W sprawie czyjegoś męża

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.03, 02:17
Ot, współczesne problemy cywilizowanych ludzi w dodatku
mieniących się katolikami...Przewrócili świat na głowie a teraz
omawiają najważniejsze problemy życiowe.Odpowiedź jest prosta -
za żadną cenę nie doprowadzać do sytuacji jakie zostały opisane
w artykule.Moralność i honor ważniejsze są niźli pragnienia i
rozkosze.Jak mawiał Platon "nawet bogowie zazdroszą temu, kto
zmysły swe okiełznał niczym dobry woźnica rumaki".Ja swej żonie
powiem w USC: będę Ci wierny nawet po Twej śmierci -
basta.Więcej nie trzeba mówić!Czas na czyny - udowodnijmy, że
zasługujemy na miano "człowieka" - tak mężczyźni jak i kobiety
pomiędzy którymi prócz różnic fizyczno-psychicznych nie ma
żadnych innych, czyli że obie płci są równe przed prawem
moralnym (jak i zresztą każdym innym).
    • Gość: pa Re: W sprawie czyjegoś męża IP: 195.245.213.* 10.05.03, 13:01
      Tematem artykułu nie jest zdrada małżeńska jako taka, ale
      pytanie, czy jeśli wiem o tym, że ktoś z mojego otocznia zdradza
      męża/żonę powinienem poinformować o tym drugą osobę.
      Oj to trudna, delikatna i intymna wręcz sprawa i chyba tu nie da
      się generalizować
    • Gość: Ragnar Re: Wojciech IP: *.mtc.ki.se 10.05.03, 13:09
      Mysle ze latwo jest manifestowac wiernosc az po grob w sytuacji
      kiedy wszystkie odcienie wieloletniego zwiazku ma sie jeszcze
      przed soba, a jeszcze latwiej jest ubierac to w ladne slowa.
      Sprawa wyglada jednak zupelnie inaczej z perspektywy
      wieloletniego zwiazku, ktory z roznych powodow nie spelnia
      wszystkich potrzeb i kaze szukac dalej...Czasem, jak w artykule,
      dopiero to szukanie dalej pozwala zobaczyc swojego partnera
      inaczej, pelniej i wyzwala z pewnych iluzji...Swiat jest
      wielokolorowy a nie tylko czarno-bialy.. Co nie znaczy ze skok w
      bok to jedyny sposob na kryzysy w zwiazku..
    • Gość: to ja Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.prem.tmns.net.au 10.05.03, 14:31
      moim zdaniem mowic nie nalezy (ze wzgledow praktycznych). Nie my
      jestesmy strona w konflikcie. Wtracajac sie w te sprawe, narazamy
      sie obydwu stronom - osoba szkodzaca nie bedzie nas lubiala za
      domoszenie, a poszkodowana za wstyd. Nic nie zmienimy, czesto
      strony sie godza i potem wspolnie maja pretensje do
      "donosiciela". Nie ma moralnego obowiazku wtracania sie w taka
      sprawe, z reguly osoba poszkodowana zdaje lub zda sobie sprawe o
      sytuacji. Wielokrotnie widzialem, ze panie puszczaja w niepamiec
      skoki na bok, a panowie czesto wracaja do starych zon po
      skonczonym romansie. Chociaz nie zawsze. W sytuacji mesko-meskiej
      przyjazni, jedyne dopuszczalne rozwiazanie to rozmowa z kolega i
      naklonienie go do rozmowy z polowica, ale tez bez dramatu gdyby
      kolega mial odmienne zdanie.
    • kamfora Re: W sprawie czyjegoś męża 10.05.03, 15:07

      Zastanawiałam się nad tym nie raz.
      Po wszystkich za i przeciw dochodzę do wniosku, że ów "Rysiek"
      z artykułu, zamiast zastanawiać się nad tym, czy powiedzieć Kasi,
      powinien porozmawiać z mężem Kasi. Powiedzieć, co sądzi o takim
      postępowaniu. Że to wtrącanie się i nie wolno? Phi! Uważam, że
      każdemu wolno zwrócić uwagę, gdy ktoś inny zachowuje się nagannie:
      czy to będzie niszczenie przystanku tramwajowego, czy bicie dziecka
      na ulicy, czy chowanie za pazuchę jakichś towarów w sklepie, czy też
      oszukiwanie własnej żony/męża.
      Nie: zwracanie się do osób trzecich - nawet zainteresowanych,
      tylko w cztery oczy.
      • Gość: Przemek Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.tele.pw.edu.pl 10.05.03, 15:57
        kamfora napisała:

        >
        > Uważam, że
        > każdemu wolno zwrócić uwagę, gdy ktoś inny zachowuje się nagannie:
        > czy to będzie niszczenie przystanku tramwajowego, czy bicie dziecka
        > na ulicy, czy chowanie za pazuchę jakichś towarów w sklepie, czy też
        > oszukiwanie własnej żony/męża.
        > Nie: zwracanie się do osób trzecich - nawet zainteresowanych,
        > tylko w cztery oczy.

