tym razem powaznie ;/

01.06.03, 22:38
witam -
postaram sie streszczac.. ale nie licze na zbyt wiele wypowiedzi :> w koncu
bywaja bardziej emocjonujace watki, niz ten, jaki zaprezentuje ponizej. Do
dziela zatem... mimo wszytsko.

jest sobie pewien gosc. lat - 24 [czy cos kolo tego]. pracuje, niedawno
studiowal. ogolnie nielubiany przez swoich znajomych lub wykorzystywany
[finansowo].
kilka dni temu, w srodku nocy zadzwonil do pewnego mojego kumpla z
informacja, ze wlasnie stoi na pewnym moscie i zamierza sie zabic.
powodow bylo kilka.
po pierwsze, zdal sobie sprawe, ze strasznie duzo rzeczy popsul w swoim
zyciu. Rzeczywiscie - niektore jego zachowania swietego doprowadzilyby do
szalu.
po drugie, zdal sobie sprawe, ze nawet, jesli zacznie sie zmieniac.. nikt i
tak mu nie uwierzy. Dokonywal juz w sobie powierzchownych zmian.. kiedys. Na
krotko.
po trzecie, twierdzi, ze nie bedzie juz niczego zmieniac... zostalo mu bowiem
najwyzej dwa lata zycia. Ma raka. Nie chce sie leczyc. O chorobie nie
powiedzial nawet rodzicom. Po co, skoro i tak jest za pozno..?

Dodatkowo jest jeszcze kilka innych.. pobocznych spraw... o ktorych pisac nie
trzeba. To w sumie wydaje mi sie najwazniejsze.
a teraz pytania...

po pierwsze, czy mozna miec etyczne/moralne prawo by namawiac owa osobe
[ktora nie widzi wyjscia, i nie ma nadziei na powodzenie terapii] na
leczenie? kwestie finansowe nie graja roli. wiadomo juz, ze jest to rak z
przerzutami. i dodatkowe - na ile mozna ingerowac w czyjes zycie bez jego
woli i zgody?
po drugie, wiadomo juz, ze jedyna osoba, przez ktora mozna stworzyc
jakiekolwiek dzialanie - o ile w ogole je podejmowac - jest ow kumpel,
wspominany na poczatku. jak wspierac jedyna osobe, ktora oprocz chorego
[ktory chce utrzymac swoja chorobe w tajemnicy!] wie o przyczynie niedomagan?
jakies doswiadczenia?
prosze o wypowiedzi... jestem po prostu ciekawa jak zachowalibyscie
sie/zachowaliscie sie w takiej sytuacji.


Mevillian
    • ginger_beer Re: tym razem powaznie ;/ 01.06.03, 22:42
      mevillian napisała:

      > prosze o wypowiedzi... jestem po prostu ciekawa jak zachowalibyscie
      > sie/zachowaliscie sie w takiej sytuacji.

      Jeżeli kieruje Tobą jedynie ciekawość, to lepiej było nie zakładać tego wątku...
      • mevillian Re: tym razem powaznie ;/ 01.06.03, 22:55
        ginger_beer napisał:

        > mevillian napisała:
        >
        > > prosze o wypowiedzi... jestem po prostu ciekawa jak zachowalibyscie
        > > sie/zachowaliscie sie w takiej sytuacji.
        >
        > Jeżeli kieruje Tobą jedynie ciekawość, to lepiej było nie zakładać tego
        wątku..
        przykro mi, niestety - nie.
        z czystej li i jedynie ciekawosci watkow nie zakladam ;/ chyba zle sie
        wyrazilam, wiec napisze jeszcze raz: _chce_pomoc_temu_czlowiekowi_ [i temu
        drugiemu tez, bo wiem, ze sam ciezaru wsparcia nie uniesie].
        zastanwiam sie tylko jak i czy mam prawo. jasne?
        a teraz prosze o bardziej konstruktywne komentarze ;/
        Mevillian









        > .
        >
        • Gość: Malwina Re: tym razem powaznie ;/ IP: *.d1.club-internet.fr 01.06.03, 23:15
          jesli chce umrzec to umrze i nikt na to nic nie poradzi
          Jesli chce pomocy to polegac na wlasnej intuicji - recepty nie ma, trzeba go
          dobrze znac
        • procesor Re: tym razem powaznie ;/ 01.06.03, 23:18
          Mawet gdyby kierował toba ciekawość jedynie - masz prawo zakłądac wątki jakie
          chcesz. Moim zdaniem. Nic w nim nie widze niestosownego.

