faktor50
05.06.07, 09:57
Witajcie,jestem po raz pierwszy na tym forum.Problem jest złożony i
dwuaspektowy.Pierwszy apsekt to mój mąż,ja i nasze 9-miesięczne dziecko,ktore
mąż kocha nad życie,a jednak dwukrotnie je "uderzył".Pierwszy raz gdy mnie nie
było,syn miał 3 miesiące,dał mu klapsa,bo Mały "ciągle płakał".Przyznał mi się
do tego,zamarłam,ale zdobyłam się na spokojną rozmowę,tłumacząc,że płacz to
jedyny sposób komunikacji bezbronnego dziecka.Wiem,że mężowi było strasznie
wstyd i miał wyrzuty sumienia.Przez następne pół roku był cierpliwy jak
baranek,ale ja postanowiłam bacznie obserować sytuację.Dziś niestety się
powtórzyła.Mały nie dał się rano przewinąć,wierzgał nogami,szalał.Usłyszałam z
kuchni krzyk męża,przybiegłam i zobaczyłam...że mąż podniósł Małego w złości
za nogi do góry,tak,że synek zwisał przez chwilę głową w
dół!Podbiegłam,krzyknęłam SPOKOJNIE i zabrałam dziecko.Syn się wtedy
rozpłakał.Mąż jest teraz w pracy,zdążyłam mu tylko syknąć,że tym razem
przegiął.Odpowiedział,że już więcej tego nie zrobi itp.Ale...boję się.Nie
wiem,co robić.Problem z synkiem jest taki,że nie przespał od urodzenia ani
jednej nocy.Budzi nas po kilka razy i przyznam,że jesteśmy wykończeni.Mimo
to,jestem z nim 24 godz. na dobę,zdarzyło mi się podnieść głoś,ale podnieść
rękę na takie dziecko? Nigdy!Z jednej strony wiem,że maż syna kocha bardzo,z
drugiej...boję się,bo czuję,że muszę go chronić przed napadami złości mojego męża.
Drugi aspekt,ten głębszy to rodzina męża,szczególnie rodzice.Kiedy ich
poznałam,byłam pod wrażeniem:jaka cicha,zgodna rodzina,nikt się nie kłóci,nie
buntuje.Nie to co moja "włoska" familia....Ale potem zaczęło mnie to
przerażać..Tam tak naprawdę nikt nie okazuje emocji,mój mąż np.nie potrafi
postawić się rodzicom, nawet gdy coś jest mu bardzo nie na rękę.Zawsze robię
to ja.Teściowa zawsze "chorowała", tzn.miała różne fobie,lęki.Podejrzewam,że
dzieci były nauczone być cicho,nie okazywać złości,bo "mamusia jest
chora".Widzę,że mój mąż kompletnie nie radzi sobie ze złością,magazynuje ją,a
potem wybucha i niestety...nie kontroluje tego.Chciałabym mu pomóc,ale syn
jest dla mnie wartością nadrzędną.Wiem,że muszę chronić przede wszystkim
jego.Najrozsądniej byłoby namówić męża na terapię,ale on i jego rodzina zawsze
z pogardą wypowiadali się o psychologach...