Jak uwolnic sie od terroru psychicznego?

25.07.07, 22:12
Gdy bylam mala bylam maltretowana psychicznie (fizycznie zreszta tez) przez
matke. Jednak ten psychiczny terror pozostawil slady na mojej psychice. Kto
tego nie przezyl trudno bedzie mu zrozumiec co mam na mysli. Matka caly czas
wzbudzala we mnie poczucie winy, nigdy nie miala nic przeciwko temu gdy
dawalam jej znac ze gdzies wychodze, prawdziwe pieklo zaczynalo sie na piec
minut przed gdy widziala ze faktycznie ide spotkac sie z kolezankami.
Zaczynala trzaskac, wyzywac, mowic ze juz pozno gdy byla np 17godzina.
Stopniowo zakorzenily sie we mnie takie wyrzuty sumienia ze zadko kiedy
wychodzilam z domu, bo stalam sie osoba bardzo niesmiala, zamknieta w sobie.
To byl tylko jeden rodzaj terroru. Nastepny odbywal sie gdy cos jej sie nie
podobalo np gdy mialam swoje zdanie, ingerowala jak mam sie ubierac a gdy
odbiegalo to od jej oczekiwan (choc ubieralam sie normalnie) zaczynaly sie
wyzwiska, no i przemoc fizyczna. Nie chodzi jednak tutaj o mnie, poniewaz
minelo pare lat jestem dorosla kobieta, wyprowadzilam sie z domu choc nadal
jestem bardzo niesmiala, unikajaca kontaktu z ludzmi osoba. Jednak serce mi
sie lamie gdy widze ze to samo powtarza sie z moja mlodsza siostra. Dokladnie
ta sama sytuacja, placze nieraz po katach bo przypominaja mi sie tamte chwile
i nie chce by to samo powtarzalo sie na mojej siostrze. Ona jest jeszcze mala
(11 lat) a juz doswiadcza tych okropnych wyzwisk, tej ingerencji co ma ubrac
a co nie, nie umiem tego tak opisac ale naprawde jest zle, serce mi sie
lamie, nie wiem co robic bo nie chce by siostra doswiadczala tego samego.
Prosze pomozcie
    • synvilla Re: Gdyby to byla moja matka 25.07.07, 22:33
      to bym ja sprala na kwasne jablko!
      Moja matka byla bardzo podobna do twojej choc z wyjatkiem - nie przeklinala.
      Ale jest tyranem psychicznym, czlowiekiem tak egocentrycznym,ze ja nigdy nie
      utrzymuje z nia zadnego kontaktu.
      I to jest TO. Ona nie istnieje dla mnie.Dla mnie zmarla przed latami.Dluga jest
      ta moja historia.

      Z taka matka jak twoja, Ty ktora z tego, co piszesz jestes osoba delikatna, ty
      sama nie dasz sobie rady. Aby pomoc siostrze musisz, albo zmienic sposob
      swojego zachowania i z pasywnego obserwatora stac sie kims aktywnym. Przede
      wszystkim siostra jest jeszcze mala. Chodzi do szkoly. Popros kogos postronnego
      o to aby najpierw porozmaiwal z twoja matka. Powiedzial jej o konsekwencjach
      takiego wychowania. Ze jest tyranem, niszczy psychike dziecka, wyrzucajac w nia
      jak w pojemnik na smieci swoje smrody.
      Nastepnie powiedz jej, ze doniesziesz o jej zachowaniu wobec dziecka do
      osrodka socjalnego, czy jakiego tam masz w Polsce, czy w innym kraju, ktore
      sprawuje opieke nad dziecmi w domu i szkole.Ja nie mieszkam w Polsce to nie
      wiem jak tam jest.Tu cale spoleczenstwo jest wyczulone na krzywde dziecka.