          Co do tematu - jednak ten chłopak - ten chory - chce by mu pomóc. Nie umie tego
          powiedzieć, może sam nie do końca zdaje sobie sprawę że chce tej pomocy..
          Czemu tak uważam? Bo zadzwonił. Bo chciał by ktos wyciagnął rękę i go
          powstrzymał. Jeszcze ma instynkt chroniacy go przed zagładą.

          Nie mam jednak pojecia jak mu pomóc. Ten rak , ta diagnoza - te dwa lata. Czy
          to pewne? Czy on się leczy? Czy tylko zareagował histeryczniena pierwszą
          informację? Medycyna coraz więcej leczy - dwa lata to kawał życia.
          Wiele osób w takiej sytuacji rzuca sie zachłannie na życie - chce zostawić po
          sobie ślad, zrobic coś dobrego dla innych - by zostac chociaż w ich pamieci.
          Niewiele o nim wiemy. Czy on chciałby coś takiego zrobic?
          Myślę że lekarz powinien skontaktowac go z jakąś grupa wsparcia - jeśli jest
          leczony ten chłopak to chyb amoże znaleźć tez opiekę psychologiczną w szpitalu??
          • ginger_beer Re: tym razem powaznie ;/ 02.06.03, 07:36
            procesor napisała:

            > Mawet gdyby kierował toba ciekawość jedynie - masz prawo zakłądac wątki jakie
            > chcesz. Moim zdaniem. Nic w nim nie widze niestosownego.

            Jestem tego samego zdania. Każdy ma prawo zakładać takie wątki, jakie chce i
            tego nie kwestionowałem. Wydaje mi się jednak, że nie zawsze trzeba ze
            wszystkich swoich praw korzystać. Ale to już każdy musi rozważyć sam...
            • mevillian Re: tym razem powaznie ;/ 03.06.03, 08:32
              ginger_beer napisał:

              > Jestem tego samego zdania. Każdy ma prawo zakładać takie wątki, jakie chce i
              > tego nie kwestionowałem. Wydaje mi się jednak, że nie zawsze trzeba ze
              > wszystkich swoich praw korzystać. Ale to już każdy musi rozważyć sam...
              >
              ginger_beer.
              czy masz cos do dodania a propos ewentualnej strategii dzialania w tym wypadku?
              jesli przeszkadzaja Ci slowa "z ciekawosci" - wrzuc tutaj jakiekolwiek inne,
              okreslajace motywacje zalozenia watku, ktore bedzie Ci odpowiadac. wyjasnilam
              juz, jaka to "ciekawosc"...
              oczywiscie, masz prawo komentowac wszystko, jak Ci sie podoba, ale, pozwol, ze
              zacytuje: "Wydaje mi się jednak, że nie zawsze trzeba ze
              wszystkich swoich praw korzystać"
              poddaje pod rozwage :)

              pozdrawiam, Mevillian
    • Gość: ryba Re: tym razem powaznie ;/ IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 01.06.03, 23:23
      Jezeli naprawde chcesz pomoc, to zrob to. Jednoczesnie zastanow sie czy to nie
      jest z Twojej strony slomiany zapal. Tacy ludzie czuja sie bardzo osamotnieni,
      moga Ci nawet powiedziec ze nie potrzebuja twojej pomocy. Tak naprawde na nia
      licza. To jest ich taka mala skromnosc. Jezeli zaczniesz pomagac, to musisz
      sobie sprawe z tego zdawac, ze bedziesz miala niezla jazde. To wymaga wysilku,
      wytwalosci i czasu. Wybor nalezy do Ciebie.

      ryb
      • Gość: Mevillian Re: tym razem powaznie ;/ IP: *.blich.krakow.pl 02.06.03, 08:57
        ok...
        procesor, ryba, Malwina..
        rzecz do Was :) [i nie tylko]

        1. fakt, masz racje, procesor - gdyby gosc nie chcial pomocy, nie dzwonilby do
        mojego kumpla. jak wiekszosc osob, podejmujacych proby samobojcze, szuka
        pomocy - waha sie.
        Dobrze, ze kumpel odebral...

        2. gosc sie nie leczy - _nie chce_. Nie widzi w tym sensu [dwa lata..?], na to
        naklada sie jeszcze jedna sprawa - o ktorej pisac nie chce, a zwiazana jest z
        pewnym zjawiskiem.. samospelniajacej sie przepowiedni.

