nie ruszaj, TO MOJE!!!

11.06.03, 11:19
są tacy (nazwijmy ich - indywidualiści) dla których niezwykle ważnym jest
oddzielenie tego, co należy do nich od tego co należy do rodziny i na koniec
od tego co należy do INNYCH - wszelkie przepływy dóbr między tymi sferami są
odnotowywane i kontrolowane, a każdy w ich otoczeniu jest zobowiązany do
przestrzegania tych granic, wymiana oznacza zawsze "coś za coś"

z drugiej strony są tacy (powiedzmy - kolektywiści) skłonni do użytkowania
dóbr wspólnie z kimś, zarówno przekazując je jak i przyjmując, nie
zastanawiając się przy tym czy to co się dostało jest idealnym ekwiwalentem
tego, co się dało i na odwrót - patrzą na przedmioty bardziej pod kątem ich
optymalnego wykorzystania przez bliskie otoczenie niż posiadania ("dziś nie
idę na ryby więc proszę, weź moją wędkę")

pierwsi to idealni kandydaci na bankierów, prawników, administratorów,
magazynierów etc.

drudzy... hmm... do pracy w bliskim kontakcie z ludźmi generalnie się nadają,
tak mi się zdaje, do działania w zespołach muszących wykazać się
elastycznością i dynamiką, płynny przepływ dóbr oraz informacji
między "kolektywistami" to właśnie umożliwia


podział wyjaskrawiony naturalnie, każdy z nas lokuje się gdzieś na
szerokim continuum między "MOJE" a "NASZE"

jak myślicie - skąd to się bierze i jak to działa? jak sami się czujecie w
kwestiach związanych z "posiadaniem"?


pzdr

fnoll
    • truce Re: nie ruszaj, TO MOJE!!! 11.06.03, 11:28
      fnoll napisał:

      > są tacy (nazwijmy ich - indywidualiści) dla których niezwykle ważnym jest
      > oddzielenie tego, co należy do nich od tego co należy do rodziny i na koniec
      > od tego co należy do INNYCH - wszelkie przepływy dóbr między tymi sferami są
      > odnotowywane i kontrolowane, a każdy w ich otoczeniu jest zobowiązany do
      > przestrzegania tych granic, wymiana oznacza zawsze "coś za coś"
      +++
      i tacy zwą się "Forsajtami" od "Sagi rodu Forsyth'ów" (czy ktos to zna? książkę
      tudzez serial?)

      Jest to najokropniejszy gatunek czlowieka, ktory potrafi sie zdefiniowac tylko
      poprzez POSIADANIE /czy to dobr doczesnych, czy czlowieka drugiego/.
      Osobiscie, dzieki ciągłym migracjom wyzbyłam się zalążka Forsajta, ktorego
      kiedys w sobie mialam /to tez z genyma przechodzi jak zarazek, jak rowniez
      mozliwe jest 'wszczepienie poporodowe':)/
    • ziemiomorze Re: nie ruszaj, TO MOJE!!! 11.06.03, 11:46
      fnoll napisał:

      > są tacy (nazwijmy ich - indywidualiści) dla których niezwykle ważnym jest
      > oddzielenie tego, co należy do nich od tego co należy do rodziny i na koniec
      > od tego co należy do INNYCH - wszelkie przepływy dóbr między tymi sferami są
      > odnotowywane i kontrolowane, a każdy w ich otoczeniu jest zobowiązany do
      > przestrzegania tych granic, wymiana oznacza zawsze "coś za coś"
      >
      > z drugiej strony są tacy (powiedzmy - kolektywiści) skłonni do użytkowania
      > dóbr wspólnie z kimś, zarówno przekazując je jak i przyjmując, nie
      > zastanawiając się przy tym czy to co się dostało jest idealnym ekwiwalentem
      > tego, co się dało i na odwrót - patrzą na przedmioty bardziej pod kątem ich
      > optymalnego wykorzystania przez bliskie otoczenie niż posiadania ("dziś nie
      > idę na ryby więc proszę, weź moją wędkę")

      Bardzo trafne, ale ja sie czepne: nie mam pewnosci, czy to rzeczywiscie jest
      zroznicowane interpersonalnie. Raczej chodzi o typ relacji: w pracy i
      znajomosciach bardziej pilnujemy tego, zeby bylo po rowno i sprawiedliwie;
      przyslugi sa rewanzowane dosc szybko i w symetrycznej ilosci. W milosci i
      przyjazni nikt tego nie oczekuje, bo nie o to chodzi - obie strony wnosza w
      relacje wklad, ale raczej nie 'po rowno' tylko jak za komunizmu: 'wg potrzeb
      drugiej strony i wlasnych mozliwosci'.
      (a wiekszosc Polakow zapytana o imie Marksa mowi szybko 'Engels' ;-)

      > pierwsi to idealni kandydaci na bankierów, prawników, administratorów,
      > magazynierów etc.
      >
      > drudzy... hmm... do pracy w bliskim kontakcie z ludźmi generalnie się nadają,
      > tak mi się zdaje, do działania w zespołach muszących wykazać się
      > elastycznością i dynamiką, płynny przepływ dóbr oraz informacji
      > między "kolektywistami" to właśnie umożliwia

      Mysle, ze o predyspozycjach do pracy decyduje jeszcze kilka czynnikow -
      najbardziej temperamentalne.
      Niby dlaczego magazynier mialby byc bardziej 'ksobny' niz - powiedzmy -
      pracownik dzialu PR?

