zdezorientowana4
01.06.07, 11:54
czesc,
od dlugiego juz czasu nurtuje mnie pewna sprawa.
mozna powiedziec, ze przyjaznie sie z pewnym mezczyzna, jest ode mnie 4 lata
starszy. poznalismy sie 3 lata temu - sluzbowo. pracowalismy razem nad jednym
projektem, ktory wymagal ogromnego zaangazowania - oboje bylismy zaangazowani
w sprawe emocjonalnie, stanowilismy dla siebie wsparcie. ja bylam wtedy w
bardzo swiezym zwiazku, teraz jestem mloda mama dziewieciomiesiecznego smyka.
kiedy sie poznalismy 3 lata temu mojemu "przyjacielowi" urodzil sie wlasnie
syn. skonczyl sie projekt, pozostalismy w kontakcie - z mala przerwa po
ktorej okazalo sie, ze przyjaciel spodziewa sie corki. powiedzial mi o tym
wtedy, kiedy ja juz bylam w ciazy ze swoim niemezem i powiedzialam mu o tym.
wtedy tez dopiero dowiedzialam sie, ze ma juz syna - wczesniej nawet o tym
nie wspomnial. "przyjazn" zaczela kwitnac, maile, smsy, wspolne obiady.
poswiecal mi duzo czasu, przez cala ciaza. mimo ze bylam bardzo szczesliwa, z
moim niemezem zaczelo sie gorzej ukladac. przyjaciel widac bylo, ze czuje do
mnie cos wiecej, mial kolejny kryzys z zona, ja go zwyczajnie nie chcialam,
ale wspieralam jak przyjaciolka (wydawallo mi sie, ze jest to mozliwe miedzy
kobieta a mezczyzna), on cierpial (pewnie z powodu kryzysu z zona zapalal do
mnie czyms wiecej). ja coraz czesciej myslalam o nim, kosztem swojego
niemeza. w koncu poczulam, ze sie zakochalam w "przyjacielu", mimo ze nigdy
nie dalam mu tego odczuc. jego malzenstwo w koncu odzylo po jakims urlopie,
moj zwiazek umieral, postanowilam skonczyc "przyjazn", ale on nie chce mi na
to pozwolic. jest mi ciezko, bo teraz juz zrobilo sie w moim zwiazku lepiej i
wiem, ze mam fajny dom. u przyjaciela jest dobrze. ale jestesmy do siebie tak
bardzo podobni - swietnie sie rozumiemy, tyle nas laczy, pojawilo sie
maksymalne napiecie miedzy nami, wiec uciekam od sytuacji, w ktorych
moglibysmy byc blisko siebie. dodam, ze on nigdy nie dobieral sie do mnie -
moze raz probowal pocalowac jakos tak nie po przyjacielsku, ale malo udolnie.
ja zawsze bylam na dystans mimo ze az mnie skreca. nie wiem co teraz robic,
bo czuje ze sie zakochalam, nie wiem czego on chce, nie chce burzyc swojej
rodziny, ale wiem, ze nie jestem w pelni szczesliwa, tesknie
za "przyjacielem", a on nie chce mnie stracic - chce mnie widywac, jesc ze
mna obiady, pisac i rozmawiac. czy istnieje przyjazn miedzy kobieta a
mezczyzna? czy uda sie zignorowac to "napiecie seksualne" , ktore pojawilo
sie, bo oboje jestesmy dla siebie atrakcyjni i czujemy, ze sie swietnie
rozumiemy? czy lepiej skonczyc ta znajomosc? o co tutaj chodzi. trwa to 3
lata, oboje jestesmy w innych zwiazkach i mamy dzieci!