Smutny bilans 36 lat........

05.07.07, 16:36
Nigdy nikogo nie kochałam. Bilans 36 lat, kilka związków za sobą, obecnie
małżeństwo i po wielu przemyśleniach powoli dociera do mnie, że tak naprawdę,
nigdy nie kochałam żadnego z tych mężczyzn. Bo czym jest miłość? Odwieczne
pytanie... Jak poznać że kogoś kocham? Że dana osoba pociąga mnie fizycznie i
chcę z nią mieć seks? To przecież tylko biologia i może odrobina chemii. Po
tym, że jak najczęściej chcę przebywać w jej towarzystwie, rozmawiać z nią?
Może to tylko z powodu sympatii, po prostu lubię ją. Że chcę się nią
opiekować, troszczyć się, pomagać jej? Może po prostu jestem dobrym
człowiekiem i niektórzy wzbudzają we mnie instynkty opiekuńcze jedni słabsze,
drudzy silniejsze. Że ufam komuś? Przecież zaufanie to nie tylko domena
miłości, przyjaźń też polega na zaufaniu. Że chcę mieć dziecko z tą osobą?
Zwyczajnie instynkt macierzyński odezwał się i wybrałam najlepszego kandydata
z możliwych, na męża i ojca.

Wszyscy mówią o miłości, tylko kto ją widział.... Jeśli wiesz że kochasz,
wiesz że to jest miłość, a nie tylko fascynacja, napisz... pokaż mi że miłość
istnieje, pomóż mi poukładać w głowie wszystko od nowa, nadać temu sens, bo
strasznie się w życiu pogubiłam.... zwątpiłam we wszystko, a przede wszystkim
w miłość....
    • justyna41 Re: Smutny bilans 36 lat........ 05.07.07, 17:02
      Uwierz, że miłośc istnieje. Ja kocham mężczyznę od 19 lat i ciagle go kocham, z
      roku na rok chyba coraz mocniej. Oczywiście były wzloty i upadki, były gorące
      okresy, ale również chłodniejsze. Jest to najcudowniejsze uczucie na świecie,
      chociaż wiąze sie też z wielkim cierpieniem.

      Zyczę Ci prawdziwej miłości.

      • yokooo Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 09:54
        justyna41 napisała:

        > Uwierz, że miłośc istnieje. Ja kocham mężczyznę od 19 lat i ciagle go kocham, z
        >
        > roku na rok chyba coraz mocniej.


        Skąd wiesz że to właśnie miłość, a nie przyjaźń, ogromna sympatia,
        przyzwyczajenie, pociąg fizyczny lub zestaw jeszcze innych uczuć... skąd ta
        pewność?
      • ko_bie_ta Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 10:01
        justyna41 napisała:

        > Uwierz, że miłośc istnieje. Ja kocham mężczyznę od 19 lat i ciagle go kocham, z
        >
        > roku na rok chyba coraz mocniej. Oczywiście były wzloty i upadki, były gorące
        > okresy, ale również chłodniejsze. Jest to najcudowniejsze uczucie na świecie,
        > chociaż wiąze sie też z wielkim cierpieniem.
        >
        > Zyczę Ci prawdziwej miłości.
        >

        Justyno, gratuluję szczęśliwego związku, a przede wszystkim pewności że kochasz
        swego. Ja kiedyś też tak myślałam... smutno mi będzie umierać z myślą, że nigdy
        miłości nie zaznałam.
    • arwen8 Re: Smutny bilans 36 lat........ 05.07.07, 17:05
      ko_bie_ta napisała:

      > Bo czym jest miłość? ...
      > Jak poznać że kogoś kocham?

