czy mam prawo?

29.05.03, 17:01
czy mam moralne prawo rozstać się z człowiekiem, który bardzo mnie kocha i
dla którego jestem podobno sensem życia?
jesteśmy razem ponad 7 lat. Od 2 mieszkamy razem. To była moja inicjatywa,
bardzo mi na tym zależało, on miał straszny problem z wyprowadzeniem się od
nadopiekuńczej mamusi (wdowy) i straszne wyrzuty sumienia. W końcu zrobił to,
ale wiem, ze to moja zasługa.
Było dobrze.
B y ł o
teraz mnie drażni, nie mam ochoty spędzać z nim czasu, nie mam ochoty nic z
nim robić. Mieszkamy w kawalerce (mojej) i dostaję szału. Uwielbiam, gdy
wychodzi i siedzę sama w domu. To tak w bardzo dużym skrócie.
oczywiście są też miłe momenty, ale nie zmienia to tego, ze on mnie drażni.
teraz jego matka wyjechała na parę dni i on chwilowo tam mieszka, bo
pokłóciliśmy się. Ale oczywiscie chce wracać, kocha mnie, jestem sensem jego
życia. Chce ze mną być, żyć, mieszkać. Cieszy się, że już nie musi mieszkać z
matką i nie chce do niej wracać, nie może znieść swojego ex-mieszkania,
szczęscie to tylka ja forever and ever. Ja też kiedyś go zapewniałam, że to
już na zawsze.
a teraz nie wiem nic. czuje się pusta i nieszczęśliwa, bo jutro bedziemy
rozmawiać i wiem, że wróci z powrotem. Zresztą on to cały czas traktował jako
chwilowy odpoczynek, ale na moją prośbę. Bo on nad niczym zastanawiać się nie
musi...
nie umiem mu powiedzieć, że chyba związek nasz stracił dla mnie sens, że
duszę się.... czy mam prawo zostawić czlowieka, który tyle dla mnie zrobił,
wciąż robi, który mnie bardzo kocha i nigdy mnie nie skrzywdził?
    • sdfsfdsf Re: czy mam prawo? 29.05.03, 17:13
      pewnie ze masz prawo - tylko najpierw zastanow sie czego tak naprawde chcesz i
      czy to nie jest chwilowy stan, moze powinniscie odpoczac od siebie chwile a
      potem wszystko wroci do normy, jezeli nie to pozostaje sie rozstac, tylko
      najpierw mu o tym powiedz a potem szukaj partnera, nie na odwrot, mowie tak bo
      mam zle doswiadczenia w tym wzgledzie ;)
      • kaja771 Re: czy mam prawo? 30.05.03, 17:03
        sdfsfdsf napisał:

        > pewnie ze masz prawo - tylko najpierw zastanow sie czego tak naprawde chcesz
        i
        > czy to nie jest chwilowy stan, moze powinniscie odpoczac od siebie chwile a
        > potem wszystko wroci do normy, jezeli nie to pozostaje sie rozstac, tylko
        > najpierw mu o tym powiedz a potem szukaj partnera, nie na odwrot, mowie tak
        bo
        > mam zle doswiadczenia w tym wzgledzie ;)

        Ten stan trwa już od dobrych paru miesięcy, i im dłużej trwa tym bardziej się
        nasila.
        Właśnie odpoczywaliśmy od siebie parę dni i wcale nie mam ochoty go oglądać.
        Dłuższy odpoczynek od siebie nie wchodzi w grę, bo gdzie mam się podziać ja
        albo on? a nie zgadza się na powróct do matki pt. mamo, pomieszkam u ciebie
        przez miesiąc, a potem wracam do niej. tu go rozumiem.
        nie szukam żadnego nowego faceta, nie mam zamiaru.
    • lampion Re: czy mam prawo? 29.05.03, 17:16
      tez bylam w podobnej sytuacji...choc moze nie az tak bardzo zaawansowanej-bylam
      z nim 2,5roku...nie mieszkalismy razem,ale spotykalismy sie tak czesto,ze
      wlasciwie na jedno wychodzi...
      potem byly ogromne problemy,on nie mogl tego zrozumiec,pozwalam mi na zbyt duzo
      rzeczy,co doprowadzilo do braku szacunku z mojej strony..potem chcial zrobic mi
      i sobie krzywde...
      teraz jest dobrze,staramy sie utrzymywac przyjazne kontakty,bo wiem,ze jst
      czlowiekiem cudownym,ktory wlasnie aabsolutnie nigdy mnie nie zranil.
      byl niemal idealny,dobry dla mnie,czuly troskliwy...
      teraz,za kazdym razem jak sie spotkamy mowi,ze mnie kocha i ze ma nadzieje,ze
      kiedys zrozumiem...
      a ja mimo wszystko nie zaluje tego co zrobilam,chociaz teraz na pewno forma
      bylaby mniej drastyczna...objawy byly wlasciwie te same co u ciebie...
      teraz jestem szczesliwa i wg mnie kazdy ma prawo by dazyc do szczescia.byle
      tylko nie bezwzglednie(tak jak ja zrobilam).
      bo jaki bylby sens,gdybys z nim zostala,to on..mialby byc szczelsiwy,ze z nim
      jestem,mimo ze go nie kochasZ?

