KTO W ZWIAZKU MA WLADZE????

IP: *.louis.krakow.pl 06.12.01, 17:50
moze to dosc dziwny i wydawaloby sie oklepany temat,ale czy zastanawialiscie
sie kiedys kto i dlaczego w waszym zwiazku ma wladze? zawsze wydawalo mi sie,ze
jesli chce sie z kims byc,to od poczatku nalezy komus zaufac,byc
wyrozumialym,tolerancyjnym,okazywac uczucia...pierdu,pierdu i tak dalej...
przez ponad rok stosowalam te zasady w swoim zwiaku wierzac,ze miloscia,
spokojem i wyrozumialoscia mozna wszystko zalatwic. nie widzialam,ze moj
ukochany swietnie sie bawi bedac ze mna a jednoczesnie zachowujac wszelkie
przywileje stanu wolnego. ja siedzialam calymi tygodniami w domu, a on balowal
w knajpach pojawiajac sie tylko na nocleg. nastepnego dnia rano
bylo "przepraszam, wiem, przegialem, od dzisiaj bede grzeczny", ta grzecznosc
trwala cale pol dnia, po czym wieczorem okazywalo sie, ze moj najdrozszy znowu
musi gdzies wybyc, "ale tylko na chwileczke", i jak zwykle ta chwileczka
trwala przynajmniej 6 godzin. nie skutkowaly moje prosby, tlumaczenia, grozby,
klotnie,nic. po prostu obiecanki-cacanki, a glupiej... no wlasnie. utrata
wlasnej osobowosci. mozecie powiedziec: co ty robisz dziewczyno?pakuj manatki i
spadaj stamtad.jasne! gdyby nie ta pieprzona milosc. potrafie wybaczyc mu
wszystko, choc wiem,ze nie mam takiego obowiazku. jak sprawic,by mezczyzna
przestal ignorowac a zaczal szanowac?????
    • Gość: Anna27 Re: KTO W ZWIAZKU MA WLADZE???? IP: *.244.211.110.Dial1.Washington2.Level3.net 06.12.01, 19:34
      To co opisalas ma chyba nie wiele wspolnego z kwestia wladzy. Wydaje mi sie,
      ze Twoj chlop po prostu nie szanuje waszego zwiazku i nie wklada w niego tyle
      co Ty. Twoja sytacja przypomina mi problem znajomej Amerykanaki Kate. No wiec
      Kate ma faceta, ktory pzrychodzi do jej loza, o 2 nad ranem, w stanie
      nienajtrzezwiejszym. Ona sie troche oburza, ale potem on jej wymamrota "I love
      you" i ona tak tkwi w tym zwiazku. Ten sam facet probuje znalezc prace w innym
      stanie i nawet tego nie konsultuje ze swoja partnerka. Na dodatek notorycznie
      sie spoznia i uzywa dwoch prezerwatyw, bo jako katolik musialby sie ozenic na
      wypadek dziecka. No mowie Ci Sajgon. Na pytania o wspolna przyszlosc on jej
      odpowiada polslowkami i mowi, ze jest zbyt ...uwaga, uwaga....dominujaca. A
      ona biedaczka wierzy, ze on sie jej oswiadczy na Boze Narodzenie. To sie
      nazywa naiwnosc. Zaloze sie, ze po BN bedzie liczyla na oswiadzczyny w
      okolicach Walentynek, potem Wielkanocy czy wrezczcie 4 lipca i dalej nic.
      Potem bedzie kolejne Boze Narodzenie, a ona dalej z tym samym burakiem.

