Nie byle kto, bo byle czym się cieszył*

24.06.03, 14:48
Bardzo ciekawy artykul, bylam poruszona jego lektura, najbardziej zdaniem:

>Dążenie do szczęścia kończy się najczęściej depresją<
Co o tym myslicie?

Ale najpierw przeczytajcie calosc, nie streszczam, zeby nie uronic przy tym
rzeczy waznych, na ktore byc moze sama nie zwrocilam uwagi:)

kiosk.onet.pl/charaktery/1123769,1253,artykul.html
Tea

* Jan Sztaudynger: "Taki napis na grobie by mnie ucieszył:
Nie byle kto, bo byle czym się cieszył".
    • Gość: Imagine Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* IP: *.unl.edu 24.06.03, 16:37
      Skoro taki napis by cie cieszyl, czyli nie bylabys tym kims, kto umarl.
      Czy dobrze mysle ?
      Wracajac do tematu Twego watku. Zgadzam sie z teza, ze dazenie do szczescia
      prowadzi do depresji. Kierunek tego dazenia jest "na zewnatrz" nas samych.
      I tu szczescia (trwalego)znalezc nie mozna. Gdyby tak odwrocic wektor naszych
      poszukiwan i dazyc do szczescia "wewnatrz", problem byt zniknal. Nasze wnetrze
      jest jedynym zrodlem trwalego szczescia.
      Pozdr, Imagine.
    • Gość: Sonia Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* IP: *.w80-11.abo.wanadoo.fr 24.06.03, 16:43
      tea_time napisała:

      > Bardzo ciekawy artykul, bylam poruszona jego lektura, najbardziej zdaniem:
      >
      > >Dążenie do szczęścia kończy się najczęściej depresją<
      > Co o tym myslicie?

      Zgadzam sie, szczescie jest "stanem ducha " i jest niezalezne od warunkow
      zewnetrznych. ( pomijam sytuacje skrajne, jak np katastrofy)
      Jesli stawiamy mu jakies warunki, np bede szczesliwy jak skoncze studia, wyjde
      za maz, kupie dom itd. to sami zamykamy sobie droge do szczescia, a otwieramy
      te prowadzaca do depresji.
      Do szczescia sie nie dazy, szczesliwym sie jest.
      • Gość: Imagine Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* IP: *.unl.edu 24.06.03, 16:44
        Gość portalu: Sonia napisał(a):

        > tea_time napisała:
        >
        > > Bardzo ciekawy artykul, bylam poruszona jego lektura, najbardziej zdaniem:
        > >
        > > >Dążenie do szczęścia kończy się najczęściej depresją<
        > > Co o tym myslicie?
        >
        > Zgadzam sie, szczescie jest "stanem ducha " i jest niezalezne od warunkow
        > zewnetrznych. ( pomijam sytuacje skrajne, jak np katastrofy)
        > Jesli stawiamy mu jakies warunki, np bede szczesliwy jak skoncze studia,
        wyjde
        > za maz, kupie dom itd. to sami zamykamy sobie droge do szczescia, a otwieramy
        > te prowadzaca do depresji.
        > Do szczescia sie nie dazy, szczesliwym sie jest.
        Pieknie to ujelas.
        Pozdr, Imagine.
        • tea_time Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* 24.06.03, 17:16
          Rzeczywiscie, bardzo celne i ladnie napisane, zatem nie zaprzeczajac, a
          kontynuujac, skoro to takie proste byc szczesliwym, dlaczego to takie trudne?:)
          Tea
          • Gość: Sonia Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 24.06.03, 17:26
            tea_time napisała:

            > Rzeczywiscie, bardzo celne i ladnie napisane, zatem nie zaprzeczajac, a
            > kontynuujac, skoro to takie proste byc szczesliwym, dlaczego to takie
            trudne?:)
            > Tea

            W odpowiedzi na Twoje pytanie posluze sie cytatem, mysle ze wartym przemyslenia:
            "Aby byc szczesliwym niczego nie trzeba dodawac, trzeba cos jedynie odrzucic.
            Zycie jest latwe i zachwycajace. A jesli jest trudne, to jedynie z powodu
            naszych zludzen, naszych ambicji, naszej chciwosci i nienasycenia."
            Anthony de Mello

