Śmieszne i zarazam dramatyczne sceny [klip video]

26.05.07, 17:34
Matka leczy sie u psychiatry. Od kilkunastu lat, nie wiem dokładnie od ilu.
Jak on ją leczy skoro dzień w dzień się awanturuje i bije moją siostrę?
Byliśmy z pretensjami u tego lekarza, już kilka razy. Powiedział ,że jej leków
nie zmieni, ani nie zwiększy dawki, a jeśli bardzo nam zależy na zrobieniu
porządku z matką, to powinniśmy się skontaktować z jednym z lekarzy oddziału
psychiatrycznego. No więc razem z ojcem postanowiliśmy zgłosić to do samego
ordynatora psychiatryka. Ten umówił się z matką na wizytę. Matka była, ten
niczego jej nowego nie przepisał, zostawił wszystko po staremu, stare leki,
nawet nie chciał jej wziąć do siebie na oddział, albo nawet na jakąś terapię.
Poprzedniemu lekarzowi (u którego matka się leczy) pokazałem te filmiki,
pamiętam w jakim był wtedy szoku :D Ordynator szpitala nie widział tych
filmów, powiedział że niech chce ich oglądać. A więc lekarze umyli ręce. Teraz
niech cały świat się dowie jak oni "leczą" główną bohaterkę filmu. Jedni będą
się śmiać podczas oglądania, inni mogą sie przerazić. Ja mam tutaj mieszane
uczucia - przeraża mnie to i martwi i jednocześnie rozśmiesza do łez :D

UWAGA: To nie jest żadna gra aktorska, te sceny wydarzyły się naprawdę!

youtube.com/watch?v=jPDcQe3uM48
youtube.com/watch?v=ePVUZwby86I
Lekarze nie chcą nic z tym zrobić, więc mi tez nie pozostało nic innego jak
pozostawić wam to do oceny i poradzić się co dalej robić.

Pozdrawiam

P.S. Może złożyć skargę na lekarzy?
    • ja_adam Re: Śmieszne i zarazam dramatyczne sceny [klip vi 26.05.07, 17:57
      uważam że ten kamerzysta powinien sie leczyć
      bo ja bym tą kamerę odłozył i zrobił fresk na ścianie w postaci mazi płynów
      mózgowych głównej aktorki tego programu
    • ewag52 Re: Śmieszne i zarazam dramatyczne sceny [klip vi 26.05.07, 18:46
      to na pewno nie jest smieszne.
      Można jedynie złożyc skargę w prokuraturze o znecanie fizyczne
      i psychiczne, gdzie pokrzywdzone jest dziecko (uczestniczące
      w awanturach).Inaczej mówiąc zawiadomienie no przestepstwie
    • jeszczeraz1 Re: Śmieszne i zarazam dramatyczne sceny [klip vi 27.05.07, 00:18
      co tu jest śmiesznego!!! co to za matka która pozwala by jej dziecko było
      świadkiem takich skandalicznych awantur, a ten co kameruje - idiota pernamentny
      zamiast zabrać tego dzieciaka z tego lokum to biernie obserwuje. W imię czego
      ten dzieciak ma to znosić? Jeśli to wszystko miało służyć temu by zebrać jakieś
      dowody przeciwko tej furiatce to świadczy tylko o tym że w wychowanie tej małej
      zaangażowane są osoby o spaczonej psychice i mam tu na myśli nie tylko tę babkę
      furiatkę ale też lub przede wszystkim matkę. Patologia- bez dwóch zdań!!!
      • lsilanow Re: Śmieszne i zarazam dramatyczne sceny [klip vi 28.05.07, 19:48
        to jest chore to jest chore, to jest chore, to jest chore, to jest cbore, nie szukaj u nas poparcia, nie filmuj tego, idź z tym od razu na policję, ja nie wiem, jak można tak życ, i czy kobieta, która permanentnie bluzga, żyje w ogóle
        autorko = matko?, śmigaj z tego domu, masz jeszcze szanse, rzuc to wszystko, nie...
        aj
        aj
        nie wiem Co ci poradzic, nie powinienem, ale to nie jest normalne
        dziwie się, że tak dobrze to znosisz
        pomyśl, uwierz, na zewnątrz są ludzie normalni, masz swoje życie, nie marnuj go
    • lsilanow Re: Śmieszne i zarazam dramatyczne sceny [klip vi 28.05.07, 19:50
      czasami jedyną radą wydaje się wyśmiac wszystko, niektórzy potrafią wyśmiac szoah (Holokaust)
      • superkomediaa Re: Śmieszne i zarazam dramatyczne sceny [klip vi 28.05.07, 23:14
        To znowu ja, zapomniałem hasła do pierwotnego nicka.