      ale z drugiej strony..uwazam,ze taka decyzje musisz przemyslec
      baardzo,bardzo....
      jestescie ze soba 7lat....moze to tylko chwilowy kryzys?moze minie?moze
      wyjezdzcie na dluzej,nie miejscie ze soba kontaktu przez jakis czas?
      nic pochopnie..
      pameitam,ze w tej samej sprawie kilka/nascie mnc temu zadalam pytanie na tym
      samym forum..
    • Gość: Meg Re: czy mam prawo? IP: 217.17.46.* 29.05.03, 17:25
      A czy potrafisz udawać miłość i czułość? Czy potrafisz zmusić swoje oczy, żeby
      patrzyły na niego rozkochane? Czy potrafisz zmusić swoje ciało, żeby było
      kochające i uległe? Czy potrafisz, czy potrafisz...
      Jeśli tak, to zostań z nim, ale jeśli nie, to będzie cierpiał pomimo tego, że
      będziesz z nim. Bo to tak jakbyś nie była. Ty też będziesz cierpieć. I
      będziesz żyć w kłamstwie i niezgodzie z samą sobą.
      Chcesz tego?

      • tea_time Re: czy mam prawo? 29.05.03, 18:00
        Sformulowanie " miec prawo" wydaje mi sie nie najwlasciwszym okresleniem, skoro
        jednek uzylas go, przy nim pozostanmy:)
        Wiesz, moim zdaniem, pozostanie razem w opisanej przez Ciebie sytuacji byloby
        przede wszystkim nieuczciwe, tak wobec Niego, jak wobec siebie samej.
        Niemniej, zgadzam sie, ze byc moze nie trzeba na razie uciekac sie do
        drastycznych srodkow i wystarczy przerwa, by ocenic, jak jest z Wami naprawde.
        Tylko Ty mozesz na to pytanie odpowiedziec, niemniej zwaz, ze decyzja bedzie
        dotyczyc Was oboje, zatem warto sie nad nia zastanowic wspolnie:) Pozdrawiam:)
        Tea
      • kaja771 Re: czy mam prawo? 30.05.03, 09:15
        Gość portalu: Meg napisał(a):

        > A czy potrafisz udawać miłość i czułość? Czy potrafisz zmusić swoje oczy,
        żeby
        > patrzyły na niego rozkochane? Czy potrafisz zmusić swoje ciało, żeby było
        > kochające i uległe? Czy potrafisz, czy potrafisz...
        > Jeśli tak, to zostań z nim, ale jeśli nie, to będzie cierpiał pomimo tego, że
        > będziesz z nim. Bo to tak jakbyś nie była. Ty też będziesz cierpieć. I
        > będziesz żyć w kłamstwie i niezgodzie z samą sobą.
        > Chcesz tego?

