Rozwiesc sie, nie rozwiesc sie, rozwiesc sie, nie?

22.06.03, 01:17
Od ponad dwoch lat zmagam sie z decyzja – rozwiesc sie czy nie. Po dwunastu
latach malzenstwa zdalam sobie sprawe ze nie mam z moim mezem nic wspolnego
(oprocz domu i innych dobr materialnych). Zainterestowania nasze sa bardzo
rozbiegle, a raczej: ja mam rozne hobby, a on nie (jesli nie liczyc
telewizji). Jest chetny wyjsc na zabawy iprzyjecia, ale tylko jezeli ja cos
zorganizuje. To samo odnosnie wakacji – narzeka ze nie planujemy
wystarczajaco do przodu, ale sam nic w tej kwestii nie zrobi. On jest
elektrykiem (po szkole zawodowej), ja mam magistra z niemieckiego.
Oczywiscie, zdawalam sobie sprawe z roznicy w wyksztalceniu kiedy wychodzilam
za maz, ale poniewaz on jest o 6 lat starszy ode mnie, imponowal mi swoim
doswiadczeniem i dwanascie lat temu on byl dla mnie wszystkim – czulym
kochankiem, mentorem I niezastapionym towarzyszem. Jak czas zmienia
czlowieka – od ponad dwoch lat po prostu nie moge go strawic – denerwuje mnie
ze nie mozna z nim o niczym innym porozmawiac niz ile to on ostatnio nie
zarobil (ma wlasna, dobrze prosperujaca firme), ze robi okropne bledy
ortograficzne, ze nie umie sie zachowac w towarzystwie, ze nie chce dzieci
dopoki nie bedzie mial X na koncie, ze… Po prostu go nie trawie. Zdalam
sobie sprawe ze jedyne co mnie trzyma to to ze boje sie ze zostane sama ze
nikogo innego nie znajde plus moja sytuacja materialna pogorszylaby sie po
rozwodzie no i to ze moi rodzice bardzo go lubia (mimo iz mieli opory na
poczatku – moja mama obawiala sie ze roznica w pochodzeniu/wyksztalceniu
powiekszy sie z wiekiem – swiete slowa). Wiem ze to glupie, byc z kims z
powyzszych powodow, zwlaszcza ze sama dobrze zarabiam, wiec nie byloby tak
zle. Ale boje sie zmiany.
Wiem ze Forum GW to nie wyrocznia, ale moze ktos byl w podobnej sytuacji,
albo moze mi to pomoze spojrzec sie na to z innej perspektywy?
    • Gość: Sonia Re: Rozwiesc sie, nie rozwiesc sie, rozwiesc sie, IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 22.06.03, 09:39
      Mario, z Twojego listu wynika, ze doskonale wiesz, co powinnas zrobic, tylko
      boisz sie podjac decyzje. To bardzo ludzkie - lepiej tkwic w starym, znanym
      piekielku, niz zaryzykowac zmiane.
      Nie odbieraj sobie prawa do szczescia!
      Ile jeszcze tak wytrzymasz? Malzenstwo i tak sie w koncu rozpadnie, a Ty
      bedziesz wyrzucac sobie stracone lata.
      Nie boj sie, przeciez wiesz, ze sobie poradzisz.
      Zycze Ci duzo szczescia i odwagi w podejmowaniu decyzji.

