takie.rodziny.tez.istnieja
18.05.07, 23:37
starszy brat - powyzej 25 lat. nigdy nie mial dziewczyny. od dziecka staral sie wmowic ze to on zawsze ma racje. g**o prawda. zabombil sobie studia. zmarnowal kilka lat. siedzi na kompie 24/24. moze bedzie mial z tego kase ale mlodosci i zdrowia nic mu nie zwroci. trzymam go na dystans bo naprawde nie ma nic czego moglbym i chce sie od niego nauczyc. wcale mu nie zazdroszcze ze jest moze wybitnym programista. za kilka lat bedzie "kaleka" przy takim trybie zycia. nie ingeruje w jego towarzystwo ani on w moje.
mama - od dziecka powtarzala mi ze mam krzywy kregoslup. okluary tez nosilem. nabawilem sie przez to niezlych kompleksow. w podstawowce sie ze mnie smiano. dopiero od ok 15 roku zycia poczulem ze to jest to co robic lubie. niestety troche za pozno. od pewnego czasu (odkad przekroczylem 20stke) stara sie jeszcze narzucac mi wlasne zdanie i wymusic co mam robic lepiej a widzac, ze ja tego nie stosuje reaguje agresywnie. co ciekawe - sama przoduje w udzielaniu rad innym (siostrom, koleaznkom z dziecmi malymi)co do wychowania a wlasciwie nakazywania. jeszcze nie wie, ze juz dawno czas odciac pepowine. czasami wydaje mi sie, ze po prostu zazdrosci mi tego, ze ja moge podczas zycia studenckiego uczyc sie 3 jezykow obcych, miec nieograniczone mozliwosci uprawiania sportu, imprezowac do rana (rzadko to robie) dostawac kase za 'nic' "stypendium naukowe". ona tak nie miala. dlatego mnie poucza, ze marnuje czas na takie sporty i inne... . zakazywala mi miec dziewczyne od czasow LO dzieki czemu nie dane mi bylo przezyc tzw mlodzienczej i pierwszej milosci. natomiast nabawilem sie kolejnego kompleksu - tzw. wirusa samotnosci. dzisiaj wyostrzyly mi sie tak wymagana ze nie sadze, abym kogos szczerze spotkal i pokochal. wole robic wszystko samemu.
tata - chyba najbardziej jest mi bliski ale jednak. jak bylem malym dzieckiem to zlego zdania nie powiem o nim. teraz jest juz jednak starym czlowiekm i zmeczonym. nie ma na nic sily. nigdy nie byl ze mna w sensie sportu jakiego rowera czy cos. nie pocieszal mnie. musialem sobie radzic sam w takich sytuacjach i dopiero po obserwowaniu innych wyrobilo mi sie wlasne zdanie. jego "misja" co to uswiadomienia mnie w sprawach plciowych polegala na przekazaniu mi do reki 2-3 ksiazek co maja ze 20-30 lat. zero rozmow.
jest mi zle. czuje ze sie dusze. a z wierzchu wygladamy na IDEALNA rodzine.