uspilam psa, nie wiem jak sobie poradzic

IP: *.int.warszawa.sint.pl 27.06.03, 09:08
Wlasnie uspilam mojego psa. Byl stary, mial 16 lat i bardzo cierpial. Wiem,ze
to najlepsze wyjscie.
Teraz siedze w pracy (nowej w ktorej nikogo jeszcze nie znam) i probuje sie
trzymac jakos w pionie... Ale mam przed osba caly dzien inie wiem jak to
zrobie..
    • sdfsfdsf Re: uspilam psa, nie wiem jak sobie poradzic 27.06.03, 09:13
      pewnie ze nie wytrzymasz, za pare minut z ogromnej bolesci padniesz na srodku
      pokoju w przedsmiertnych konwulsjach, twarz wykrzywia ci paroksyzmy bolu,
      naglym ruchem zlapiesz pochylajacego sie nad toba kierownika i ochryplym glosem
      szepniesz: khe, khe.. umieram, pochowajcie mnie obok mojego psa ..khe,khe..
      widze biale swiatlo a na koncu pikusia..khe,khe.. zegnajcie.. i skonasz
    • Gość: uasiczka Re: uspilam psa, nie wiem jak sobie poradzic IP: 212.244.209.* 27.06.03, 09:18
      też to przechodziłam - straszna ale konieczne. nic nie mogę ci poradzić. po
      prostu trzeba przeczekać.
      trzymaj się cieplutko.
    • alfika Re: uspilam psa, nie wiem jak sobie poradzic 27.06.03, 09:29
      Przez te parę godzin w pracy możesz ratować się wychodzeniem do miejsca
      ustronnego, żeby sobie pobeczeć. Przyziemne, ale daje ulgę.
      Pozdrawiam Cię cieplutko.
    • Gość: Malwina Re: uspilam psa, nie wiem jak sobie poradzic IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 27.06.03, 09:39
      rycz ile wlezie, nawet nie w wychodku
      i w dodatku zaraz ludzi poznasz i to prawdopodobnie z najlepszej strony
      trzymaj sie
    • Gość: cygne Re: uśpiłam psa... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.06.03, 10:08


      Czasami wydaje mi sie , że ludzie miłością do zwierząt zastępują miłośc i
      przyjaźń do człowieka. Mówi się, że ktoś, kto nie kocha zwierząt nie jest dobrym
      człowiekiem. Miłość do zwierząt przeradza się często w fanatyzm i naprawdę znam
      bardzo dużo ludzi chołubiących swoje pieski i kotki, którzy odnoszą sie z
      wielką wrogością - na przykład do dzieci na podwórku .
      "Psie" cmentarze z nagrobkami, czy to nie jakaś paranoja?
      Może to zbyt drastyczny przykład, ale Hitler też miał psa, którego kochał
      (bardzo).

      To oczywiście nie ma nic wspólnego a tragedią jaka przeżywa autorka wątku,
      której bardzo współczuję, też miałam ulubionego psa i traktowany był bardzo
      dobrze w naszym domu i też trzeba było go w końcu uśpić i było nam smutno.
      Jednak o przeżywaniu tragedii z powodu psa może chyba mówić osoba, która nie
      przeżyła śmierci w męczarniach kogoś najbliższego.
      Ja przeżyłam. Czym jest w obliczu nieuchronnej śmierci człowieka, uśpienie psa ?
      Potrzeba nam chyba więcej pokory wobec życia.

      pozdr.
      • Gość: Laila Re: uśpiłam psa... IP: *.int.warszawa.sint.pl 27.06.03, 10:22
        Masz racje, nie przezylam jeszcze smierci nikogo z najblizszych (oprocz
        dziadkow,ale to jak bylam mala i nie bardzo rozumialam co sie dzieje).
        A ten pies byl ze mna odkad pamietam, i dlatego tak boli....
      • ziemiomorze Re: uśpiłam psa... 27.06.03, 10:30
        Gość portalu: cygne napisał(a):