        Zgadzam sie, z tym, ze niekoniecznie musza byc te 4 oczy. Ja bym poszedl do tej
        pary i udajac, ze nie zauwazam romansu, rzucil kilka komentarzy na temat zony
        tego faceta :-) Moze jego partnerka tez jest oszukiwana i sprawy natychmiast
        wroca na wlasciwe tory?
        • Gość: ja Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.54.100.244.tisdip.tiscali.de 10.05.03, 18:01
          Sama byłam w takiej sytuacji. Wiem jedno, nie wtrącać się, to
          najlepsze rozwiązanie. Jeżeli zdradza nasz najlepszy przyjaciel,
          to pozostaje nam tylko i wyłącznie rozmowa z nim. Gorzej, jeżeli
          wiemy, że to on(ona) jest zdradzany. I pamiętajmy, mimo
          najszczerszych chęci, kto może wykluczyć z całą pewnością, że i
          jemu samemu nie przydarzy się nigdy totalne zauroczenie inną
          osobą? życie często sprawia nam niespodzianki.
          • kamfora Re: W sprawie czyjegoś męża 10.05.03, 19:25
            Gość portalu: ja napisał(a):

            > I pamiętajmy, mimo
            > najszczerszych chęci, kto może wykluczyć z całą pewnością, że i
            > jemu samemu nie przydarzy się nigdy totalne zauroczenie inną
            > osobą? życie często sprawia nam niespodzianki.


            Otóż to: Wydaje mi się, że tkwi w nas błędne przekonanie, że mówić komuś o
            tym, ze postępuje źle może tylko osoba kryształowa, zarówno dzisiaj, jak i w
            przeszłości a także w przyszłości.
            Nikt z nas nie jest perfekcyjny - każdy
            popełnia błędy, każdemu więc może się przytrafić jakiś amok.
            I dobrze jest, gdy wtedy znajdzie się ktoś, kto jest w stanie powiedzieć
            w oczy: źle robisz. Nawet, jeśli to miałoby go kosztować wiele - nie
            straci szacunku do samego siebie. Najgorsze jest piętnowanie postępowania
            osób zupełnie obojętnych, a przymykanie oczu na swoje, czy najbliższych.
            (Przy czym wcale nie chodzi mi o potępianie OSOBY, tylko, co zawsze powtarzam,
            złego postępowania tej osoby)

            :-))
            Ba.

        • kamfora Re: W sprawie czyjegoś męża 10.05.03, 19:41
          Gość portalu: Przemek napisał(a):

          > Zgadzam sie, z tym, ze niekoniecznie musza byc te 4 oczy. Ja bym poszedl do
          > tej pary i udajac, ze nie zauwazam romansu, rzucil kilka komentarzy na
          > temat zony tego faceta :-) Moze jego partnerka tez jest oszukiwana i
          > sprawy natychmiast wroca na wlasciwe tory?

          Ponieważ wyznaję zasadę, że żaden nawet najbardziej szczytny cel nie uświęca
          złych środków - uważam, że udawanie, że się czegoś nie zauważa, gdy się
          zauważa - nie jest dobrą metodą.

          Ale inni mogą uważać inaczej...
          • Gość: Przemek Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.tele.pw.edu.pl 12.05.03, 20:31
            kamfora napisała:

            > Ponieważ wyznaję zasadę, że żaden nawet najbardziej szczytny cel nie uświęca
            > złych środków - uważam, że udawanie, że się czegoś nie zauważa, gdy się
            > zauważa - nie jest dobrą metodą.
            >
            > Ale inni mogą uważać inaczej...
            >

            :-)) Rzeczywiscie, podeszlas mnie...
            Z drugiej strony, czy rzeczywiscie musze udawac? Po prostu decyduje sie nie
            mowic tej parze o ich romansie (czy musze o wszystkim z nimi rozmawiac, np. o
            Einsteinie tez musze :-)) Ot, widze znajomego, ktory jest zonaty i nawiazuje
            rozmowe o jego zonie. Nie wolno mi, co w tym zlego?
    • Gość: kobieta Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.one.pl / 192.168.1.* 11.05.03, 00:17
      Chyba Wojtku jesteś jeszcze bardzo młody i brak Ci
      doswiadczenia.Pożyjesz trochę dłużej i wierz mi ,napewno
      zmienisz zdanie w tej kwesti,to bedzie również zależało od tego
      na jaką kobietę w życiu trawisz.Jednak życzę powodzenia!!
      • Gość: teżkobieta Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.toya.net.pl 11.05.03, 10:35
        Gość portalu: kobieta napisał(a):