      Jej zachowanie musi byc pokazane na zewnatrz, inni powinni sie dowiedziec jak
      ona zachowuje sie wobec dziecka.
      szukaj pomocy w sprawie siostry u psychologa, kuratoras zkolnego, nauczycieli,
      osrodka socjalnego itp.
      A przede wszystkim przeporowadz rozmowe ostra z matka jestes dorosla to cie nie
      pobije, mam nadzieje, powinnas miec przy tej romowie swiadka.
      Ale tak jak napisalam - musiz byc aktywna, rzeczowa i konsekwentna.
      Bo takie matki niszcza zycie swoim dzieciom.
      • brunetka84 Re: Gdyby to byla moja matka 25.07.07, 22:41
        Zapomnialam jednak dodac ze ja wlasnie przez to wszystko stalam sie tak czula i
        przewrazliwiona na punkcie matki za to wszystko co mi zrobila, to jest
        symptom "zbitego psa" ktory popimo znecania sie nad nim i tak miluje swoich
        wlascicieli. Ja nie nieznawidzilam matki, prawde mowiac w przeszlosci gdy
        mialam nascie lat tak, ale od momentu wyprowadzenia sie z domu, mam tak wielkie
        wyrzuty sumienia. Dlatego tez nie jestem w stanie pojsc do kuratora czy nawet
        psychologa szkolnego w sprawie siostry poniewaz matka jest dobra kobieta bo
        sama wiele przeszla tylko ma zla strone. Ja wiem ze musze cos zrobic dla
        siostry ale tez nie chce skrzywdzic matki.
        • synvilla Re: Gdyby to byla moja matka 25.07.07, 22:50
          Kiedys o czyms bardzo podobnym czytalam w ksiazce o toksycznych zwiazkach,
          widac jeszcze masz toksyny matki w sobie, skoro tak trudno jest ci z nia uciac
          kontakt.
          To jest takie typowe dla ofiar przemocy domowej w rodzinie. Co robic? zabierac
          siostre do siebie jak najwiecej, o ile sa takie mozliwosci. Moze matka nabierze
          do niej dystansu. Choc watpie, to ze przezyla cos w zyciu JEJ NIE
          USPRAWIEDLIWIA aby robic innym zle. Aby krzywdzic swoje
          dziecko.Najprawdopodbniej tez jako dziecko byla bita i znecano sie nad nia
          psychicznie.
          To jest tragiczne, bo to idzie z pokolenia na pokolenie. Na ktoryms warto jest
          to zatrzymac i zahamowac.
          szukaj pomocy dla siebie i dla siostry w jakiejs poeradni rodzinnej, albo u
          psychologa. Badz chociaz ty madra i wyjdz z tego zlego kregu.
          • iwucha Re: Gdyby to byla moja matka 26.07.07, 11:29
            Synvilla ma 100% racji. Idealizujesz oprawcę. To takie antidotum na ten
            prawdziwy wewnętrzny ból, który w Tobie tkwi. Ten, który jest na zewnątrz to
            zapewne wierzchołek góry lodowej. Niechęć do wizyty u psychologa to ucieczka
            przed tym bólem, przed trudną konfrontacją z prawdziwym obrazem matki. Zastanów
            się, co jest dla Ciebie ważniejsze: ten przymus uciekania w nieskończoność,
            chore życie własne i siostry, czy odwaga i konfrontacja, i perspektywa lepszego
            życia dla wszystkich.
            Niektórzy ludzie są chorzy - po prostu. Twoja mama najwidoczniej sama wiele
            przeszła i dlatego jest głęboko zaburzona. Ten fakt wskazuje na to, że nie
            musisz wartościować matki jako "dobrej" czy "złej" ale uznać ją za osobę chorą.
            Nie zmienia to jednak faktu, że osobie chorej, która nie chce się leczyć
            (zakładam, że mama nie chce korzystać z pomocy profesjonalisty; jeśli mam rację
            to zobacz, jak wiele w tej kwestii łączy Ciebie z mamą...)nie można dawać
            przyzwolenia na stosowanie przemocy z tej choroby wynikającej.
            Uważam, że to, co napisałam, powinno Cię w jakiś sposób uwolnić choćby w
            minimalnym stopniu od poczucia winy. Ty ani siostra nie jesteście odpowiedzialne
            za jej chorobę, a nie robiąc nic, uciekając - zachowujesz się właśnie tak by za
            tę chorobę matki wziąć odpowiedzialność. Prawdziwa odpowiedzialność jest wtedy,
            gdy nie przyzwalasz członkowi rodziny na chorobę i jej skutki. Powinnaś - bez
            oczekiwania "cudów" z mamy strony - namówić ją na poszukanie pomocy, znaleźć
            taką pomoc dla niej. Jeśli nie będzie chciała skorzystać (a najpewniej nie
            będzie chciała), to powinnaś zrealizować ten "plan", który Ci podsunęłam. Nic
            innego dla mamy, ani dla siebie i siostry - nie zrobisz. A jeśli zrobisz chociaż
            tyle (próba namówienia mamy na terapię), to to jest wszystko, co w stosunku do
            niej mogłabyś zrobić, na resztę jej działań nie masz najmniejszego wpływu. Tu
            Twoja rola się kończy. I nie ma najmniejszego powodu byś czuła się winna.

            A z doświadczenia wiem, że takie jasne postawienie sprawy, konsekwencja w
            działaniu mogą spowodować realne zmiany w takim człowieku. To rodzic jest
            zobowiązany by podążać za swoim dzieckiem, a nie odwrotnie. Jest zawsze jakaś
            szansa, że gdy mama znajdzie się w obliczu utraty obu córek, zostanie sama jak
            palec, to może będzie się starała naprawić krzywdy - ale wówczas na Waszych
            warunkach, nie na jej. I tak naprawdę to jest jedyna szansa na rekonstrukcję
            rodziny. niestety, metoda miłości za wszelką cenę i bez względu na wszystko,
            cierpliwe znoszenie krzywd i upokorzeń " w imię miłości", czekanie na cud - to
            żadna metoda; to przyzwolenie na trwanie tej patologii, z którego nie wynika nic
            dobrego dla nikogo.
            Jeśli nie zaczniesz od uwalniania siebie samej z maminych toksyn - jak Ci
            Synvilla pisała - nie odważysz się na zmianę, szukanie pomocy psychologicznej,
            to niestety, nie uda Ci sie pomóc ani samej sobie, ani siostrze, ani matce.
            Bo boju, dziewczyno!
            • arwen8 Re: Gdyby to byla moja matka 26.07.07, 14:35
              iwucha napisała:

              > Jeśli nie zaczniesz od uwalniania siebie samej z maminych toksyn - jak Ci
              > Synvilla pisała - nie odważysz się na zmianę, szukanie pomocy psychologicznej,
              > to niestety, nie uda Ci sie pomóc ani samej sobie, ani siostrze, ani matce.

              Tak, 100% racja! Emocjonalne uwolnienie się od chorej więzi z toksyczną matką
              to PODSTAWA.

              Polecam "Toksycznych rodziców" Susan Forward oraz wszystkie książki Alice
              Miller.
            • brunetka84 Re: Gdyby to byla moja matka 26.07.07, 18:37
              Dziekuje wam bardzo za porady. Wszystko co piszecie jest prawda, jednak po
              pierwsze mama nigdy nie zgodzi sie by pojsc do psychologa, probowalam tego gdy
              bylam mala powiedzialam jej ze jest chora bo ja o tym doskonale wiem jednak
              wtedy zaczynaly sie wyzwiska ze to ja jestem chora i ze to ja powinnam isc sie
              leczyc ze ona mnie zamknie w klinice czy gdzies tam. Ja wiedzialam doskonale ze
              to ona potrzebuje pomocy nie ja jednak to ja poszlam do psychologa, i nie tylko
              szukalam pomocy w kosciele pisalam wszedzie gdzie moglam niebieska linia itp.
              Niestety nie mam dobrych doswiadczen, szczegolnie od psychologa. Panie niestety
              byla bardziej zainteresowana pieniazkami niz moimi problemami. Ale problem tkwi
              w tym ze matka nigdy nie pojdzie do psychologa a gdy jej to zaproponuje sie
              boje sie ze to ja zalamie i moze popelnic jakies glupstwo. Dlatego moja
              sytuacja jest tak ciezka bo jest jak zamkniete kolo z ktorej nie ma ucieczki.
              • arwen8 Re: Gdyby to byla moja matka 26.07.07, 19:01
                brunetka84 napisała:

                > Niestety nie mam dobrych doswiadczen, szczegolnie od psychologa.