        nie chcę. najgorsze, że dla niego najważniejsze to być ze mną i nie wyobraża
        sobie, że może być coś gorszego od rozstania. Ale nie zadawałam mu jeszcze
        pytania, czy chce być ze mną, jeżeli ja go już nie kocham... zadam je.
    • Gość: Imagine Re: czy mam prawo? IP: *.unl.edu 29.05.03, 17:45
      a iii ty.
      wyrywaj od niego. to gogus. kiedy ludzie dadza sobie siana i zrozumieja, ze
      my sie zwyczajnie nie nadajemy na sielanke bycia razem PO WSZE CZASY !!!!
      • 50m Re: czy mam prawo? 29.05.03, 19:06
        Podjecie takiej decyzji nie jest latwe i byc nie moze.Tyle lat to kupa czasu,
        w kazdym rozstaniu jest jakis dramat i porazka nie tylko pozuconego ale i
        drugiej osoby.Wiem cos o tym bo bylam w bardzo podobnej sytuacji.Z jednej
        strony wiesz ze juz nei mozesz na niego patrzec i nie jest to chwilowe tylko
        stalo sie to juz norma :(.Przychodzi moment , jestes zdeterminowana ze mu
        powiesz ze to juz koniec ale wtedy odzywa sie w tobie to cos, to co ci
        przypomina ze on tez ma uczucia, i jak twierdzi kocha cie bardzo i zeczywiscie
        po tym co robi widac ze nie klamie.Myslisz skad on ma tyle sily ze tyle czasu i
        nic sie u niego nie zmienia.Ale pzreciez nie mozesz byc matka teresa nei mozesz
        byc z nim z litosci wykonczysz siebie , moze skonczy sie to wizyta u psychiatry
        bo to bardzo mozliwe. Ja dziekuje sobie ze nigdy nie mowilam ze "juz na zawsze"
        wolalam mowic ze cie kocham ale nie moge ci obiecac ze to na zawsze BO BYLO BY
        TO KLAMSTWO !!! Mowilam po swojemu ale co to tak naprawde zmienilo i tak
        rozstanie bylo fatalne przynajmniej nie klamalam go.Jesli dalej bedziesz
        podtrzymywala sztucznie ten zwiazek to do niczego dobrego to nie
        doprowadzi.Trzeba umiec powiedziec DOSYC !!! WYSTARCZY.

        ps. a tak wogole nie wspomnialas o powodach , bo pzreciez gdzies one sa.Moze
        tak naparwde cos nawalilo w zwiazku moze sex juz z nim nie jest taki jak
        kiedys? Cos chyba spowodowalo ze milosc sie wypalila.

        PZDR
        • kaja771 Re: czy mam prawo? 30.05.03, 09:18
          50m napisał:

          >
          > ps. a tak wogole nie wspomnialas o powodach , bo pzreciez gdzies one sa.Moze
          > tak naparwde cos nawalilo w zwiazku moze sex juz z nim nie jest taki jak
          > kiedys? Cos chyba spowodowalo ze milosc sie wypalila.
          >
          > PZDR

          Nie znam powodów. Nic się szczególnego w naszym zyciu nie zmieniło, nic się nie
          wydarzyło, nie spotkałam innego, nie zmieniły się żadne okoliczności.
          Sex? w ogóle przestał mnie interesować, nie mam ochoty i to już od dłuższego
          czasu.
    • Gość: rybkaa Re: czy mam prawo? IP: *.acn.waw.pl 29.05.03, 19:26
      No własnie, to tez mój problem, sama waham się między dwiema skrajnościami:
      wyjśc za niego, lub skończyć to. Czekam aż zdarzy się coś co przeważy szalę.
      Może kiedyś dojrzeję do takiej decyzji, na razie nie mogę , daję sobie czas
      który się ciagle wydłuża...:(
      • kaja771 Re: czy mam prawo? 30.05.03, 09:19
        Gość portalu: rybkaa napisał(a):

        > No własnie, to tez mój problem, sama waham się między dwiema skrajnościami:
        > wyjśc za niego, lub skończyć to. Czekam aż zdarzy się coś co przeważy szalę.
        > Może kiedyś dojrzeję do takiej decyzji, na razie nie mogę , daję sobie czas
        > który się ciagle wydłuża...:(

        Rybka, napisz coś więcej, widzę że masz podobnie. Jak chcesz możesz na priv.
    • cossa Re: czy mam prawo? 29.05.03, 21:23
      co tak bardzo Cie drazni? moze za duzo czasu spedzacie
      razem? a co do pytania o moralne prawo - moralnosc w
      zwiazku to min. szczerosc.

      cossa
    • joanna_1 Re: czy mam prawo? 29.05.03, 23:46
      masz prawo... do cywilnej odwagi
    • re_ne masz prawo,.. 30.05.03, 01:03
      ...ale nie w tym rzecz.