        Nazywacie mnie "idiotą" bo to filmowałem? To są właśnie najlepsze dowody
        przeciwko tym awanturom i przeciwko mojej matce (czyli babci dziecka). Siostra
        powiedziała "a po co mam składać skargę? nie chce mi się". Siostra zachowuje się
        jak masochistka. Sama siedzi i CHCE siedzieć w tym całym bagnie, jednocześnie
        rujnując życie pozostałym domownikom. Jak tak można. Ona nie chce się oderwać z
        tego domu. Matka nie chce mojej siostry wygonić z domu, siostra przecież nie
        jest tutaj zameldowana. Ale miarka się przebrała, oto dane tych lekarzy:

        Dr Jerzy Szewczuk - "psychiatra", "specjalista" chorób psychicznych - "leczy" a
        właściwie widzi się z matką na wizytach już od 30-stu lat. Prowadzi poradnie
        zdrowia psychicznego przy ulicy Skarbowej w Żarach, nie pamiętam jaka jest nazwa
        tej poradni. Skierował nas do:

        Dr Krzysztofa Zielke - ordynatora oddziału psychiatrycznego, 105 Szpitala
        Wojskowego w Żarach. "Psychiatra", "specjalista" chorób psychicznych. Obiecał
        nam, że porozmawia z matką i zmieni jej leki albo nawet zastanowi sie nad
        przyjęciem na oddział. OKŁAMAŁ. Matka u niego była. NIE ZMIENIŁ JEJ LEKÓW, tylko
        z nią porozmawiał i nic więcej.
        • lsilanow Re: Śmieszne i zarazam dramatyczne sceny [klip vi 29.05.07, 16:07
          Dzisiaj nie chce mi się pisac. Ale powiem: sądze, że leki i szpital nic tutaj nie pomogą. Matce nic najprawdopodobniej nie pomoże, gdy uda się "oddzielic" matke od córki, ta pierwsza najprawdopodobniej dostanie psychozy i ewentualnie popełni samobójstwo.
          Natomiast widze tu u siostry syndrom ofiary, uzależnienia się od oprawcy, poczucia FAŁSZYWEJ ze strony matki miłosci (ona musi mnie kochac - a to zapewne guzik prawda...), na pewno obwnianie się (bo na to zasłużyłam, bo skrzywdziłam, o jestem niedobra, nic nie warta, nic nie znacze, proszę, można mnie ranic w takim razie, skoro jestem warta tyle co gó.., to jestem gównem, a gówna nie można zranic), i przyjmowanie status quo (stanu obecnego), jakby był czymś najnormalniejszym na świecie (no bo się w końcu w nim wychowało, 30 lat!), i wyczuczona bezradnośc (tyle razy próbowałam, nic to nie dało, takie jest życie, Bóg tak chciał, nie warto nic robic w związku z tym).
          Trudno mi powiedziec, dlaczego lekarze tak postępują. Czyżby byli tchórzami? A może nie znają sytuacji? Co nimi kieruje? Kasa? Zapewne znasz sytuacje lepiej, niż ja. Czyżby nie zależało im w ogóle na ludzkim dobru, byli tylko rzemieślnikami, "konowałami"? Nie wiem jaka jest sytuacja.(choc ostatnio oglądałem wywiad z ministrem zdrowia, i szczerze mówię, dawno już nie widziałem takiego sprytnego człowieka, z jednej strony szczerego w wywiadach, z drugiej strony zakłamanego wobec siebie, pozbawionego chyba jakichkolwiek wzruszeń, wartości... facet popełnił ~1000 aborcji, teraz jest w ruchu antyaborcyjnym, ale z powodów wyłacznie politycznych, było mu ciężko - ale nie z powodu wyrzutów sumienia, tylko z powodu, że musiał się kiedyś publicznie do tego przyznac :( )
          I co to da złożenie skargi na lekarzy? Proces najwyżej, utknięcie w sądzie, kolejne awantury, a siostra i tak będzie dalej z matką. One są w tej chwili jak jeden organizm. Gdy jedna jego częśc się złości, druga kumuluje ją w sobie, i jakoś to działa.
          Proponuje przeczytac "Politykę" z 12 maja 2007 roku, tam jest mowa o czymś bardzo podobnym.
          I proszę porozmawiac z psychologiem, jako doradcą w tej kwestii, jako kimś, kto wysłucha i zrozumie, może z niebieskiej linii, albo z poradni, z innego miasta. Najlepiej, gdyby - nie był zjechany przez życie, miał współczucie, wrażliwosc, miał doświadczenie życiowe ale i zawodowe, miało doświadczenie w pracy z takimi sytuacjami, był poza lobby, nie starał się bronic "kolegów" po fachu. Naprawdę trudno mi kogos poradzic.
          Skarga na matkę albo na siostrę byłaby lepsza, można by było znaleźc nowy meldunek, nowe miejsce zamieszkania, możne znalazłby się ktoś dobry, kto poradziłby wam w trakcie procesu, jak wyjśc z takiej sytuacji. Proponuje udac się do radcy prawnego. Spytac jakie są możliwości, np: uzyskania w sądzie odebrania siostrze praw rodzicielskich, albo znalezienia lokalu dla siostry i dziecka.
          To są bardzo trudne sprawy, dlatego nie podejmuję się radzenia, to są tylko i wyłącznie propozycję, nie chce, by zakończyło się to wielką katastrofą, dlatego nie biorę odpowiedzialności na siebie.
          Ale popieram, by cos z tym zrobic. Przynajmniej uratuje się dziecko.
          Pozdrawiam :(
Pełna wersja