      > podział wyjaskrawiony naturalnie, każdy z nas lokuje się gdzieś na
      > szerokim continuum między "MOJE" a "NASZE"
      >
      > jak myślicie - skąd to się bierze i jak to działa? jak sami się czujecie w
      > kwestiach związanych z "posiadaniem"?

      Wierze, ze nei z genow.
      Zauwazyalm taka rzecz, ze trening spoleczny ostatnio jest jakby bardzej
      nastawiony na 'ksobnosc' (rywalizacje?) a nie kooperacje. Dzieciaki nie daja
      sobie nawzajem sciagac na klasowkach, bron boze przepisywac lekcje czy odrabiac
      za kogos w ramach przyjacielskiej przyslugi. Chore maja problem ze
      skombinowaniem notatek, bo nikt nie chce pozyczyc - ze wzgledu na rywalizacje
      (takie sa relacje moich nastoletnich kuzyneczek z trzech roznych szkol).
      Nie chodzi o uczciwosc - podobno tak wychowane dzieci beda mialy wieksza szanse
      na sukces (zostana magazynierami?)

      A tak w ogole - wszystkiemu winne sa oczywiscie nadopiekuncze matki,

      ziemiomorze
      • truce Re: nie ruszaj, TO MOJE!!! 11.06.03, 12:09
        ziemiomorze napisała:

        > Bardzo trafne, ale ja sie czepne: nie mam pewnosci, czy to rzeczywiscie jest
        > zroznicowane interpersonalnie. Raczej chodzi o typ relacji: w pracy i
        > znajomosciach bardziej pilnujemy tego, zeby bylo po rowno i sprawiedliwie;
        > przyslugi sa rewanzowane dosc szybko i w symetrycznej ilosci. W milosci i
        > przyjazni nikt tego nie oczekuje, bo nie o to chodzi - obie strony wnosza w
        > relacje wklad, ale raczej nie 'po rowno' tylko jak za komunizmu: 'wg potrzeb
        > drugiej strony i wlasnych mozliwosci'.
        > (a wiekszosc Polakow zapytana o imie Marksa mowi szybko 'Engels' ;-)

        ******
        to tera ja sie czepnę ;)
        w relacjach miedzyludzkich 'przyjaźnianych' /a są rozne przecie przyjaznie/
        spotkalam sie z roznym podejsciem: nawet w tych 'harmonijnie' rozwijających sie
        zauwazylam,ze z biegiem lat ludzie maja tendencję do utzymywania balansu -
        zatrzymuja sie w momencie, gdy odczują,ze zdziebko zbyt wiele dali od
        siebie /czy uczucia, czy materialnych dóbr; zresztą kiedys juz mielismy
        dyskusję dot. pozyczania kaski Przyjaciołom i pamietam, ze wielu z nas bylo
        przeciwnych temu procederowi, bo moze to zagrozic Przyjazni/. Ludzie stają sie
        bardziej ksobni z biegiem lat? ;)


        > > pierwsi to idealni kandydaci na bankierów, prawników, administratorów,
        > > magazynierów etc.
        > >
        > > drudzy... hmm... do pracy w bliskim kontakcie z ludźmi generalnie się nada
        > ją,
        > > tak mi się zdaje, do działania w zespołach muszących wykazać się
        > > elastycznością i dynamiką, płynny przepływ dóbr oraz informacji
        > > między "kolektywistami" to właśnie umożliwia
        >
        > Mysle, ze o predyspozycjach do pracy decyduje jeszcze kilka czynnikow -
        > najbardziej temperamentalne.
        > Niby dlaczego magazynier mialby byc bardziej 'ksobny' niz - powiedzmy -
        > pracownik dzialu PR?

        >
        > > podział wyjaskrawiony naturalnie, każdy z nas lokuje się gdzieś na
        > > szerokim continuum między "MOJE" a "NASZE"
        > >
        > > jak myślicie - skąd to się bierze i jak to działa? jak sami się czujecie w
        >
        > > kwestiach związanych z "posiadaniem"?
        >
        > Wierze, ze nei z genow.
        **** tu byłam krotochwilną pisząc o genach; w/g mnie jest to kwestia
        wychowania; nie do konca zgadzam sie, iz "wszystkiemu winne sa oczywiscie
        nadopiekuncze matki"; w dzisiejszych czasach ta niechec do dzielenia sie jest
        byc moze wynikiem chęci przezycia w spoleczenstwie?
        strasznie mi sie podobalo w Stanach to, ze wyzsza klasa srednia /z nimi mialam
        okazje przebywac/ zaczyna kultywować taki powrót do natury; poprawcie mnie, bo
        moze sie mylę, ale chodzi mi o to, ze u nas juz nikt sie nie bawi tak jak
        kiedys to sie robiło: wszystko organizowalo sie wlasnym sumptem z ogromną
        spontanicznoscia i wyobrażnią. teraz mały czlowiek idzie i kupuje, i kupuje, i
        kupuje... a po chwili wywala i pragnie kolejnej rzeczy na 5 sekund :( Wrócę do
        Stanów, bo o nich zaczęłam: zauwazylam tam, iz rodzice starają sie walczyc z
        konsumpcjonizmem dzieci, z tą chęcią posiadania wytwarzaną przez media. Nie
        wiem wlasciwie jak z tym jest w Polsce, z tą wyzszą srednia klasą, bo nie
        przebywam z ludzmi posiadającymi bachorki...