                Sprawdź pocztę!

                > Ale problem tkwi w tym ze matka nigdy nie pojdzie do psychologa a gdy jej to
                > zaproponuje sie boje sie ze to ja zalamie i moze popelnic jakies glupstwo.

                Problem tkwi w TWOIM lęku przed konfrontacją z toksyczną matką. Wciąż bardziej
                jesteś nastawiona na obronę matki, a nie siebie i siostry. Póki to nastawienie
                się nie zmieni, nie będziesz w stanie pomóc ani sobie ani jej.
                • iwucha Re: Gdyby to byla moja matka 27.07.07, 09:10
                  > Problem tkwi w TWOIM lęku przed konfrontacją z toksyczną matką. Wciąż bardziej
                  > jesteś nastawiona na obronę matki, a nie siebie i siostry. Póki to nastawienie
                  > się nie zmieni, nie będziesz w stanie pomóc ani sobie ani jej.

                  Dokładnie. Dajesz się szantażowi emocjonalnemu. Złe doświadczenia z psychologami
                  to kolejne usprawiedliwienie, że nic nie da się zrobić (zgadza się - różni
                  ludzie zdarzają się w różnych zawodach, mogłaś źle trafić). Jest Ci źle i
                  cierpisz ale tak naprawdę - paradoksalnie - jest Ci dobrze w tym cierpieniu.
                  Wolisz to cierpienie niż konstruktywna zmianę (a zmiana to wyciągnięcie ręki po
                  nowe, a nowe Cię przeraża). Masz więc takie toksyczne pseudo poczucie
                  bezpieczeństwa. Myślę, że musisz się zastanowić, czy szukasz usprawiedliwień dla
                  siebie i mamy, czy szukasz sposobu na wyjście z przemocy.

                  Nikt poza Tobą tego błędnego koła nie przerwie.
    • klopocica Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 25.07.07, 22:50
      Może spróbuj matkę w jakiś sposób pozbawić praw rodzicielskich; tzn. postaraj
      się o to, jeśli się da. Co do siostry... może jest taka możliwość, żebyś wzięła
      ją do siebie? Wasze problemy rozumiem doskonale. Zobacz do czego u mnie doszło
      i o czym ja myślę (wiem, że to zrobię prędzej czy później):

      "Iwucha, może Ty nie wiesz o czym ja piszę. Marzy mi się ucieczka na zawsze. Na
      tej zasadzie, że wyprowadzam się i nikogo o tym nie informuje. Jadę sobie
      gdzieś i nie daje nawet znaku życia. Przeraża mnie tylko myśl, iż mogliby mnie
      znaleźć choćby przez odpowiednie programy telewizyjne. Za polecenie ksiązki
      dziękuję, może przeczytam. Na razie śledzę "Toksyczni rodzice" Susan Forward.
      Pozdrawiam"
      • klopocica Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 25.07.07, 22:55
        Tak na marginesie, to powiem Wam, ze to mogą być objawy choroby psychicznej.
        Moja matka jest nienormalna. Tylko co z tego? To nie jest żadne
        usprawiedliwienie.
    • piesbaskervill Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 26.07.07, 00:24
      zostań terrorystą
    • iwucha Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 26.07.07, 09:45
      Napiszę Ci, co wydaje mi się realne w tej sytuacji. Poza terapią (własna i
      siostry), co wydaje mi się wręcz niezbędne, są 2 rzeczy, które możesz
      zrealizować "zewnętrznie".
      1) wystąpić do sądu rodzinnego o przyznanie kuratora Twojej siostrze, który
      będzie mamę i siostrę odwiedzał. Niebezpieczeństwo jest takie, że nie wiadomo,
      na jakiego kuratora się trafi (a kuratorzy bywają różni), siostra będzie pod
      jeszcze większym emocjonalnym ostrzałem mamusinych manipulacji niż jest. Takie
      jest ryzyko choć oczywiście może się trafić kompetentny człowiek i mama być może
      poczułaby "bat" nad sobą. Taki tryb jednak byłby wskazany jako wstęp do wywiadu
      środowiskowego w celu zrealizowania możliwości:

      2) starasz się w sądzie rodzinnym o stanie się rodziną zastępczą dla siostry i
      zabierasz ją do siebie. Oczywiście, powinien być wywiad środowiskowy dla sądu
      lub/i najlepiej zaświadczenie o opiece psychologicznej, czy terapii dziewczynki
      (przemoc emocjonalną trudno stwierdzić na pierwszy rzut oka - jest to wykonalne
      bardziej dla psychologa niż dla kuratora). Dowody (zaświadczenia) na tę przemoc
      emocjonalną możesz uzyskać np. w Centrum Interwencji Kryzysowej lub Komitetach
      Terenowych Ochrony Praw dziecka (link: kopd.free.ngo.pl/osrodek.html).
      Oczywiście warto korzystać z psychologicznego wsparcia Komitetu, co ma kolosalne
      znaczenie w sytuacji walki z matką, sądami itd. Uważam, że w pierwszej
      kolejności powinnaś skontaktować się z Komitetem - oni popilotują Cię dalej,
      rozwieją wszystkie wątpliwości, otoczą opieką psychologiczną Ciebie i siostrę.
      Ich działalność jest bezpłatna. Jeśli masz od siostry sygnały, że została pobita
      przez matkę - reaguj natychmiast, niech młoda do Ciebie zadzwoni, zróbcie
      obdukcję lekarską (gdzie dokładnie - powinni powiedzieć Ci na Policji lub
      Pogotowiu). Ponadto każde zgłoszenie incydentu przemocy fizycznej Policji (bez
      względu na to, co Policja zrobi, czy się skończy tylko na upomnieniu, czy
      zrobicie obdukcję czy nie), jest już dowodem w sprawie. Twoje zeznania jako
      córki, która doznawała przemocy przez lata będą tez dla sądu bardzo ważne - nikt
      inny lepiej niż Ty nie wie, co potrafi Wasza matka i jak cierpi Twoja siostra.
      Jako rodzina zastępcza, będziesz otrzymywała ok. 700zł/mies. na utrzymanie
      siostry - problem jej utrzymania więc w jakimś stopniu będzie rozwiązany.

      Być może jesteś jedyną osobą, która może siostrę obronić. Moja rada: uderz do
      Komitetu Ochrony Praw Dziecka, zorientuj się dokładnie w tych kwestiach. Nie
      jest to wszystko proste ale jak najbardziej wykonalne i potrzebne. Przy pomocy
      kompetentnych osób dacie sobie radę!
      • synvilla Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 26.07.07, 10:37
        To forum ma sens jak sie czyta takie posty jak twoje iwucha.

        Do autorki postu. Pomoz i badz zdecydowana w sprawie siostry.
        Pomagajac jej pomagasz tez i sobie. To dla ciebie bylaby doskonala terapia. Nie
        widzisz tego?
        • iwucha Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 26.07.07, 11:32
          ;-)
    • ajsia1 Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 26.07.07, 11:23
      Na pocztaek 2 ksiazki "Szantaz emocjonalny" i "Toksyczni rodzice" S. Forward. A
      poza tym zdecydowanie doradzam wizyte u dobrego psychologa (!) W takiej
      sytuacji jak opisujesz, moze Ci jedynie pomoc. Nie wiem skad jestes, wiec
      jezeli chesz, to skontaktuj sie ze mna na maila (ajsia1@gazeta.pl).
    • nitka445 Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 26.07.07, 12:55
      A mieszkasz jeszce z mamą?Jeśli nie to najlepiej byłoby zamrać siostre do
      twojego domu.A jeśli tak to wydaje mi się,że musicie z mamą poprostu
      porozmawiać.Wiem,ze łatwo komus radzić,a trudniej to rzeczywiście zrobić,ale
      powodzenia.
      • brunetka84 Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 26.07.07, 18:41
        Dziekuje wam za rady i pomoc. Nie mieszkam juz w domu rodzinnym jednak nie moge
        zabrac siostry do siebie gdyz nie mieszkam w tym samym miescie. Do sadu i
        kuratora nie moge isc gdyz moja matka by sie zalamala. Obawiam sie ze mogla by
        popelnic cos bardzo glupiego a ja bym sobie tego nie wybaczyla.
        • arwen8 Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 26.07.07, 19:04
          brunetka84 napisała:

          > Do sadu i kuratora nie moge isc gdyz moja matka by sie zalamala. Obawiam sie
          > ze mogla by popelnic cos bardzo glupiego a ja bym sobie tego nie wybaczyla.

          W tych lękach tkwi cały problem! Dla Ciebie życie, szczeście i zdrowie matki
          jest ważniejsze niż Twoje własne. Póki tego nie zrozumiesz i nie zmienisz
          (świadomie!) będziesz tkwić w chorym uzależnieniu od matki.
          • chyba.jednak Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 26.07.07, 21:49
            zadziwiają mnie takie opinie (nie tylko Twoja, jeszcze kilka powyżej). byłam w
            podobnej sytuacji do autorki postu, może nie tak skrajnej. staram się z tym
            jakoś radzić, próbując zrozumieć przy tym postępowanie zarówni mamy jak i
            swoje. odcięcie się (nienawiść?) to nie lekarstwo. i nie myl uzależnienia z
            miłością do matki. a psycholog to tylko człowiek niestety, nie ma patentu na
            mądrość.
            • arwen8 Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 26.07.07, 21:54
              Chyba.jednak polecam sięgnąć po książki Alice Miller. Mogą Cię mocno zaskoczyć!
              • chyba.jednak Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 26.07.07, 21:58
                wiesz, ja czytałam w życiu sporo książek psychologicznych... ale niestety
                rzadko czymkolwiek mnie zaskakiwały. psychologia nie jest nauką wolną od
                wartości, "obiektywną". niby oczywiste, ale ważne żeby mieć tego świadomość.
                • arwen8 Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 26.07.07, 22:14
                  chyba.jednak napisała:

                  > wiesz, ja czytałam w życiu sporo książek psychologicznych... ale niestety
                  > rzadko czymkolwiek mnie zaskakiwały.

                  Dlatego właśnie poleciłam Ci Alice Miller.
            • iwucha Niestety, to jest uzaleznienie a nie miłość. 27.07.07, 09:30
              > zadziwiają mnie takie opinie (nie tylko Twoja, jeszcze kilka powyżej). byłam w
              > podobnej sytuacji do autorki postu, może nie tak skrajnej. staram się z tym
              > jakoś radzić, próbując zrozumieć przy tym postępowanie zarówni mamy jak i
              > swoje. odcięcie się (nienawiść?) to nie lekarstwo. i nie myl uzależnienia z
              > miłością do matki. a psycholog to tylko człowiek niestety, nie ma patentu na
              > mądrość.

              A mnie zadziwiają takie.

