Dlaczego nie mogę doprowadzić do spotkania????

15.06.07, 19:15
Poznaliśmy się w internecie, ja mam 27 ona 22 lata, wiemy bardzo dużo o sobie
bo trwa to już pół roku. Jak wyglądamy również. Mamy ze sobą bardzo
intensywny kontakt na codzień ,potoki słów na gg ,całe godziny rozmów na
skype ,niezliczone setki smsów, ostatnio darmowy numer komórkowy.Mowimy do
siebie kochanie, skarbie ,uprawiamy virtualny seks. Niestety nie moge
nakłonić jej do tego żeby to wszystko przenieść do rzeczywistość a nakłaniam
praktycznie od początku. Powodem jest to ,że pół roku przed tym zanim sie
poznaliśmy rzucił ją facet. Mówi ,że wtedy go bardzo kochała. A zranił on ją
tak mocno ,że mimo iż minął już rok nie jest w stanie spróbować z kimś innym.
Od tamtego czasu nie ma nikogo ,prócz wirtualnej znoajomości ze mną.
Normalny facet stracił by już cierpliwość pewnie po miesiącu. Ja gdybym od
razu wiedział ,że tak bedzie to bym natychmiast odpuścił. Jednak zabreliśmy
już dosyć daleko, a ja łatwo sie nie poddaje. Choć moja cierpliwość
wielokrotnie wisiała na włosku i ostatnio zdarza sie to coraz częściej.
Może ktoś z was miał podobną sytuację???
    • ollaboga77 Re: Dlaczego nie mogę doprowadzić do spotkania??? 15.06.07, 19:32
      założe się że to będzie zemsta... a TY jesteś dobrym obiektem by sobie okręcić
      koło palca. Ona cierpiała więc teraz niech ktoś ze świata płci brzydkiej
      pocierpi ot takie oko za oko ząb za ząb
    • lucerka Re: Dlaczego nie mogę doprowadzić do spotkania??? 15.06.07, 19:59
      Jestes pewien, ze wiesz jak ona wyglada?...
      • ollaboga77 Re: Dlaczego nie mogę doprowadzić do spotkania??? 15.06.07, 20:04
        no zapewne ma długie blond włosy, opalone ciałko i jest BARDZO MOCNO podobna
        do Dody !

        uwielbiam sobie robic zfacetów kawały, bo ten ich zmysł wzrokowy zwykel ich
        bardzo gubi :D
    • listopadowa26 Re: Dlaczego nie mogę doprowadzić do spotkania??? 17.06.07, 04:40
      Tak, bylam w tej samej sytuacji, znajomosc na poziomie internetowym trwala
      nawet dluzej niz pol roku zanim sie spotkalismy. Tak jak ty od samego poczatku
      chcialam zeby to byl zwiazek na poziomie realnym, ale ze on nie wykazywal
      zainteresowania nie naciskalam przez pierwszych kilka miesiecy. Milam nadzieje
      ze wyjdzie z inicjatywa. Nawet nie rozmawialismy o 'realu'. Ale po ok 10
      miesiacach mialam dosc i zaczelam stopniowo sie otwierac i pod tym, do tej pory
      tabu, wzgledem. Pisalam jak wazne jest dla mnie zeby go spotkac i dlaczego.
      Kilka razy zagrozilam zakonczeniem znajomosci jak sie nie spotkamy, zrywalam
      znajomosc, stawialam ultimatum itp. Nie zmienila sie jednak 'magiczna' bliskosc
      sieciowa jaka nas polaczyla, wciaz opowiadalismy sobie o waznych sprawach, o
      naszych problemach, zyciu codziennym. On obiecywal ze sie kiedys spotkamy i
      pewnego dnia po prostu dotrzymal slowa.
    • piano_barti Re: Dlaczego nie mogę doprowadzić do spotkania??? 17.06.07, 10:59

      Pytanie jak długo chcesz brać udział w czyms co jest niezbyt normalne...kiedyś
      może się okazac że spełniles conajwyzej rolę terapeuty, tyle, ze za takowego
      należy płacic i jesli ma pomóc, to nie przez internet.
      • kolejar Re: Dlaczego nie mogę doprowadzić do spotkania??? 17.06.07, 13:08
        piano_barti napisał:
        spełniles conajwyzej rolę terapeuty, tyle, ze za takowego
        > należy płacic i jesli ma pomóc, to nie przez internet.

        Miałem (mam?) coś takiego. Poznałem przez internet pewną interesującą Damę.
        Pisała do mnie o wszystkim - o swoich planach, radościach i problemach - także z
        facetami. Temat spotkania w realu przez rok omijała. Po roku czekałem na nią 2
        godziny pod knajpą i jak już zniechęcony miałem iść do domu - przyszła!
        Powiedziała, że za parę dni wyjeżdża do Anglii. Potem był kolejny rok kontaktów
        netowych i psychoterapii wirtualnej - jej doły psychiczne, problemy z kolejnymi
        facetami. Teraz od pewnego czasu jest obrażona, nie ukrywa zazdrości, bo...
        napisałem jej, że spotkałem swoją realną - nie netową Ukochaną i że jestem nią
        zafascynowany. Ta pierwsza - netowa - ma żal, że w realu nie jest jej tak
        fascynująco, jak mi teraz. "Coś ty mi zrobił???" wypisuje. Tymczasem może wcale
        nie jest mi tak bardzo lepiej? I coż ja takiego zrobiłem? Kobieta flituje ze mną
        przez net, w realu wciąż ma kolejnych facetów i ma do mnie pretensje, że ją
        olewam, bo śmiem też mieć kogoś innego w realu - jak ona?
    • toja_maja Re:Tinsel, 17.06.07, 12:38
      Z toba jest cos nie tak. Masz problem. uciekasz od rzeczywistosci w swiat
      wirtualny, porownujesz kobiete do aktorek czy jak im tam.
      To co u niej sie dzieje to strach! To zupelnie zrozumiale.
      Zapewne nie ma juz wiele wspolnego z tym co bylo, ale z tym co sie dzieje.
      Idealizujesz te dziewczyne a ona mzoe to wyczuwa i sie boi ze czar prysnie.
      To sa takie skutki szukania znajomosci przez internet.
      Zejdz na ziemie, nie ma ludzi idealnych.
    • alka_xx Sorry za truizmy... 17.06.07, 12:43
      No cóż, ona chyba rzeczywiście boi się rozczarowania! Wie jaki wredny i
      zakłamany / wbrew pozorom!/ potrafi być real, wie co ewentualnie "grozi jej" w
      nim z Twojej strony,
      a rzeczywistośc wirtualna jest taka bezpieczna...

      Wytłumacz jej delikatnie, że takie spotkanie do NICZEGO was nie będzie
      zobowiązywało, a za swoją kawę sam zapłacisz ;)
      A jeśli nie uda Ci się jej przekonać, związek po prostu umrze śmiercią
      naturalną, i juz!
Pełna wersja