        > Chyba Wojtku jesteś jeszcze bardzo młody i brak Ci
        > doswiadczenia.Pożyjesz trochę dłużej i wierz mi ,napewno
        > zmienisz zdanie w tej kwesti,to bedzie również zależało od
        tego
        > na jaką kobietę w życiu trawisz.Jednak życzę powodzenia!!
        A ja dodam,że będzie zalezało równiez od tego,jakim bedzie
        męzem,czy" kobieta na którą w zyciu trafi" , będzie na tyle z
        nim szczęśliwa,że nie będzie potrzebowała swojej "drugiej
        ścieżki" na którą będzie zbaczać żeby zaznać choć trochę
        miłości,namiętności czy podziwu.Choć na chwilę.
    • Gość: kasia Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.kopernik.gliwice.pl 11.05.03, 19:59
      uważam że bez sensu jest sie wtrącac, oni sie potem i tak dogadają a bedą na
      ciebie z boku patrzeć
    • Gość: Anna Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.05.03, 22:14
      Nie powinnismy sie wtracac w nie swoje sprawy. Czy sam/sama chcialabyc aby
      ktos powiedzial ci o zdradzie zony/meza? A moze przy swiadkach tejze zdrady
      beda musieli podjac decyzje jakiej nie podjeliby gdyby nikt sie nie wtracal???
      Moze pogodziliby sie i zyli dalej zgodnie, a w sytuacji gdy ktos im o tym mowi
      czuliby sie zobligowani niejako do rozwodu? Co czulbys/czulabys gdyby pod
      wplywem twoich slow rozwiedli sie? Albo nie rozwiedli sie? Tak czy inaczej
      osoba powiadamiajaca o zdradzie jest zawsze na spalonej pozycji. Mysle, ze
      latwiej byloby powiedziec o czyms takim jesli bylibysmy bardzo blisko
      zaprzyjaznieni z nia czy z nim.
    • Gość: Hanka Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.acn.pl 12.05.03, 09:13
      Myślę, że problem tkwi w tym, że zdrada jako taka, jest obecnie
      powszechnie aprobowana i uznawana za oczywistość. Jedna z Pań na
      forum, wrecz wypowiedziała się, nie oceniaj, bo jak Tobie trafi
      sie "amok" to co zrobisz?
      Takie totalne przyzwolenie społeczne powoduje, że zdradzający,
      właściwie nie ma specjalnego poczucia winy, a w niektorych
      kręgach, zwłaszcza męskich, wzbudza nawet podziw, jak za plecami
      żony ma romans z dużo młodszą od niej partnerką. To wszystko
      prowadzi do tego, ze coraz mniej jest wierności i lojalności w
      związkach. A kt onie zdradza, budzi obawy u innych...czy z nim
      jest coś nie tak...bo to niemożliwe, żeby nie miał okazji...może
      go nikt po prostu nie chce. W wielu pismach zdradę wręcz się
      uważa za normę w małżeństwie i przeprowadza sie
      różne "rozrywkowe testy" typu...dlaczego zdradzasz...czy
      jesteś...(tu są podawane różne typy osobowości, ktore odkrywamy
      po odpowiedzeniu na kilka pytań wymyślonych przez
      psychologa)...a na koniec...przemyślenia... powiedzieć
      zdradzanemu...czy też nie...Częściej podpowiedż redaktorów
      jest...nie powiedzieć...bo po co psuć sobie zabawę, albo humor
      zdradzanemu. W opinii wielu psychologów wypowiadajacych sie w
      prasie pobrzmiewa opinia, że zdrada wręcz ożywia związek, bo
      zdradzający, aby zagluszyć, mimo wszystko, choć minimalne
      poczucie winy w stosunku do swego partnera, staje się dla niego
      milszy, zeby uspic jego czujność, a nawet obsypuje go
      podarunkami. I tak kręci się ten kołowrotek zdrad wszelkich.
      • alfika Re: W sprawie czyjegoś męża 12.05.03, 12:01
        Hanko, mam wrażenie, że sprawa nie tyczy psucia czy niepsucia humoru zdradzanej
        osoby (jeśli o jej sytuacji można przez chwilę), ale wzięcia jej za rękę i
        pokazania: patrz, to są ruiny Twojego małżeństwa. A potem sobie idziemy
        zostawiając człowieka z tą ruiną w życiu. Niech sobie stoi i niech sobie robi
        co uważa. Nawet jeśli przez moment postoimy z nim, ponarzekamy, jaki to kawał
        drania z tego współmałżonka - nic więcej nie poradzimy.

        Może lepiej wczuć się w sytuację? Może nie mieszać? Może pozwolić temu, kto
        zrujnował na odbudowanie - czyli powrót? Starać się zdradzającemu zachować się
        po ludzku? Może to zdradzany ma przebrnąć przez sytuację wyjawiania prawdy? A
        może jeszcze co innego zrobią - oni, małżonkowie.

        Na osoby trzecie nie ma miejsca w małżeństwie. Także na "życzliwych". Chyba,
        że - rzadko, niezmiernie rzadko - rozwiąże się im obojgu supeł po latach
        nieszczęśliwego życia.
        • alfika Re: errata 12.05.03, 13:28
          alfika napisała:

          > Starać się zdradzającemu zachować się
          > po ludzku? >

          Oczywiście miało być: Starać się zdradzającemu POMÓC zachować się po ludzku
          (rozmowa to dobry sposób, ale też nie zawsze, nie na siłę i nie z każdym).
        • Gość: Hanka Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.acn.pl 13.05.03, 08:43
          alfika napisała:

          > Hanko, mam wrażenie, że sprawa nie tyczy psucia czy niepsucia humoru
          zdradzanej
          >
          > osoby (jeśli o jej sytuacji można przez chwilę), ale wzięcia jej za rękę i
          > pokazania: patrz, to są ruiny Twojego małżeństwa. A potem sobie idziemy
          > zostawiając człowieka z tą ruiną w życiu. Niech sobie stoi i niech sobie robi
          > co uważa. Nawet jeśli przez moment postoimy z nim, ponarzekamy, jaki to kawał
          > drania z tego współmałżonka - nic więcej nie poradzimy.
          >
          > Może lepiej wczuć się w sytuację? Może nie mieszać? Może pozwolić temu, kto
          > zrujnował na odbudowanie - czyli powrót? Starać się zdradzającemu zachować
          się
          > po ludzku? Może to zdradzany ma przebrnąć przez sytuację wyjawiania prawdy? A
          > może jeszcze co innego zrobią - oni, małżonkowie.
          >
          > Na osoby trzecie nie ma miejsca w małżeństwie. Także na "życzliwych". Chyba,
          > że - rzadko, niezmiernie rzadko - rozwiąże się im obojgu supeł po latach
          > nieszczęśliwego życia.
          >
          > Alfiko
          Ja sie w ogóle nie wypowiadałam na temat ...mówić, czy nie mówić zdrdzanemu...i
          kto to ma powiedzieć. Napisałam tylko kilka słów refleksji na temat
          funkconowania samej zdrady w naszych czasach, że jest czymś powszechnym i
          akceptowanym społecznie. Każda zdrada to oddzielny dramat... i indywidualna
          historia. Sądzę, że zdrada niszczy każdy związek i zdradzający, z chwilą , gdy
          się decyduje na skok w bok...albo na dlugotrwały romans musi brać taką
          ewentualność pod uwagę.... że to w czym funkcjonował do tej pory moze przestać
          istnieć. Może dobrze, że przestanie, moze nie...to juz inna historia...znowu
          indywidualna. Ktoś tu już ładnie się na ten temat wypowiedział...że jeśli
          kochasz to na pewno nie zdradzisz...a jeśli nie kochasz to po co zabierasz czas
          drugiej osobie i powoli rujnujesz i tak jej życie...bo wcześniej czy później
          legnie w gruzach, coś co jest oparte na kłamstwie...więc może jednak lepiej,
          żeby było to wcześniej.Hanka
      • Gość: Malwina Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 12.05.03, 13:16
        tluczenie przystanku dotyczy spoleczenstwa
        tluczenie malzenstwa dotyczy ich samych
        kto ocenia czy to naganne czy nie ?
        dla kogo nagaganne dla kogo nie ?
        • Gość: kalina Re: W sprawie czyjegoś męża IP: 172.20.6.* 08.03.04, 13:01
          Przez rok żyłam w jakiejś mgle,czułam, że coś się dzieje, mój
          mąż czynił aluzje do choroby psychicznej, syn wysyłał mnie do
          psychiatry. Przestałam cokolwiek rozumieć, wszystkiemu
          zaprzeczał, ale ja czułam. Chciałam popełnić samobójstwo,
          przestałam ufać własnym odczuciom. Zostałam kompletnie sama. Nie
          chciałam żyć. W moim życiu działo się coś, co wyczuwałam, a
          czemu on zdecydowanie zaprzeczał. W dniu w którym natknęłam się
          na jego maile odetchnełam z ulgą. Nie byłam psychicznie chora i
          nie miałam paranoi, gdyby ktoś mi wtedy powiedział, a myślę, że
          wiele osób wiedziało -typowy romans biurowy-oszczędziło by mi to
          wiele cierpienia psychicznego,dzisiaj mam żal nie tyle o romans,
          co o to cierpienie. Mało kto potrafi tak udawać, żeby druga
          strona sie nie domyślała. Porozmawiaj z przyjacielem. To moja
          rada.
    • sdfsfdsf Re: W sprawie czyjegoś męża 12.05.03, 13:33
      no nie znowu malzenstwo, jezeli kogos kochamy to go nie zdradzamy, jezeli nie kochamy to po jaka cholere pozostajemy w takim zwiazku? z poczucia przyzwoitosci? obowiazku? dla pieniedzy? dla bezpieczenstwa? jakiekolwiek by te pobudki nie byly bez milosci powinnismy miec swiadomosc ze zdrada z dnia na dzien moze z nami zamieszkac, skoro mamy taka swiadomosc to po jaka cholere nam zdanie osob trzecich? pytanie jest odpowiedzia
      • Gość: edith Re: W sprawie czyjegoś męża IP: 206.120.23.* 12.05.03, 17:53
        Probelm polega na tym, ze osoba zdradzana najczesciej nie jest
        tego swiadoma. jezeli to skok w bok, amok jak niektorzy tutaj
        nazywali romans to tylko wyjawienie prawdy moze uratowac
        malzenstwo. jak mozna budowac cos na oszustwie? przytoczone
        wczesniej przyklady, jakoby osoby, ktore przezyly zdrade i
        zakonczona rozpadem malzenstwa zaluja dzisiaj
        swojej 'pochopnosci' w dzialaniu dotycza zupelnie innej kwestii.
        A mianowicie dojrzalosci. bo jezeli ktos, nie potrafi odrzucic
        gniewu i zastanowic sie co robic dalej, czego naprawde chce, czy
        potrafi wybaczyc to jest to dla mnie pewnego rodzaju
        niedojrzalosc emocjonalna.
    • Gość: aiszka4 Re: Kamfora, Hanka, Przemek IP: 217.8.186.* 14.05.03, 10:28
      Dziękuję Wam za Wasze opinie. Przywracacie mi wiarę, że jeszczą są ludzie,
      mający zasady moralne. Przemek zrobił to już dużo wcześniej:-)