              Jak się kocha to próbuje się pomoc. Matce też. Niestety, tryb postępowania
              autorki nie jest żadną pomocą, w stosunku do matki jest tylko utwierdzeniem jej
              w chorobie i nicnierobieniu. Konstruktywna pomoc w takich wypadkach zaprzecza
              istniejącym mitom na temat miłości. Czułością i dobrymi intencjami nie wyleczy
              się kogoś, kto się dopuszcza przemocy. O tym wiedza nawet wykształceni,
              doświadczeni duszpasterze w Kościele Katolickim. To ma być miłość? Nikt nie każe
              się dziewczynom odcinać od matki i jej nienawidzić. Mają prawo postawić jej
              granice i zadbać o swoje dobro - tym bardziej, że z zadbaniem o ich dobro mama
              ma wielki problem. Mają prawo do gniewu i żalu (a nie do ukrytej agresji).
              Dopiero po tym uświadomieniu można przejść na etap wybaczenia (rozumienie jej
              zachowań to olbrzymi wkład w proces terapii i bez jej rozumienia nie byłaby ona
              skuteczna). Wszystko ma swój tryb i nie da się przejść na wyższy etap pominąwszy
              jakiś po drodze. Poza tym jedna pewne oczywistość: To matka(rodzic) jako osoba
              dorosła decyduje o tym, że dziecko się rodzi, ona uczy go miłości, ona jest
              odpowiedzialna za ich wzajemną komunikację, a nie dziecko jest odpowiedzialne za
              dorosłego, jego samopoczucie, chorobę i jego traumatyczne przeżycia, za to, czy
              zdecyduje się na pomoc sobie czy nie..

              W tym wypadku chodzi najpewniej o klasyczny układ kat-ofiara. Takie posty jak
              Twój mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku i jakoś nie mogę się oprzeć
              wrażeniu, że próbujesz usprawiedliwić swój własny opór wobec własnych emocji w
              relacji z matką poprzez "doradzania" autorce wątku.
              • chyba.jednak Re: Niestety, to jest uzaleznienie a nie miłość. 27.07.07, 13:29
                > W tym wypadku chodzi najpewniej o klasyczny układ kat-ofiara. Takie posty jak
                > Twój mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku

                z całym szacunkiem, traktuję autorkę wątku jako dorosłą osobę, która potrafi
                myśleć, a nie podąża bezkrytycznie za radami anonimowego forum.

                pluralizm poglądów to chyba jednak dobra rzecz, w odróżnieniu od traktowania
                swojego stanowiska jako jedynego poprawnego.

                > jakoś nie mogę się oprzeć
                > wrażeniu, że próbujesz usprawiedliwić swój własny opór wobec własnych emocji w
                > relacji z matką poprzez "doradzania" autorce wątku.

                a co mi do tego? :) równie dobrze mogłabym napisać: nie mogę się oprzeć
                wrażeniu, że uważasz się za nieomylną, jesteś egocentryczna, zadufana w sobie,
                itp. itp. nie napiszę, bo wyciągania tak dalekoidących wniosków z
                kilkuzdaniowej wypowiedzi uważam za pomyłkę. pozdrawiam
                • chyba.jednak errata: daleko idący n/t 27.07.07, 13:32
                • iwucha Re: Niestety, to jest uzaleznienie a nie miłość. 27.07.07, 15:13
                  > pluralizm poglądów to chyba jednak dobra rzecz, w odróżnieniu od traktowania
                  > swojego stanowiska jako jedynego poprawnego.

                  Niektóre rzeczy są kwestia poglądów, a inne - nie. W tym wypadku nie chodzi o
                  poglądy tylko o fakty. Idę do lekarza rodzinnego i otrzymuję diagnozę o grypie -
                  nie jest ona kwestią poglądów tylko bazuje na wiedzy - w tym wypadku medycznej.
                  I jak chcę dobrze dla siebie to ufam diagnozie (mając na uwadze, że lekarz jest
                  kompetentny). Poglądy mogę mieć polityczne, religijne, społeczne ale nie
                  medyczne czy psychologiczne.

                  > a co mi do tego? :) równie dobrze mogłabym napisać: nie mogę się oprzeć
                  > wrażeniu, że uważasz się za nieomylną, jesteś egocentryczna, zadufana w sobie,
                  > itp. itp. nie napiszę, bo wyciągania tak dalekoidących wniosków z
                  > kilkuzdaniowej wypowiedzi uważam za pomyłkę. pozdrawiam

                  Oczywiście możesz myśleć i pisać co tylko chcesz. To już jest kwestią poglądów -
                  tak na marginesie.
                  • chyba.jednak Re: Niestety, to jest uzaleznienie a nie miłość. 27.07.07, 15:58
                    > Niektóre rzeczy są kwestia poglądów, a inne - nie. W tym wypadku nie chodzi o
                    > poglądy tylko o fakty. Idę do lekarza rodzinnego i otrzymuję diagnozę o
                    grypie

                    nie myl diagnozy z zaleceniami dotyczącymi sposobu leczenia. nie
                    kwestionowałam, że matka autorki jest chora. ale nie zgadzam się z Twoimi
                    metodami rozwiązania sytuacji, takimi jak:

                    "2) starasz się w sądzie rodzinnym o stanie się rodziną zastępczą dla siostry i
                    zabierasz ją do siebie. Oczywiście, powinien być wywiad środowiskowy dla sądu
                    lub/i najlepiej zaświadczenie o opiece psychologicznej, czy terapii dziewczynki"

                    i które są kwestią poglądów
                    • iwucha Re: Niestety, to jest uzaleznienie a nie miłość. 27.07.07, 16:33
                      > nie myl diagnozy z zaleceniami dotyczącymi sposobu leczenia.

                      bez diagnozy nie ma leczenia.