      Erich Fromm "O sztuce miłości" - znajdziesz tam odpowiedzi na wszystkie swoje
      pytania o miłości. A ja wraz z Moim Ukochanym Mężem mogę się śmiało podpisać
      pod każdym słowem tego Wielkiego Humanisty.
      • ko_bie_ta Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 09:56
        arwen8 napisała:

        > ko_bie_ta napisała:
        >
        > > Bo czym jest miłość? ...
        > > Jak poznać że kogoś kocham?
        >
        > Erich Fromm "O sztuce miłości" - znajdziesz tam odpowiedzi na wszystkie swoje
        > pytania o miłości. A ja wraz z Moim Ukochanym Mężem mogę się śmiało podpisać
        > pod każdym słowem tego Wielkiego Humanisty.


        Zanim zajrzę do tej książki, czy możesz mi przybliżyć przemyślenia E. Fromm?
    • ewiku Re: Smutny bilans 36 lat........ 05.07.07, 17:07
      dlaczego smutny bilans...
      po prostu zaczynać przyglądać się swojemu życiu i robić małe podsumowanie...
      i jeżeli dziś czujesz, że nie kochasz lub nie kochałaś to możesz się jedynie
      zastanowić, dlaczego nie szukałaś miłości aż do skutku?


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • shangri.la Re: "Miłości sie nie szuka..... 05.07.07, 21:17
        ....jest , albo jej nie ma"
        Ks Twardowski
      • ko_bie_ta Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 09:58
        ewiku napisała:

        > dlaczego smutny bilans...
        > po prostu zaczynać przyglądać się swojemu życiu i robić małe podsumowanie...
        > i jeżeli dziś czujesz, że nie kochasz lub nie kochałaś to możesz się jedynie
        > zastanowić, dlaczego nie szukałaś miłości aż do skutku?


        Zawsze wydawało mi się że kocham, tylko teraz już przestałam wierzyć że coś
        takiego jak miłość istnieje... bo czym właściwie jest miłość? nikt tu nie kwapi
        się żeby mi to wytłumaczyć...
        >
        > ----------------------------------------------
        > Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
    • justyna41 Re: Smutny bilans 36 lat........ 05.07.07, 17:08
      Polecam również "Miłośc i odpowiedzialnośc" Karola Wojtyły. Znalazłam tam
      odpowiedź na wiele swoich wątpliwości.
    • oliwka_z Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 09:31
      Ktoś kto nie zaznał miłości, nie będzie umiał kochać.
      Taka była odpowiedź w moim przypadku.
      Kilka lat terapii nasyciło moje spragnione uwagi/zrozumienia/miłości serce.
      I dopiero wtedy byłam gotowa by pokochać.
    • morgen_stern Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 10:26
      A może masz jakieś wyidealizowane i wygórowane wyobrażenia miłości, szukasz jej
      nie wiadomo gdzie, a ona jest właśnie tu, z tobą.. Czasem łatwo jest pomylić
      wielką namiętność z miłością. A to nie zawsze to samo ;-)

      Albo rzeczywiście jeszcze jej nie przeżyłaś, kto wie?
      • ko_bie_ta Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 10:32
        morgen_stern napisała:

        > A może masz jakieś wyidealizowane i wygórowane wyobrażenia miłości, szukasz jej
        >
        > nie wiadomo gdzie, a ona jest właśnie tu, z tobą..


        Nie wiem, być może tak jest... tylko jak mam poznać, że to właśnie miłość?


        >Czasem łatwo jest pomylić
        > wielką namiętność z miłością. A to nie zawsze to samo ;-)

        Powiedz mi jak mam odróżnić jedno od drugiego?
        • sylwiamich Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 11:54
          Smutny nastrój...podsumowania...terminologia nie ma znaczenia gdy w brzuchu
          motyle i nogi z waty...zaręczam:)))
          • ko_bie_ta Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 12:26
            sylwiamich napisała:

            > Smutny nastrój...podsumowania...terminologia nie ma znaczenia gdy w brzuchu
            > motyle i nogi z waty...zaręczam:)))