      W mojej sytuacji pojawiły się nowe dane - mąż zdradzał mnie z osobą, którą znam
      i która zna mnie. Wiedziało o tym liczne grono znajomych, wielu z nich bawiło
      sie nawet z moimi dziećmi, kiedy czasem bywały w tamtym towarzystwie.
      Nie chodzi mi o to, że ktoś powinien mnie o tym poinformować. Ale nikt nie
      próbował porozmawiać nawet z moim mężem, czy chociażby napomknąć jego bratu, z
      którym widywali się często, mają wspólne interesy, niedawno spotkali się na
      grillu.
      Mogę zrozumieć, że nikt nie chciał się wtrącać, kiedy jeszcze nie wiedziałam o
      niczym. Ale kiedy zdrada wyszła na jaw, mąż wrócił do domu i milion razy mówił,
      że kocha, że tamto już skończone, a nadal się spotykał i wszyscy wiedzieli, że
      ja już wiem (tylko nie o tym, że to trwa nadal) - tego nie mogę zrozumieć i
      zaakceptować. Nie chcę znać tych ludzi, nie zależy mi na kontynuowaniu takich
      znajomości.

      Nie chciałabym być informowana przez "życzliwych" o czymś, co miało miejsce w
      przeszłości, co już się skończyło. Niech się zdradzający sam męczy z wyrzutami
      sumienia.
      Ale w sytuacji, która miała miejsce - ja wiem, że zdradził, oni wiedzą, że ja
      wiem, i że nadal zdradza - taka informacja bardziej by pomogła niż zaszkodziła -
      skróciłoby to moje cierpienie. Kto nie był na takim zakręcie życiowym, może
      myśleć, że lepiej się nie wtrącać, ale gdy go spotka coś takiego - ma żal, że
      nikt palcem nie kiwnął, żeby coś zrobić, że nikt się nie wtrącił. Ja taki żal
      mam.
      • alfika Re: aiszka4 14.05.03, 10:56
        Znam taką sytuację również z bliska - choć może nie aż tak, ale za to z od
        kilku zamieszanych w to osób.
        Pewien młody mąż kochał kobiety. Jak leci. Pracował na postoju - razem z
        teściem, na przemian na jednej taksówce. Wszyscy koledzy padali ze śmiechu, że
        młody żonkoś jeździ i nie zarabia. A wożą mu się same dziewczyny. Jak już tak
        padali ze śmiechu, teść dowiedział się siłą rzeczy, dlaczego.
        I co? Miał powiedzieć córeczce, że mąż jej się puszcza? Może.
        Ale nie powiedział. Dziś też by nie powiedział. Na osoby trzecie nie ma miejsca
        w małżeństwie. Gdyby powiedział, może dziś by myślał, że rozwiedli się dzięki
        jego rewelacjom. Nie wiem, czy rozmawiał z młodym, pewnie tak.

        Dość ciekawie było, gdy ciocie jednej z dziewczynek postanowiły ratować jej
        honor, bo o cnocie już mowy nie było - i wybrały się do rzekomego ojca słynnego
        donżuana. Tym ojcem miał być wspomniany taksówkarz - no w końcu razem jeździli
        jedną taksówką...
        I tak "życzliwe" trafiły na teścia rzeczonego. Śmieszne?
        Jak dla kogo.
        Ale one chyba już więcej do nikogo nie poszły ze "swoją" sprawą.

        Różnie bywa, nie ustalajmy norm, że zdradzającego należy chronić - nie należy,
        dobrze pomóc mu poczuć się podle. Ale nie pozwalajmy sobie rujnować życia
        zdradzanym przez uświadamianie.
        • Gość: aiszka4 Re: alfika IP: 217.8.186.* 14.05.03, 11:10
          Wybacz, Alfiko, brutalność, ale mam gdzieś taksówkarza i jego syna. Co zrobili -
          to ich sprawa. Nijak ma się to do mojej sytuacji.

          Mój ojciec nie żyje, ale chcę wierzyć, że będąc w sytuacji, którą opisujesz,
          sprałby mojego męża na kwaśne jabłko, a jeśli to by nie pomogło, wtedy
          powiedziałby o tym mnie. I jeśli ja będę widziała (nie - wiedziała), że ktoś
          zdradza żonę, męża, to przynajmniej spróbuję jakoś zareagować. A jeśli jakiś
          żonaty będzie robił mi awanse, to jego żona może się o mnie nie bać -
          wiarołomny żonkoś dostanie kopa w tyłek, a może potraktuję go jeszcze
          brutalniej. Ze mną żaden padalec nie zdradzi swojej żony. Ale mogę mówić tylko
          za siebie.
          Przepraszam - jest jeden facet, który może ze mną zdradzić swoją żonę - to
          przyszły mąż znajomej, która bawiła się z moimi dziećmi, a potem sypiała z moim
          mężem. O ile oczywiście taka osoba znajdzie naiwnego, który się z nią ożeni;-)
          • alfika Re: alfika 14.05.03, 11:25
            Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

            > Wybacz, Alfiko, brutalność, ale mam gdzieś taksówkarza i jego syna. Co
            zrobili
            > -
            > to ich sprawa. Nijak ma się to do mojej sytuacji.