                      nie zgadzam się z Twoimi
                      > metodami rozwiązania sytuacji, takimi jak:
                      >
                      > "2) starasz się w sądzie rodzinnym o stanie się rodziną zastępczą dla siostry i
                      > zabierasz ją do siebie. Oczywiście, powinien być wywiad środowiskowy dla sądu
                      > lub/i najlepiej zaświadczenie o opiece psychologicznej, czy terapii dziewczynki
                      > "
                      >
                      > i które są kwestią poglądów

                      Są kwesta wyboru. Są możliwościami i realnymi sposobami na rozwiązanie problemu.
                      na pierwszy rzut oka wydają się drastyczne - bo są drastyczne. Nikt nie
                      twierdzi, że to jest piękne i łatwe. Powstaje pytanie: co jest bardziej
                      szkodliwe: taka metoda, która jest często jedynym wyjściem na uzdrowienie całej
                      rodziny czy stanie w miejscu będąc zmanipulowaną przez zaburzoną matkę i
                      przyzwalanie w ten sposób na dalszą destrukcję - własną, siostry i matki?

                      z poważnego wyjścia z choroby czy zaburzenia nie ma możliwości bezbolesnego
                      wyjścia. A choroby i zaburzenia się leczy - wszelkimi realnymi środkami. I to
                      jest kwestia wyboru. A wybór to konsekwencje. I na ten wybór ani jego
                      konsekwencje nie ma wpływu nikt poza - w tym wypadku - autorką wątku.
        • klopocica Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 27.07.07, 11:54
          Rozumiem, że nie możesz zabrać siostry do siebie ze względu na szkołę, tak?
          Jest w innym mieście i miałaby za daleko dojazd... Może zapytaj siostry co by
          wolała, zmienić szkołę i zamieszkać z Tobą czy dalej ciągnąć tą sytuację.
          Ponadto musisz wspierać ją psychicznie, tłumaczyć jej, że nie może się obwiniać
          za pewne rzeczy, kiedy matka zwala na nią winę. Pozdrawiam
    • synvilla Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwent. 27.07.07, 10:04
      Iwucha bardzo madrze pisze i widac wie co pisze.Arwent, rowniez daje doskonale
      wskazowki- ksiazki Alice Miller czytalam i sa swietne. Polecam tez ksiazke,
      ktora nie ma z tematem watku nic wspolnego, ale pokzauje jak mechanizmy
      wyniesione z domu i toksyny otrzymane od rodzicow dalej skutecznie niszcza
      zycie ludziom. To ksiazka Robin Norwood -"Kobiety, ktore kochaja za bardzo"

      Ogolnie jak czytam ten post i wypowiedzi autorki postu to widze jedno.
      Matke.Dziecko- jego wola, psychiczna wolna energia i poczucie wlasnego "ja"
      zostalo zepchniete na dalszy plan.Matka jak taki bluszcz "ladnie" wszczepila
      swoj jad w psychike dziecka podporzadkowujac je sobie."Bo mama czasami jest
      mila"- to czesto slyszy sie w rodzinach gdzie jest przemoc.
      Wielu lat pracy nad soba trzeba aby umiec zauwazyc co matka soba zrobila
      dziecku i jak ta relacja wyglada na zewnatrz.Matka ma wladze, wladze na
      dzieckiem. Pomimo, ze sama jest jak dziecko i nie ma wladzy nad soba swoim
      gniewem i agresja.

      Duzo by na ten temat pisac i tak wiem ze to co pisze nie dotrze do autorki
      postu.Teraz nie dotrze kiedys dotrze i zrozumiesz.

      Psychologia, jest nauka i dzieki Bogu ze ja mamy jako nauke, jest po to miedzy
      innymi, aby pomoc ludziom spojrzec na swoje zycie, relacje z nim zwiazane, z
      innej strony. Uleczyc te relacje. Gdyby nie bylo psychologii zylibysmy jak
      kurczaki. Psychologie umniejszaja ludzie, ktorzy boja sie PRAWDY O SOBIE. Bo
      czasami jest dla nich zbyt bolesna aby dotrzec do korzeni.

      Do autorki postu. Matka twoja maltretuje psychicznie twoja siostre az kiedys
      zrobi z niej takiego samego kaleke psychicznego jak ona sama.
      czlowiek ma prawo do wszystkich swoich uczuc, do zlosci, nienawisci, to prawo
      wymusila na was wasza matka, jednoczesnie pozbawiajac was tego samego wobec
      niej.
      I to jest wlasnie TYRANIA.
      Milosc i rozsadek powinny isc razem.
      • iwucha Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwent. 27.07.07, 15:14
        Psychologie umniejszaja ludzie, ktorzy boja sie PRAWDY O SOBIE. Bo
        > czasami jest dla nich zbyt bolesna aby dotrzeć do korzeni.


        Święte słowa!
      • chyba.jednak Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwent. 27.07.07, 16:01
        > Gdyby nie bylo psychologii zylibysmy jak
        > kurczaki.

        Gdyby nie bylo matematyki zylibysmy jak kurczaki.
        Gdyby nie bylo informatyki zylibysmy jak kurczaki.
        Gdyby nie bylo filozofii zylibysmy jak kurczaki.
        Gdyby nie bylo religii zylibysmy jak kurczaki.
        Gdyby nie bylo polityki zylibysmy jak kurczaki.
        ... ;)
        • arwen8 Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwen 27.07.07, 16:19
          Chyba.jednak, naprawdę nie zauważasz różnicy? Na dodatek wrzucasz do jednego
          worka z naukami religię i... politykę. To nie jest nawet zabawne.

          A "kurczakami" większość ludzi niestety jest ponieważ żyje w błogiej (i
          niebezpiecznej) nieświadomości. Psychologia pomaga m.in. poznać i zrozumieć
          siebie samego. Ta wiedza często może być bolesna, ale jakże piękna i niezbędna!
        • synvilla Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwent. 27.07.07, 17:16
          I po co to infantylne przekomarzanie?
          Prawdopodbnie jestes bardzo mloda osoba, dla ktorej wyjscie poza granice
          wlasnych dotyczasowych granic wartosci jest trudne.