        3. ryba - to odnosnie Twojego posta: widzisz, jedyna osoba, ktora oficjalnie
        wie o chorobie kolegi, jest ow moj kumpel - przyjaciel - do ktorego ow gosc
        zadzwonil. jesli podejde do goscia i rzekne: stary, wiem o twojej chorobie,
        chce jak Ci pomoc... to jak sadzisz, jaka bedzie reakcja? abstrahujac juz od
        naruszenia zaufania, pozostaje kwestia "nieproszonej" pomocy - wtracania sie w
        czyjes zycie.
        Tak wiec - logiczne jest dzialanie tylko poprzez mojego przyjaciela - czyli
        tego, do ktorego zwrocil sie ow gosc.
        Pytanie: jak? jak rozbudzic w nim chec do zycia? czy w ogole wolno [w sensie
        moralnym/etycznym]?

        4. jest jeszcze jeden problem... co do pomocy psychologicznej. w szpitalach - w
        Krakowie przynajmniej - nie ma jednak az takiej pomocy psychologicznej, jaka
        powinna byc ;/ [wiem z opowiadan znajomych, ktorzy juz sa po wizytach na
        onkologii]. Co prawda wiem o jednej - rzeczywiscie - cudotworczyni, jesli
        chodzi o psychoterapie przy nowotworach, jednak najpierw trzeba byloby sklonic
        kolege do udania sie na jakiekolwiek leczenie. a tu powtarza sie problem z
        punktu 3.

        5. Malwino - wiem, zdaje sobie z tego wyraznie sprawe i to boli. Wiem tez, ze
        jesli nie zechce, nic nie bede mogla zrobic.
        Mam jednak wrazenie, ze on ciagle sie waha i ciagle sa jakies szanse.


        Dziekuje Wam bardzo za wypowiedzi - wiedzialam, ze moge na Was liczyc.
        Prosze o wiecej.. jesli mozecie.

        pozdrawiam, Mevillian

        P.S. Ginger_beer. prosze, czytaj calosc postow, a nie tylko kawalki wypowiedzi.
        Ok?


        • Gość: Malwina Re: tym razem powaznie ;/ IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 02.06.03, 09:29
          rozumiem calkowicie jego postepowanie
          znam ludzi ktorzy nie chca sie leczyc (chemioterapia i promieniowanie)
          natomiast te wlasnie osoby maja silny charakter i "lecza" sie inaczej : maja
          ogromna chec zycia i rezygnuja ze szpitalnego lecz. wlasnie w imie tejze.
          Z rezultatem pozytywnym czy negatywnym ...to juz inna sprawa.
        • ginger_beer Re: tym razem powaznie ;/ 02.06.03, 11:28
          Gość portalu: Mevillian napisał(a):

          > P.S. Ginger_beer. prosze, czytaj calosc postow, a nie
          > tylko kawalki wypowiedzi.
          >
          > Ok?

          Z przyjemnością spełniłbym Twoją prośbę, ale... ja zwykle
          czytam cudze wpisy w całości. A już na pewno te, na które
          odpowiadam. Uważam, że to bardzo ważne, bo czasem jedno
          zdanie zmienia sens całej wypowiedzi...
        • otryt Jak rozbudzać wolę życia...? 02.06.03, 11:55
          Gość portalu: Mevillian napisał(a):


          > Pytanie: jak? jak rozbudzic w nim chec do zycia? czy w ogole wolno [w sensie
          > moralnym/etycznym]?

          Wola życia jest bardzo ważna. Chory, który chce żyć, łatwiej i szybciej pokona
          chorobę. Dla procesu leczenia ma to pierwszorzędne znaczenie. Myślę, że w
          sensie etycznym nie ma tu problemu. Każdy, kto pobudza w innych chęć do życia
          robi dobrze. Gdy chory naprawdę nie chce żyć będzie po prostu głuchy na nasze
          słowa. I odwrotnie, złe słowo, obojętność potrafi zabić doskonale wolę życia, a
          w praktyce zabić człowieka. Ludzie chorzy i starzy są szczególnie na to
          wrażliwi.

          Też chciałbym znać odpowiedź na pytanie jak rozbudzić wolę życia np. w ludziach
          starych i schorowanych. Obserwuję z bliska, że wola życia idzie w parze ze
          stanem zdrowia, uczuć, umysłu. Nie wiem, czy samym gadaniem można to osiągnąć,
          czy konieczna jest jednak miłość, przyjaźń lub autentyczna troska o osobę chorą
          lub starą?