            Wybaczam. Czujesz się zraniona. Może po prostu Twoi byli znajomi mieli gdzieś
            Twoje małżeństwo.

            >
            > Przepraszam - jest jeden facet, który może ze mną zdradzić swoją żonę - to
            > przyszły mąż znajomej, która bawiła się z moimi dziećmi, a potem sypiała z
            moim
            >
            > mężem. O ile oczywiście taka osoba znajdzie naiwnego, który się z nią ożeni;-)



            Uważałabym, z kim sypiam.
            • Gość: aiszka4 Re: alfika IP: 217.8.186.* 14.05.03, 13:07
              alfika napisała:

              > Wybaczam. Czujesz się zraniona. Może po prostu Twoi byli znajomi mieli gdzieś
              > Twoje małżeństwo.


              Bardziej zraniona jestem tym, że mój mąż miał gdzieś nasze małżeństwo:(



              > Uważałabym, z kim sypiam.


              Nie rozumiem???

              I pozdrawiam
              • alfika Re: alfika 14.05.03, 13:47
                Nie rozumiem, czego nie rozumiesz.
                Pozdrawiam również.
                • Gość: aiszka4 Re: alfika IP: 217.8.186.* 14.05.03, 13:51
                  alfika napisała:

                  > Nie rozumiem, czego nie rozumiesz.
                  > Pozdrawiam również.
                  >


                  Nie rozumiem uwagi o uważaniu z kim sypiam. Przez 12 lat był to mój mąż. Czy na
                  niego mam uważać, bo on nie uważa z kim sypia, oprócz mnie?:)
                  • alfika Re: alfika 14.05.03, 13:58
                    Gość portalu: aiszka4 napisał(a):


                    > Nie rozumiem uwagi o uważaniu z kim sypiam. Przez 12 lat był to mój mąż. Czy
                    na
                    >
                    > niego mam uważać, bo on nie uważa z kim sypia, oprócz mnie?:)


                    He he. Ciekawe, jak by się poczuł...
                    Nie, odniosłam się do uwagi, że przespałabyś się z panem od tamtej pani.
                    Osobiście bym się tak nie rwała do tego, szkoda zdrowia.
                    Pozdr :)
                    • Gość: aiszka4 Re: alfika IP: 217.8.186.* 14.05.03, 16:33
                      Na razie ta pani nie ma męża, nie sądzę, żeby znalazła go sobie w tak krótkim
                      czasie (10dni). Ale chodzi mi o to, że wszystkie mężatki mogą spać spokojnie,
                      żaden mąż nie zdradzi ich ze mną. Dopuszczam możliwość, że mogłoby się tak
                      stać, gdyby napotoczył się mąż tej pani, choć nie wiem, co będę czuła za jakiś
                      czas, może minie mi chęć zemsty na niej i na moim (jescze) mężu.
                      A na razie pałam żądzą zemsty, ale nie mam jak sobie ulżyć.
                      Może jakieś sugestie?:)
                      • Gość: kz Re: alfika IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 15.05.03, 13:35
                        odczekaj. Teraz pałasz żądż zemsty i to przesłania ci wzrok.
                        Uspokuj się, odzyskaj jasność widzenia i na zimno się
                        zastanów.Mawiają, że cierpliwy człowiek ugouje kamień. Na
                        początek zmyl go normalnym zachowaniem. A potem w odpowiednim
                        momencie sama zemsta wejdzie ci w ręće
                      • alfika Re: alfika 15.05.03, 13:58
                        Podobno największy sukces człowiek odnosi, jak pokona w sobie chęć zemsty...
                        Trudne pewnie, ale i satysfakcja zdrowa i ogromna.

                        Może wyobraź sobie siebie za jakieś 20 lat albo nawet 40? W obu przypadkach:
                        jak sprawy się potoczyły przez te lata gdy udało Ci się zrezygnować z zemsty, a
                        w drugim przypadku, gdy kogoś poznałaś, zdradziłaś i powiedziałaś o tym mężowi.
                        Dokładnie sobie wyobraź i akt zdrady, i bardzo dokładnie skutki Twoich
                        poczynań. Twoje samopoczucie.
                        Może po kilku takich sesyjkach jakoś Ci ulży? Wszak wizualizacja jest cenioną
                        metodą terapeutyczną...

                        Powodzenia Ci życzę, trzymaj sie dzielnie i pamiętaj, choćby nie wiem co, że
                        jesteś bardzo wartościową, mądrą kobietą niezależnie od głupich decyzji swojego
                        partnera.
                        • Gość: aiszka4 Re: alfika IP: srv1:* / 192.168.1.* 17.05.03, 19:00
                          alfika napisała:


                          >
                          > Powodzenia Ci życzę, trzymaj sie dzielnie i pamiętaj, choćby nie wiem co, że
                          > jesteś bardzo wartościową, mądrą kobietą niezależnie od głupich decyzji
                          swojego partnera.