      Czy zastanawialas sie kiedys dlaczego sie w nim zakochalas? Co wzbudzilo w
      Tobie taka reakcje?
      Dawal Ci cos, czego potrzebowalas, i przeciez nadal Ci to daje. A jesli teraz
      jest to dla Ciebie za malo, to zwiazalas sie z nim chyba z niewlasciwych
      powodow.
      Moze chcialas wypelnic nim pustke wokol Ciebie, przelamac depresje, dojsc do
      siebie po jakims nieudanym zwiazku, albo wzbogacic zycie erotyczne? Nie wiem.
      W kazdym razie podobny kryzys mozesz przezywac w kolejnym zwiazku jesli teraz
      od niego odejdziesz, i tak moze powtarzac sie bez konca. Oczywiscie zakochiwac
      mozesz sie ile tylko razy Ci sie zywnie podoba, ale jesli ma to byc zwiazek na
      cale zycie, to przydaloby sie troche rozwagi.
      Postaraj sie nie unikac trudnosci, i nie kieruj sie poczuciem obowiazku wobec
      niego, bo takowego nie masz, ale niech bedzie to sposobnoscia do ustanowienia,
      i bycia kim w istocie jestes. Postaraj sie w takich chwilach nie widziec w nim
      wroga czy przeciwnika. Nie dostrzegaj zagrozenia. Poszerz swoje horyzonty
      widzenia, i zauwazaj w sobie wiecej niz tam sie miesci, tak jak i w swoim
      partnerze, a zobaczysz ze wyjdzie to na dobre Waszemu zwiazkowi.
    • Gość: Martyna Re: czy mam prawo? IP: *.proxy.aol.com 30.05.03, 05:51
      kaja771 napisała:

      > czy mam moralne prawo rozstać się z człowiekiem, który bardzo mnie kocha i
      > dla którego jestem podobno sensem życia?

      A czy masz moralne prawo aby byc z kims kogo nie kochasz, kto Cie drazni i
      nie jest dla Ciebie wazny? Czy zastanawialad sie , ze tak naprawde go w ten
      sposob ranisz . Czym predzej zerwiesz tym predzej on bedzie mial czas aby
      zapomniec o tOBIE I ODBUDOWAC wlasne zycie , znalezc inna kobiete, zakochac sie
      w kims innym.


      . Ale oczywiscie chce wracać, kocha mnie, jestem sensem jego
      > życia.

      Co to znaczy jestes sensem jego zycia nie wydaje Ci sie to troche chore jakby
      on nie mial zadnych innych wartosci, pasji , i rzeczy w zyciu dajacych mu
      szczescie. Jesli ich nie ma ty nie mozesz wypenic w calosci jego pustego zycia .
      To niemozliwe do wykonania.


      Chce ze mną być, żyć, mieszkać. Cieszy się, że już nie musi mieszkać z
      > matką i nie chce do niej wracać, nie może znieść swojego ex-mieszkania,
      > szczęscie to tylka ja forever and ever.

      A czy on pracuje? Czemu nie wynajmnie pokoju sam lub ze znajomymy, wynajmnie
      mieszkanie ze wspolokatorem? Co to za tlumaczenia, ze nie chce wracac do matki?

      Ja też kiedyś go zapewniałam, że to
      > już na zawsze.
      > a teraz nie wiem nic. czuje się pusta i nieszczęśliwa, bo jutro bedziemy
      > rozmawiać i wiem, że wróci z powrotem.

      Zapewnialas go,ze to nazwsze bo tak czulas. Teraz to sie zmienilo tak bywa z
      tego co o nim piszesz to on tez sie niezle do tego przyczynil, ze przestalas.



      Zresztą on to cały czas traktował jako
      > chwilowy odpoczynek, ale na moją prośbę. Bo on nad niczym zastanawiać się nie
      > musi...
      > nie umiem mu powiedzieć, że chyba związek nasz stracił dla mnie sens, że
      > duszę się.... czy mam prawo zostawić czlowieka, który tyle dla mnie zrobił,
      > wciąż robi, który mnie bardzo kocha i nigdy mnie nie skrzywdził?


      A co on takiego dla Ciebie zrobil?


      Zwiazek, w ktorym jeden z partnerow kocha a drugi nie czuje milosci nie jest
      zbalansowany i nie bedzie nigdy udany.

      Troche za malo napisalas o tym zwiazku, o Tobie i o nim.
      Napisz jaki on jest co robi? jaki ma charakter jak to bylo n apoczatku? jak
      wyglada wasze zycie razem , sypialnia itd
      • kaja771 Re: czy mam prawo? 30.05.03, 09:29
        Gość portalu: Martyna napisał(a):

        >
        > A czy masz moralne prawo aby byc z kims kogo nie kochasz, kto Cie drazni i
        > nie jest dla Ciebie wazny? Czy zastanawialad sie , ze tak naprawde go w ten
        > sposob ranisz . Czym predzej zerwiesz tym predzej on bedzie mial czas aby
        > zapomniec o tOBIE I ODBUDOWAC wlasne zycie , znalezc inna kobiete, zakochac
        sie
        >
        > w kims innym.

