czuje sie beznadziejnie:(

18.07.07, 15:00
Nie mam nascie lat. Mam juz swoje lata i od jakiegos czasu czuje sie w srodku
tak beznadziejnie. Wyszlam za maz wczesnie za pierwszego faceta w swoim zyciu
to moj glowny problem. Wowczas w domu bylo ciezko, zupelnie inne warunki niz
teraz. Wychowalam sie w rodzinie z zasadami, ktore ciagle mi wpajano do glowy.
Teraz zaluje ze nie mialam wlasnego zdania. Czuje sie wypalona, zmeczona,
zupelnie do niczego. Z mezem mijamy sie jak obcy ludzie. A ja ciagle
przygnebiam sie, ze tak zycie ucieklo mi przez palce. Nic nie uzylam, nic nie
widzialam z roku na rok sie pognebiam w tym wszystkim. Zyje dla dzieci dla
ktorych jestem najwazniejsza. Zawodowo tez ulozylo mi sie calkiem niezle, mam
wyksztalcenie i w miare prace. Dlaczego uczuciowo wyszlo mi bez sensu. Mimo
mlodego wieku czuje sie jak "stary kapec" i nie wiem co dalej... Mam pustke w
glowie. Jestem zmeczona juz tym rozmyslaniem.... Zaluje ze tak pochopnie
wyszlam za maz za obca mi dzis osobe. Nie da sie tego naprawic, pozostaje
rozwod ale co dalej....... Mam taki dziwny stan:( beznadzieji!
    • pani.misiowa Re: czuje sie beznadziejnie:( 18.07.07, 15:23
      jesli sie zdecydujesz na rozwod to moze wtedy wlasnie twoje zycie sie zmieni
      czytam czasami opowiesci kobiet ktore zdecydowaly sie na odejscie od meza
      chwilami bylo im ciezko, ale wiekszosci chyba wyszlo na dobre

      nie namawiam cie do rozwodu, ale musisz zmienic cos w swoim zyciu zeby poprawic
      swoja sytuacje i zeby zycie nie uciekalo ci dluzej przez palce
    • blue_as_can_be Re: czuje sie beznadziejnie:( 18.07.07, 19:39
      po pierwsze: nic nie dzieje się przypadkiem. to nie tylko kwestia okoliczności
      zewnętrznych, że podejmujemy określone wybory życiowe - robimy tak, bo tego
      potrzebujemy, bo czegoś się boimy, bo przed czymś chcemy się zabezpieczyć.
      dopóki nie odkryjesz tych ukrytych motywacji, lepiej niczego nie ruszaj w swoim
      życiu...

      po drugie: jest wielu ludzi, którzy wiodą tzw. ekscytujące życie, ciągle coś
      się u nich zmienia, ciągle coś się dzieje, a jednak nie mają poczucia, że jest
      dobrze.

      po trzecie: nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Twój opis Waszego życia jest dużym
      uproszczeniem. że teraz, na potrzeby refleksji, którą przekazujesz w swoim
      wątku, ukazujesz czarno-biały i niepełny obraz...
    • synvilla Re: A czy nie przyszlo 18.07.07, 22:25
      ci do glowy ze zycie wiekszosci ludzi jest nudne. te nude sami musimy wypelnic.
      Wsztystkiego nie ma sie w zyciu.
      Myslisz ze bedzie ci latwiej bedac samotna mama z dziecmi, ktore maja prawo
      tez do ojca.
      Mylisz sie jest ciezko. Samotne macierzynstwo jest poswieceniem tak ogromnym ze
      nie jestes sobie teraz w stanie sobie wyobrazic.

      Moze pomoc jest gdzies obok, moze wspolna terapia rodzinna gdzie mozliwa jest
      szczera rozmowa.
      za zwiazek odpowiedzialni sa ci ktorzy ten zwaizek tworza, wiec ty tez.
      • zagubionaaa Re: A czy nie przyszlo 19.07.07, 09:31
        synvilla napisała:

        > ci do glowy ze zycie wiekszosci ludzi jest nudne. te nude sami musimy wypelnic
        > .
        > Wsztystkiego nie ma sie w zyciu.
        > Myslisz ze bedzie ci latwiej bedac samotna mama z dziecmi, ktore maja prawo
        > tez do ojca.
        > Mylisz sie jest ciezko. Samotne macierzynstwo jest poswieceniem tak ogromnym ze
        >
        > nie jestes sobie teraz w stanie sobie wyobrazic.
        __________________________________-
        Samotne macierzynstwo! Jestem sobie w stanie wybobrazic ma mam wrazenie ze
        wlasnie tak jest w moim zwiazku. Moj maz wielki problematyk, ktory od lat nie
        pracuje bo mu sie nie oplaca. Nie bedzie pracowal za 1 tys. bo tyle wyda na
        dojazdy. Nie przejmuje sie ubezpieczeniem i innymi swiadczeniami z tego tytulu.
        No a przyszlosc... gdzie wypracuje emeryture skoro majac 40 lat ma 10 lat pracy.
        Dzieci tez niewiele go obchodza.. czy maja co jesc.. czy maja w co sie ubrac...
        czy maja wszystko do szkoly. Sorry ale ja wiem co to jest samotne wychowywanie
        dzieci i na dodatek utrzymywanie meza. To jest dluga historia. Wiem, ze nie
        jestem idealem ale chociaz sie staram i jestem bardzo odpowiedzialna. Moj maz
        jest przeciwienstwem, leniem, ktory nie bedzie jezdzil do pracy autobusem bo do
        tego potrzebuje samochod.. to sa przyklady. :)

        >
        > Moze pomoc jest gdzies obok, moze wspolna terapia rodzinna gdzie mozliwa jest
        > szczera rozmowa.
        > za zwiazek odpowiedzialni sa ci ktorzy ten zwaizek tworza, wiec ty tez.
        _______--
        Szczerze to ja jestem zmeczona tym zwiazkiem. Probowalam ratowac go, chodzac z
        mezem do lekarza, czy tez rozmawiac duzo z innymi czlonkami rodziny. Kazdy
        rozklada rece. Zeby wspolpracowac musza tego chciec obie strony. Moj maz woli
        lezec przez TV niz umyc po sobie naczynia. Kiedy prosilam zeby odrobil z dziecmi
        lekcje to skonczylo sie tym, ze sam wlasnym charakterem pisma zrobil za nich
        zdania. Czy to jest ok?? Ja nie mam sily starac sie o przyszlosc tego zwiazku.
        I nie rozumiem dlaczego ja mam sie tylko ciagle starac. Przeciez on nie pracuje,
        nie chce mu sie nawet szklanki umyc. Jednak wiekszosc mnie prosi zebym byla
        cierpliwa i motywowala go. Czy to nie jest smieszne?? A mnie kto motywuje?? Nikt
        sie mnie nie przejmuje... bo wie ze sobie dam rade. Tak to wyglada. Przykre dla
        mnie bo ja tez czasem potrzebuje troche ciepla a nie bycie wieczna mama czy
        parasolem ochronnym dla doroslego faceta!
        >
        >
    • funix ratuj się póki czas 19.07.07, 22:05
      życzę siły
      pozdrawiam

      PS
      Wayne W. Dyer "Kieruj swoim życiem"
      Josef Kirschner "Jak być egoistą czyli jak żyć szczęśliwie, nawet jeśli innym to
      się nie podoba"
      ( Ta druga powinna być lekturą bardzo obowiązkową w klasie maturalnej :)
    • wichrowe_wzgorza wiesz, kurde... 20.07.07, 00:58
      Czasem kazdy sie tak czuje i wbrew pozorom, to pozytywne uczucie. Daje pole do
      odbicia się, więc coz... nie obawiaj sie beznadziei i jej poczucia, to zapowiedz
      kroku w przod. Nowego:)
      3maj sie
      • zagubionaaa Re: wiesz, kurde... 20.07.07, 09:43
        wichrowe_wzgorza napisała:

        > Czasem kazdy sie tak czuje i wbrew pozorom, to pozytywne uczucie. Daje pole do
        > odbicia się, więc coz... nie obawiaj sie beznadziei i jej poczucia, to zapowied
        > z
        > kroku w przod. Nowego:)
        > 3maj sie
        >
        ___________
        Mam tylko cicha nadzieje, ze kiedys to sie skonczy. Bede mogla normalnie
        funckjonowac i miec swiety spokoj, bo tylko tego mi w zyciu brakuje. I wiem, ze
        nie tylko ja mam takie nastroje, jest wielu ludzi z takimi problemami ale to nie
        jest pocieszenie. No coz moze los bedzie mi sprzyjal i pomorze rozwiazac moj
        problem. Pozdrawiam i dzieki za Wasze wypowiedzi.
Pełna wersja