chloechloe
24.06.07, 19:16
Paradoks ;-)
Może ktos przeżył coś takiego albo umie wytłumaczyć to od strony psychologicznej.
Jestem od kilkunastu lat w udanym związku z facetem. Mamy 2 dzieci. Bardzo go
kocham, uważam, ze jest przystojny, inteligentny, godny podziwu ze względu na
pracę i zainteresowania, jest wspaniałym ojcem, czuły, opiekuńczy, daje mi
rozkosz.
Poznałam najpierw wirtualnie a od jakiegoś czasu w realu innego gościa. Też ma
szczęśliwą rodzinę i ... zakochaliśmy się w sobie.
Mało wszystkiego męża uważam za prawie pod każdym względem lepszego ale serce
mi drży jak tamten trzyma mnie za rękę albo pisze czułego sms-a.
Układ jest patowy - ja nie wyobrażam sobie rozwodu, mój kochanek też nie ale
nie potrafimy się przestać ze sobą kontaktować. Poza tym mieszkamy dość daleko
od siebie więc nie jest to związek oparty na seksie (chyba, że wirtualnym ha
ha) Zresztą jak na razie nie byliśmy razem w łóżku i nie zanosi się. Ale dzień
bez telefonów, smsów czy maili w ilości niewyobrażalnej dla przeciętnego
człowieka to dzień stracony.
Nie umiem się w tym odnaleźć ;-(