          Matkom, ktore maltretuja swoje dzieci, psychicznie jak i fizycznie nalezy sie
          odbieranie dzieci. One naduzyly juz swojej roli jako rodzic. Najczesciej
          zdarzyly juz wyrzadzic wiele szkod, ktore dziecko moze odczuwac przez wiele
          lat swojego zycia.

          W Polsce i jedynie w Polsce, preferuje sie image matki jako tej "swietej
          krowy", ktorej wolno - wszystko- zrobic z dzieckiem. Ale wymagania stawiane
          matkom sa znikome.
          W wielu innych krajach matka autorki postu juz dawno by starcila prawa
          rodzicelskie, bo szkola natychmiast powiadomilaby odpowiednie wladze.
          W Polsce jest jednak inaczej. To matka jest ta nieszczesna ofiara, trzeba ja
          chronic, a nie dziecko przed matka! Jest to chory, obludny i bardzo
          niedopwiedzialny - spolecznie wybitnie szkodliwy tok myslenia.
          • brunetka84 Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwent. 27.07.07, 17:48
            Dziekuje wam za opinie, za dobre slowa. Jest dokladnie tak jak piszecie,
            rozumiem problem jednak tak ciezko wybrnac z tej sytuacji. Wiem ze musze jednak
            bo to sie toczy od wielu wielu lat i spowodowalo ze jestem taka osoba a nie
            inna co mi bardzo przeszkadza, bo pomimo (24lat) czuje sie jak mala dziewczynka
            i tak mysle. Pomagacie mi zrozumiec schemat tego wszystkiego. Chcialam pomoc
            siostrze jednak widze ze najpierw musze pomoc takze sobie by pomoc jej. Tylko
            tu pojawia sie pytanie i paralizujacy lek przed tym co sie stanie, bo ja juz
            nie mieszkam w domu ale siostra tak, i boje sie ze gdy zaczne rozwiazywac ten
            problem to ona bedzie miala pieklo w domu, bo ja to wiem ze tak bedzie te
            psychiczne pieklo. Gdy staram sie z nia rozmawiac o reakcjach mamy ona nie chce
            o tym rozmawiac nigdy, chociaz wiem ze bardzo matka ja rani. Ale ona nie
            zrozumie gdy jej wytlumacze ze matka jest oprawca, ze stosuje przemoc
            psychiczna bo jest jeszcze za mala. Chodzi do szkoly wiec tez bedzie sie
            wstydzic gdy wyjdzie ze z jej matka jest cos nie tak. Zastanawiam sie czy nie
            skrzywdze jej bardziej niz jej pomoge.
            • piesbaskervill Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwent. 27.07.07, 18:10
              wiesz,myslę,że powinnaś skorzystać z fachowej pomocy,może jakiś psychiatra,byle
              nie od leków i samochodów :)
            • iwucha Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwent. 27.07.07, 19:00
              Ale ona nie
              > zrozumie gdy jej wytlumacze ze matka jest oprawca, ze stosuje przemoc
              > psychiczna bo jest jeszcze za mala. Chodzi do szkoly wiec tez bedzie sie
              > wstydzic gdy wyjdzie ze z jej matka jest cos nie tak. Zastanawiam sie czy nie
              > skrzywdze jej bardziej niz jej pomoge.

              Dlatego powinnaś skorzystać z pomocy Komitetu Ochrony Praw dziecka (link
              znajdziesz w którymś z poprzednich moich postów). Tam pomogą Ci rozwiązać
              wszystkie Twoje obawy, pomogą Ci w decyzjach krok po kroku, pomogą w mediacjach
              i kwestiach sądowych, będą wsparciem psychologicznym dla Ciebie i siostry. To
              bardzo pomocna instytucja. Na pewno nie będzie to prosta droga ale na końcu jest
              światełko w tunelu :-) Terapia w Komitecie (a wierz mi, tam naprawdę siedzą
              fachowcy dużego kalibru jeśli chodzi o kwestie przemocy!)pomoże uporać się
              Twojej siostrze z tymi wszystkimi problemami typu szkoła, mówienie o emocjach
              itp. To jest coś, co musi trwać i musi też boleć. Początek jest najtrudniejszy
              ale naprawdę się udaje! Dzieciaki z takich rodzin w końcu jakoś wychodzą na
              prostą. Trzeba tylko odrobiny determinacji i czasu!
              Pamiętaj, ze ofiary przemocy dzielą się na te, które chcą z tej przemocy wyjść,
              i na te, które już zawsze pozostaną ofiarami (bo się boją spróbować). Od Ciebie
              zależy, które grono zasilisz. Boisz się, że skrzywdzisz ja bardziej. A może ona
              za kilka lat, gdy dorośnie, powie - w sytuacji, gdy nic nie zrobiłaś - dlaczego
              mnie stamtąd nie zabrałaś? Dlaczego mnie zostawiłaś chociaż wiedziałaś jak mi
              ciężko? I będzie miała uzasadniony żal...

              I nie myśl, że 11 lat to "jest taka mała". Może faktycznie słowa "przemoc",
              oprawca" itd. są dla niej zbyt trudne ale możesz jej pomagać pozwalając na
              uzewnętrznianie jej emocji, nie zaprzeczaj im. Niech płacze, krzyczy - daj jej
              prawo do żalu, gniewu i wściekłości. Bądź i współodczuwaj. Może w ten drobny
              sposób na początku będzie jej choć odrobinę łatwiej gdy będzie miała prawo do
              wyrzucenia swojej złości przy siostrze, której ufa.