      • lagatta Re: Rozwiesc sie, nie rozwiesc sie, rozwiesc sie, 22.06.03, 09:57
        Ja zaryzykowałam ,choc bałam sie tak samo jak ty i jeszcze dłużej zadawałam
        sobie pytanie " czy powinnam " .Nie mogę Ci powiedzieć ,że moje życie teraz to
        idylla i że z końcem małżeństwa nagle skończyły się problemy .Ale juz nie
        oszukuje jego ,nie oszukuje siebie .I choć z tym jest mi lepiej .Decyjza o
        rozwodzie nigdy chyba nie jeste łatwa ,a takie lęki jak twoje ma chyba
        większość osób ,które przez to przeszły .Ty już wiesz czego chcesz ,kwestia
        czasu jak sie na to zdecydujesz .Ale to musi byc twoja i tylko twoja decyjza i
        to właśnie ty będziesz ponosić jej konsekwencje .Ups..chyba ci nie pomogłam :)
        • Gość: Poli Re: Rozwiesc sie, nie rozwiesc sie, rozwiesc sie, IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 22.06.03, 18:03
          Mam koleżankę znajdującą się w podobnej sytuacji , z tą różnicą ,że małżeństwo
          trwa krócej ,chyba ok 6 lat i tą ,że oboje mają średnie wykształcenie.POza tym
          sytuacja jest bardzo podobna.Ona jest nieszceśliwa,mówi ,że doiero teraz
          dojrzała do małżeństwa tzn.podjęcia decyzji o małżeństwie,że to co zrobiła
          wynikało z zupełnie dziecinnych , niedojrzałych pobudek.Szukała opiekuna,
          drugiego taty , a nie męża ,partnera na całe życie.RZeczywiście była wtedy
          bardzo dziecinna, wręcz infantylna.Teraz potrzebuje czego innego , a mąż
          starszy o 10 lat niestety nie zmienił się i chyba już nie zmieni .Ona szuka
          już czego innego - mążczyzny, kogoś kto widziałby w niej kobietę , a nie
          dziecko. NIe wiem jak to się skończy.Ona zależna jest od niego finansowo ,
          mieszkanie jest jego. Żal mi jej, bo widzę jak bardzo czuje się w tym związku
          nieszczęśliwa , a nie ma odwagi na jakiś konkretny krok
    • Gość: czarownica Re: Rozwiesc sie, nie rozwiesc sie, rozwiesc sie, IP: *.lebork.sdi.tpnet.pl 22.06.03, 19:36
      z wypiekami na twarzy śledzę ten wątek
      jestem w dokładnie takiej samej sytuacji- mój staż 2,5 roku
      dziś odbyła się poważna rozmowa, gdzie wreszcie miałam odwagę wprost mu
      wszystko powiedzieć, daliśmy sobie dwa tygodnie zycia każdy na własny rachunek,
      po tym czasie ostatecznie zdecydujemy......
      na 100% jeszcze nie wiem co.....
      najprawdopodobniej rozejdziemy się
    • u7 Re: Rozwiesc sie, nie rozwiesc sie, rozwiesc sie, 22.06.03, 20:43
      Nie pytaj na forum. Sama powinnas sie nad tym zastanowic.
      Ludzie sie tak bardzo nie zmieniaja. Moze staja sie odrobine bardziej nerwowi,
      pokorniejsi, smutniejsi... To nasze nastawienie do nich najbardziej sie
      zmienia.
      • maria_isabel Re: Rozwiesc sie, nie rozwiesc sie, rozwiesc sie, 23.06.03, 13:10
        u7 napisał:

        > Nie pytaj na forum. Sama powinnas sie nad tym zastanowic.
        > Ludzie sie tak bardzo nie zmieniaja. Moze staja sie odrobine bardziej
        nerwowi,
        > pokorniejsi, smutniejsi... To nasze nastawienie do nich najbardziej sie
        > zmienia.

        masz racje - ludzie sie az tak nie zmieniaja. Ale ludzie dorastaja. I wlasnie
        nad tym ubolewam - ze to ja tak sie zmienilam (doroslam?). Decyzja by byla o
        wiele latwiejsza gdybym mogla mu zarzucic ze on nie jest taki sam jak byl 12
        lat temu. On jest. Nie mowie ze nie jestem winna - przez prawie dziewiec
        lat bylo wspaniale miec troskliwego opiekuna. Problem w tym ze teraz mam 34
        lata a nie 22, i chce aby moj maz dorownywal mi intelektualnie i widzial we
        mnie kobiete a nie rozpieszczone dziecko, ktoremu od czasu do czasu trzeba
        ustapic jak za mocno tupie noga. Probowalam z nim o tym kilka razy rozmawiac
        ale jak grochem o sciane - powiedzial mi dokladnie co i ty - 'Ja sie nie
        zmienie. Albo mnie kochasz takim jakim jestem albo sie rozstajemy, ale uwazam
        ze popelnilabys wielki blad, bo przeciez nam jest dobrze ze soba'. Mam zamiar
        jeszcze raz sprobowac i zaproponowac terapie malzenska - kto wie, moze
        psycholog sie czegos dopatrzy? (Syndromu Piotrusia Pana we mnie?). A jak to
        nie pomoze, to przynajmniej bede miala spokojniejsze sumienie ze zrobilam co
        bylo w mojej mocy by ten zwiazek ocalic. Bo nastepna sprawa z ktora sie
        borykam to to ze, mimo pozorow, ja jestem o wiele mocniejsza psychicznie. On
        nie mial za cudownego dziecinstwa i wpadl w alkoholizm. Przestal pic kiedy
        zaczelismy ze soba chodzic 'na powaznie' i nie tknal ani kropli alkoholu przez
        prawie 15 lat. Czulabym sie moralnie dpowiedzialna, gdyby znowu zaczal pic. To
        nie jest taka prosta decyzja. Nie chce go zranic bo wiekszosc czasu ktory ze
        soba przezylismy milo wspominam. Tylko od ponad dwoch lat nie jestem
        szczesliwa mimo wspanialej kariery, szybkiego samochodu i zagranicznych wakacji
        3-4 razy w roku.