            To my sami czynimy bycie szczesliwym trudnym. Sami rzucamy sobie pod nogi
            kamienie, chcac zadowolic rodzine, sasiadow, nauczycieli zapominamy o tym co
            naprawde jest wazne.
            • tea_time Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* 24.06.03, 17:41
              Twoj cytat przypomnial mi japonska definicje idealnego tekstu: jest nim taki,
              od ktorego nie mozna odjac ani jednego slowa.
              A wracajac do naszych baranow:)

              Domyslam sie, czy slusznie?, ze w ten sposob pojmujesz szczescie tu i teraz.
              Czy i w jaki sposob do tego doszlas? Czy poczucie szczescia mozna wypracowac?
              :) Czy szczescie jest stanem, czy raczej okamgnieniem?
              Tea
              • Gość: Malwina Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* IP: *.d1.club-internet.fr 24.06.03, 17:49
                bo :
                pragnac to co SIE MA
                (banalny przyklad : pozadac wlasnego meza)
                a nie to czego sie NIE MA (sasiada ) = frustracja
                i w dodatku gdy to czego nie masz a co pragniesz zostaje osiagniete,
                satysfakcja jest zadna gdyz MACHANIZM pragnie to czego nie ma (wiec nastepny
                sasiad lub listonosz) i w dodatku, durak, przekonany jest ze to wlasnie (czego
                nie ma) przyniesie mu szczescie. Pies gryzie wlasny ogon.
                • tea_time Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* 24.06.03, 17:59
                  Zgadzam sie z autorka artykulu, ze ?strategia przedziałowa? zabezpiecza przed
                  doznawaniem porażek. Zdziwilam sie jednak czytajac, ze posiadanie kilka celow w
                  zyciu wiąże się z mniejszą intensywnością przeżywanych emocji podczas
                  realizacji poszczegolnych oraz osłabia również znaczenie sukcesu.
                  Zatem, czy warto stawiac sobie kilka celow, moze raczej skupic sie na jednym?
                  Tea
                  • alfika Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* 25.06.03, 08:06
                    Eeee tam, to by znaczyło, że jesli chcesz założyc szczęśliwą rodzinę, to lepiej
                    zrezygnować z czerpania satysfakcji w pracy - choćby z przeprowadzenia własnego
                    projektu - bo słabiej odczujesz radość i z poznania wspaniałego człowieka, i z
                    sukcesu w pracy.
                    A jak dołożyć do tego jeszcze choćby posiadanie wypielęgnowanego ogródka...

                    Nie jest zdrowe przyssać sie do jednego celu na 24 godziny. To wręcz bardzo
                    niezdrowe.
                    Wszystko w życiu toczy się równocześnie i miło jest umieć to godzić.
    • Gość: Martyna Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* IP: *.proxy.aol.com 24.06.03, 18:07


      Autorka artykolu pisze o konflikcie " Ja" idealnego a z "Ja" realnym .
      Pierwsza czesc artukulu analiza naszych motywacji jest bardzo ciekawa .
      Zgadzam sie rozniez z tym, ze szczescie jest wynika z wewnatrz - nie mozna
      szukac go na zewnatrz.

      Nie zgodze sie jednk, ze skupienie sie na tym co chce nasze JA idealne np
      napisanie doktoratu czy inne cele prowadzi do depresji.

      Trzeba tylko znalezc droge i odpowiedz na pytanie" Jak pracowac nad
      doktoratem co wymaga przeciez pracy , wysilku itd i jednoczesnie byc
      podeskcytowanym, radosnym w czasie pisania doktoratu.

      Wypracowac filzofie zyciowa , ze w zyciu nie ma porazek a kazde
      doswiadzczenie nas czegos uczy i jednoczesnie jednak dazyc do osiagniecia
      naszych celow.