            Motyle w brzuchu i nogi z waty towarzyszą każdemu zauroczeniu, fascynacji... To
            ma być wyznacznik miłości?
    • renaa1 Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 12:51
      Milosc namietna podobno najbardziej sie "spala", bo ma z czego. Ta zwykla
      dluzej wytrzymuje, a poparta przyjaznia, budowana, przeobraza sie, zmienia i
      moze byc na zawsze...
    • 2105_a Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 12:54
      Ależ to wszystko rozebrałaś na czynniki pierwsze ... Skąd wiesz że nie kochałaś
      i że nie kochasz. Na pewno powiedziałaś to słowo "kocham". Co się czuje do
      mężczyzny jak się mu mówi to słowo? Co czułaś? Dlaczego teraz się zastanawiasz,
      skąd przyszły teraz te wątpliwości? Coś jest nie tak w twoim związku?
      • ko_bie_ta Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 13:33
        2105_a napisała:

        > Ależ to wszystko rozebrałaś na czynniki pierwsze ... Skąd wiesz że nie kochałaś
        >
        > i że nie kochasz. Na pewno powiedziałaś to słowo "kocham". Co się czuje do
        > mężczyzny jak się mu mówi to słowo? Co czułaś?

        Co czułam? myślałam, że kocham... ale teraz gdy patrzę na to z perspektywy czasu
        zaczyna do mnie docierać, że może były to tylko stany świadomości b. podobne do
        miłości, nic więcej.


        >Dlaczego teraz się zastanawiasz,
        >
        > skąd przyszły teraz te wątpliwości? Coś jest nie tak w twoim związku?


        Dlaczego się zastanawiam... nie wiem dlaczego akurat teraz. Przecież jest mi
        dobrze z moim mężem... jest dobrze, ale nie jestem szczęśliwa - paradoks? Być
        może, ale niestety tak jest. Dlatego zaczęłam się zastanawiać czy kocham go i
        czy w ogóle go kiedykolwiek kochałam. Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie,
        trzeba wiedzieć czym tak naprawdę jest miłość. Ja chyba nie wiem. Cofnęłam się
        do poprzednich moich związków (wiele ich nie było - polski standard 2 facetów
        przed mężem). Każdy z tych związków był inny i nieco inne uczucia wobec tych
        mężczyzn żywiłam. Dlatego przyszła mi do głowy myśl, że może żadnego z nich
        nigdy nie kochałam... może męża też nie kocham, może po prostu nie potrafię, nie
        umiem... za kilkanaście lat umrę nie wiedząc czym jest miłość... bo czym ona
        właściwie jest? jak ją rozpoznać?
        Pewnie głupie pytania zadaję, ale ostatnio sama siebie nie rozumiem.
        • 2105_a Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 14:06
          ko_bie_ta napisała:

          > Co czułam? myślałam, że kocham... ale teraz gdy patrzę na to z perspektywy
          czasu zaczyna do mnie docierać, że może były to tylko stany świadomości b.
          podobne do miłości, nic więcej.

          dlaczego tak rozsądnie do tego podchodzisz?


          > Dlaczego się zastanawiam... nie wiem dlaczego akurat teraz. Przecież jest mi
          > dobrze z moim mężem... jest dobrze, ale nie jestem szczęśliwa - paradoks?

          chyba nie paradoks, tak się czuje, gdy się człowiek zastanawia, analizuje

          > Dlatego zaczęłam się zastanawiać czy kocham go i czy w ogóle go kiedykolwiek
          kochałam. Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie,trzeba wiedzieć czym tak
          naprawdę jest miłość.

          ta wiedza szczęścia ci nie da, zresztą nikt ci tego nie powie, miłość się czuje;
          ale tak namiastkowo: że poduszka ciągnie tylko do tego mężczyzny, że tęsknisz
          za nim, jak wyjeżdża na parę dni, właśnie za tym mężczyzną a nie innym w ten
          właśnie sposób, że gotujesz to, co wiesz że on lubi, że robisz zakupy i
          zobaczysz coś, w czym byłoby mu ładnie to pomyślisz-kupię to dla niego, że
          rozumiesz jego niepokoje, że jak się zamyka w sobie, to się martwisz, że
          bronisz go, gdy matka twoja coś na niego mówi złego, że próbujesz go wtedy
          tłumaczyć, że ... itd ... tak chaotycznie napisałam, ale mam nadzieję, że
          rozumiesz o co mi chodzi ... czymś takim jest miłość czy właśnie to, co się
          nazywa miłością, bo to tylko nazwa, przecież ...