        • alfika Re: Rozwiesc sie, nie rozwiesc sie, rozwiesc sie, 23.06.03, 13:22
          Psycholog przede wszystkim może pomóc od nowa Wam do siebie dotrzeć - być może
          ułatwi Twojemu mężowi zrozumienie Ciebie dojrzalszej.

          Jeśli zaś podłożem jest - co się zdarza - tęsknota za nowymi doznaniami, to i
          tak w żaden sposób mąż Cię nie zadowoli.
          Wtedy albo go przez jakiś czas pozdradzasz i zrozumiesz, że na zewnątrz tyle
          samo szczęścia co w małżeństwie - i zaczniesz szukać w sobie samej i w tym, co
          masz, albo się rozstaniecie, a Ty znajdziesz trochę radości u mężczyzn, po czym
          znowu wyjdziesz za mąż i przerobisz temat od podstaw.

          Możliwości jest oczywiście więcej, ale to są najpospolitsze w przypadku - jak
          pisałam - znużenia i szukania czegoś ciekawszego. Wraca się do punktu wyjścia.
        • Gość: filut Re: Rozwiesc sie, nie rozwiesc sie, rozwiesc sie, IP: *.crowley.pl 23.06.03, 13:24
          maria_isabel napisała:

          .........Mam zamiar jeszcze raz sprobowac i zaproponowac terapie malzenska -
          kto wie, moze psycholog sie czegos dopatrzy? .........

          Zwróć uwagę, że mąż ma jednak zalety - "dla Ciebie" nie pił od 15 lat. To b.
          ważne. To świadczy o tym, jak wiele dla niego znaczysz.
          Sądzę, że dobry psycholog może Wam wiela pomóc. Skorzystaj z jego pomocy.
          Napisz za 2 miesiące o rezultacie terapii. Jestem prawie pewien, że będzie
          lepiej.
          Pozdrawiam
          Fil (2x dłużej od Ciebie obserwujący życie doczesne)
        • Gość: mARTYNA Re: Rozwiesc sie, nie rozwiesc sie, rozwiesc sie, IP: *.proxy.aol.com 23.06.03, 22:27
          >
          > masz racje - ludzie sie az tak nie zmieniaja. Ale ludzie dorastaja. I wlasnie
          > nad tym ubolewam - ze to ja tak sie zmienilam (doroslam?). Decyzja by byla o
          > wiele latwiejsza gdybym mogla mu zarzucic ze on nie jest taki sam jak byl 12
          > lat temu. On jest.

          Poczucie winy jest tym co czuje wiele osob zrywajac sama przez to
          przechodzilam wiem jak sie czujesz. Z drugiej jednak strony ludzie powinni czuc
          sie winnni kiedy klamia pozostajac w zwiazku , w ktorym sa nieszczesliwi ,
          samotni i nie maja zadnych uczuc do partnera .
          To, ze sie zmienialas jest natiuralne nie mozesz siebie obwiniac to sie bardzo
          czesto zdarza ludzie dojrzewaja w roznych kierunkach. Ty masz prawo do
          szczescia i zaslugujesz na taki zwiazek jakigo pragniesz.

          Problem w tym ze teraz mam 34
          > lata a nie 22, i chce aby moj maz dorownywal mi intelektualnie i widzial we
          > mnie kobiete a nie rozpieszczone dziecko, ktoremu od czasu do czasu trzeba
          > ustapic jak za mocno tupie noga. Probowalam z nim o tym kilka razy rozmawiac
          > ale jak grochem o sciane - powiedzial mi dokladnie co i ty - 'Ja sie nie
          > zmienie. Albo mnie kochasz takim jakim jestem albo sie rozstajemy, ale
          uwazam
          > ze popelnilabys wielki blad, bo przeciez nam jest dobrze ze soba'.


          Jest namze soba dobrze On wydaje sie nie dostrzegac Twoich potrzeb i pragnien
          mowi jest nam ze soba dobrze po tym jak romawiasz z nim o swoich
          watpliwosciach i po tym jak komunikujesz mi , ze wcale dobrze nie jest.