      Moim zdaniem moge byc szczesliwa i radosna bo jestem zdrowa, bo ptaki
      spiewaja, slonce swieci , usmiechnelo sie do mnie dziecko anawet no oddycham i
      ogladam swiat i jednoczesnie miec marzenia i dazyc do ich spelnienia.

      To bardzo trudne ale jedno nie wyklucza drugiego.


      a CO DO TEGO Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* - ja nie uwazam, ze
      ktokowliek jest byle kim . Wszyscy jestesmy ludzmi , wszyscy popleniamy bledy ,
      roznimy sie od siebie ale ja bym nie rozgraniczala na lepszych i gorszych tych
      byle jakich.

      Natepnie byle czym - co to znaczy byle czym . Pewnie chodzilo o tzw proste
      rezcy przynoszace radosc. To prawdziwa sztuka czerpac radosc i szczescie
      wlasnie z takich rzeczy i taki ktos kto promienieje szcesciem i radoscia tylko
      z prostego faktu, ze zyje jest prze ze mnie podziwiany nie mnie jak slynny
      profesor.

      Poza tym ja zauwazylam, ze ludzie ktorzy sa przepelnieni szczesciem i radoscia
      jakos magicznie przyciagaja wszystko co najlepsze w zyciu. Milosc, wspanialych
      przyjaciol a nawet dobra prace . To jakiejs magiczne prawo.
    • jmx Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* 24.06.03, 19:50
      Wrrr! Co to znaczy "byle co"?
      Jeśli cieszy, jeśli wprowadza w pozytywne stany nas i ludzi, którzy są obok to
      nie jest "byle co"!

      Nie czytałam artykułu (przepraszam! ;-)) ale powiem z własnego doświadczenia
      jedno - tylko i wyłącznie my sami potrafimy "wpędzić się" w stan frustracji
      bądź szczęścia (nie używam celowo słowa "depresja" bo może ono kojarzyć się ze
      stanem chorobowym a na choroby jako takie nie mamy wpływu) i obiektywny stan
      naszego istnienia nie ma tu wiele do powiedzenia. Może to trochę ryzykowna
      teza, ale powiedziałabym, że szczęście to właściwość duszy.

      A teraz idę czytać artykuł ;-)
    • alfika Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* 25.06.03, 08:30
      tea_time napisała:

      >
      > * Jan Sztaudynger: "Taki napis na grobie by mnie ucieszył:
      > Nie byle kto, bo byle czym się cieszył".

      O, a mnie się to podoba :)
      Zwał jak zwał, ale jak widzę pokrzywionych z przyzwyczajenia ludzi, którzy mają
      bezpieczne domy, ciepło, są najedzeni, ubrani, nikt do nich nie strzela, nikt
      ich nie próbuje zjeść - a mimo to mają "masę powodów" do niezadowolenia - to aż
      przykro. Ciągle im mało! Kociokwik i, jak powiedziała Malwina, ganianie
      własnego ogona!
      Za bardzo się utarło błędne przekonanie, że szacunek do siebie objawia się tym,
      żeby nie zadowalać się wszystkim, co otrzymujemy, żeby stawiać poprzeczkę. Bo
      inaczej uznają nas za - naiwnych? niewymagających? coś nas ominie?

      A człowiek, który jest Kimś, czegos takiego nie musi robić, może sobie pozwolić
      na radość z tego, co otrzymuje. Fajne!

      To taka ulga móc cieszyć się kazdym drobiazgiem! Nie gonić za kolejnymi
      wymyślonymi niezbędnymi do szczęścia sprawami.
      Jestem za!
      • procesor to sztuka 25.06.03, 11:01
        alfika napisała:
        > To taka ulga móc cieszyć się kazdym drobiazgiem! Nie gonić za kolejnymi
        > wymyślonymi niezbędnymi do szczęścia sprawami.
        > Jestem za!

        I ja! I ja!
        Ale czemu jedni to potrafią a inni nie? I to juz od najmłodszych lat. Kto
        obserwował dzieci bawiące się kawałkiem sznurka i kartka z kolorowej gazety +
        drewniana łyżka = kukiełka? Albo parę kamyczków? albo po prostu patyczków?
        Szczęśliwe, odgrywające cale seny, bajki..