    • lily26 Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 14:04
      Twoje pytanie wydaje mi sie bardzo dziwne.chcesz uslyszec teorie na ten temat i
      to czym sie milosc objawia.a przeciez to mozna tylko poczuc na wlasnej
      skorze!chyba jak kochasz to o tym wiesz jak mozesz o tym nie wiedziec?milosc to
      przede wszystkim tesknota za druga osoba i chec robienia dla niej tego co
      najlepsze.mi nigdy nie przszlo do glowy zastanawianie sie kiedy czuje milosc a
      kiedy nie..
      • ko_bie_ta Re: Smutny bilans 36 lat........ 06.07.07, 14:22
        lily26 napisała:

        > Twoje pytanie wydaje mi sie bardzo dziwne.chcesz uslyszec teorie na ten temat i
        > to czym sie milosc objawia.a przeciez to mozna tylko poczuc na wlasnej
        > skorze!chyba jak kochasz to o tym wiesz jak mozesz o tym nie wiedziec?milosc to
        > przede wszystkim tesknota za druga osoba i chec robienia dla niej tego co
        > najlepsze.mi nigdy nie przszlo do glowy zastanawianie sie kiedy czuje milosc a
        > kiedy nie..


        Wygląda na to, że każdy na swoje własne potrzeby nazywa różne stany świadomości
        miłością. Dla jednych są to "miękkie nogi i mówki w żołądku" dla innych
        zniewalający seks, a jeszcze innych sympatia, dobroć i chęć pomocy drugiemu
        człowiekowi. Miłość - wielkie słowo, którym ludzie sami nie wiedzą co nazywają i
        tyle.
        • shangri.la Re Prosty test....;) 06.07.07, 14:25
          Zastanów się, czy w sytuacji krytycznej oddałabyś dobrowolnie za niego swoje życie.
          • ko_bie_ta Re: Re Prosty test....;) 06.07.07, 14:36
            shangri.la napisała:

            > Zastanów się, czy w sytuacji krytycznej oddałabyś dobrowolnie za niego swoje ży
            > cie.


            Teraz oddałabym moje życie za wszystko, przestało mnie ono cieszyć... Nie
            przeraża mnie nawet rozpędzone metro i chwilowy ból, który się zapewne czuje gdy
            pociąg roztrzaskuje ci głowę.
            • shangri.la Re: Re Prosty test....;) 06.07.07, 14:39
              Stan, który opisujesz jest charakterystyczny dla depresji.
              Masz jeszcze jakieś inne objawy?
              • ko_bie_ta Re: Re Prosty test....;) 06.07.07, 16:16
                shangri.la napisała:

                > Stan, który opisujesz jest charakterystyczny dla depresji.
                > Masz jeszcze jakieś inne objawy?


                Nie mam innych objawów, tylko jak ktoś tu zauważył podsumowanie mego życia (po
                niedawnych urodzinach) nie wyszło zbyt najlepiej.
            • 2105_a Re: Re Prosty test....;) 06.07.07, 15:13
              ko_bie_ta napisała:

              > Teraz oddałabym moje życie za wszystko, przestało mnie ono cieszyć... Nie
              > przeraża mnie nawet rozpędzone metro i chwilowy ból, który się zapewne czuje
              gdy pociąg roztrzaskuje ci głowę.

              masz dziecko i męża - pomyśl też o nich, kochają cię i potrzebują
            • arwen8 Re: Re Prosty test....;) 06.07.07, 15:46
              ko_bie_ta napisała:

              > Teraz oddałabym moje życie za wszystko, przestało mnie ono cieszyć...

