gilgacz
27.05.07, 11:47
Już od dawna wpadłem sobie w oko. Odkąd sięgam pamięcią, zawsze z lubością,
przy kazdej sposobności patrzyłem na swe szczupłe, a zarazem muskularne
ciało. Wprost uwielbiałem całymi godzinami napawać się jasnością, siłą i
głębią mego spojrzenia, świetlistością i doskonałą spiralnoscią moich loków
oraz klasycznie greckim wysklepieniem czaszki. Delektowałem się każdą mą
myslą,wypowiedzianym zdaniem, skojarzeniem. Błogością zawsze napawało mnie
moje ulubione wieczorne zajęcie- tkliwe głaskanie niespotykanie długiej szyi
mego, zasadzonego na bizantyjsko obfitym nabiale ptaka.I tak stopniowo,
niepostrzeżenie, po pewnym czasie stało się to, co oczywiście musiało sie
stać, co było jak nieuniknione jak ... Nie dostrzegając wsród otaczajacych
mnie mężczyzn i kobiet nikogo równie jak ja pięknego, powabnego,
przystojnego, zakochałem się w sobie samym. Dziś kocham siebie do szalenstwa,
uwielbiam być ze sobą sam na sam, zasypywać się wyrafinowanymi pieszczotami,
czułymi słówkami i bajecznie drogimi prezentami. Chciałbym wziąć ze sobą ślub
i mieć dzieci. Zyć razem ze sobą długo i szczęśliwie. Niestety, nasze
skrajnie nietolerancyjne pszenno-buraczane, rolniczo-chodowlane społeczeństwo
na każdym kroku daje nam odczuć naszą niekompatybilność z panującymi w tej
materii od zamierzchłych czasów trendami...
Prosimy Was, Forumowicze, Światłe Jednostki, poradźcież nam, cóż mamy
czynić ? Czy rzucić w czorty ten biedny, przesądny, kipiący wprost od guseł,
czarów i zabobonów kraj, uciec razem do Holandii, czy też dostosować się do
straszliwych, sredniowiecznych, strupieszałych standardów społecznych i się
rozejść... ?
Cóż czynić, cóż...?
:(