czlowiek_powazny
22.06.07, 17:12
Odwiedzilem kolezanke w tym pieknym kraju i postanowilismy zapalic sobie
dobrej marychy. Ze kolezanka mieszka tam juz od 4 lat, wie gdzie, co i co
dobre.
Jednak znow Polak. Znajoma opowiedziala mi historie zwiazana z pewnym naszym
rodakiem-hydraulikiem. Otoz kupowal maryche w porzadnym, zacnym miejscu,
jednak wiecznie bylo mu malo. Argumenty angielszczyzna Kalego- daj mi wiecej
za te sama cene, bo ja biedny Polak. W pewnym momencie powiedzial -daj, bo to
jest nielegalne, a jak mi nie dacie zadzwonie i zglosze was na policje.- Nie
dostal oczywiscie nic. Na drugi dzien przyszedl, wyciagnal straszaka i
przylozyl do glowy sprzedawcy marichuany. Dostal lekki wpie..
Zadzwonil na policje ...
Po jednym, krotkim momencie, wlasciciel lokalu dostal polaczenie zwrotne w
stylu -sluchaj stary, dzwonil Polak... numer taki i taki, namierzony z tego i
z tego miejsca...-
Po 10 minutach donoszacy Polak zostal znaleziony w miejscu zamieszkania.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Czy polski hydraulik mysli,ze swiat zwojuje, ze wyjezdzajac za granice
dostanie nagrode za donosy na dobrych ludzi?
Polak-hydraulik jest niestety zbyt durny, zeby zrozumiec, ze w sredniej
wielkosci miastach europejskich rzadza klany rodzinne i dlatego jest tam
porzadek.