Gość: mia
IP: *.louis.krakow.pl
06.12.01, 17:50
moze to dosc dziwny i wydawaloby sie oklepany temat,ale czy zastanawialiscie
sie kiedys kto i dlaczego w waszym zwiazku ma wladze? zawsze wydawalo mi sie,ze
jesli chce sie z kims byc,to od poczatku nalezy komus zaufac,byc
wyrozumialym,tolerancyjnym,okazywac uczucia...pierdu,pierdu i tak dalej...
przez ponad rok stosowalam te zasady w swoim zwiaku wierzac,ze miloscia,
spokojem i wyrozumialoscia mozna wszystko zalatwic. nie widzialam,ze moj
ukochany swietnie sie bawi bedac ze mna a jednoczesnie zachowujac wszelkie
przywileje stanu wolnego. ja siedzialam calymi tygodniami w domu, a on balowal
w knajpach pojawiajac sie tylko na nocleg. nastepnego dnia rano
bylo "przepraszam, wiem, przegialem, od dzisiaj bede grzeczny", ta grzecznosc
trwala cale pol dnia, po czym wieczorem okazywalo sie, ze moj najdrozszy znowu
musi gdzies wybyc, "ale tylko na chwileczke", i jak zwykle ta chwileczka
trwala przynajmniej 6 godzin. nie skutkowaly moje prosby, tlumaczenia, grozby,
klotnie,nic. po prostu obiecanki-cacanki, a glupiej... no wlasnie. utrata
wlasnej osobowosci. mozecie powiedziec: co ty robisz dziewczyno?pakuj manatki i
spadaj stamtad.jasne! gdyby nie ta pieprzona milosc. potrafie wybaczyc mu
wszystko, choc wiem,ze nie mam takiego obowiazku. jak sprawic,by mezczyzna
przestal ignorowac a zaczal szanowac?????