        > Czasami wydaje mi sie , że ludzie miłością do zwierząt zastępują miłośc i
        > przyjaźń do człowieka. Mówi się, że ktoś, kto nie kocha zwierząt nie jest
        dobry
        > m
        > człowiekiem. Miłość do zwierząt przeradza się często w fanatyzm i naprawdę
        znam
        >
        > bardzo dużo ludzi chołubiących swoje pieski i kotki, którzy odnoszą sie z
        > wielką wrogością - na przykład do dzieci na podwórku .

        Jesli pies czy kot jest wieloletnim, wiernym kompanem, jedynym towarzyszem
        samotnosci, a dzieci na podworku zgraja wulgarnych i niebezpiecznych wyrostkow
        z braku lepszych rozrywek zajmujacych sie okradaniem samochodow - mnie to
        spejalnie nie dziwi

        > "Psie" cmentarze z nagrobkami, czy to nie jakaś paranoja?

        Dlaczego?

        > Może to zbyt drastyczny przykład, ale Hitler też miał psa, którego kochał
        > (bardzo).

        No i? Bo nie rozumiem, jak ten fakt wiaze sie z tematem

        > To oczywiście nie ma nic wspólnego a tragedią jaka przeżywa autorka wątku,
        > której bardzo współczuję, też miałam ulubionego psa i traktowany był bardzo
        > dobrze w naszym domu i też trzeba było go w końcu uśpić i było nam smutno.
        > Jednak o przeżywaniu tragedii z powodu psa może chyba mówić osoba, która nie
        > przeżyła śmierci w męczarniach kogoś najbliższego.

        Czasem wlasnie pies jest tym najblizszym. Co wtedy - cieszyc sie, ze to 'tylko
        pies umarl'?

        > Ja przeżyłam. Czym jest w obliczu nieuchronnej śmierci człowieka, uśpienie
        psa
        > ?

        Zwierze i czlowieka mozna kochac dokladnie tak samo,

        ziemiomorze
      • alfika Re: uśpiłam psa... 27.06.03, 10:33
        Cygne, nie wszyscy tak zastępują. I nie można minimalizować cierpienia innego
        człowieka. Przecież zaraz Tobie ktoś moze powiedzieć czym jest umieranie w
        meczarniach jednego człowieka w porównaniu z jednym transportem więźniów do
        komory gazowej w Oświęcimiu.
        Nie umniejszy sie w ten sposób Twojego cierpienia ani cierpienia Twojego
        bliskiego, który odszedł - przecież to nadal dla Ciebie jest ważne!
        Dla L. ważne jest teraz to, że straciła psa.
      • Gość: Malwina Re: uśpiłam psa... IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 27.06.03, 10:37
        nie przesadzajmy , mysle ze dziewczyna nie potrzebuje przypomnienia ze zycie
        jej mamy siostry narzeczonego lub dziecka jest wyzej postawione niz pies.
        Ale czy to znaczy ze nie mozna plakac po psie ???


        Gość portalu: cygne napisał(a):

