Piszę bo mi smutno...

13.07.07, 14:40
I wszystko wokół jest beznadziejne.Czuję,że życie przecieka mi przez palce i
nic nie jest takie jak być powinno.Tak wiele rzeczy chciałabym zmienić,lecz
widzę,że nie moja w tym wola ale Twoja,Panie...Nie chce się użalać.Poprostu
mi smutno z tego powodu,że jednak okazałeś sie mi niezbędny do życia,i nie ma
Cię od tak dawna.Potrzebuję Cię..."Przyjaciele" tez się zmyli.Ich plany
imprezowe już mnie nie obejmują, bo nie pasuje do nich.Bogata.szczęśliwie
zakochana,z planami na przyszłość.Niech poczuje,ze bez nich jest nikim, i
może się tylko dusić swoją samotnością.Jeszcze dwa miesiące i wszystko wróci
do normy.Ty wrócisz,ja wrócę do szkoły.znowu będe zbyt zajęta by dopuszczać
do siebie głupie myśli.Dwa miesiące...Tylko co z nimi zrobić?Gdzie je upchnąć?
    • dodo_z_komodo Re: Piszę bo mi smutno... 13.07.07, 14:57
      Może tu:
      www.wolontariat.org.pl/
      • shangri.la Re: Piszę bo mi smutno... 13.07.07, 16:06
        Woluntariat powinien być potrzebą serca, a nie sposobem zabicia nudy i
        poradzeniu sobie z samotnością i opuszczeniem.
        Nie każdy i nie w każdym momencie życia jest zdolny podjąć się bezinteresowanej
        pracy na rzecz innych ludzi w potrzebie.
        Poza tym, nie sposób być oparciem i pomocą dla kogoś chorego i opuszczonego ,
        jeśli ma się samemu problemy ze sobą.
        • dodo_z_komodo Re: Piszę bo mi smutno... 13.07.07, 20:40
          To była tylko propozycja a właściwie pomysł, na nic nie namawiam. A wolontariat
          może polegać na bardzo wielu rzeczach, nie musi to być wcale opieka nad kimś
          chorym czy opuszczonym. No i powiedzmy sobie szczerze, że pomoc bliźniemu rzadko
          jest całkowicie bezinteresowna. W zamian dostajemy lepsze samopoczucie, jesteśmy
          potrzebni, nie jesteśmy samotni, poznajemy ludzi, uczymy się nowych rzeczy itd.
          Korzyści płynących w drugą stronę jest bardzo dużo i nie ma w tym nic złego.
          • magdusijaa Re: Piszę bo mi smutno... 15.07.07, 06:20
            a wez ty sie dziewczyno zabaw porzadnie!!wyjedz, poznaj nowych ludzi.
          • beksiulek Re: Piszę bo mi smutno... 15.07.07, 16:16
            < od dziesięciu lat jestem wolonatriuszką
            < i jest to bardzo dobry pomysł
            < w życiu, wszystko ma swoją cenę
            < ale pomoc potrzebującym,jest bezcenna
            < i ta świadomość pomaga mi przebrnąć przez przepięne"rafy" życia...
            < ... i może to być sposóbna "smutne życie"
            < dodo_z_komodo , święte słowa... , pozdrawiam serdecznie:)
            • beksiulek Re: Piszę bo mi smutno... 15.07.07, 16:32
              < kontakt z ludźmi, ich piękno, trudności, ból i udręka, wyzwala we mnie
              przymioty charakteru, o które sama bym się nie podejrzewała
              < dodają siły, charakteru
              < czasem są to ulotne chwile, ale, jakże piękne
              < I DLA TYCH CHWIL... WARTO ŻYĆ, WARTO WALCZYĆ, WARTO BYĆ CZŁOWIEKIEM...
    • alka_xx Czy chociaż przeczytałaś to, co napisałaś?! 15.07.07, 21:13
      "Bogata, szczęśliwie zakochana, z planami na przyszłość?" - czy na pewno
      napisałaś to o sobie??

      Jeśli tak, to wskaż mi, proszę, gdzie tu jest miejsce na samotnośc, beznadzieję
      i zycie przeciekające przez palce!

      Zajmij się czymś. Czymkolwiek. I zapamiętaj, że faceci może i lubią dziewczyny
      od nich uzaleznione i na nich "zawieszone", ale bardziej szanują te
      samodzielnie myslące.