        A z kolei sa dzieci obstawione lalkami misiami klockami, domkami dla lalek -
        znudzone, wołajace "kup mi jeszcze to!"..

        Reklamy przekonuja nas - i dzieci tez - że bez tego czy tamtego nie można być
        szczęśliwym. I gzdies to w nas zapada? Może dlatego dopiero silne wstrząsy nas
        budza?
        Pamiętam że nigdy mi sie tak tańczyc nie chciało jak wtedy gdy się ruszyć po
        poparzeniu nie mogłam.. A jak już mogłam - jak mnie cieszył każdy spacer! :)

        Lepiej dojść do umiejętności cieszenia się wszytskim bez trudnych przeżyć.
        • tea_time Male wielkie przyjemnosci:) 25.06.03, 11:25

          Zaczynamy hedonistyczna wyliczanke?:)

          * czytanie ksiazki w lozku sobotnim porankiem:)
          Tea
          • alfika Re: Male wielkie przyjemnosci:) 25.06.03, 11:46
            tea_time napisała:

            >
            > Zaczynamy hedonistyczna wyliczanke?:)
            >
            > * czytanie ksiazki w lozku sobotnim porankiem:)
            > Tea

            He he :)))
            Wczoraj mnie zatkało, jak zobaczyłam kwiat ostu przed domem. Co za fiolet! Aż
            się sama z siebie śmiałam, że jakaś "reumatyczna" się robię, he he!

            Spacer za miasto.
            Książka na balkonie schowanym za modrzewiem.
            Zapach żywicy albo tui sadzanych niemal w każdym ogrodzie.
            Pies, który nie daje poćwiczyć, bo musi się właśnie teraz bawić naszą ręką.
            A sobotnim rankiem: świeży chlebek i jajka na miękko, do tego kawka z mlekiem i
            książka albo gazeta :)

            A co do Pragnień, Które Muszą Być Spełnione i Kropka - nie zrzucałabym winy na
            reklamy.
            To naprawdę kwestia nastawienia rodziców - nie mówienia, bo mówić można same
            madre rzeczy. Dziecko chwyta lepiej to, co widzi.
            Jak mama MUSI mieć taką łazienkę, torebkę, sukienkę, kosmetyk itd, jak w
            reklamach, tv czy u innej pani na ulicy, to daje niezłą lekcję dziecku.
            Ojciec, który choruje na autko obejrzane w reklamie czy gdziekolwiek...itd.

            Ale pragnienia dobrze jest czasem zaspokajać. To dobra droga do przekonania, że
            nie tędy droga.
    • Gość: chłost Re: Nie byle kto, bo byle czym się cieszył* IP: *.icpnet.pl 25.06.03, 09:20
      > * Jan Sztaudynger: "Taki napis na grobie by mnie ucieszył:
      > Nie byle kto, bo byle czym się cieszył".

      W Wilnie na jednym z nagrobków jest napis: 'POKÓJ JEGO CIENIOM' ;0
      chł.
    • komandos57 [...] 25.06.03, 13:16
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • alfika Re: głuptasku :) 25.06.03, 13:43
        Już kiedyś ci pisałam, że z kimś ci się pomyliłam :)
        Ale widzę, że mój mężczyzna bardzo Cię interesuje. Nie masz szans.
        Ale wygląda na to, że masz kolejny problem :)
        • komandos57 Re: głuptasku :) 25.06.03, 13:46
          Niech ja przejrze te bzdziny z przeszlosci.I mowie ci ze jezeli to
          pomylka,przeprosze cie publicznie.Disiaj dam ci spokoj.Buziaczka na zgode?
          • alfika Re: głuptasku :) 25.06.03, 13:56
            Dzisiaj to ja już zmykam do domu, a na zgodę wystarczy łapa.
            Buziaków ci życzę duuużo w realu.

            Tymczasem!
            • komandos57 Re: głuptasku :) 25.06.03, 14:04
              Teraz jestem w kropce.Jeszcze raz przepraszam. Komandos57
Inne wątki na temat:
Pełna wersja