                          Dzięki Alfiko, ale masz chyba lepsze zdanie o mnie, niż ja sama.
                          Czy mądra kobieta wybiera sobie na życiowego partnera faceta, który podejmuje
                          głupie decyzje?
          • Gość: m** Re: alfika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.10.03, 15:50
            A jeśli jakiś
            > żonaty będzie robił mi awanse, to jego żona może się o mnie nie bać -
            > wiarołomny żonkoś dostanie kopa w tyłek, a może potraktuję go jeszcze
            > brutalniej. Ze mną żaden padalec nie zdradzi swojej żony. Ale mogę mówić
            tylko
            > za siebie.
            No właśnie... Wielka szkoda, że ani Ty, ani ja, ani inne kobiety nie są w
            stanie przekonać gówniar, że tzw. miłość nie może zostać zbudowana na
            oszustwie... Ale miło wiedzieć, że jest nas co najmniej 3 (jedna bliska mi
            osoba też jest w klubie ;-)))
            > Przepraszam - jest jeden facet, który może ze mną zdradzić swoją żonę - to
            > przyszły mąż znajomej, która bawiła się z moimi dziećmi, a potem sypiała z
            moim
            >
            > mężem. O ile oczywiście taka osoba znajdzie naiwnego, który się z nią ożeni;-
            )
            Jak znajdzie, to już może na zapas leczyć obsesję. Do końca życia nie zaśnie
            spokojnie drżąc na myśl o przyczynie każdego spóźnienia męża.
            Nie daj się aiszko4, cokolwiek było, przeżyłaś, a teraz wydobrzej i ceń się.
            Pozdrawiam
            • jmx Re: alfika 01.10.03, 22:46

              A może warto zacząć traktować mężczyzn jak ludzi, którzy mają rozum i są
              odpowiedzialni za swoje czyny? I tak zwane "gówniary" gdyby facet nie chciał
              to nie miałyby nic do powiedzenia? To chyba nie jest tak, że facet zdradza
              żonę/partnerkę z inną bo ta przystawia mu lufę pistoletu do skroni albo go
              gwałci?
      • Gość: Przemek Re: Kamfora, Hanka, Przemek IP: *.tele.pw.edu.pl 14.05.03, 16:32
        Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

        Kto nie był na takim zakręcie życiowym, może
        > myśleć, że lepiej się nie wtrącać, ale gdy go spotka coś takiego - ma żal, że
        > nikt palcem nie kiwnął, żeby coś zrobić, że nikt się nie wtrącił. Ja taki żal
        > mam.

        Czesc,
        W sytuacji, gdy wszystkim mniej wiecej wiadomo, ze jedno ze wspolmalzonkow
        prowadzi "podwojne zycie", mozliwosci wtracania sie osob trzecich sa
        ograniczone. Jesli osoba zdradzajaca nie liczy sie ze wspolmalzonkiem, to na
        pewno nie uwzgledni uwag rodziny i znajomych. Niewykluczone, ze w Twojej
        sprawie ktos interweniowal, ale bezskutecznie.

        Rozumiem jednak Twoj punkt widzenia - dla niektorych zachowan jest nazbyt
        wiele tolerancji, brak jest jakiegos nacisku spolecznego, skaniajacego do
        przestrzegania pewnych norm. Przyjmuje sie zasade niewtracania sie do rodziny,
        nawet w sttuacji, gdy bita zona ucieka z krzykiem z mieszkania, a potluczone
        dzieci walesaja sie po korytarzu.
      • Gość: liloo Re: Kamfora, Hanka, Przemek IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.03, 19:41
        Zgadzam sie z Toba w 100%. Tez cos takiego mam za soba. Najgorsza byla ta
        dziura "potem" - bo oczywiscie w koncu sie sama zorientowalam co moj partner
        robi za moimi plecami na oczach wszystkich naszych znajomych - bo nie tylko
        rozstalam sie z nim, a gdyby mi ktos powiedzial wczesniej to zrobilabym to
        znacznie wczesniej i nie marnowala z tym palantem czasu - ale stracilam
        znajomych. Bo oni nie byli w stanie po tym wszystkim mi w oczy spojrzec,
        wiedzac, ze caly czas trzymali z moim facetem za moimi plecami, a ja ani nie
        mialam ochoty ich wiecej spotykac, ani nie bylabym w stanie im juz nigdy
        zaufac. Bardzo latwo jest teoretyzowac, kiedy sie nie przezylo takiej sytuacji.
        • alfika Re: Kamfora, Hanka, Przemek 30.05.03, 14:42
          Gość portalu: liloo napisał(a):

          >Bardzo latwo jest teoretyzowac, kiedy sie nie przezylo takiej sytuacji.


          Bardzo łatwo jest ulegać silnym emocjom, kiedy przeżyło się taki cios.
          Nikt w sytuacji zdradzanego nie chciałby być, tego uczucia zawodu i pustki
          nikomu nigdy bym nie życzyła.
          Ale w całym bólu spróbuj pomyśleć o uczuciach innych ludzi.
          Nie każdy chce podjąć decyzję o zawiadamianiu o nieszczęściu - bo
          o "ulepszaniu" czyjegoś życia nie da rady tu mówić.
          I mało kto ze zdradzonych umie popatrzeć w oczy osobie, która uświadomiła
          zdradę.