        kurcze, musze wracac do pracy - spedzilam z Wami przerwę lanczową ;) pozdr.
        • truce Re: nie ruszaj, TO MOJE!!! 11.06.03, 12:11
          a poza tym nie jestem wyzszą kalsą srednią :))))))))))))
        • ziemiomorze Re: nie ruszaj, TO MOJE!!! 11.06.03, 12:56
          truce napisała:

          > w relacjach miedzyludzkich 'przyjaźnianych' /a są rozne przecie przyjaznie/
          > spotkalam sie z roznym podejsciem: nawet w tych 'harmonijnie' rozwijających
          sie
          >
          > zauwazylam,ze z biegiem lat ludzie maja tendencję do utzymywania balansu -
          > zatrzymuja sie w momencie, gdy odczują,ze zdziebko zbyt wiele dali od
          > siebie /czy uczucia, czy materialnych dóbr; zresztą kiedys juz mielismy
          > dyskusję dot. pozyczania kaski Przyjaciołom i pamietam, ze wielu z nas bylo
          > przeciwnych temu procederowi, bo moze to zagrozic Przyjazni/. Ludzie stają
          sie
          > bardziej ksobni z biegiem lat? ;)

          Nie wydaje mi sie - mam wrazenie, ze chodzi o mechanizm bardziej subtelny -
          sterowanie dystansem. Generalnie jest tak, ze ten, kto daje, ten dystans
          okresla ('panuje' nad sytuacja), a ten, kto bierze jest 'petentem'.

          Jesli przysluga jest duza (a pozyczka w tych niewdziecznych czasach jest)
          to 'pozyczany' moze sie - nieswiadomie - zbuntowac 'jak to, ja mam byc
          petentem?! to mojej godnosci uwlacza!' nawet, jesli pozyczajacy ani reka, ani
          noga nie dal mu do zrozumienia, ze ma zamiar wykorzystac sytuacje.
          Trudno jest dawac, przyjmowac - chyba trudniej, zaryzykuje.

          > **** tu byłam krotochwilną pisząc o genach; w/g mnie jest to kwestia
          > wychowania; nie do konca zgadzam sie, iz "wszystkiemu winne sa oczywiscie
          > nadopiekuncze matki";

          A tu ja krotochwilna bylam.

          > w dzisiejszych czasach ta niechec do dzielenia sie jest
          > byc moze wynikiem chęci przezycia w spoleczenstwie?

          Glodni jestesmy sukcesu w stylu - no wlasnie - amerykanskim. 'Mi sie nie udalo,
          to niech chociaz dzieciak cos z tego zycia ma'.

          > strasznie mi sie podobalo w Stanach to, ze wyzsza klasa srednia /z nimi
          mialam
          > okazje przebywac/ zaczyna kultywować taki powrót do natury; poprawcie mnie,
          bo
          > moze sie mylę, ale chodzi mi o to, ze u nas juz nikt sie nie bawi tak jak
          > kiedys to sie robiło: wszystko organizowalo sie wlasnym sumptem z ogromną
          > spontanicznoscia i wyobrażnią. teraz mały czlowiek idzie i kupuje, i kupuje,
          i
          > kupuje...

          Nie zgodze sie: od roku obserwuje cos zupelnie przeciwnego - w tylu imprezach
          co ostatnio - spontanicznych, pomyslowo zaaranzowanych i naprawde udanych (bale
          przebierancow!) nie uczestniczylam od dawna. Mysle, ze to przez te ciezkie
          czasy cos w ludziach drgnelo.

          a po chwili wywala i pragnie kolejnej rzeczy na 5 sekund :( Wrócę do
          > Stanów, bo o nich zaczęłam: zauwazylam tam, iz rodzice starają sie walczyc z
          > konsumpcjonizmem dzieci, z tą chęcią posiadania wytwarzaną przez media. Nie
          > wiem wlasciwie jak z tym jest w Polsce, z tą wyzszą srednia klasą, bo nie
          > przebywam z ludzmi posiadającymi bachorki...

          Jedynym ratunkiem jest wywalenie telewizora, chociaz i to nie pomaga: u dwojga
          znajomych dzieci, ktore telewizje ogladaja jedynie u dziadkow, zauwazylam
          wysoka swiadomosc marek - od kumpli z przedszkola. Kapitalistyczna trucizna
          wsacza sie wiec w male mozgi niepostrzezenie i mimo najlepszych checi.

          Wlos sie jezy,

          ziemiomorze
      • fnoll w poszukiwaniu czynnika róźnicującego 11.06.03, 18:51
        ziemiomorze napisała:

        > nie mam pewnosci, czy to rzeczywiscie jest
        > zroznicowane interpersonalnie. Raczej chodzi o typ relacji: w pracy i
        > znajomosciach bardziej pilnujemy tego, zeby bylo po rowno i sprawiedliwie;
        > przyslugi sa rewanzowane dosc szybko i w symetrycznej ilosci. W milosci i
        > przyjazni nikt tego nie oczekuje, bo nie o to chodzi - obie strony wnosza w
        > relacje wklad, ale raczej nie 'po rowno' tylko jak za komunizmu: 'wg potrzeb
        > drugiej strony i wlasnych mozliwosci'.

        to zabawne, ale niemalże wszystkie moje doświadczenia z pracą w zespole są
        wybitnie kolektywistyczne - najistotniejsze granice dotyczyły podziału ról na
        daną chwilę, co się tyczy wykorzystania zasobów, które się współtworzył każdy z
        grupy, to istotne było ich optymalne wykorzystanie dla celu pracy i zadowolenia
        poszczególnych osób w zespole, bo zadowolony pracuje lepiej, a podział
        uzyskanych przychodów był jasny z góry i nie zaprzątał nam głowy

        no ale to były same "dzikie" prace... :)

        natomiast w rodzinach, w domach, widziałem właśnie różnice które skłoniły mnie
        do zastanowienia się nad różnicą między byciem "indywidualistycznym"
        i "kolektywistycznym" - są domy, gdzie podział dóbr i obowiązków surowo
        reguluje swego rodzaju niepisane prawo, bardzo czułe na punkcie "wyciekania"
        dóbr poza dom, poza posiadanie jednostkowe - po przeciwnej stronie skali
        porównawczej są domy takie, gdzie rozdział dóbr odbywa się jakby bardziej
        intuicyjnie i elastycznie, płynnie - raczej definiuje się cele, czemu mają
        służyć te dobra, niż ścisłe procedury ich pozyskiwania, przechowywania i
        wydzielania

        czyli możnaby rzec, iż "indywidualiści" działają przede wszystkim zachowawczo,
        jak osoba w obliczu zagrożenia (ha, coś takiego można wynieść z akademika, oj
        można - sporo ludzi bez wyczucia wpeuje nam w krąg prywatności), a
        kolektywiści - teleologicznie, koncentrują się na celach, wobec których dobra
        są tylko narzędziem, przynależnym bardziej celom niż ludziom, bo ludzie są
        tylko ich przechodnimi użytkownikami

        jeśli tak byłoby w istocie - to czynnikiem różniącym "indywidualistów"
        od "kolektywistów" byłaby przede wszystkim podstawowa ufność, pisząc prosto:
        przekonanie, że nic złego mi się nie stanie, gdy weźmiesz moją wędkę, lub
        przekonaie, że gdy ją weźmiesz może to mi zaszkodzić

        jak sądzicie?

        pzdr

        profnoll
        • trzcina Re: w poszukiwaniu czynnika róźnicującego 11.06.03, 19:46
          fnoll napisał:


          > jeśli tak byłoby w istocie - to czynnikiem różniącym "indywidualistów"
          > od "kolektywistów" byłaby przede wszystkim podstawowa ufność, pisząc prosto:
          > przekonanie, że nic złego mi się nie stanie, gdy weźmiesz moją wędkę, lub
          > przekonaie, że gdy ją weźmiesz może to mi zaszkodzić
          >

          Jako łoszengoł w omawianej kwestii, nie potrafie samo-się na czynniki
          różnicujące rozłożyć.
          Za to zgodzić sie muszę, że "indywidualnieje sie" wraz z utratą takiej ufności,
          wynikającą głównie z doświadczeń - wziąłeś mi sieć, nie mam sieci, wziąłeś mi
          harpun, ostałem bez harpuna, teraz i wędkę mi zabierasz? i z niemożności ew. (w
          razie się zniszczy) odtworzenia dobra użyczanego, jeśli dobro ono koniecznym(?)
          do życia jest.
          I sie mi serdecznie przypomina, jak to moja Mateczka uczyła mnie altruizmu, w
          strachu wielkim będąc, ze jako jedynaczka zksobnieję nad wszelkie pojęcie.
          Jeżeli jakiemuś dziecku spodobała sie moja ukochana lalka, to z nią wychodził.
          Od razu sie wyuczyłam chowania najulubieńszych zabawek w ciemne kąty. Co
          gorsza, coś z tego mi zostało:(

          Nawiasem - czy "indywidualisci" nie są czasem bardziej ruchliwi -
          przemieszczający sie, nie przywiązani do ziemi, pogodzeni ze zmianami
          krajobrazu i zawartosci plecaka? To uczy ufności niezależnej od przywiązań.


          t.))

          • Gość: meee:) Re: w poszukiwaniu czynnika róźnicującego IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.03, 19:57

            czyli, ze indywidualisci czesciej decyduja sie na samotnosc? ktos zapewne robil
            takie badania dot. rozwodow...
            • trzcina Re: w poszukiwaniu ...Meee:) 11.06.03, 20:07
              A dlaczego samotność? Ruchliwym w czasie i przestrzeni można być i w parze, a
              nawet kupą;)

              t.))
              • Gość: meee:) Re: w poszukiwaniu ...Meee:) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.03, 20:38
                trzcina napisała:

                > A dlaczego samotność? Ruchliwym w czasie i przestrzeni można być i w parze, a
                > nawet kupą;)
                >
                > t.))

                no dobra: oto cycat trzcinowy czcigodny ;), ktory mnie sprowokowal do zadania
                powyzszego pytania:
                "czy "indywidualisci" nie są czasem bardziej ruchliwi -
                przemieszczający sie, nie przywiązani do ziemi, pogodzeni ze zmianami
                krajobrazu i zawartosci plecaka?

                bo jesli tak ruchliwi są ci indywidualisci, to dlaczego by nie i w zwiazkach,
                albo raczej poza nimi?

                • trzcina Re: w poszukiwaniu ...Meee:) 11.06.03, 21:26
                  Gość portalu: meee:) napisał(a):

                  > bo jesli tak ruchliwi są ci indywidualisci, to dlaczego by nie i w zwiazkach,
                  > albo raczej poza nimi?


                  Tu podkreślę część pierwszą Twojego pytania - dlaczegóż by nie w związkach?
                  Nie kojarzy mi się automatycznie ruchliwość z samotnościa z tej to prostej
                  przyczyny, ze znam sporo "ruchliwych" (alez zabrzmiało;) solo i w duecie i
                  ruchliwość owa jakoś pozytywnie wpływa na jakość związku, nie rozpadowo.
                  Bowiem nie zawsze musi ona generować ruch "od" (związku).

                  zdrowionka
                  t.))
                  • Gość: meee:) Re: w poszukiwaniu ...Meee:) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.03, 23:13
                    trzcina napisała:

                    > Gość portalu: meee:) napisał(a):
                    >
                    > > bo jesli tak ruchliwi są ci indywidualisci, to dlaczego by nie i w zwiazka
                    > ch,
                    > > albo raczej poza nimi?
                    >
                    >
                    > Tu podkreślę część pierwszą Twojego pytania - dlaczegóż by nie w związkach?
                    > Nie kojarzy mi się automatycznie ruchliwość z samotnościa z tej to prostej
                    > przyczyny, ze znam sporo "ruchliwych" (alez zabrzmiało;) solo i w duecie i
                    > ruchliwość owa jakoś pozytywnie wpływa na jakość związku, nie rozpadowo.
                    > Bowiem nie zawsze musi ona generować ruch "od" (związku).
                    >
                    > zdrowionka
                    > t.))

                    jejjjuuuu , ok, mam problem z wyrazaniem sie klarownym ;)
                    chodzi mi o ruchliwość w związkach i od związków: indywidualisci częściej sie
                    rozwodzą / rozchodzą / zmieniają partnerow / decyduja na samotnosc? tak by
                    logicznie mozna bylo wywnioskowac z Trczinowej wypowiedzi.
                    pozdr.
                    • trzcina Re: w poszukiwaniu ...Meee:) 12.06.03, 17:55
                      Mea culpa, mea wielka culpa.
                      Zwalam na potworny upał fakt przebrzydły, że błąd mnie chycił i drugi dzień
                      trzyma - o ruchliwosci myślałam u "kolektywistów". Zastyganie
                      sprzyja "indywidualnieniu" (cały czas klepię fnollowe pojmowanie obu). Ale juz
                      cd bz ;) tzn. ruchliwość nie kojarzy mi się z automatu z odchodzeniem od
                      zwiazku.
                      Dobrze, że nacisnęłaś, to odkręcam. Wybaczysz języka i mózgu pomieszanie?

                      t.))
          • procesor Re: w poszukiwaniu czynnika róźnicującego 11.06.03, 20:30
            trzcina napisała:
            > Nawiasem - czy "indywidualisci" nie są czasem bardziej ruchliwi -
            > przemieszczający sie, nie przywiązani do ziemi, pogodzeni ze zmianami
            > krajobrazu i zawartosci plecaka? To uczy ufności niezależnej od przywiązań.

            No, mnie to raz bardzo zindywidualizowano.. :)
            Cały plecak zniknął jak sen jaki złoty i do ojczyzny w pożyczonej koszulce
            wróciłam. Dobrze że nie w kostiumie kąpielowym.. :D

            Teraz już zrozumiałam! Ktos chciał mnie nauczyć indywidualizmu. ;)

            A tak naprawde najbardziej było mi wtedy żal swetra - bo dostałam go od mojej
            przyjaciólki która dała mi go na pamiatke wyjeżdżając hen, hen! Ciekawe że
            nadal mam ten sweter.... w mojej wdzięcznej pamieci! :))
            • trzcina Re: w poszukiwaniu - Procesor 11.06.03, 21:38
              Bodajże Maria Dąbrowska popełniła tekst, którego dokładnie nie przytoczę, nie
              mam dodowej pamięci do cytatów o jedynym dobru, którego pozar nie strawi{...),
              a które w naszej pamięci jest.

              Ale czemu jednych życie "indywidualizuje", innych zaś "kolektywizuje", że
              trzymać się będę tutejszej terminologii, to nie wiem, pewnie wcześniej w mózg
              wdrukowało jakiś wzorzec wybierania i interpretowania sygnałów dookolnych.
              Bo moze ktoś inny, już nigdy nigdzie z plecakiem?

              serdecznie
              t.))
        • Gość: meee:) Re: w poszukiwaniu czynnika róźnicującego IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.03, 19:52
          fnoll napisał:

          ... czyli możnaby rzec, iż "indywidualiści" działają przede wszystkim
          zachowawczo,
          > jak osoba w obliczu zagrożenia (ha, coś takiego można wynieść z akademika, oj
          > można - sporo ludzi bez wyczucia wpeuje nam w krąg prywatności), a
          > kolektywiści - teleologicznie, koncentrują się na celach, wobec których dobra
          > są tylko narzędziem, przynależnym bardziej celom niż ludziom, bo ludzie są
          > tylko ich przechodnimi użytkownikami
          > > jeśli tak byłoby w istocie - to czynnikiem różniącym "indywidualistów"
          > od "kolektywistów" byłaby przede wszystkim podstawowa ufność, pisząc prosto:
          > przekonanie, że nic złego mi się nie stanie, gdy weźmiesz moją wędkę, lub
          > przekonaie, że gdy ją weźmiesz może to mi zaszkodzić
          >
          > jak sądzicie?
          >
          > pzdr
          >
          > profnoll
          my sadzimy, ze Wy sie mylicie ;)
          jestesmy my wybitnymi indywidualistkami, do tego jeszcze przez 12 lat bylysmy
          jedynaczkami i zosatlysmy specjalistkami w swojej pracy, bo tak sie nam -
          indywidualnie - najlepiej pracuje /choc 'wychodzi' nam tez praca w kolektywie/.
          I wiecie co? ta podstawowa ufnosc jest nam jak najbardziej znana: lubimy sie
          dzielic i dawac /czerpiemy z tego duza przyjemnosc nawet, wiec zachowanie to
          jest potwornie egoistyczne :)/
          moze jestesmy 'wyjatkiem potwierdzjacym regule'? o! a tak przy okazji, niech
          nam ktos wytlumaczy logike tego powiedzenia! ;)
        • ziemiomorze Re: w poszukiwaniu czynnika róźnicującego 12.06.03, 00:19
          fnoll napisał:

          > natomiast w rodzinach, w domach, widziałem właśnie różnice które skłoniły
          mnie
          > do zastanowienia się nad różnicą między byciem "indywidualistycznym"
          > i "kolektywistycznym" - są domy, gdzie podział dóbr i obowiązków surowo
          > reguluje swego rodzaju niepisane prawo, bardzo czułe na punkcie "wyciekania"
          > dóbr poza dom, poza posiadanie jednostkowe - po przeciwnej stronie skali
          > porównawczej są domy takie, gdzie rozdział dóbr odbywa się jakby bardziej
          > intuicyjnie i elastycznie, płynnie - raczej definiuje się cele, czemu mają
          > służyć te dobra, niż ścisłe procedury ich pozyskiwania, przechowywania i
          > wydzielania

          Mysle, ze jest dokladnie na odwrot.
          Domy 'indywidualistyczne' - zorientowane na cel (np. oszczedzamy,
          albo 'porzadek musi byc');
          domy 'kolektywistyczne' - zorientowane na proces (jakosc bycia ze soba).

          > czyli możnaby rzec, iż "indywidualiści" działają przede wszystkim
          zachowawczo,
          > jak osoba w obliczu zagrożenia (ha, coś takiego można wynieść z akademika, oj
          > można - sporo ludzi bez wyczucia wpeuje nam w krąg prywatności), a
          > kolektywiści - teleologicznie, koncentrują się na celach, wobec których dobra
          > są tylko narzędziem, przynależnym bardziej celom niż ludziom, bo ludzie są
          > tylko ich przechodnimi użytkownikami
          >
          > jeśli tak byłoby w istocie - to czynnikiem różniącym "indywidualistów"
          > od "kolektywistów" byłaby przede wszystkim podstawowa ufność, pisząc prosto:
          > przekonanie, że nic złego mi się nie stanie, gdy weźmiesz moją wędkę, lub
          > przekonaie, że gdy ją weźmiesz może to mi zaszkodzić

          Mysle, ze to jest troche tak, jak z policjantami i zlodziejami: jesli ktos
          zaczyna pilnowac, jednoczesnie stwarza sytuacje oszustwa; jesli ktos zaczyna od
          kogos wymagac i zadac, stwarza mozliwosc (ktora wczesniej nie musiala przyjsc
          temu komus do glowy), ze moze sie lenic.
          Tak samo jest z 'dawaniem zaufania' - jesli je dajesz, oznacza to, ze
          dopuszczasz mozliwosc, ze ten ktos moze cie oszukac. Jesli zaufanie jest
          informacja 'przezroczysta', nieistotna - nie ma problemu, dlaczego mialby nie
          uzyc twojej rzeczy, forsy itp

          Jednak w ktoryms momencie odzywa sie dzwonek, pojawia sie syndrom frajerstwa i
          zaczyna sie bronic wlasnych granic. Albo: 'indywidualista' dostrzega radosc z
          dawania i przestaje tak wyraznie widziec granice miedzy moje-wasze.

          Dla kazdego jest szansa,
          czulko,
          ziemiomorze
          • fnoll Re: w poszukiwaniu czynnika róźnicującego 16.06.03, 14:20
            ziemiomorze napisała:

            > Mysle, ze jest dokladnie na odwrot.
            > Domy 'indywidualistyczne' - zorientowane na cel (np. oszczedzamy,
            > albo 'porzadek musi byc');
            > domy 'kolektywistyczne' - zorientowane na proces (jakosc bycia ze soba).

            hmm... skoro "indywidualistyczne rodziny" oszczędzają i trzymają porządek, to
            nastawienie na utrzymanie tego stanu trudno nazwać celem - bo nie służy
            przekraczaniu obecnego stanu

            rodziny kolektywistyczne wydają mi się bardziej pogodzone z przemijaniem, przez
            co wybiegają ku temu, co będzie, ze świadomością, że będzie to zupełnie inne od
            teraz - to daje im większą gotowość do "odpuszczania"

            tak to widzę

            "stałość" przedmiotów jest swego rodzaju talizmanem magicznie chroniącym nas
            samych przed przemijaniem


            pzdr

            fnoll
            • ziemiomorze Re: w poszukiwaniu czynnika róźnicującego 16.06.03, 14:33
              fnoll napisał:

              > ziemiomorze napisała:
              >
              > > Mysle, ze jest dokladnie na odwrot.
              > > Domy 'indywidualistyczne' - zorientowane na cel (np. oszczedzamy,
              > > albo 'porzadek musi byc');
              > > domy 'kolektywistyczne' - zorientowane na proces (jakosc bycia ze soba).
              >
              > hmm... skoro "indywidualistyczne rodziny" oszczędzają i trzymają porządek, to
              > nastawienie na utrzymanie tego stanu trudno nazwać celem - bo nie służy
              > przekraczaniu obecnego stanu

              Tak mi sie troche wydaje, ze mamy na mysli to samo, tylko inaczej to wyrazamy

              [cut]
              > "stałość" przedmiotów jest swego rodzaju talizmanem magicznie chroniącym nas
              > samych przed przemijaniem

              Acha, gromadzimy ze strachu - jesli nie gromadzimy, to odpuszczamy sobie
              strach, albo godzimy sie na jego obecnosc; to jest gdzies tam w glebi, ale
              motywacje moga byc rozne - takze chec do wyrownania relacji branie-dawanie,

              czulko,
              z.
    • vicca Re: nie ruszaj, TO MOJE!!! 11.06.03, 12:03
      Są rzeczy których uzywa się na zasadzie wyłączności - szczoteczka do zębów,
      grzebień, maszynka do golenia, bielizna itp/
      Inne - no cóż... to zależy od indywidualnych predyspozycji.
      Mnie osobiście do szału doprowadza gdy któraś z moich sióstr bierze moje ciuchy
      bez pytania. Nie mam im za złe że chcą je nosić, tylko że wyciągają je z szafy
      nie mówiąc mi o tym i dosyć często powstaje sytuacja pt. "gdzie mój czerwony
      sweter?" - "właśnie wczoraj go nosiłam i rzuciałam do prania"

      Pzdr V*
    • cossa Re: nie ruszaj, TO MOJE!!! 11.06.03, 12:22
      z moim bratem zostalismy wychowani na osoby, ktore raczej
      nie przywiazuja wagi do rzeczy. sami przy okazji
      wyciagnelismy lekcje z cholubienia niektorych przedmiotow
      przez naszego ojca. ostatnio nawet o tym rozmawialismy -
      ojciec tak sie trzasl nad niektorymi rzeczami (typu
      komputer, male radyjko w dawnych czasach - generalnie
      elektronika) ze oboje dosc luzno podchodzimy do tego czy
      cos sie populo czy tez stluklo.
      z takiego domu przenioslam sie do akademika. (na ten
      temat chyba napisze kiedys poradnik - jak zyc w kupie i
      nie zwariowac). w akademiku poczatkowo jak kazdy
      zachowywalam sie normalnie - z czegos swojego nie
      korzystam, wiec czemu ktos ma czegos nie uzyc. mam wiecej
      chleba - czemu sie nie podzelic itp. z czasem jednak
      okazalo sie, ze kazdy wyrastal we wlasnym domu i kazdy ma
      swoje doswiadczenia. szczegolnie trudne byly osoby, ktore
      nie mialy wiekszych obowiazkow w domu, plyn do naczyn
      spadal z nieba, papier toaletowy nigdy sie nie konczyl, a
      jak sie cos popsulo to mamusia po glowce poglaskala i za
      pieniazki z nieba kupowala nastepne. w akademiku sie
      wiele nauczylam. trza bylo wlaczyc o swoje.
      teraz mam malego fiola. nie lubie gdy ktos mi lazi po
      MOIM pokoju gdy spie, gdy spi w MOIM lozeczku i je z
      MOJEGO garnuszka.

      tak jak ktoras z babek wspomniala o pozyczanych przez
      siostre ciuchach. w akademiku wiele kosztowalo
      uczlowieczenie i zwrocenie uwagi na to, ze jesli jesz cos
      mojego z lodowki czy moj chleb, cokolwiek - to odkup
      cokolwiek - byleby bylo, bo jak wracam z uczelni ze
      swiadomoscia, ze cos mam w lodowce nie zagladam do
      sklepu, a jestem po prostu glodna.

      pewnie nie na temat pisze, ale chcialam o tym wspomniec,
      gdyz dom w jakim wyroslam byl inny, a doswiadczenia
      zdobyte poza nim dosc mocno sie wryly i poki co podejscie
      do wlasnosci mam inne niz mialam:)

      pozdrawiam
      cossa
      • fimka Re: nie ruszaj, TO MOJE!!! 11.06.03, 13:04
        a ja wole rozdzial wyrazny "moje-twoje-nasze"
        jako posiadaczka kilkorga starszego rodzenstwa bardzo pozno mialam
        cokolwiek "mojego" bo zawsze prawie wszystko bylo wspolne, ciuchy zdzierane po
        starszych , zabawki, jakies kredki,farbki ktore dostawali starsi bo im byly
        bardziej potrzebne do szkoly a mnie jeszce nie ..itd.
        moze przez ten "kolektywizm" z dziecinstwa teraz wole wyrazny rozdzial,
        i nie chce nachalnej ingerencji innych na moje terytorium.
        nie lubie gdy ktos korzysta z moich rzeczy - chyba ze na zasadzie zamiany, wole
        tez nie uwspolniac cudzych - chyba ze za wyraznym przyzwoleniem czy naleganiem
        na "wspolnote" ;)
        a jesli ktos "lekce" traktuje rzeczy na ktorych zdobycie ja musialam ciezko
        pracowac to juz sie wkurzam..

    • anahella Re: nie ruszaj, TO MOJE!!! 11.06.03, 13:20
      najwiekszy problem to znalezc zloty srodek miedzy "moje" i "nasze".
      • Gość: Imagine uwaga IP: *.unl.edu 11.06.03, 19:25
        anahella napisała:

        > najwiekszy problem to znalezc zloty srodek miedzy "moje" i "nasze".
        >
        chyba miedzy moje i twoje. nasze jest juz wlasnie tym zlotym srodkiem.
        Imagine.
        • cossa Re: uwaga 11.06.03, 20:17
          hihi
          - czego szukasz kochanie?
          - naszych kalesonow:)
          • Gość: Imagine Re: uwaga IP: *.unl.edu 11.06.03, 20:32
            cossa napisała:

            > hihi
            > - czego szukasz kochanie?
            > - naszych kalesonow:)
            cicho cossa, bo sie wyda.
            • cossa Re: uwaga 11.06.03, 20:33
              ze nosisz moje kalesony?:)

              Gość portalu: Imagine napisał(a):

              > cossa napisała:
              >
              > > hihi
              > > - czego szukasz kochanie?
              > > - naszych kalesonow:)
              > cicho cossa, bo sie wyda.
              • Gość: Imagine Re: uwaga IP: *.unl.edu 11.06.03, 20:39
                cossa napisała:

                > ze nosisz moje kalesony?:)
                >
                > Gość portalu: Imagine napisał(a):
                >
                > > cossa napisała:
                > >
                > > > hihi
                > > > - czego szukasz kochanie?
                > > > - naszych kalesonow:)
                > > cicho cossa, bo sie wyda.
                cholera jasna, o to wlasnie chodzi, nie krzycz tak !!!!!!!!!!!
                • cossa Re: uwaga 11.06.03, 20:41
                  sorka, stralam sie szeptem, ale cos mi nie wyszlo :)
        • anahella Re: uwaga 12.06.03, 00:05
          Gość portalu: Imagine napisał(a):

          > anahella napisała:
          >
          > > najwiekszy problem to znalezc zloty srodek miedzy "moje" i "nasze".
          > >
          > chyba miedzy moje i twoje. nasze jest juz wlasnie tym zlotym srodkiem.

          no wlasnie nie. Moje-twoje - granica jest jasna. Moja szminka, twoja pianka do
          golenia itp. MI chodzi o to co jest moje a mogloby byc nasze lub na odwrot.
    • Gość: ryba Re: nie ruszaj, TO MOJE!!! IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 11.06.03, 20:55
      Nasza to jest ulica, a chata na tej ulicy jest moja i tylko moja, chociaz
      spotykam sie czasmi z opinia swojej zony ze jest "nasza". Skromnosc nie
      pozwala jej powiedziec: ty, uwazaj co mowisz, bo gdyby co, to chata jest moja
      i ty dobrze o tym wiesz! Wiem, i gdyby co to nie tylko chata jest jej...
      Wiec, gdyby co, co mi pozostaje? Ulica, NASZA ulica...z tym sie chyba wszyscy
      zgodza :)

      ryb
    • Gość: Y. Re: nie ruszaj, TO MOJE!!! IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 12.06.03, 09:57
      a ja znam takiego co to swoich granic i przepływów "moje - inni" przestrzega
      jak cholera. Ale przepływów "innych - moje" nie przestrzega w ogóle.
      I dlatego bez pytania pożyczał sobie zawsze moją kurtkę przeciwdeszczową!
      Co to za "typ" idzie go jakoś zklasyfikować ;-)?


      • fnoll Re: nie ruszaj, TO MOJE!!! 16.06.03, 14:12
        Gość portalu: Y. napisał(a):

        > a ja znam takiego co to swoich granic i przepływów "moje - inni" przestrzega
        > jak cholera. Ale przepływów "innych - moje" nie przestrzega w ogóle.
        > I dlatego bez pytania pożyczał sobie zawsze moją kurtkę przeciwdeszczową!
        > Co to za "typ" idzie go jakoś zklasyfikować ;-)?

        indywidualista kolektywizujący? czyli idealny materiał na działacza partii
        komunistycznej, która z zasady wiele odbiera czasem dając możliwość
        pozostawienia sobie czegoś ;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja