ma_gala
05.04.07, 23:02
sytuacja po krótce wygląda tak: spotykam się z kimś bez zobowiązań. Traktuję
to na zasadzie: jest fajnie, nie mam nikogo, poużywam sobie, dopóki nie
znajdę kogoś "na dłużej". Ponieważ obydwoje mamy problemy w pracy nie
ukrywam, ze trochę nas to połączyło. Granice tej znajomości od samego
początku wyznaczył on, zaakceptowałam to. I gdy wszystko już sobie tak
poukładałam i uznałam, że na tzw. :krótszą metę" jest OK, on nagle ni z tego
ni z owego zaczął do mnie wydzwaniać, prowadziliśmy "głębokie rozmowy", o
naszych problemach, fantazjach erotycznych - no po prostu o wszystkim.
Ostatecznie zaproponował wspólny wyjazd, z którego szybko się wycofał z
powodu "choroby, szkolenia itp.". Uznałam to za tanią wymówkę i gdy dałam mu
do zrozumienia, że zwisa mi i powiewa co on robi - nagle zaczął się mną
bardziej interesować. I tak jest ZAWSZE - gdy ja robię krok do przodu albo
pytam się o coś wprost (ale są to propozycje w stylu: czy pójdziemy na piwo,
a nie czy się ze mną ozeni!!) to on wycofuje się, wręcz zrywa znajomość i
bardzo ogranicza kontakt. Gdy ja daję sobie spokój, odpuszzam - nagle on się
uaktywnia na wszystkich możliwych "kanałach": gg, telefony, smsy. O co chodzi
temu facetowi?? Bo ja czuję się jak siksa - z jednej strony
jesteśmy "dorosłymi ludźmi", a z drugiej - daje mi do zrozumienia, że trzeba
trzymać mnie na dystans, "bo się zakocham". Dla mnie bez zobowiązań to nie
tylko seks, ale i np. impreza, wyjazd. On - tak to odbieram - uważa, ze
wszystko inne niż seks to prawie jak jakaś "deklaracja". Więc skoro sobie
odpuszczam, daję mu spokój, nie odzywam się - czemu właśnie wtedy zabiega o
kontakt ze mną? i nie tylko o seks, ale i rozmowy - i to
takie... "dwuznaczne"?? O CO CHODZI?? Nie trzymam go na siłę przy sobie -
znudziło mu się, niech sobie idzie, ale niech konsekwentnie da mi spokój, a
nie: zabiega - "zrywa", stara się - ogranicza kontakt... męczy mnie to, bo
nie wiem o co chodzi...