maxav
03.04.07, 21:49
Witam.Od blisko dwóch lat (a obecnie mam 20) jestem wolontariuszem na świetlicy środowiskowej.Dotychczas godziłem to z liceum ,teraz ze studiami, każda wizyta tam utwierdzała mnie w przekonaniu że dobrze robię ,stanowie wzór ,pokazuje im jak się zachowywac itp.Dzieciaki były różne, niektóre trudne ,niektóre dobrze wychowane, starałem się narzucić model trochę kolega-w większości wychowawca .Od jakiegoś czasu chodzę tam jednak z obowiążku, mam wrażenie iż cała ideea jest bez sensu bo i tak potem wracają do swoich patologicznych środowisk,i tak na prawdę nic z tego nie wynika.Denerwuje mnie iż musze je upominać,dawniej starałem się poprawiać to co mi się nie podobało (np. bluzganie),dzisiaj na wiele rzeczy przymykam oko lub stwierdzam "trudno tak jest" .Jeśli ktoś miał coś podobnego,niech podpowie jakieś wyjście z kryzysu.Chwila przerwy?A moze dłuższy rozbrat?