          Ale istnieją sytuacje, kiedy nie można nic nie robić, to oczywiste.
    • Gość: Wera Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.ebola.lublin.pl 14.05.03, 22:50
      Jedno jest pewne: FACET FACETOWI zawsze powie KOBIETA KOBIECIE
      niekoniecznie...
      • Gość: kz Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 15.05.03, 13:36
        a dlaczego kobiueta kobiecie nie? deliktaniejsze są ? a kobieta
        facetowi? ciekawe
        • Gość: zdradzana Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.worldbank.org 30.05.03, 13:48
          niektorzy z was oceniaja to moralnie inni podchodza do tego
          praktycznie. Wiem jedno, wiele bym dala by miec
          przyjaciela/olke ktory by mi uzmyslowil co moj maz robil przez
          wiele lat naszego malzenstwa. Nie bylam dociekliwa i przypadek
          sprawil ze dowiedzialam sie o tym gdy mam juz pod
          czterdziestke. Zatrulo mi to zycie skutecznie lecz moglo mi to
          zatruc zycie wiele lat temu i mialabum ten caly smrod dawno za
          soba. Nie ma jednoznacznych odpowiedzi, kazdy przypadke nalezy
          rozwazyc indywidualnie. Czy ten facet szanowal swoja zone
          wdajac sie w romans przy przyjacielu rodziny? Sam ten fakt
          swiadczy ze nalezalo jej powiedziec.
    • carduus Re: W sprawie czyjegoś męża 30.05.03, 14:59
      Rozumiem, że ludzie są rózni. I nie wiem jak odczuwaliby to inni, ale wiem jak
      ja czułabym się w takiej sytuacji. Gdyby którys z moich przyjaciół wiedział o
      zdradach mojego męża i nie powiedział mi o tym oznaczałoby to jedno: koniec
      przyjaźni. Byc przyjacielem znaczy: byc lojalnym. Być lojalnym znaczy otwierac
      oczy na nielojalność innych, od których lojalności się oczekuje. Ukrywanie
      zdrady odczułabym jako zdradę. W tej sprawie nie ma dla mnie kompromisu.

      carduus
      • Gość: aiszka4 Re: W sprawie czyjegoś męża IP: 217.8.186.* 02.06.03, 12:12
        carduus napisała:

        > Rozumiem, że ludzie są rózni. I nie wiem jak odczuwaliby to inni, ale wiem
        jak
        > ja czułabym się w takiej sytuacji. Gdyby którys z moich przyjaciół wiedział o
        > zdradach mojego męża i nie powiedział mi o tym oznaczałoby to jedno: koniec
        > przyjaźni. Byc przyjacielem znaczy: byc lojalnym. Być lojalnym znaczy
        otwierac
        > oczy na nielojalność innych, od których lojalności się oczekuje. Ukrywanie
        > zdrady odczułabym jako zdradę. W tej sprawie nie ma dla mnie kompromisu.
        >
        > carduus

        Dzięki Ci, Carduus, za te słowa:))))
        Szkoda, że nie było Cię w gronie moich znajomych, kiedy mój mąż miał romans:(
        Mogłoby mi to zaoszczędzić czasu i cierpienia.
        Ale teraz już przez to przeszłam, już jest lepiej. I mam już pewność, jak ja
        zachowałabym się w podobnej sytuacji.
        • Gość: angela Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.bredband.comhem.se 08.03.04, 19:32
          czesto wracam do tego wydarzenia sprzed 6 miesiecy...gdybym wtedy
          wiedziala...oszczedziloby mi to bolu i upokorzenia calego zdradzanego roku.
          Czuje sie upokorzona , gdy mysle o mojej naiwnosci , gdy przytulalam sie do
          meza na zabawie a wszyscy przeciez wiedzieli...boli, boli az do lez. Chcialabym
          wiedziec i ja bym wowczas odeszla a tak zostalam podwojnie stlamszona, przez
          zdrade i jego odejscie bo nie starczylo mi sil na rozmowe, za pozno, moze
          gdybym wczesniej wiedziala , moze bysmy mogli cos uratowac.
          • Gość: olina2 Re: W sprawie czyjegoś męża IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.04, 19:49
            Mój mąż kilka lat temu miał romans, pojechał na narty z synem i tam poznał ową
            Panią. Był tam ze swoim przyjacielem a naszym dobrym znajomym. Miałam do tego
            przyjaciela żal, że nie zadzwonił do mnie co się dzieje. Myślę, że niewiele by
            to zmieniło, romans jednak się rozwinął. Potem się skończył, ale ile mnie to
            kosztowało to inna sprawa. Mąż nadal utrzymuję bliskie kontakty z kumplem, lecz
            ja go traktuję ''kulturalnie'', teraz jest mi już obcy. Bardzo się stara aby
            nasze kontakty były cieplejsze, ale dla mnie to już nie możliwe. Sprawdził się
            jako przyjaciel męża a nie mój.Po tylu latach, bez emocji mogę powiedzieć, że
            czy gdybym wiedziała a nie wiedziała czy to by coś zmieniło. Jedynie to, że nie
            byłabym taka naiwna i oto mam do niego żal.Pozdr
Inne wątki na temat:
Pełna wersja