    • kryzolia Re: Piszę bo mi smutno... 17.07.07, 10:27
      nie jęcz...
    • wichrowe_wzgorza Re: Piszę bo mi smutno... 17.07.07, 13:25
      nitka445 napisała:

      > I wszystko wokół jest beznadziejne.Czuję,że życie przecieka mi przez palce i
      > nic nie jest takie jak być powinno.Tak wiele rzeczy chciałabym zmienić,lecz
      > widzę,że nie moja w tym wola ale Twoja,Panie...Nie chce się użalać.Poprostu
      > mi smutno z tego powodu,że jednak okazałeś sie mi niezbędny do życia,i nie ma
      > Cię od tak dawna.Potrzebuję Cię..."Przyjaciele" tez się zmyli.Ich plany
      > imprezowe już mnie nie obejmują, bo nie pasuje do nich.Bogata.szczęśliwie
      > zakochana,z planami na przyszłość.Niech poczuje,ze bez nich jest nikim, i
      > może się tylko dusić swoją samotnością.Jeszcze dwa miesiące i wszystko wróci
      > do normy.Ty wrócisz,ja wrócę do szkoły.znowu będe zbyt zajęta by dopuszczać
      > do siebie głupie myśli.Dwa miesiące...Tylko co z nimi zrobić?Gdzie je upchnąć?

      Przyjaciele? czy znajomi? przyjaciele sa zawsze:)
      nie zaluj
    • brak.polskich.liter Re: Piszę bo mi smutno... 17.07.07, 14:40
      Polecam zajac sie ciezka praca fizyczna przez te 2 miechy. Kopanie rowow moze
      byc, sypanie walow przeciwpowodziowych, albo praca przy zniwach. Kondyche
      poprawia, psychicznie odpreza, a po 8-10 godzinach ciezkiej roboty czlowiek pada
      z nog i zasypia jak kloda, wiec nie ma czasu ani energii na stwarzanie
      sztucznych problemow i rzewne pitolenie trzy po trzy.

      Jeszcze jeden plus - po takich 2 miechach chodzenie do szkoly i odrabianie
      lekcji to bedzie czysty relaks. Hedonizm wrecz.
      • party_boy2 Re: Piszę bo mi smutno... 17.07.07, 21:19
        shangri.la
        >Poza tym, nie sposób być oparciem i pomocą dla kogoś chorego i opuszczonego ,
        >jeśli ma się samemu problemy ze sobą.

        No właśnie!!! To tylko dodatkowo wysysa ciebie "dla innych", ale nie ma wtedy
        nikogo kto "ciebie napompuje".

        beksiulek
        < kontakt z ludźmi, ich piękno, trudności, ból i udręka, wyzwala we mnie
        przymioty charakteru, o które sama bym się nie podejrzewała
        < dodają siły, charakteru
        < czasem są to ulotne chwile, ale, jakże piękne
        < I DLA TYCH CHWIL... WARTO ŻYĆ, WARTO WALCZYĆ, WARTO BYĆ CZŁOWIEKIEM...

        Popieram. Człowiek jest żywą, emocjonalną istotą, a nie jakimś martwym
        przedmiotem, który ma być pozbawiony kontaktów z ludźmi.

        brak.polskich.liter
        >Polecam zajac sie ciezka praca fizyczna przez te 2 miechy. Kopanie rowow moze
        >byc, sypanie walow przeciwpowodziowych, albo praca przy zniwach. Kondyche
        >poprawia, psychicznie odpreza, a po 8-10 godzinach ciezkiej roboty czlowiek >pada
        >z nog i zasypia jak kloda,

        To nic nie da!!! To tylko przykrywka. Nitka445 tylko rozrusza się fizycznie, ale
        czym wypełni emocjonalno-psychiczną pustkę??? Z kimś chyba musi się
        kontaktować. nie pomogą też żadne umysłowe odwracacze uwagi typu rozwiązywanie
        krzyżówek, granie w gry, itd.

        wiec nie ma czasu ani energii na stwarzanie
        >sztucznych problemow i rzewne pitolenie trzy po trzy.

        LOL, nie widzę tutaj żadnych "sztucznych problemów". Dziewczyna czuje silną chęć
        i potrzebę bawienia sie w towarzystwie na imprezach, ale nie jest tam
        zapraszana, zamiast tego ją odrzucają. To ma być niby sztuczny problem??
        Na pewno jest osobą bardzo ekstrawertyczną, więc jeżeli nie wyszaleje się w
        grupie przyjaciół to jej nastrój się nie poprawi. Wciąż będzie jej czegoś
        brakować. Pomimo jakiegoś tam zajęcia, wciąż będzie odczuwać że coś ją od
        wewnątrz trapi. Mnie w takich sytuacjach nie cieszy ani wypłata pieniędzy, ani
        zjedzenie słodyczy, ani nowe ciuchy, ani nic. Gdy pojawiają się znajomi, wtedy
        człowiek zaczyna wchodzić w bardzo pozytywny stan, bo w końcu czuje że "coś
        żyje" i nie musi dusić się samemu z własnymi myślami i tematami do rozmów.

        No i cieszę się że spotkałem na forum osobę z bardzo podobnym problemem do mojego.
Pełna wersja