      Moja droga, nikt jeszcze nic nie wskoral byciem mimoza.
      • Gość: mika Re: KTO W ZWIAZKU MA WLADZE???? IP: *.lubin.dialog.net.pl 07.12.01, 21:30
        Jak czytam albo słyszę coś takiego to krew się we mnie burzy.Ja robiłam
        dokładnie taką samą głupotę przez ponad 3 lata, i nie tylko ja.Dawałam z siebie
        wszystko, godzinami mu opowiadałam jaki to on jest cudowny, wspaniały, jaka
        jestem z nim szczęśliwa, bo on co drugi dzień miał doła, że jest nikim, co
        zresztą było prawdą.I tak nawijałam, aż mi w gębie zaschło, potem oczywiście
        sex, żeby misiu był szczęśliwy bo on tak strasznie cierpi. A gdy ja miałam
        problem to zgadnijcie...Bingo, sama sobie musiałam z nim radzić. W końcu go
        przekonałam że jest fajnym facetem no i wtedy okazało się że nie jestem mu już
        do szczęścia potrzebna. Stwierdził że Nie dawałam mu uczucia, czuł się
        niekochany, deptałam jego uczucie i taki tam stek bredni, prawda jest taka że
        zaczął rwać laski bo wreszcie uwierzył w siebie, gdzie tu jest jakieś jego
        uczucie to nie wiem, jak się kogoś kocha to nie idzie się na dupy "bo odkrył że
        może być atrakcyjny".
        Ale mam to już za sobą, szkoda tylko że przez tego palanta straciłam szansę
        związać się z kimś naprawdę wyjątkowym.
        DZIEWCZYNY!!!Nie dajcie się zwariować! Oni to robią specjalnie, przywiązują nas
        do siebie a potem kopią w tyłek, jak już zniszczą nas psychicznie. I jeszcze są
        święcie przekonani że to wszystko nasza wina, bo przecież on chciał
        dobrze...dla siebie.
        A w związku nie chodzi o władzę, prawdziwie udany związek opiera się na
        wzajemnym szacunku, zrozumieniu i akceptacji partnera. Tylko że facetów którzy
        myślą tak samo chyba na świecie już nie ma, albo są na wymarciu.
        Pozdrawiam.
    • kwieto Re: KTO W ZWIAZKU MA WLADZE???? 06.12.01, 22:45
      Kto ma wladze - nikt.
      A Twoj problem to nie wladza, a wzajemny szacunek, bycie w porzadku.
      Co zrobic, zeby mezczyzna szanowal Ciebie? - samemu sie szanowac.

      Z drugiej strony, jesli chcesz kogos trzymac "na smyczy" i "miec nad nim wladze" - lepiej
      kup sobie psa...
    • fnoll Re: KTO W ZWIAZKU MA WLADZE???? 06.12.01, 23:38
      jak mowi stare przyslowie: mezczyzna jest glowa rodziny, a kobieta szyja, ktora
      ta glowa kreci

      strasznie mi sie ta metafora podoba, bo zwiazek szyi z glowa jest organiczny,
      harmonijny, no i w ogole - wystarczy spojrzec w lustro

      ta metafora podpowiada, ze nie ma sensu pytac kto rzadzi, wazne jest, na ile
      owocnie dwie strony ze soba wspolpracuja

      sprobujmy sobie wyobrazic, jakby to wygladalo, gdyby glowa olewala szyje (albo
      na odwrot), albo gdyby z soba walczyly, lub gdy jedna chciala sobie druga
      calkowicie podporzadkowac (ignorujac jej rzeczywisty stan) - no jak?

      tu dochodzi jeszcze jedna metafora - ze mezczyzna i kobieta wiazac sie ze soba
      staja sie jednym cialem

      kazdemu organizmowi zalezy na zachowaniu rownowagi - i na poziomie biologicznym
      i na poziomie psychicznym, jesli nie jest w stanie jej utrzymac, to ten stan
      nazywamy choroba - jelsi zas nie chce jej utrzymac, nie dba o to, to jego
      podstawowy instynkt samozachowawczy ulegl powaznemu zaburzeniu

      zatem - jesli mezczyzna i kobieta maja stanowic jedno cialo, to ich zachowania
      powinny byc nakierowane na dobro wlasne (jak zwykle) z uwzglednieniem dobra
      wspolnego! bo inaczej - wpedza sie w chorobe

      bo bycie "razem" to cos wiecej niz flirt, zasady zmieniaja sie diametralnie gdy
      z dwojga obcych sobie dotad ludzi ma powstac para - kazda sprawa staje sie
      wspolna sprawa, kazdy interes wspolnym interesem

      naturalnie - tak samo jak czlowiek moze szkodzic samemu sobie ignorujac sygnaly
      od swoich poszczegolnych narzadow, tak samo i para moze szkodzic sobie
      stanowiac nadal calosc

      to kto rzadzi? wy rzadzicie!

      zdrowia zycze :-)

      fnoll
      • toi Re: KTO W ZWIAZKU MA WLADZE???? 07.12.01, 00:57
        fnoll napisał(a):