        >
        >
        > Czasami wydaje mi sie , że ludzie miłością do zwierząt zastępują miłośc i
        > przyjaźń do człowieka. Mówi się, że ktoś, kto nie kocha zwierząt nie jest
        dobry
        > m
        > człowiekiem. Miłość do zwierząt przeradza się często w fanatyzm i naprawdę
        znam
        >
        > bardzo dużo ludzi chołubiących swoje pieski i kotki, którzy odnoszą sie z
        > wielką wrogością - na przykład do dzieci na podwórku .
        > "Psie" cmentarze z nagrobkami, czy to nie jakaś paranoja?
        > Może to zbyt drastyczny przykład, ale Hitler też miał psa, którego kochał
        > (bardzo).
        >
        > To oczywiście nie ma nic wspólnego a tragedią jaka przeżywa autorka wątku,
        > której bardzo współczuję, też miałam ulubionego psa i traktowany był bardzo
        > dobrze w naszym domu i też trzeba było go w końcu uśpić i było nam smutno.
        > Jednak o przeżywaniu tragedii z powodu psa może chyba mówić osoba, która nie
        > przeżyła śmierci w męczarniach kogoś najbliższego.
        > Ja przeżyłam. Czym jest w obliczu nieuchronnej śmierci człowieka, uśpienie
        psa
        > ?
        > Potrzeba nam chyba więcej pokory wobec życia.
        >
        > pozdr.
        • sdfsfdsf Re: uśpiłam psa... 27.06.03, 10:42
          a propos chien, malwina, il y a un dans une boite aux lettres
          • tea_time Re: uśpiłam psa... 27.06.03, 10:45
            Placz, placz, oplakuj strate. To rada na dzis, bo jest tylko dzis.
            Tea
    • Gość: cygne "Schodzimy na psy?...." :))). IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.06.03, 12:12
      Już odpowiadam każdemu, komu mogło sie wydawać, że minimalizuję czyjąś tragedię
      z powodu utraty psa. Przeciez zaznaczyłam, że rozumiem, że sama miałam itd..
      Po prostu przy okazji wyraziłam swoja szerszą opinię na ten temat.
      Przeżyłam już śmierć kilku bliskich i wiem, , że w takich chwilach jeśli
      znajdzie się ktoś, kto pomoże nabrać dystansu, pomoże nie tylko z punktu
      widzenia swojego "ja" znależć się w nowej sytuacji, daje to więcej niż wspólny
      lament.
      Odnośnie przyjażni czł-zw jest ciekawy, a prawie niezauważony wątek "zarżnąć
      zwierzaka". Polecam.
      Kwestia swoistej mody jaka zapanowała ostatnio na to, by psy, koty uważać za
      członków rodziny to odrębna sprawa. Nie przystaje to jakos do wielkiego zła ,
      szerzącego sie wokół, jakie ludzie ludziom potrafią wyrządzać.
      Dlaczego tak mało jest milości i wzajemnego zrozumienia między ludźmi?
      W takim konteście przesadne uwielbianie zwierząt mnie razi, czym mam nadzieję
      nikogo nie obrażam.
      Czy ..."schodzimy na psy"?
      Jak Waszym zdaniem należy rozumieć to powiedzenie? ( to juz poza tematem)

      pozdr.
      • otryt Andrzej Bursa - Bar dla psów 27.06.03, 13:02

        Aby zilustrować wypowiedź Cygne zamieszczam wiersz Andrzeja Bursy


        Bar dla psów w mieście Bonn


        Na zachodzie w mieście Bonn
        Dobre serca mają ludzie.
        Przy uliczce w mieście Bonn
        Mały mieści się lokalik.

        Nasi by tam dawno, panie,
        Bibliotekę czy świetlicę,
        Albo żłobek, by oseskom
        Marksizm wpychać w małe główki.

        Ale tam, w mieście Bonn,
        Zachód, panie, zachód, panie,
        Dobre serca mają ludzie,
        Tam - maleńki bar dla psów.

        Wśród wesołych, lśniących psów
        Chodzi kelner Wonny Bóg,
        Uśmiechnięty i niebiański
        Jak z Asyżu dobry święty.

        Chmurny dog, pasiasty drad,
        Wcina kotlet po wiedeńsku,
        Foksterierek chłepta bulion,
        Nóżki w cieście seter żre.

        Na kanapie - miękki plusz,
        Bokser się wyciągnął tłusty,
        Pomarszczony pysk sceptyczny
        Na poduszce miękkiej legł.

        Biedny Miki, biedny Mix,
        Taki słaby masz żołądek,
        Ale szynka dziś bez tłuszczu,
        Może jednak... Pozwól Mix...