          Pozdrawiam
          otryt

          • otryt Re: Jak rozbudzać wolę życia...?- errata 02.06.03, 12:16
            otryt napisał:

            Obserwuję z bliska, że wola życia idzie w parze ze
            > stanem zdrowia, uczuć, umysłu. >

            Gdy jest w człowieku silna wola życia to poprawia się stan zdrowia, uczuć i
            umysłu.
    • komandos57 Re: tym razem powaznie ;/ 02.06.03, 11:39
      Zawsze pisze powaznie.Nie tylko teraz.TYM RAZEM !
      Zawsze mnie bawia powazne wypowiedzi na forum.Po ich poczytaniu mam
      zatwardzenie.Masz nadmiar czasu.Moze dolaczysz do mnie do azbestow?Masz walonki?
      • Gość: Mevillian Re: tym razem powaznie ;/ IP: *.blich.krakow.pl 02.06.03, 12:10
        komandos57 napisał:

        > Zawsze pisze powaznie.Nie tylko teraz.TYM RAZEM !
        > Zawsze mnie bawia powazne wypowiedzi na forum.Po ich poczytaniu mam
        > zatwardzenie.Masz nadmiar czasu.Moze dolaczysz do mnie do azbestow?Masz
        walonki
        > ?
        niestety, tylko glany :>
        nadadza sie?
        Mev
    • komandos57 Re: tym razem powaznie ;/ 02.06.03, 12:25
      Mam dla ciebie pare kaloszy.Przy azbestach spelnia swoja funkcje.A czy ty
      jestes nawiedzony?Czy jestes srodkiem od kapusty?
    • megxx Re: tym razem powaznie ;/ 02.06.03, 13:19
      Ludzie giną w wypadkach, a bliscy żałują, że nie mogli się przygotować do
      odejścia, pożegnać. Może ta myśl- skoro i tak odchodzisz daj szansę bliskim
      nacieszyć się tobą, póki jesteś tuż obok, ze świadomością, że być może nasz
      wspólny czas się kończy- stanie się dla Twojego znajomego punktem zaczepienia.
      Bo jakże okrutne jest obciążenie, nie wiadomo w imie czego, jednego człowieka
      swoją tajemnicą. A przecież cuda się zdarzają, częściej niż nam sie wydaje.
    • qw5 Re: tym razem powaznie ;/ 02.06.03, 16:02
      Mev , troszkę za mało podajesz danych, aby móc się ustosunkowac to tego,co
      piszesz. Niemniej nie zazdroszczę ani Tobie a zwłaszcza Twemu koledze sytuacji
      w jakiej się znależliście. Abstrahując od problemów przyjaciela Twojego
      znajomego przejdę tylko to 3 punktu moim zdaniem jednak najważniejszego , czyli
      choroby. Myślę że nie powinnaś przychodzić do znajomego z tekstem : słuchaj
      wiem o Twojej sytuacji, chcę pomoc , dlatego że zaufanie jakim obdarzyl Twogo
      przyjaciela zostałoby zaburzone. I to do niego należy pierwszy ruch. Chłopak
      ewidenteie potrzebuje tej pomocy. Najpierw trzebaby było zorientować sie w
      sytuacji rzeczywistej tej osoby. Co to znaczy że zostało mu 2 lata, żaden
      uczciwy lekarz nie postawi takiej diagnozy. Ale może byc i tak że sprawa jest
      beznadziejna, wtedy jeśli Twój znajomy jest przyjacielem chorego, to
      paradoksalnie może zrobić tylko 1 rzecz - być przy nim. On ma prawo podjac
      decyzję o utajnieniu choroby, ale jednak lepiej byłoby aby rodzina, wszyscy Ci
      którzy go kochają wiedzieli o tym, bo tylko wtedy mogą byc przy nim i go
      wspierać. Nie chodzi o to żeby sie litować, bo pewno tego nie potrzebuje i min
      dlatego nie mowi o swojej chorobie nikomu , chodzi o to żeby wzbudzic w nim
      chęc do zycia, do walki, a jeśli sie nei da , to tylko najbliżsi mogą sprawić
      że te ostatnie miesiące zycia będą godne, momentami nawet "szczęśliwe" ( bo
      przecież chociaz niektóre marzenia mozna spełnić, a nawet trzeba w tych
      ostatnich momentach życia. ) Tak mi sie to widzi, że powienien mieć wokół
      siebie jak najwięcej osób które go kochają lub którym na nim zależy. Oczywiści
      robic wszystko co możliwe aby pomóc w przezyciężaniu choroby , łagodzeniu jej
      skutków. Ale przede wszystkim wsparcie psychiczne , on nie powienien byc teraz
      sam. Oczywiście jesli to możliwe powinien być aktywny zyciowo i zawodowo.
      Mam niestety za sobą takie doświadczenie , ale wiem też z "innych żrodeł" żę
      jest to tak okrutna rzecz jaka przydarza sie w życiu, że nawet najtęższe umysły
      i najlepsi psychologowie są bezradni wobec tego, zwłaszcza jeśli dotyka to ich
      bliskiej osoby. POzdrawiam serdecznie i zyczę aby choć trochę udało sie Wam
      dotrzeć i pomóc znajomemu.
      • mevillian podsumowanie 03.06.03, 08:23
        witam -

        qw5 napisała:

        > Mev , troszkę za mało podajesz danych, aby móc się ustosunkowac to tego,co
        > piszesz.
        postaralam sie podac to, co najwazniejsze. zreszta, gdybym rozpisala sie
        bardziej, jednego posta by nie starczylo..