              Jeśli nie czujesz pełnej gotowości do takich decyzji, to naprawdę, skorzystaj z
              podpowiedzi innych osób z tego forum, które polecały książki m.in. Alice Miller.
              Czytając uświadamiasz sobie pewne rzeczy i więcej widzisz. A im więcej widzisz,
              tym łatwiej podejmujesz decyzje i się ich trzymasz. Samoświadomość to wielka
              życiowa siła!
              Powodzenia!
          • klopocica Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwent. 27.07.07, 21:27
            Jeszcze lepszym wyjściem byłoby robienie w państwie przymusowych badań
            psychiatrycznych w celu wykluczenia choroby psychicznej (takiej, której objawem
            będzie zadawanie jakiegokolwiek cierpienia innym). Jeśli by u kogoś wykryto
            takie schorzenie, to obowiązkowa kastracja. O ileż mniej byłoby tych tragedii
            rodzinnych.

            Dzieci maltretowane powinny zostać odebrane rodzicom, ale... Nie obędzie się
            bez cierpienia, bo między dziećmi, a rodzicami zawsze wytwarza się więź
            emocjonalna, nawet jeśli ci ostatni są okrutni. Takie nagłe wywiezienie dziecka
            z patologicznego domu do sierocińca jest dla niego strasznym przeżyciem:(
            • iwucha Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwent. 28.07.07, 09:31
              Takie nagłe wywiezienie dziecka
              > z patologicznego domu do sierocińca jest dla niego strasznym przeżyciem:(

              Zgadza się. Ale w wypadku gdy mamy do czynienia z siostrą, bliską rodziną, która
              ma się stać rodziną zastępczą to dzieci niemal automatycznie, nawet przed
              zapadnięciem wyroku sądu, lokuje się w tej rodzinie. W sytuacji autorki wątku
              niewielka jest szansa, by jej siostra czekała w domu dziecka aż do
              uprawomocnienia sie wyroku o przyznanie jej statusu rodziny zastępczej.
              • klopocica Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwent. 28.07.07, 10:04
                iwucha napisała:

                > Takie nagłe wywiezienie dziecka
                > > z patologicznego domu do sierocińca jest dla niego strasznym przeżyciem:(
                >
                > Zgadza się. Ale w wypadku gdy mamy do czynienia z siostrą, bliską rodziną,
                któr
                > a
                > ma się stać rodziną zastępczą to dzieci niemal automatycznie, nawet przed
                > zapadnięciem wyroku sądu, lokuje się w tej rodzinie. W sytuacji autorki wątku
                > niewielka jest szansa, by jej siostra czekała w domu dziecka aż do
                > uprawomocnienia sie wyroku o przyznanie jej statusu rodziny zastępczej.

                Tak, ale ja teraz pisałam ogólnie, nie o tym konretnym przypadku. To była taka
                refleksja.
                • synvilla Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwent. 28.07.07, 10:24
                  Patalogia jest patalogia. My tutaj dalismy jedynie te rady jakie uznajemy za
                  sluszne. W patalogicznych rodzinach rosna patalogiczni dzieci, ktore w
                  najlepszym przypadku spedza reszte swojego zycia leczac swoje neurozy u lekarzy
                  czy psychologow.


                  Mysle ze autorka postu choc widzi, ze zle sie dzieje z siostra- sama nadal jest
                  ofiara" przemocy agresywnej i zapewne nieobliczalnej psychicznie matki.


                  Dlatego jest jej trudno wyjsc naprzeciw i w zdecydowany sposob zareagowac.
                  To co mozna polecic to asertywne zachowanie. Ktore chroni przed min. tego typu
                  zachowaniem jakie matka ma wobec swoich dzieci.
                  Takiemu tyranowi potrzeba przez caly czas ujawnaic jego slabe strony i
                  postepowanie.Dyskutowac. Stawiac sie jej na przekor.Buntowac sie, stawiac pod
                  znakiem zapytania jej teorie, konfrontowac. Ale takiego zachowania jest trudno
                  wymagac od dziecka 11 letniego.
                  • beksiulek Re: A ja zgadzam sie z Iwucha, z Arwent. 28.07.07, 11:40
                    < zrób wszystko, aby zabrać siostrć od matki
                    < ja to zrobiłam
                    < chociaż sama choruję do dzisiaj
                    < moją siostrę uchroniłam
                    < a miałam wówczas 20 lat
                    < takze napewno dasz sobie radę!
                    < trzymaj się i działaj!
    • mskaiq Re: Jak uwolnic sie od terroru psychicznego? 28.07.07, 12:01
      Musisz nauczyc sie wybaczyc Swojej Matce, tylko w taki sposob jestes w stanie
      rozwiazac Swoj problem z Matka. W podobny sposob mozesz pomoc Swojej Siostrze.
      Jesli bedzie wybaczala Matce wtedy dzialania Matki beda ranily Ja slabo, bo nie
      bedzie zalu, ktory przynosi bol.
      Musisz rozumiec ze Twoja Matka ma olbrzymie problemy ze Soba i te problemy
      przekazywala Tobie a teraz Twoje Siostrze. Tak dlugo jak te problemy sa w Niej
      tak dlugo jest negatywna. Czlowiek negatywny przekazuje negatywnosc bo nie ma w
      nim innych uczuc. Te wszystkie negatywne uczucia rania Twoja Matke rowniez, ale
      Ona uwaza to za normalne. Robila to w stosunku do Ciebie bo uwazala ze to
      najlepszy sposob wychowawczy a teraz uwaza ze to najlepszy sposob na Twoja
      Siostre.
      Istnieje powszechne przekonanie ze najlepsza metoda wychowawcza jest krytyka,
      krzyk, czy wymuszenie. Te metody istnieja w bardzo wielu rodzinach, przynosza
      wiele cierpienia i stresu.
      Serdeczne pozdrowienia.
Pełna wersja