegaj o nią, adoruj, proś... Jestem przekonany, że macie o co
      walczyć. Potknięcia zdarzają się wszystkim. Życzę wam, żebyście zdołali się
      podnieść i kroczyć dalej.
      • dialysis Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 13.03.07, 09:57

        troche tak robie, ale bardziej na zasadzie dryfowania. O zazdrosci raczej nie
        moze byc mowy, przynajmniej nie na tym etapie, ale adoruje ja, staram sie zeby
        czula komfort psychiczny w mojej obecnosci i lepiej czy gorzej chyba mi to
        wychodzi. Nachalny tez staram sie nie byc, ale co przezywam jak jej nie ma to
        moje:) Czasem bym naprawde zyczyl sobie miec taki guziczek ktory na jakis czas
        wylaczylby myslenie - w odpowiednim momencie oczywiscie:)Pozdrawiam serdecznie
        • c_y_n_i_k Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 13.03.07, 10:15
          Pisząc o zazdrości miałem na myśli takie zachowania z Twojej strony, które
          zamanifestują tęsknotę i cierpienie z Twojej strony, w chwilach gdy jej nie ma.
          Nie myślałem natomiast o żadnych zaczepkach słownych, sprawdzaniu jej,
          wypytywaniu, gdzie, co i kiedy robiła.

          Jest takie powiedzenie: "Cierpienie uszlachetnia." Cierp więc, bo masz swój cel
          wart tego.

          Życzę Ci tylko tego, żeby Twoja partnerka lepiej niż Ty wyczuła granicę i nie
          przekroczyła jej. Żeby zatrzymała się w porę i obróciła ku Tobie. Wtedy
          wszystko się zmieni - to będzie ten Twój guziczek, po którego wciśnięciu świat
          znowu ruszy z miejsca.
        • street_pop Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 15.03.07, 13:06
          dialysis, wyszedł z Ciebie i owszem, kawał durnia i palanta, który nabroił i
          teraz musi pic piwo, którego naważył. Ale wyszedł tez refleksyjny, mądry facet
          który chce walczyć, i nie pozwala swojemu męskiemu ego zawładnąć sytuacją. Gdyby
          wszyscy faceci mieli takie podejście jak Ty - świat byłby lepszy. Kryzysy
          psychologiczne maja to do siebie, że albo jest regres albo jedna półka wyżej.
          Myślę że macie szansę na tę "półkę wyżej".

          Ja myślę, że tli się jeszcze iskierka, jest miłość (wprawdzie poszarpana ale
          jest), jest wola do terapii, jest samoświadomość po obu stronach. Więc masz duże
          światełko w tunelu :-)
          Pozwól tylko żonie przeżyć je ból, czekaj pokornie. Po prostu bądź. Życzę Ci
          powodzenia w tej walce! Trzymam kciuki!
    • zmarznietawiewiura Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 13.03.07, 11:18
      Witam
      Do niedawna byłam w podobnej sytuacji do Twojej. A raczej w takiej sytuacji jak
      Twoja żona. Mialam faceta (nie mąż), mamy 9 letniego syna. Źle się działo
      miedzy nami, tak, że odeszłam. Znalazłam innego faceta. Wtedy to mój były
      uświadomił sobie że kocha tylko mnie i nie chce innych kobiet. Ja byłam
      niezwykle szczęśliwa z tym nowym. Były facet nie dawał za wygraną. Nie byl
      jednak nachalny. Nowy związek się rozpadł i wrócilam do byłego Jesteśmy razem i
      jest zupełnie inaczej niż bylo. Może Wy też potrzebujecie czasu? Czasem
      cierpienie oczyszcza
    • taisy Re: Niedojrzałość po obu stronach barykad. 13.03.07, 13:22
      Problem jest w Tobie i to spory. Masz długą drogę do przebycia aby ją naprawić.
      W dojrzałym udanym zwiazku NIE MA ZDRAD. To sobie zapamiętaj. Powodem twoich
      zdrad, jak piszesz, była nuda. Szukałes dróg do potwierdzenia swojej
      wartości.Ale dlaczego?
      A to co się dzieje teraz z Tobą to nic innego jak w dalszym ciagu szukanie
      potwierdzenia swojej wartosci. I strach ze zona, której tak byłeś pewien jak
      koszula na karku, jeszcze jedna 'rzecz w zestawie kredensu domowego' ucieka ci
      sprzed oka.
      Ja nie widzę perspektyw w waszym związku. Nawet jezęli bedziecie razem to za
      jakiś czas powtórzysz to co było. Nuda, zdrada i tak dalej. Przecież to nie
      jest zycie. Z twoimi problemami duchowymi i psychicznymi musisz uporac sie sam.
      Sam musisz nabrać szacunku do siebie, odnaleść swoje 'ziarno' czy 'pestkę' jak
      to ktoś mądrze nazwał,i zacząć żyć ciekawym zyciem zaczynajac szukanie rozrywki
      i szczęscie od siebie samego. W sobie samym szukaj szczepionki na nudę.A nie na
      zewnątrz wsród innych ludzi.
      Na temat twojej żony nie bede się wypowiadać bo nie znam historii widzianej z
      jej strony.
      Jedynie co moge napisać to moze zostaw tę kobietę w spokoju, o ile masz jeszcze
      resztki litości. zwróc się w swoim kierunku i pracuj nad soba.
      • c_y_n_i_k Re: Niedojrzałość po obu stronach barykad. 13.03.07, 13:37
        taisy: Ale powiało sceptycyzmem z twojej strony... i jakąś niechęcią. Już na
        wstępie swojego postu robisz złe założenie: "...W dojrzałym związku..." i dalej
        brniesz w tym konsekwentnie.
        Przecież nie o to tu chodzi. Czemu skazujesz rannych po wypadku na eutanazję?
        Czemu zakładasz, że do pierwszego razu sztuka? A może do trzech? - tak było w
        przysłowiu; daj im szansę, a nie przekreślasz wszystko z założenia, bo
        zdradził. (Zauważ, że ona również to zrobiła. To że w odwecie nie zmienia
        specjalnie rachunku zysków i strat dla związku)

        Zastanaiwam się nad twoimi intencjami. Czy ty coś odreagowujesz?
        • taisy Re: A co mam pisać? 13.03.07, 14:16
          Ze się zona zreflektuje i miłość znowu pomiędzy nimi zakwitnie? Oby tak
          było.Czego im życzę, choc watpie, bo czytajac ten post to mam wrazenie,że autor
          postu to 'czysty narcyz' albo idac na skróty psychiczny masochista.
          Dopiero wtedy gdy jego zona zaczęła go olewć zrozumiał co traci i jak mocno
          kocha. To takich silnych bodźców potrzeba, aby wiedzieć ze się kogoś kocha?
          Ktoś kto potrzebuje takich silnych bodźców, aby dotrzeć do sedna swoich uczuć
          ma jakiś problem z uczuciami i emocjami.To moze byc spowodawonae ciezkimi
          przezyciami w dzieciństwie, wychowaniem przez rodzicow, szkołe itp.Albo sprawa
          zawodową, gdzie osoba ma ciezką stresujaca pracę, gdzie PO PROSTU
          musi 'zamykać' swoje emocje aby przezyc stres. Wielu takich ludzi spotkałam
          pracujacych w słuzbie zdrowia.
          W chwilach wolnych 'otwieraja sie' jak 'muszle' popijajac np.alkohol itp.

          Co radzić autorowi postu? Aby odzyskal zaufanie zony, które stracił.
          Ale na to trzeba byc bardzo dojrzałym,i starajac sie o jej uczucia
          szukać 'klucza' do swojego serca do sedna swoich uczuc i intencji. Klucz do
          siebie moze się okazać kluczemi do jej wnętrza.

          Autorze posta, pozostań sam. Sam ze sobą. popracuj nad sobą. Myśle ze wiele par
          mogłoby się zejsć razem, gdyby nie podejmowali zbyt pochopnych decyzji o nowym
          partnerze.I umieli przeczekać trudne sytuacje. Pokaz zonie ze moze liczyc
          ciebie i na twoje uczucia ze jesteś tego wart.
          • greenmiau Re: A co mam pisać? 17.03.07, 12:24
            Zgadzam się - potrzebna jest chwila oddechu, żeby popatrzeć na wszystko z
            dystansu - bez nadmiernego kręcenia się wokół żony, ani łażenia za innymi
            kobietami. Siąść w zupełnej samotności i pomyśleć. Dać żonie przestrzeń - teraz
            ona musi wybrać i nie zdziwiłabym się, gdyby odeszła. Zbyt "nachalna" walka o
            nią może dać odwrotny skutek - im bardziej będziesz ją gonił tym bardziej ona
            ucieknie... I w sumie czemu się tu dziwić?
    • 1jaga Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 13.03.07, 14:02
      Ja na miejscu twojej Żony to bym nieźle Ci "przyłożyła", zanim zaczełabym Ci
      znów wierzyć. Jeśli chcesz walczyć o wasze małżeństwo, przygotuj się na
      sile "ciosy" i pokaż, że cieprisz, i że Ci żal, wtedy może szybciej zacznie na
      Ciebie patrzeć jak na człowieka.
      • 1jaga Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 13.03.07, 14:08
        Napisałam tak, żebyś wiedział na co się przygotować. I żebyś się zastanowił
        czy, żeczywiście Cię na to stać.
    • renebenay Re: Zrozumiec kobiete zycie po slubie i przed roz 13.03.07, 19:31
      Lepiej bedzie dla partnerki gdy sam ostatecznie odejdziesz,Twoja szansa
      przeminela z wiatrem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja