w obliczu totalnego niedopasowania- prosze o rady.

11.04.07, 11:43
witajcie,
po raz kolejny zwracam się do was z prośbą o radę- kiedyś, może niektórzy
pamiętają- otrzymałam wiele cennych w wątku "toksyczna mama". powoli uczę się,
jak żyć, by nie wchodzić jej zanadto w drogę, a jednocześnie nie dać się temu
wszystkiemu.i pocieszam się, że juz niedługo.

ale w związku z tym, że już niedługo- pojawia się kolejny problem.
nawet nie wiem od czego te historie zacząć, bo mogłabym pisać naprawdę sporo,
ale najogólniej rzecz ujmując chodzi o relacje między moimi rodzicami.
czasem jak się im przyglądam jest mi ich autentycznie szkoda- pochodzą z
raczej niezamożnych rodzin, przeprowadzili się z malusieńkiej mieściny do
stolicy, na wszystko sami uczciwie zapracowali, ale właśnie ta praca
pochłonęła im dosłownie wszystko!!wykształcenie średnie, potem od razu praca,
brak jakichkolwiek zainteresowań, niewielu znajomych.
po pracy- telewizor, gazeta. rzadko rozmawiają, żyją obok siebie, teatr, kino
baaaaaaaaaaaaardzo sporadycznie, wyjazdy też.
kiedyś tego nie dostrzegałam, ale teraz tak naprawdę nie wiem co ich łączy.
i widzę, że ich życie jest smutne.
ponadto mama- przepraszam, jeśli niektórzy poczują się urażeni takim
sformułowaniem- na starość robi się dosyć męcząca i zrzędliwa. potrafi
naprawdę skutecznie wyprowadzić swoim zachowaniem człowieka z równowagi.
i tu broniłabym taty, który żyje pod jakąs okropną psychiczną presją.
ale kiedy w jakichś codziennych sprawach biorę stronę taty mama oczywiście
uznaje że jej nie doceniam, że jestem niewdzięczna, że przecież ona dla mnie
tyle zrobiła, a ja...? i wtedy czuję się winna, choc wiem,ze mam rację.
oni są zupełnie rożni, im dłużej się im przyglądam- widzę jak okropnie się nie
dobrali.
ostatnio nawet ojciec powiedział mi (nie był co prawda całkiem trzeźwy, a taki
stan sprawia wyznaniom), że nie chce się dłużej męczyć. i że czeka aż sie
usamodzielnię.
od tej pory nie mogę przestac o tym myśleć. z jednej strony nie wyobrażam
sobie, że mogliby nie być razem- w końcu to moi rodzice, z drugiej wiem, że
tata by "odżył".
jest swietną, ale bardzo zgaszoną w tej relacji osobą.
mamy jakoś nie mogę sobie wyobrazić.
i tak się zastanawiam, czy można to jeszcze jakoś ratować?pomóc?
przepraszam, ze ten post jest taki chaotyczny, ale to ogromnie trudno streścić
w kilku słowach, należałoby przywołać jakieś konkretne sytuacje.
ale może będę uzupełniaś systematycznie, tyle na początek.
z góry dziękuję za rady.
pozdrawiam
j.

    • ja_adam Re: w obliczu totalnego niedopasowania- prosze o 11.04.07, 11:50
      pomożesz swoim rodzicom nie stając sie taką jak oni.
      Będąc kobietą sukcesu, kobietą samą stanowiącą swoje marzenia uczynisz owiele
      wiecej niz zamartwianiem sie ich problemami.
      Dopiero gdy będziesz człowiekiem sukcesu wróc do nich i pociągnij za sobą.

      Jest wiele sposobój, moja kobieta organizuje sekcję w naszym stowarzyszeniu,
      sekscje kobiet...kroja sie jaja nie z tej ziemii...

      A teraz wyobraź sobie ratownikia
      Zdrowy, umieśniony, szybki, człowiek sucesu, zdeterminowany ratowac życie...
      Jestes taka?
      A teraz wyobraź sobie ratownika który uczy sie pływać...?
      Utoniesz...
      • ja_adam Re: w obliczu totalnego niedopasowania- prosze o 11.04.07, 11:50
        o Jezu ale piszę...
      • julka1985 Re: w obliczu totalnego niedopasowania- prosze o 11.04.07, 12:15
        mhm,ale wiesz, oni nie są już młodzi.sporo po 50..
        a ja zupełnie nie jestem taka jak oni.i mam nadzieję,ze nigdy nie będę.
    • iwucha Re: w obliczu totalnego niedopasowania- prosze o 11.04.07, 12:01
      Intencja - jakże wspaniała. Ale to dwoje dorosłych ludzi, którzy sami ustalają
      swoje plany na przyszłość. Ty nie możesz brać odpowiedzialności za to, czy się
      rozejdą czy nie, ani stawać po żadnej ze stron bez względu na to, jakie uczucia
      żywisz do mamy czy taty. Każdy jest kowalem swojego losu a oni są kowalami
      swojego związku. Muszą ponieść konsekwencje tego, co budowali (albo czego nie
      budowali) przez lata. Kochaj ich każdego z osobna na miarę swoich prawdziwych
      uczuć, na które Cię stać (bo każdego z nich kochasz inaczej) i ciesz się z
      perspektywy każdej decyzji, jaka zapadnie wierząc, że każda zmiana czemuś służy
      i w konsekwencji przyniesie coś dobrego.
      Jak będą mieli to ratować - to uratują. Jak nie będą ratować to nie uratują.
      SAMI, Z WLASNEJ WOLI BEZ UDZIALU DZIECI.
      Pozdrówka!
      • julka1985 Re: w obliczu totalnego niedopasowania- prosze o 11.04.07, 12:18
        wiesz,jak się nad tym chwilę zastanowiłam to po prostu chyba martwię się o tatę..
        on już naprawdę czasem nie wytrzymuje psychicznie i ja się nie dziwię.
        może i rozwód byłby jakimś wyjściem, ale nie wiem z kolei czy sam sobie poradzi..
        o rany, ale to wszystko skomplikowane..:(
        • ja_adam Re: w obliczu totalnego niedopasowania- prosze o 11.04.07, 12:20
          to wszystko bardzo proste
          ale jak ktos nie wie czego chce i jest do tego nieszczęsliwy
          TO NIGDY NIE PODEJMIE DOBREJ DECYZJI , chyba ze przypadkiem!
        • iwucha Re: w obliczu totalnego niedopasowania- prosze o 11.04.07, 12:43
          Możesz po prostu BYC. I kochać. Miłość daje wsparcie i dzięki temu ludzie sobie
          radzą, mają motywację do np. uczenia się nowych rzeczy. Nie rób nic więcej. Bo
          sobie zrobisz krzywdę - ostatecznie utkwisz w jakimś poczuciu winy, które nie
          będzie służyć ani Tobie ani rodzicom. Dzieci nie są od "sklejania" zbitych
          dzbanów, bez względu na to ile mają lat. Buduj swoje życie - tam kieruj swoją
          energię życiową :-)
Pełna wersja