        >Niemniej nie zazdroszczę ani Tobie a zwłaszcza Twemu koledze sytuacji
        > w jakiej się znależliście. Abstrahując od problemów przyjaciela Twojego
        > znajomego przejdę tylko to 3 punktu moim zdaniem jednak najważniejszego ,
        czyli
        >
        > choroby. Myślę że nie powinnaś przychodzić do znajomego z tekstem : słuchaj
        > wiem o Twojej sytuacji, chcę pomoc , dlatego że zaufanie jakim obdarzyl Twogo
        > przyjaciela zostałoby zaburzone. I to do niego należy pierwszy ruch. Chłopak
        > ewidenteie potrzebuje tej pomocy. Najpierw trzebaby było zorientować sie w
        > sytuacji rzeczywistej tej osoby.
        zgadza sie. aczkolwiek co nieco sie juz orientuje.

        >Co to znaczy że zostało mu 2 lata, żaden
        > uczciwy lekarz nie postawi takiej diagnozy. Ale może byc i tak że sprawa jest
        > beznadziejna, wtedy jeśli Twój znajomy jest przyjacielem chorego, to
        > paradoksalnie może zrobić tylko 1 rzecz - być przy nim.
        coz. diagnoza byla postawiona przez specjalistow spoza naszego kraju.
        a przyjaciel rzeczywiscie zrobi tylko te jedna rzecz - bedzie przy chorym.
        zdaje sobie [on] sprawe z tego, jak duza to odpowiedzialnosc.


        >On ma prawo podjac
        > decyzję o utajnieniu choroby, ale jednak lepiej byłoby aby rodzina, wszyscy
        Ci
        > którzy go kochają wiedzieli o tym, bo tylko wtedy mogą byc przy nim i go
        > wspierać. Nie chodzi o to żeby sie litować, bo pewno tego nie potrzebuje i
        min
        > dlatego nie mowi o swojej chorobie nikomu , chodzi o to żeby wzbudzic w nim
        > chęc do zycia, do walki,
        i o to chodzi. pytanie brzmi; jak.

        >a jeśli sie nei da , to tylko najbliżsi mogą sprawić
        > że te ostatnie miesiące zycia będą godne, momentami nawet "szczęśliwe" ( bo
        > przecież chociaz niektóre marzenia mozna spełnić, a nawet trzeba w tych
        > ostatnich momentach życia. )
        z tego, co dowiedzialam sie od przyjaciela - tak, kumpel bedzie wlasnie
        spelnial jedno ze swoich marzen, zwiazanych z praca. chce zrobic cos, na co
        czekal od dawna - i bardzo sie w to angazuje.

        > Tak mi sie to widzi, że powienien mieć wokół
        > siebie jak najwięcej osób które go kochają lub którym na nim zależy.
        z tym moze byc problem - jak wspomnialam, nalezy on do osob, ktore negatywnie
        dzialaja na innych. dlatego tez mam swiadomosc, ze dobrze byloby wykorzystac te
        resztki wsparcia spolecznego, jakie mu pozostaly.

        Oczywiści
        > robic wszystko co możliwe aby pomóc w przezyciężaniu choroby , łagodzeniu jej
        > skutków. Ale przede wszystkim wsparcie psychiczne , on nie powienien byc
        teraz
        > sam. Oczywiście jesli to możliwe powinien być aktywny zyciowo i zawodowo.
        i tak bedzie sie staral robic.
        problem w tym, ze w momencie rozwijajacej sie choroby nowotworowej z
        przerzutami w pewnym momencie moze mu zabraknac sil.. czysto fizycznych.

        > Mam niestety za sobą takie doświadczenie
        bardzo mi przykro.

        >POzdrawiam serdecznie i zyczę aby choć trochę udało sie Wam
        > dotrzeć i pomóc znajomemu.

        dziekuje bardzo za odpowiedzi.
        pozdrawiam, Mevillian

Pełna wersja