        Ulicami zimny wiatr,
        Ćmi za oknem noc niemiecka.
        W drzwiach kuchennych czarna postać:
        - Co nowego, pani Schultz?

        - Bieda? No cóż, jest tu łyżka.
        Dzisiaj zostawili dość.
        Pieski jakoś niełakome,
        Możesz sobie pani zjeść.

        Na zachodzie w mieście Bonn
        Luksus, panie, cuda, panie,
        Dobre serca mają ludzie,
        Tam - maleńki bar dla psów.

    • Gość: aiszka4 Re: uspilam psa, nie wiem jak sobie poradzic IP: srv1:* / 192.168.1.* 27.06.03, 13:31
      Gość portalu: Laila napisał(a):

      > Wlasnie uspilam mojego psa. Byl stary, mial 16 lat i bardzo cierpial.
      Wiem,ze
      > to najlepsze wyjscie.
      > Teraz siedze w pracy (nowej w ktorej nikogo jeszcze nie znam) i probuje sie
      > trzymac jakos w pionie... Ale mam przed osba caly dzien inie wiem jak to
      > zrobie..


      Nie tłum w sobie żalu, to szybciej minie. Jeśli potrzebujesz, to płacz, choć w
      pracy może być to trudne.
      A w weekend pewien czas poświęć na żałobę, a później wymyśl sobie jakieś
      absorbujące i wyczerpujące zajęcie. Idź na basen i przepłyń dystans na żółty
      czepek. Albo wytańcz się do upadłego w jakiejś fajnej knajpce. Albo pobiegaj,
      ale w miejscu gdzie nie ma spacerowiczów z psami, żeby Ci nie było przykro.
      I pomyśl sobie, że "Wszystkie psy idą do nieba":)
      To jedna z ulubionych bajek moich dzieci.
      Pozdrawiam,
      A.
    • Gość: paulina Re: uspilam psa, nie wiem jak sobie poradzic IP: 195.136.95.* 27.06.03, 13:55
      Nie chcę Cię pocieszać, bo wiem, że to nic nie da. Na każde nieszczęście
      receptą jest jedynie czas (przynajmniej tak działa to w moim przypadku).
      Chciałabym Ci jedynie napisać, bo jest tu wiele różnych opinii, że doskonale
      Cię rozumiem. Sama mam ukochanego psiaka, który ma już dwanaście lat i dopadają
      go już różne choroby. Nie umiem sobie na razie wyobrazić,że kiedyś go nie
      będzie. I niech ktoś mi nie pisze, że nie mam przez to szacunku do ludzi, bo
      nie widzę związku. Nie jestem też jakąś szczególnie chronioną osobą, jeśli
      chodzi o nieszczęścia tego świata. Śmierć mojego psa byłaby dla mnie....no
      właśnie nie wiem nawet jak to napisać. Współczuję Ci bardzo, że musisz dzisiaj
      siedzieć w nowym miejscu, udawać, uśmiechać się. Za tydzień, dwa zobaczysz
      będzie lepiej. Trzymaj się. Paulina
      • Gość: Laila Re: uspilam psa, nie wiem jak sobie poradzic IP: *.int.warszawa.sint.pl 27.06.03, 14:19
        No wlasnie, nawet tydzien temu sobie pomyslalam,ze ja nie wyobrazam sobie zeby
        moglo jej kiedykolwiek zabraknac.
        No a dzis jak wroce do domu to tak niestety bedzie.
        no ale moze nie bedzie az tak zle....
    • Gość: Imagine Re: uspilam psa, nie wiem jak sobie poradzic IP: *.unl.edu 27.06.03, 15:49
      Gość portalu: Laila napisał(a):