        Oczywiście, też tak mysle, ale jak mogę mysleć, kiedy on mi mówi, że nigdy
        przenigdy nikogo innego nie będzie, że jestem jego pierwszą prawdziwą miłością,
        że nawet jak byśmy się rozstali to on nigdy o mnie nie zapomni.
        oczywiście, że każdy tak mówi w takim momencie, ale trudno wtedy być tak czy
        inaczej sceptycznym

        >
        >
        > . >
        > Co to znaczy jestes sensem jego zycia nie wydaje Ci sie to troche chore
        jakby
        >
        > on nie mial zadnych innych wartosci, pasji , i rzeczy w zyciu dajacych mu
        > szczescie. Jesli ich nie ma ty nie mozesz wypenic w calosci jego pustego
        zycia
        > .
        > To niemozliwe do wykonania.

        też mi się to nie podoba, bo sensem to ja chcę być własnego życia, a na pewno
        nie chcę być odpowiedzialna za czyjeś - nie aż tak!

        >
        >
        >
        > A czy on pracuje? Czemu nie wynajmnie pokoju sam lub ze znajomymy,
        wynajmnie
        >
        > mieszkanie ze wspolokatorem? Co to za tlumaczenia, ze nie chce wracac do
        matki?

        pracuje, ale nie stać go na wynajem. . Koledzy, kumple mają raczej poukładane
        życie. Ja się nie dziwię, że nie chce wracać do matki, bo to dla niego cofanie
        się i pewne poniżenie.


        Zapewnialas go,ze to nazwsze bo tak czulas. Teraz to sie zmienilo tak bywa z
        >
        > tego co o nim piszesz to on tez sie niezle do tego przyczynil, ze przestalas.
        >
        >
        Ř A co on takiego dla Ciebie zrobil?

        Zawsze mogę na niego liczyć i mogę mu ufać – wiem to.
    • alfika Re: czy mam prawo? 30.05.03, 07:55
      I tak Ty podejmiesz najlepszą decyzję, bo znasz Waszą sytuację i ją po prostu
      czujesz.
      To Ty musisz podjąć decyzję - taką czy inną - z którą będziesz czuła sie
      spokojnie i dobrze. Żebyś nie miała kiedyś wrażenia, że nie jest Ci dobrze z
      takimi sytuacjami, jakie miały miejsce.
      I nie zawsze stawiaj na swoim, nawet jeśli sobie wyobrażasz, że taki przebieg
      wydarzeń będzie najlepszy - czasem bardzo niefajnie wychodzi (a to już nie do
      końca o rozstaniu, jeśli można).

      Natomiast porady zaczynające się od "odejdź", a kończące się na "właściwie to
      napisz coś więcej". Są chyba nie do końca w porządku. Nie znacie sytuacji
      wystarczająco dobrze, żeby komuś powiedzieć: "zostaw go".

      Oby nie było tak, że potrzebujemy sankcjonować własne rozstania raniące kogoś
      doradzając kai tak, by samemu sobie udowodnić, że takie rozstanie było
      konieczne.

