vendeta
05.07.07, 09:27
czy to jest normalne? są po rozwodzie już 5 lat i on jest już od trzech lat w
nowym związku. Nie używa jej imienia (twierdzi że nie przechodzi mu przez
gardło...) a jak już trzeba wywołać jej obecność to pada albo "moja żona" jak
pozytywnie albo jak negatywnie "to bydle".
Jesteśmy razem (jeszcze bez ślubu) i bardzo mnie boli taki nazywanie jego
byłej żony. Zrobiłam raz awanturę i okazało się że rzekomo to nic nie znaczy,
zwykłe określenie, słowa bez znaczenia i nie mam powodu do wściekłości.
A ja uważam, że to coś znaczy. Jakiś ładunek emocjonalny w tym jest i może
nadal w jego głowie to JEST wciąż jego żona?
Teraz on stara się nie używać takiego określenia przy mnie, ale czasami mu
się wymknie niechcący i ja wiem że to jest jakby silniejsze od niego..
Tylko kim ja jestem dla niego tak naprawdę?
A może szukam dziury w całym?