      > Wlasnie uspilam mojego psa. Byl stary, mial 16 lat i bardzo cierpial. Wiem,ze
      > to najlepsze wyjscie.
      > Teraz siedze w pracy (nowej w ktorej nikogo jeszcze nie znam) i probuje sie
      > trzymac jakos w pionie... Ale mam przed osba caly dzien inie wiem jak to
      > zrobie..
      To smutne. Pozegnalas swego najwiekszego przyjaciela. Teraz oddaj to w rece
      CZASU. A po przyjsciu do domu... wyplacz sie. To Ci pomoze. Twoj piesek gdzies
      tam merda ogonkiem.
      Imagine.
    • Gość: Agata Wiem co czujesz IP: *.net 27.06.03, 20:23
      Doskonale wiem co teraz przeżywasz. Przechodziłam przez to dwa lata temu. Moja
      psina miała 14 lat i strasznie się rozchorowała. Leczyłam ją długie miesiące,
      by po wielu poświęceniach usłyszeć od lekarza, że nie ma dla niej żadnych
      szans. Jedynym ratunkiem dla jej cierpienia miało być uśpienie. Strasznie było
      nam ciężko. Ona przecież była członkiem naszej rodziny. Nie zrozumie tego nikt,
      kto nie miał w domu takiego kochanego przyjaciela. Minęło już tyle czasu, a
      nawet teraz pisząc te słowa zakręciła mi się łezka w oku.

      Bądź silna.
    • Gość: tak Re: uspilam psa, nie wiem jak sobie poradzic IP: *.net.pl / 192.168.1.* 27.06.03, 23:20
      Gość portalu: Laila napisał(a):

      > Wlasnie uspilam mojego psa. Byl stary, mial 16 lat i bardzo cierpial. Wiem,ze
      > to najlepsze wyjscie.
      > Teraz siedze w pracy (nowej w ktorej nikogo jeszcze nie znam) i probuje sie
      > trzymac jakos w pionie... Ale mam przed osba caly dzien inie wiem jak to
      > zrobie..

      Szukasz porady, pocieszenia w internecie?
      Nie masz bliższych krewnych, przyjaciół, znajomych?
      Co to za praca, w której nowy pracownik hasać może po necie?

      Współczuję utraty bliskiego czworonożnego przyjaciela.
    • owszem Re: uspilam psa, nie wiem jak sobie poradzic 28.06.03, 16:02
      Współczuję Ci.
      Pewnie żadne to pocieszenie, że przejdzie.
      Mój miał 18 lat i odszedł sam.
      Zrobiłam sobie drinka tego dnia. Może nawet dwa..?
    • Gość: gość Re: uspilam psa, nie wiem jak sobie poradzic IP: *.Astral.Lodz.PL 28.06.03, 23:21
      nasz na szczęście odszedł sam - ale na naszych rękach i mimo, że przeżyłam
      śmierć naprawdę bliskiej mi osoby 7 lat temu - sama reakcja była dokładnie taka
      sama, rozpacz, ból, apatia itd. W tym przypadku byliśmy razem i strasznie to
      przeżyliśmy, pociechą był w tym wszsytkim duży wysiłek związany z
      wykopaniem "grobu". Z człowiekiem spędziłam trzy lata i był moim "mistrzem" i
      przyjacielem , z psem pięć lat - był moim przyjacielem. Nie wstydziłam ani nie
      wstydzę się swoich uczuć z tym związanych ani przed rodziną ani przed
      znajomymi. Ludzie zresztą znający układ nie wypytywali od razu - odczekali
      moment by dowiedzieć się co się stało. Jako dziecko przeżywałam "śmierć" lalki
      czy misia, pośmierci pierszego chomika nie byłam w stanie iść do szkoły -
      sądzę że jest to pożyteczna zdolność świadcząca o wrażliwości człowieka . Nie
      można wstydzić się swojej tęsknoty czy żalu choćby za najmniejszą istotką. Wolę
      u dzieci czy dorosłych te przeżycia niż wyrywanie skrzydełek czy męczenie
      kotów.
Pełna wersja