chmurka27
20.03.07, 21:01
Mam prawie 30 lat, całe moje życie (ponad połowa) kręci się wokół jedzenia.
Jestem szczupłym i atrakcyjnym obżartuchem z napadami zajadania swego smutku,
zniechęcenia i pustki. Dla kogoś z boku mogę wydawać się kimś zupełnie innym
niż dla mnie samej - ja.. Uciekam w jedzenie... jakby było to siła silniejsza
ode mnie nad którą nie mogę zapanować...W moim życiu tyle dobrych rzeczy się
dzieje, dobra praca, kochający mąż, aktywny tryb życia, fajne grono
przyjaciół, dużo sportu, planów i gdzieś między tym wszystkim ta moja pustka,
niepewność, smutek przerażenie. Nie chcę tego. Pogardzam sobą za ten smutek za
ten brak silnej woli aby schudnąc tyle ile chcę. Wszelkie zdrowe jedzenie i
mnóstwo sportu nic nie dają przez te okresy objadania się... tyle razy
zaczynałam od nowa.. ustalałam daty... wiecie, chciałam wam powiedzieć, że od
jutra spróbuję nie uciekać w jedzenie, nie objadac się po raz kolejny
spróbuję..Chciałabym radzić sobie ze smutami bez objadania się, nie warto..
przecież nie warto.. cholera tak bardzo nie warto... za mną dzieciństwo z
zakrętami, w liceum bulimia i anoreksja, na studiach nerwica lękowa, przeszłam
terapię, nie jedną, od tamtego momentu moje życie zmieniło sie na lepsze.
Przecież mozna żyć bez ucieczek w jedzenie... mam tyle pasji.. czasem czuje,
że jednak jedzenie przebija te wszystkie pasje. są takie dni, kiedy po prostu
jem i jem.. jestem szczupła bo prowadzę bardzo aktywny tryb życia, dużo
ćwiczę, i jem normalnie przez tydzień potem przychodzi dzień kiedy jem tyle,
że nastepnego dnia nie jem prawie nic, bo nie dam rady.. Powiedzcie - głupia
jestem, prawda? Nienawidzę siebie za to ..MOże od jutra mi się uda...nie
uciekać w jedzenie... jeść normalnie...