leschevaux
03.07.07, 22:56
mam 22 lata, jestem jedynaczką. studiuję prestiżowy kierunek, moi rodzice są
wysoko postawionymi urzędnikami. w warszawie mieszkamy od 1997 roku i od
tamtej pory moi rodzice dorabiali sie tego wszystkiego, co mają teraz- dom,
auta, sprzęty...
od urodzenia mam chorobę skóry, która zawsze była widoczna i zawsze miałam
pod tym względem kompleksy. dopiero 2 lata temu związałam się po raz pierwszy
na poważnie z mężczyzną. sytuacja w domu, która zawsze była nerwowa ze
względu na zawodowe frustracje mojego ojca, pogorszyła sie diametralnie.
zawsze awantury miały burzliwy przebieg, ale od tego czasu przez usta mojego
ojca bez najmniejszego zająknięcia przechodza najgorsze słowa, takie
wyzwiska, które słyszy się w melinach. wiedziałam, że będzie źle już po
miesiącu mojego związku kiedy ojciec był niezadowolony, że jeżdże na
spotkania i oświadczył mi, że spotykam się, żeby leczyć kompleksy. później
było coraz gorzej. po rękoczynie i postawionej mi alternatywie : zrywaj albo
wypier.... wyniosłam się na tydzień. wróciłam ubłagana, że dojdzie do zmian.
nie doszło. w ciągu tych 2 lat widzieli się 3 razy- 2 spotkania były
nieprzyjemne i z przymusu, a jedno przypadkowe, 3 minutowe.
nie mam absolutnie żadnego zaufania do mojego ojca. mogę spodziewać sie po
nim najgorszego. moja mama jest między młotem a kowadłem, z jednej strony
chce ratować tą rodzinę, a z drugiej sama nie wytrzymuje.
jest obecny alkohol.
czy uciekac za wszelką cenę (nawet taką, że ojciec nie da żyć mamie) czy
nadal dawać szanse i ratowac te szczątki?
boje sie bardzo, że juz w jakis sposób jestem skrzywiona, i że to bedzie
miało wpływ na moj zwiazek. musze dodac, że mój chłopak jest bardzo
przyzwoity, pracuje, uczy sie, dba o mnie i szanuje jak nikt inny. moja mama
go zna i lubi.
za kazdym razem, kiedy mam wyjsc na spotkanie z nim, a kiedy jest to
oczywiste (np w sobote czy niedziele za dnia), bo nie mam zajec itp, wariuje
ze strachu, bo bardzo czesto wracałam w sam środek awantury. moj ojciec
potrafi obrazac mnie jak najgorsza szmatę, przepraszam, że w ten sposob
pisze. kiedy wraca z pracy ja nie moge patrzec na niego i zamykam sie w
pokoju. o to tez mam awantury, że nie gadam z nim "normalnie". ja tego nie
umiem, skoro on mnie i mojego związku nie szanuje.
proszę o jakąś radę, jakas wskazówkę, czy warto nadal w tym tkwic, czy isc na
jakas terapie (mój ojciec nie pojdzie absolutnie, chociaz ma wyraźne
zaburzenia, np gadanie w głos do siebie, kiedy mysli, że nikogo nie ma)... co
robic?