          Pisalas rowniez o tym, ze on pil i, ze czylabys sie winna gdyby zaczal.

          Jedna z najtrudniejszych zyciowych lekcji bycie swiadomym i zdanie sobie sprawy
          z jtego, ze :


          MY NIE MOZEMY KONTROLOWAC INNYCH LUDZI- MOZEMY KONTROLOWAC JEDYNIE SIEBIE.


          Nie jestesmy odpowiedzialni, nie kontrolujemy wyborow jakich dokonuja inni
          nie wazne jak bardzo bysmy chcieli i pragneli - kontrolujemy tylko siebie.
          Czy on ciagle chodzi na spotkania AA ? Ja znam wielu ludzi z problemem z
          roznego rodzaju uzaleznieniami - rowniez mam znajoma, ktora jest terapeutka i
          pracuje z osobami uzaleznionymi. Nikt i Ty sama nie ma prawa obarczac Cie takim
          rodzajem odpowiedzialnosci. To on zaczal pic i to jego zadanie - zastac
          trzezwym. Nie mozesz poswiecac swojego zycia i szczescia aby ustrzec go przed
          piciem a poza tym nikt nie ma pewnosic, ze on bedzie pil na nowo 15 lat to
          dlugo okres czasu.

          Terapia moze pomoc i nigdy nie zaszkodzi sprobowac . W najgorszym wypadku moze
          pomoze wam w miare spokojnie przejsc przez rozwod i nie pozostac wrogami.

          Pozdrawiam

























          Mam zamiar
          > jeszcze raz sprobowac i zaproponowac terapie malzenska - kto wie, moze
          > psycholog sie czegos dopatrzy? (Syndromu Piotrusia Pana we mnie?). A jak to
          > nie pomoze, to przynajmniej bede miala spokojniejsze sumienie ze zrobilam co
          > bylo w mojej mocy by ten zwiazek ocalic. Bo nastepna sprawa z ktora sie
          > borykam to to ze, mimo pozorow, ja jestem o wiele mocniejsza psychicznie. On
          > nie mial za cudownego dziecinstwa i wpadl w alkoholizm. Przestal pic kiedy
          > zaczelismy ze soba chodzic 'na powaznie' i nie tknal ani kropli alkoholu
          przez
          > prawie 15 lat. Czulabym sie moralnie dpowiedzialna, gdyby znowu zaczal pic.
          To
          >
          > nie jest taka prosta decyzja. Nie chce go zranic bo wiekszosc czasu ktory ze
          > soba przezylismy milo wspominam. Tylko od ponad dwoch lat nie jestem
          > szczesliwa mimo wspanialej kariery, szybkiego samochodu i zagranicznych
          wakacji
          >
          > 3-4 razy w roku.
          >
    • saana rzuc kostka 24.06.03, 13:49
      • alfika Re: rzuc kostka 24.06.03, 13:58
        A jak wypadnie 6?
        • saana Re: rzuc kostka 25.06.03, 11:04
          alfika napisała:

          > A jak wypadnie 6?
          lepiej ustalic z gory, np. parzyste nieparzyste i wogole zignorowac te 6. Rany
          ale zimny kosciarz ze mnie ;-)
          • alfika Re: rzuc kostka 25.06.03, 12:06
            Jak zignorować, to znowu wypadnie... I nie zimny kościarz, tylko całkiem
            zagorzały :)))
            • saana Re: rzuc kostka 25.06.03, 12:25
              alfika napisała:

              > Jak zignorować, to znowu wypadnie... I nie zimny kościarz, tylko całkiem
              > zagorzały :)))
              >
              jezeli wypadnie trzeci raz 6 to chyba trzeba przerzucic sie na karty.
              kiedys czytalam opowiadanie M. Samozwaniec- Pan i Pani postanowili sie
              rozwiesc, ale mieli dwa ukochane psy. Postanowili wiec, ze usiada w rogach
              pokoju i beda je na zmiane nawolywac , kazdy wezmie tego psa, ktory do niego
              przyjdzie.
              Nie przewidzieli, ze psy usiada razem w srodku. Zaden sie nie ruszyl, wobec
              tego nieroztrzygnietego problemu pozostawalo tylko jedno. Anulowac rozwod. Co
              niniejszym sie stalo. Niestety nie pamietam czy autorka dopisala ze zyli dlugo
              i szczesliwie.
              slowem autorka postu potrzebuje psy, a moze koze, jak w tym starym zydowskim
              kawale.
Pełna wersja