        > jak mowi stare przyslowie: mezczyzna jest glowa rodziny, a kobieta szyja, ktora
        > ta glowa kreci
        > strasznie mi sie ta metafora podoba, bo zwiazek szyi z glowa jest organiczny,
        > harmonijny, no i w ogole - wystarczy spojrzec w lustro
        > ta metafora podpowiada, ze nie ma sensu pytac kto rzadzi, wazne jest, na ile
        > owocnie dwie strony ze soba wspolpracuja

        fnoll, serce moje, jeszcze jak napiszesz, ze rownie dobrze mogloby byc w tym
        przyslowiu, ze kobieta jest glowa rodziny, a mezczyzna szyja, to wszystko bedzie
        w porzasiu. Napiszesz?...

        Toi

        • Gość: fnoll do Toi IP: 195.150.224.* 07.12.01, 20:54
          toi napisał(a):

          > jeszcze jak napiszesz, ze rownie dobrze mogloby byc w tym
          > przyslowiu, ze kobieta jest glowa rodziny, a mezczyzna szyja, to wszystko
          > bedzie w porzasiu. Napiszesz?...

          nie, bo to by sugerowalo, ze rola kobiety i mezczyzny w parze czy rodzinie jest
          wylacznie umowna, i ze te role sa calkowicie wymienne - a nie sa

          harmonijne wspolzycie wymaga wykorzystania roznic miedzy dwojgiem ludzmi dla ich
          obopolnej korzysci, a nie na probach niwelowania tych roznic, czy przymykania na
          nie oczu

          powtorze, ze w mojej interpretacji tego przyslowia istotny jest element
          wspolzaleznosci, wobec ktorego kwestia "kto jest wazniejszy" czy "kto rzadzi"
          traci sens - chcac nie chcac rzadzi sie wspolnie, majac tylko mniejsze lub
          wieksze subiektywne poczucie kontroli, zauwaz przy tym, ze sytuacja nierownowagi,
          gdy jedna ze stron uwaza, ze rzadzi, a druga, ze jest rzadzona, przynosi obu
          stronom korzysci - jedna czuje sie silna i wazna, a druga wyzbywa sie ciezaru
          odpowiedzialnosci - ale to tylko subiektywne odczucia, bo w istocie sytuacje w
          zwiazku zawsze wspolksztaltuja dwie strony

          pzdr!

          fnoll
          • Gość: Toi Re: do Toi IP: *.cm-upc.chello.se 08.12.01, 06:53
            Gość portalu: fnoll napisał(a):

            > toi napisał(a):
            >
            > > jeszcze jak napiszesz, ze rownie dobrze mogloby byc w tym
            > > przyslowiu, ze kobieta jest glowa rodziny, a mezczyzna szyja, to wszystko
            > > bedzie w porzasiu. Napiszesz?...
            >
            > nie, bo to by sugerowalo, ze rola kobiety i mezczyzny w parze czy rodzinie jes
            > wylacznie umowna, i ze te role sa calkowicie wymienne - a nie sa
            > harmonijne wspolzycie wymaga wykorzystania roznic miedzy dwojgiem ludzmi dla
            ich
            > obopolnej korzysci, a nie na probach niwelowania tych roznic, czy przymykania n
            > a
            > nie oczu

            Taaaak? Nie sa wymienne powiadasz. Otoz znam malzenstwo, gdzie na skutek roznic w
            temperamencie, stopnia 'przytomnosci umyslu', osobowosci i masy innych przyczyn,
            glowa jest ona, on zas szyja. Zgadzam sie ze wszystkim co tu piszesz, zwlaszcza z
            ostatnim stwierdzeniem, ze kazda para wypracowuje sobie wlasny system, ktory
            OBOJGU odpowiada, ale w tym jednym punkcie nie.

            pzdr
            • toi Co dwie glowy to nie jedna 08.12.01, 09:12
              A w ogole to nie odpowiada mi wizja glowa-szyja, choc nie przecze, ze dzialac
              to moze rewelacyjnie. Ale chyba nie u mnie. Wole wizje sympatycznego,
              kolorowego, pieknego i madrego stwora o dwoch glowach.
              Nawiasem mowiac, Twoja wizja jest szalenie biblijna, a konkretnie
              nowotestamentowa, fnoll, czy wiesz o tym? :))

              Toi
              • Gość: fnoll Re: Co dwie glowy to nie jedna IP: 195.150.224.* 08.12.01, 12:21
                toi napisał(a):

                > Nawiasem mowiac, Twoja wizja jest szalenie biblijna, a konkretnie
                > nowotestamentowa, fnoll, czy wiesz o tym? :))

                wiem, wiem :-)

                w tych czasach kryzysu "meskosci" w kontekscie rodzinnym staram sie byc jak tylko
                moge patriarchalny ;-) - i ja i wielu znajomych odczuwa cos co mozna nazwac
                "kryzysem ojcostwa", w moim odczuciu chlopcom nie wychodzi na zdrowie, gdy matka
                ma wiecej cech "meskich", a mezczyzna jest wycofany, nieobecny, czesto bardziej
                "uczuciowy", i dziewczynom chyba tez to nie robi dobrze (oczywiscie to tylko
                uogolnienie doswiadczen wlasnych i kilkunastu znanych mi osob, a nie jakies prawo)

                zreszta - nie tylko nowy testament, ale i taoizm jest w tej kwestii moim zrodlem
                inspiracji, a nawet bardziej taoizm: mezczyzna reprezentuje tu inne wlasciwosci
                (majac w srodku czastke kobieca) i kobieta reprezentuje inne wlasciwosci (majac w
                srodku czastke meska) - i to razem tworzy calosc, a odczucie, ze ktos w tym
                ukladzie rzadzi czy jest rzadzony jest zludzeniem, wytworzonym w kontekscie
                kultury, uzasadniajacym prawa i obowiazki narzucone na ludzi ze wzgledu na plec

                matriarchat czy patriarchat - obojetne, to kwestia kultury

                w bezposrednim doswiadczeniu jest wiecej lub mniej harmonii, wiecej lub mniej
                spelnienia - to jest dla mnie istotne

                pzdr

                fnoll
            • Gość: Toi Re: do Toi IP: *.cm-upc.chello.se 08.12.01, 09:30
              Gość portalu: Toi napisał(a):

              Zgadzam sie ze wszystkim co tu piszesz, zwlaszcza
              > z
              > ostatnim stwierdzeniem, ze kazda para wypracowuje sobie wlasny system, ktory
              > OBOJGU odpowiada, ale


              Pardon. Nic takiego nie napisales. Skad ja to wzielam?... Ha.
    • kini Re: KTO W ZWIAZKU MA WLADZE???? 07.12.01, 08:34
      Bądź twarda i szanuj się! Najlepiej zacznij postępować tak samo jak on - jawnie
      okazuj mu lekceważenie. Albo to doprowadzi do rozstania, albo on się opanuje.
      Nic nie zmienisz w swoim związku, jeśli będziesz bez przerwy pokazywała, że to
      tobie bardziej na nim zależy. Chyba że masz zadatki na męczennicę.
    • rozkoszna Re: KTO W ZWIAZKU MA WLADZE???? 07.12.01, 08:45
      Teoretycznie nikt nie ma prawa żądzić drugim człowiekiem...bo to nie jest już
      związek a chęć przywłaszczenia sobie drugiej osoby na stałe,na
      własność,kontrole,totalne ograniczenie..wiem wiem jak to brzmi ale niestety tak
      bywa czasami w praktyce,którym jest samo życie...
      Przed ślubem: była miłość,czułam miłość..wspólne rozwiązywanie
      problemów,jakichkolwiek trudności,przeszkód na drodze..,był szacunek,wsparcie w
      chwili słabośći,upadku..dbałość i delikatność,i wszelkie chęci...
      Po ślubie:miłość może i jest lecz jej nie czuje..problemów cała masa..szacunku
      brak,wsparcia zero,siła..ha!w odwrotnym kierunku..a chęci?tak,chęć skończyć ze
      sobą..
      Wiem,że istnieje dużo udanych i szczęśliwych związków ale znam też takie,które
      wyglądają dokładnie jw
    • Gość: naiwna Re: KTO W ZWIAZKU MA WLADZE???? IP: 213.77.91.* 07.12.01, 12:06
      Ja tkwię w takim związku i myślę, że chcąc być dobra, wyrozumiała (czyt.
      głupia) zabrnęłam już za daleko. Ten mój nawet nie przeprasza ani nie
      informuje, że wychodzi. A ja nadal mam wyrzuty sumienia,że go źle oceniam, gdy
      okazuje się, że którymś razem przypadkiem nie pił, tylko robił coś innego.
      Jego zdaniem on jest OK, a ja koszmarną niewdzięcznicą mściwą i prymitywną,
      która mu pod żadnym względem nie odpowiada. Próbuję się powoli z tego wyplątać,
      bo przestaję (choć, o naiwności, jeszcze nie całkiem!!!)wierzyć w cud, że
      cokolwiek (po 6 latach powtórki z rozrywki) mogło by się zmienić.
      I to on miał być antidotum na poprzedniego, który był taki sam. Może to coś ze
      mną jest nie tak??
      A może powinny być kursy dla kobiet uczące postępowania w tego typu relacjach,
      o ile może być tu jakaś metoda?!
      • kwieto Re: KTO W ZWIAZKU MA WLADZE???? 07.12.01, 18:36
        kiedys stwierdzilem, ze 3/4 spoleczenstwa wypadaloby poslac na obowiazkowa
        psychoterapie, hihihi
    • sabe-na Re: KTO W ZWIAZKU MA WLADZE???? 07.12.01, 20:13
      Gość portalu: mia napisał(a):

      mozecie powiedziec: co ty robisz dziewczyno?pakuj manatki i
      > spadaj stamtad.jasne! gdyby nie ta pieprzona milosc. potrafie wybaczyc mu
      > wszystko, choc wiem,ze nie mam takiego obowiazku. jak sprawic,by mezczyzna
      > przestal ignorowac a zaczal szanowac?????

      To nie milosc. To chec posiadania kogos o kim mozna powiedziec MOJ.
      Moj facet. Chociaz okropny chociaz pijak hulaka - ale moj.
      I takie poczucie wyzszosci wobec tych ktore moze i ladniejsze i madrzejsze
      czasem mlodsze a jednak ten facet chce mnie miec za zone albo stala partnerke.
      Bo na kogo mozna narzekac w pracy tak fajnie jak nie na SWOJEGO okropnego meza?
      Przeciez nie na dzieci ktore sama wychowalam tylko na tego co go wychowala
      TESCIOWA!
      • Gość: mia Re: KTO W ZWIAZKU MA WLADZE???? IP: 62.121.132.* 11.12.01, 17:32
        widze,ze moj tekst odbil sie echem w waszych wspomnieniach,bo ktos odpisal.
        wiem,ze rozumiecie, o co mi chodzilo,mimo tego,ze wcale tak dokladnie nie
        opisalam swojego przypadku. wiem,ze wiele dziewczyn ma ten problem i nie
        potrafi walczyc o swoje. dodalyscie mi otuchy tym,ze nie jestem jedyna "ofiara"
        meskiej ignorancji i egoizmu. ale czy jest sie czym chwalic? czuje sie okropnie
        kiedy moj "ukochany" mnie oszukuje, czuje sie cudownie kiedy przez chwile jest
        dobrze, a potem czuje sie jeszcze gorzej, kiedy znow on robi tak jak wczesniej.
        i tak jest w kolko. najgorsze jest to,ze jego potrafie ze wszystkiego
        usprawiedliwic, a siebie prawie nigdy. co zrobic? pojsc do psychologa? samej
        czy z nim? dac mu szanse, czy moze zerwac z tym wszystkim teraz, nie ogladajac
        sie na nic? wszyscy macie racje w tym co piszecie. jest to po czesci moja
        wina,ze facet tak mnie traktuje, bo mu na to pozwolilam od samego poczatku.
        prawda jest rowniez to,ze chyba ja sama mam do siebie maly szacunek. ale jak to
        wszystko odwrocic?
        • kwieto Mala uwaga. 11.12.01, 20:28
          Nie jestes ofiara meskiej ignorancji i egoizmu, ale SWOJEJ naiwnosci i bo ja wiem czego?
          Glupoty? (przepraszam, jesli Cie urazilem). No bo gdybys nie byla naiwna i nie
          usprawiedliwala go za takie akcje, to po prostu nie dawalabys sie wykorzystywac ignorantom
          i egoistom. I nie wmowisz mi, ze pozwalasz sie wykorzystywac bo kochasz - taka milosc to
          nie milosc. Wiec jesli jestes czyjakolwiek ofiara - to wylacznie swoja niestety...
Pełna wersja