      Świetnie umiemy się rozstawać, nie umiemy tylko być razem - także wtedy, gdy to
      jest możliwe.
    • kaja771 Re: czy mam prawo? 30.05.03, 09:12
      dziękuję za wszystkie odpowiedzi. przeczytałam je uważnie.
      oczywiście, że nie oczekuję porady pt. tak, zostaw go, albo nie zostawiaj, bo
      tylko kryzys.
      oczywiście dużo myślę, że to może być tylko kryzys, klasyczny przykład: po 7
      latach podobno najczęściej następuje.
      ale kryzys kryzysem, nie widzieliśmy się parę dni, a ja byłam szczęśliwa.
      czułam że oddycham pełną piersią. Mam wrażenie, że zaczęłam dusić się w tym
      związku. Dlatego jest mi tak trudno podjąć decyzję, bo nie umiem określić
      dlaczego poczułam się nieszczęśliwa – nie stało się przecież nic konkretnego.
      Nie wiem, co mam mu dzisiaj powiedzieć, nawet jeżeli intuicja podpowiada mi, że
      nie będę już z nim szczęśliwa, to nie umiem mu tego powiedzieć. On się tego nie
      spodziewa, po pracy będzie szczęśliwy i gotowy czekał aż po niego przyjadę. I
      ja mam mu powiedzieć, że nigdzie nie pojedzie????? Wyrzuty sumienia i żal chyba
      gnębiłyby mnie do końca...
      Powiem mu szczerze o wszystkim, o tym co czuję, o tym co czuję, gdy on jest i
      gdy go nie ma. Zapytam się, czy on szczęśliwy, czy chce nadal być w związku, w
      którym ja nie umiem się określić. Decyzję pozostawię jemu. Wiem, to tchórzostwo.
      • alfika Re: czy mam prawo? 30.05.03, 09:22
        Kaja, terapie są nie tylko dla małżeństw. To jakbyś chciała coś zmieniać.
        Powodzenia, jak by się nie ułożyło, i trzymaj się :)
      • Gość: Zunia Re: czy mam prawo? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 30.05.03, 12:45
        Witam
        odezwij sie na zunia76@wp.pl
        Pozdrawiam
        • kaja771 już! n/txt 30.05.03, 14:17
    • Gość: Isztar Re: czy mam prawo? IP: *.lodz-retkinia.sdi.tpnet.pl 30.05.03, 12:05
      Masz prawo. Nie ma sensu ranic siebie, trwajac w nieudanym zwiazku, i jego,
      udajac, ze jest ok, gdy tak naprawde tylko czekasz jak wyjdzie na chwile z
      domu. Wiele osob mowi, ze kocha na zawsze, ze nikogo innego nie bedzie umial
      kochac... ale czasem sie roznie uklada i nie zawsze mozna tego dotrzymac, tak
      juz jest. Tez tak kiedys mowilam, moj pierwszy facet, bylismy razem prawie 2
      lata, fakt faktem, ze bylismy nastolatkami, ale zawsze ;) I bylo cudownie i
      wspaniale, wielka, dozgonna milosc, tez mowilismy sobie, ze "tylko Ty i nikt
      inny", a on po 2 miesiacach juz chodzil z inna.
      Ale moze to tylko przejsciowe i nie warto tego konczyc, to zalezy, ile czasu to
      juz trwa, jak bylo wczesniej, moze potrzebujesz troche wiecej swobody, nawet
      jesli on chce caly czas spedzac tylko z Toba, to urywaj sie czasem z
      kolezankami na zakupy, do kina, na piwo. Moze to wlasnie tej wolnosci brakuje?
      A moze powinniscie pojsc do specjalisty, to czesto pomaga. Przemyslcie to
      razem, ale nie podejmuj pochopnych decyzji :)
      Powodzenia, trzymaj sie.
      • kaja771 Re: czy mam prawo? 30.05.03, 12:26
        Gość portalu: Isztar napisał(a):

        > Ale moze to tylko przejsciowe i nie warto tego konczyc, to zalezy, ile czasu
        to
        >
        > juz trwa, jak bylo wczesniej, moze potrzebujesz troche wiecej swobody, nawet
        > jesli on chce caly czas spedzac tylko z Toba, to urywaj sie czasem z
        > kolezankami na zakupy, do kina, na piwo. Moze to wlasnie tej wolnosci
        brakuje?
        > A moze powinniscie pojsc do specjalisty, to czesto pomaga. Przemyslcie to
        > razem, ale nie podejmuj pochopnych decyzji :)
        > Powodzenia, trzymaj sie.

        ależ nie, swobody to ja mam dużo. Nigdy nie było u nas z tym problemu. To nie
        jest tak, ze on na mnie wisi, że mnie w ten sposób ogranicza. Jak mam ochotę to
        idę na ploty z przyjaciółkami i nie mam żadnych wyrzutów. Z jego strony jest
        podobnie, tzn. ma kumpli i swoje hobby, gdy ja wychodzę nie czeka tęskniąc w
        domu, tylko zajmuje się swoimi sprawami. I nie ma też poczucia winy, gdy gdzieś
        sobie idzie, a ja zostaję w domu.
        Ale fakt, ciągle czekam aż sobie gdzieś pójdzie, a ja będę miała święty spokój.
        Po prostu jego obecność w pewnym momencie zaczęła mnie drażnić i mi
        przeszkadzać.
        Ale wiem też, że zmieniły się tylko moje uczucia. On swych obietnic
        dotrzymuje....
    • komandos57 Re: czy mam prawo? 30.05.03, 17:31
      A czy jestes zaplodniona wyrtualnie?
Pełna wersja