              Te słowa potwierdzają Twój podstawowy problem z miłością - nie kochasz siebie.
              A bez zdrowej miłości własnej, miłośc do drugiej osoby w ogóle nie jest
              możliwa. I od tego trzeba zacząć.
              • ko_bie_ta Re: Re Prosty test....;) 06.07.07, 16:13
                arwen8 napisała:

                > ko_bie_ta napisała:
                >
                > > Teraz oddałabym moje życie za wszystko, przestało mnie ono cieszyć...
                >
                > Te słowa potwierdzają Twój podstawowy problem z miłością - nie kochasz siebie.
                > A bez zdrowej miłości własnej, miłośc do drugiej osoby w ogóle nie jest
                > możliwa. I od tego trzeba zacząć.


                A ja mam ważenie że jestem jedyną osobą, którą kocham i kiedykolwiek kochałam,
                tylko że życie przestało mnie cieszyć...
                • arwen8 Re: Re Prosty test....;) 06.07.07, 16:18
                  ko_bie_ta napisała:

                  > A ja mam ważenie że jestem jedyną osobą, którą kocham i kiedykolwiek kochałam,
                  > tylko że życie przestało mnie cieszyć...

                  I nie zauważasz w powyższym zdaniu żadnej sprzeczności?

                  Człowiek naprawdę kochający siebie piękną, zdrową miłością własną, nigdy nie
                  powie, że "życie przestało go cieszyć".

                  P.S. Sprawdź pocztę
          • dolina_ciszy Re: Re Prosty test....;) 08.07.07, 20:56
            oddałabym zycie tylko za rodziców
            • shangri.la Re: Re Prosty test....;) 09.07.07, 07:58
              dolina_ciszy napisała:

              > oddałabym zycie tylko za rodziców

              A ja tylko za mojego syna i jeszcze kogoś......
            • arwen8 Re: Re Prosty test....;) 09.07.07, 11:26
              dolina_ciszy napisała:

              > oddałabym zycie tylko za rodziców

              Chore uzależnienie!
              • shangri.la Re: Re Prosty test....;) 09.07.07, 11:51
                arwen8 napisała:


                >
                > Chore uzależnienie!


                Chory jest tylko BRAK MIłOŚCI....
    • polska_potega_swiatowa milosc nie koniecznie musi byc z fajerwerkami 09.07.07, 08:06
      ja zawsze uwazalem ze milosc powinno znajdowac sie na koncu swiata, wiec
      zakochalem sie w Japonce, po poczatkowej eufori, byly prawie same klopoty
      trudnosci z komunikacja, rozlaka, dlugi zwiazek na odleglosc, jesli wogole to
      byl zwiazek.

      Wreszcie spotkalem moza zone ktora jest Polka, przyznam sie ze nie bylo tak
      ekscytujaca, ale dostalem od niej wszystko co oczekiwalem a nie dostalem od
      mojej bylej.

      Byc moze i ty jestes zakochana, spotkalas kogos kto zasluguje na milosc, ale
      twoje wygorowane wyobrazenia o tzw "prawdziwej milosci" kazda ci watpic w to co
      masz.
      • ko_bie_ta Re: milosc nie koniecznie musi byc z fajerwerkami 09.07.07, 11:10
        polska_potega_swiatowa napisał:

        >
        > Wreszcie spotkalem moza zone ktora jest Polka, przyznam sie ze nie bylo tak
        > ekscytujaca, ale dostalem od niej wszystko co oczekiwalem a nie dostalem od
        > mojej bylej.


        Mój mąż też daje mi wiele, niektórzy mówią że bardzo, bardzo dużo... Ja ze
        swojej strony też staram się dawać, a nie tylko brać, ale... no właśnie, tych
        przysłowiowych "fajerwerków" o których piszesz w tytule, nigdy między nami nie
        było, a przynajmniej nie było z mojej strony. Było WSZYSTKO oprócz fajerwerków.
        Czy taka może być miłość? A może przez tyle lat tylko wydawało mi się że go
        kocham? łączy nas jedynie przyjaźń, wspólne wartości, mocna nić sympatii,
        przyzwyczajenie, wzajemny szacunek, seks - czy to już jest miłość???
Pełna wersja